Ostatnie dni lipca będą stać pod znakiem wielkiego boksu. We wtorek 25 lipca w dalekiej Japonii potężnie bijący Naoya Inoue (24-0, 21 KO) postara się zameldować z przytupem w kolejnej kategorii wagowej – jego rywalem będzie uznawany za numer jeden kategorii superkoguciej Stephen Fulton (21-0, 8 KO). To hitowe starcie będzie jednak tylko przygrywką do sobotniej batalii Terence'a Crawforda (39-0, 30 KO) z Errolem Spencem (28-0, 22 KO), która może się okazać "Walką Dekady".
TRANSMISJA WALKI SPENCE – CRAWFORD W TVP SPORT!
Boks od lat cierpi na wiele schorzeń – jest ich tyle, że można je wyliczać godzinami. Zbyt wiele kategorii wagowych, zbyt wielu mistrzów i niejasna polityka czterech głównych federacji (WBA, WBC, IBF i WBO) to tylko niektóre z nich. Równie poważnymi problemami są nieaktywność najlepszych pięściarzy oraz patologiczne przedłużenie oczekiwanie na hitowe pojedynki. Na szczęście w 2023 roku widać kilka drobnych podstaw do optymizmu, a te najbardziej jaskrawe wydarzą się właśnie pod koniec lipca.
W akcji zobaczymy tercet zaliczany do TOP 10 najlepszych pięściarzy świata bez podziału na kategorie wagowe przez magazyn "The Ring". Bardzo możliwe, że zwycięzca jednej z tych walk zostanie zresztą nowym numerem jeden w tym rankingu. Raczej nie ma w tym przypadku – w końcu w odstępie kilku dni do ringu wyjdą zawodnicy, którzy w sumie odnieśli 104 zwycięstwa bez choćby jednej porażki. Na mistrzowskim poziomie realizują się od lat z wielkimi sukcesami. Każdy z nich może się również pochwalić unikalną ringową tożsamością.
Okiełznać "Potwora„
– Jeśli nie kochasz tego chłopaka to nie znasz się na boksie – powiedział o nim promotor Lou DiBella. Inoue to bez dwóch zdań jeden z najmocniej bijących pięściarzy XXI wieku. Widać to nawet przy jego skromnych warunkach fizycznych (165 cm wzrostu i ok. 50-53 kg wagi) – rywale w kolejnych kategoriach wagowych padają jak muchy. Japończyk potrafi nokautować ciosami z obu rąk, a do tego jest również jednym z największych fachowców od uderzeń na korpus.
30-latek pierwszy mistrzowski tytuł wywalczył już w 2014 roku – w kategorii słomkowej (limit: 48,9 kg). I od tamtej pory rywalizuje wyłącznie z elitą – w sumie stoczył 19 pojedynków z rzędu, w których stawką był tytuł czempiona. Zmieniały się kategorie wagowe, ale siła "Potwora" wciąż robiła wrażenie. Wygrał wszystkie z tych walk (w tym 17 przez nokaut) i z czasem stał się pięściarzem budzącym emocje już nie tylko w Japonii.
W 2017 roku zadebiutował w Stanach Zjednoczonych na gali pokazywanej przez stację HBO. Rok później przeszedł do kategorii koguciej (53,5 kg), gdzie w pierwszym występie zmiótł z ringu już w pierwszej rundzie Jamiego McDonnella (29-2-1) – urzędującego mistrza świata federacji WBA. Inoue zyskał jednak najwięcej na udziale w turnieju World Boxing Super Series (WBSS), który zapewnił mu globalną rozpoznawalność.
Turniejowe rozgrywki miały wyłonić najlepszego pięściarza kategorii koguciej. Japończyk tylko potwierdził dominację. W pierwszej walce znokautował już w pierwszej rundzie Juana Carlosa Payano (20-1) – byłego mistrza świata. W drugiej urzędujący czempion organizacji IBF – Emmanuel Rodriguez (19-0) – wytrwał w ringu niewiele dłużej. Godny rywal pojawił się dopiero w finale, choć na papierze właściwie nic na to nie wskazywało.
Nonito Donaire (40-5) to żywa legenda niższych kategorii wagowych. Do turnieju dołączył jako ostatni z zaproszonych, ale mało kto dawał mu szanse na sukces. Legendarny Filipińczyk w wieku 36 lat postanowił zejść dwie wagi niżej – takie pomysły właściwie nigdy nie kończą się dobrze. W awansie do finału pomogło mu szczęście, jednak w decydującej walce pokazał się ze znakomitej strony. Po ciosie na korpus był liczony, ale w odpowiedzi potrafił złamać Inoue oczodół. Po dwunastu brutalnych rundach nieznacznie lepszy był "Potwór". Pod koniec 2019 roku Magazyn "The Ring" uznał ten pojedynek "Walką Roku".
Akcje Japończyka wciąż rosły. Związał się kontraktem promotorskim ze słynną grupą Top Rank i kontynuował kolekcjonowanie tytułów. W czerwcu 2022 roku znokautował Donaire'a w rewanżu już w drugiej rundzie, a w grudniu został niekwestionowanym czempionem po pokonaniu Paula Butlera (34-2). Po tej walce nie miał już nic do udowodnienia w wadze koguciej i kolejnych wyzwań postanowił szukać wyżej. Na celownik wziął Stephena Fultona (21-0, 8 KO) – niepokonanego mistrza świata dwóch federacji, który jest uznawany za najlepszego pięściarza w wadze superkoguciej.
Wyprawa w nieznane
Mimo różnych biznesowych przeszkód udało się dość szybko doprowadzić do walki. Mało tego – 29-letni Amerykanin zdecydował się bronić tytułów w ojczyźnie pretendenta, co w wielkim boksie nie zdarza się przecież często. Zadecydowały pieniądze – Inoue jest w Japonii tak wielką gwiazdą, że Fulton może liczyć na rekordową wypłatę. – Nie będę zawstydzony ani zdenerwowany – gwarantuje pięściarz, dla którego będzie to pierwsza zawodowa walka poza domem.
Mistrzowska droga zawodnika z Filadelfii jest dużo krótsza, ale choć ma na koncie tylko trzy mistrzowskie walki, to zdążył już pokonać dziewięciu wcześniej niepokonanych pięściarzy. W pokonanym polu zostawił choćby wybuchowego Brandona Figueroę (22-0-1), doświadczonego Daniela Romana (29-3-1) i Angelo Leo (20-0) – jednego z faworytów samego Floyda Mayweathera.
Fulton będzie miał nad Inoue przewagę warunków fizycznych – wzrostu (4 cm) i zasięgu ramion (8 cm). W dniu walki powinien być także cięższy niż rywal, który zaczynał przygodę z boksem od najniższych kategorii. Jego atutem może być także styl boksowania – Amerykanin potrafi boksować na dystans, ale jest znakomity również w bliskim kontakcie. Do tego ma żelazne płuca i dużą ringową inteligencję.
"Potwór" widział dużo, ale nigdy nie spotkał się z kimś takim. Żaden z jego dotychczasowych rywali nie był czarnoskórym pięściarzem o śliskim stylu. To działa też w drugą stronę – Fulton nigdy nie spotkał tak wybuchowego punchera. Faworytem bukmacherów jest Inoue, ale niektórzy eksperci liczą na niespodziankę. Walka odbędzie się w Japonii, ale bez udziału miejscowych i amerykańskich sędziów, co ma gwarantować obu stronom równe warunki.
– Jeśli Inoue pokona Fultona to uznam go za drugiego najlepszego pięściarza w historii Azji – tylko za Mannym Pacquiao. Z pewnością będzie najlepszym przedstawicielem japońskiego boksu. Wygrana zagwarantuje mu status "All Time Great" – jednego z najlepszych w dziejach. Będzie też głównym kandydatem do tego, by zostać "Pięściarzem Dekady" – ocenił Stephen Edwards, trener i analityk.
Starcie Fultona z Inoue to rzadko spotykane w boksie zjawisko, gdy oczekiwana przez wszystkich walka dochodzi do skutku w idealnym momencie. Powszechną praktyką jest odwlekanie pojedynków aż do przesady. Promotor Oscar de la Hoya bronił tego typu działań nazywając je "marynowaniem". W ostatnich latach z podobną "marynatą" wielokrotnie przesadzano – choćby w przypadku spotkania opóźnianego starcia Giennadija Gołowkina z Canelo Alvarezem.
Za późno czy w sam raz?
W sobotę 29 lipca wreszcie dojdzie jednak do starcia, na które kibice boksu czekają od lat. Terence Crawford (39-0, 30 KO) to pięściarz, który na mistrzowskim poziomie walczy od 2014 roku – podobnie jak Inoue. Wtedy wywalczył tytuł w kategorii lekkiej (61,2 kg), jednak dużo więcej dokonał w wadze superlekkiej (63,5 kg), gdzie w 2017 roku został niekwestionowanym czempionem.
Amerykanin zapoczątkował trend, a wkrótce w jego ślady poszli kolejni pięściarze. Ołeksandr Usyk, Josh Taylor, Canelo, Jermell Charlo, Devin Haney i Naoya Inoue również wybrali najtrudniejszą z dróg i zostali niekwestionowanymi mistrzami. Crawford w poszukiwaniu kolejnych wyzwań trafił do kategorii półśredniej (66,7 kg), gdzie w czerwcu 2018 roku już w pierwszej walce pobił czempiona organizacji WBO – Jeffa Horna (18-0-1).
Choć w nowej kategorii stoczył w sumie jeszcze sześć walk, to jego kolekcja trofeów wcale się nie powiększyła. Dlaczego? To efekt skomplikowanej układanki, do której Crawford po prostu nie pasował. Jego karierą przez wiele sterował Bob Arum z grupy Top Rank. Pozostałe tytuły były jednak biznesowo powiązane z konkurencyjnym projektem Premier Boxing Champions (PBC).
– Terence jest po złej stronie ulicy – tłumaczył obrazowo Errol Spence (28-0, 22 KO), jedna z największych gwiazd PBC w kategorii półśredniej. Pierwszy tytuł (IBF) wywalczył w 2017 roku na wyjeździe, wygrywając przed czasem z Kellem Brookiem (36-1). Kolejny pas (WBC) dorzucił do kolekcji w 2019 roku, bijąc Shawna Portera (30-2-1). W 2022 roku pokonał Yordenisa Ugasa (27-4), zwiększając stan posiadania również o trofeum organizacji WBA.
– Nie chcę żadnej innej walki. Terence, idę po twój tytuł – powiedział wówczas jeszcze w ringu. Negocjacje trwały przez wiele długich miesięcy. Teoretycznie przeszkody nie istniały – Crawford był już wolnym agentem po tym jak jego kontrakt z Top Rank dobiegł końca. 35-latek nie miał jednak przekonania do czystości intencji projektu PBC i chciał dodatkowych zabezpieczeń. Wiadomo, że ostatecznie w kontrakcie znalazła się klauzula rewanżowa dostępna dla obu pięściarzy bez względu na wynik.
Dlaczego ta walka tak fascynuje? Powodów jest wiele. Obaj są od dawna zaliczani do TOP 5 najlepszych pięściarzy bez podziału na kategorie wagowe. Poza tym kontrast stylów zdaje się gwarantować coś wyjątkowego. Crawford po przejściu do kategorii półśredniej wszystkie walki rozstrzygnął przed czasem. Jest uznawany za jednego z najlepszych "finisherów" w całym boksie – gdy widzi zranionego rywala, to nie wypuszcza okazji z rąk. Pod tym względem może nieco przypominać wielkiego Sugara Raya Leonarda.
Spence to z kolei pięściarz, który metodycznie kruszy kolejnych przeciwników. Jego wielkim atutem jest kondycja, ale wrażenie muszą robić też ciosy na korpus – w każdym pojedynku zadaje ich mnóstwo. W ringu powinien być też większym pięściarzem od Crawforda – od lat spekuluje się o jego przenosinach do wyższej wagi. W ostatnich tygodniach pojawił się nawet temat potencjalnej walki z Canelo, który dołączył do projektu PBC.
Do pojedynku Spence kontra Crawford naprawdę łatwo mogło nie dojść. Trzeba jednak oddać obu mistrzom, że naprawdę chcieli tej walki i pewien sposób ją wręcz wymusili. Być może 3 lata temu obaj byli w lepszej formie, jednak dopiero w 2023 roku dzielą między sobą wszystkie mistrzowskie tytuły. Stawka jest ogromna – i obaj mają tego świadomość. – To walka o wszystko. Zwycięstwo będzie wisienką na torcie w mojej karierze – ocenił Crawford.
– Tak, mogłem przejść do wyższej wagi, ale ta walka należała się kibicom. Jesteśmy to winni historii boksu – tu chodzi o nasze dziedzictwo – to z kolei optyka Spence'a. Jedno jest pewne – ta walka wydaje się tak bliska 50/50 jak to tylko możliwe. I tylko dzięki takim pojedynkom jak starcia Fultona z Inoue i Spence'a z Crawfordem zmagający się z wieloma problemami boks może się na dłuższą metę obronić.
FULTON KONTRA INOUE – SZCZEGÓŁY
Kiedy walka: wtorek 25 lipca
Godzina: około 12 polskiego czasu
Miejsce: Ariake Arena, Tokio
Kto walczy: Stephen Fulton (21-0, 8 KO) kontra Naoya Inoue (24-0, 21 KO)
Stawka: tytuły mistrzowskie WBO i WBC kat. superkoguciej
SPENCE KONTRA CRAWFORD – SZCZEGÓŁY
Kiedy walka: noc z soboty na niedzielę 29/30 lipca
Godzina: około 5 nad ranem polskiego czasu
Gdzie obejrzeć transmisję: od 2:00 w TVP SPORT, TVPSPORT.PL, aplikacji mobilnej, Smart TV, HbbTV
Miejsce: T-Mobile Arena, Las Vegas
Kto walczy: Errol Spence (28-0, 22 KO) kontra Terence Crawford (39-0, 30 KO)
Stawka: tytuły mistrzowskie WBO, WBC, WBA i IBF kat. półśredniej