Przejdź do pełnej wersji artykułu

"On go przecież chyba nie dotknął!" Możliwe, ale: karny!

/ Dominik Marczuk oraz Li On Mizrahi z Izraela podczas meczu eliminacyjnego piłkarskich mistrzostw Europy drużyn do lat 21 (fot. PAP) Dominik Marczuk oraz Li On Mizrahi z Izraela podczas meczu eliminacyjnego piłkarskich mistrzostw Europy drużyn do lat 21 (fot. PAP)

Przy takiej dynamice, z jaką bramkarz reprezentacji Izraela zaatakował w polu karnym zawodnika reprezentacji Polski, dla decyzji o podyktowaniu rzutu karnego nie ma znaczenia, czy Izraelczyk dotknął Polaka, czy może zawodnik biało-czerwonych zdołał nad rywalem przeskoczyć bezdotykowo "uciekając z nogami" w trosce o swoje zdrowie.

Czytaj też:

Każdy z takich stalowych i kanciastych obciążników znajdujących się tuż obok boiska w czasie gry jest groźny dla zdrowia lub życia piłkarzy, jeśli nie jest odpowiednio zabezpieczony (fot. Solar Władysławowo/TVPSPORT.PL)

Trener z Pomorza ujawnia: może nawet 50 procent meczów odbywa się na boiskach groźnych dla życia piłkarzy

👉 Choroba lidera kadry. Probierz zszokował składem

To była 32. minuta meczu Polska – Izrael w eliminacjach do mistrzostw Europy reprezentacji do lat 21. Do piłki spadającej w polu karnym, blisko połowy linii bocznej tego pola, wystartowali z przeciwnych stron Dominik Marczuk i Niv Eliasi. Obaj biegli bardzo szybko. Pierwszy przy piłce był Marczuk, który zagrał ją obok wybiegającego Eliasiego. Rozpędzony Izraelczyk wpadł pod nogi Polaka, który w ostatniej chwili nad nim przeskoczył. Gdyby Marczuk tego nie zrobił, bez żadnych wątpliwości zostałby staranowany lub niejako ścięty z murawy. Marczuk przeskoczył ewidentnie w celu uniknięcia faulu, a nie w celu wymuszenia rzutu karnego. Skok Polaka był oczywistą koniecznością wynikającą z troski o swoje zdrowie i chęci uniknięcia ryzyka odniesienia kontuzji, czy co najmniej uniknięcia bolesnego zderzenia.

Sędzia Jovan Kachevski z Macedonii Północnej od razu podyktował rzut karny. Była to jedyna możliwa prawidłowa decyzja w tej sytuacji. Jednak prawdopodobny brak kontaktu fizycznego między atakującym Eliasim i jego ofiarą, czyli Marczukiem, sprawił, że goście mocno kwestionowali decyzję sędziego. Doprowadzili do tego, że skonsultował się on z sędzią asystentem, który biegł blisko tego pola karnego. Po języku ciała było widać, że nie był on przekonany do decyzji o karnym, ale też wyraźnie brakowało mu pewności, aby doradzić arbitrowi głównemu odwołanie tej decyzji. I całe szczęście – zwłaszcza dla sędziów. Rzut karny został wykonany (Polacy go nie wykorzystali), choć widać było, że reakcje Izraelczyków i sędziego asystenta mocno podważyły u Kachevskiego poczucie pewności siebie.

Mimo to sędzia jakoś sobie radził, choć nie był to występ wybitny. W tym meczu nie było systemu VAR, więc sędziowie asystenci musieli reagować szybciej i sygnalizować, co widzą – czy raczej: co im się zdawało... Dlatego było widać wyraźnie, jak słabo wypadł szczególnie drugi sędzia asystent.

Czytaj też:

(fot. Getty Images)

PZPN stanowczo reaguje. Prosi o dokumenty "wraz z uzasadnieniem"

W 59. minucie Polska objęła prowadzenie, ale ten gol nie powinien być uznany. W momencie dośrodkowania dwóch Polaków było na pozycji spalonej. Kluczowe jest to, że jeden z nich, mianowicie Miłosz Matysik, cofnął się z tej pozycji, wyskoczył do piłki, próbował ją główkować i być może ją nawet zagrał (bądź dotknął), a po krótkiej chwili, po odegraniu przez Ariela Mosóra, kopnął piłkę do bramki. Jest jasne, że Matysik był na pozycji spalonej, wziął udział w akcji i zagrywając lub markując zagranie, miał lub mógł mieć wpływ na postępowanie zawodników drużyny przeciwnej. Absolutnie spełnił warunki, aby uznać go za spalonego.

Siedem minut później ten sam sędzia asystent przerwał akcję Polaków, sygnalizując spalonego, którego tak naprawdę nie było. Powtórka telewizyjna dowodzi, że Michał Rakoczy nie był na pozycji spalonej. Przyjął piłkę, oddał strzał, a po chwili – już po gwizdku z powodu sygnalizacji sędziego asystenta – w ramach dobitki Filip Szymczak kopnął piłkę do bramki, za co zobaczył żółtą kartkę.

Wszystkie powyżej opisane sytuacje były raczej jasne i oczywiste, w przeciwieństwie do zdarzenia w 81. minucie. Jakub Kamiński mijał wtedy w polu karnym Tara Archela, który próbując wybić Polakowi piłkę, prawdopodobnie trafił go w nogę w okolicy kostki. Sędzia nie podyktował rzutu karnego, ale trudno tę decyzję zakwestionować, gdyż powtórki telewizyjne nie dają pewności. Można spekulować, wydaje się, owszem, że raczej był faul, ale "raczej" to za mało, aby sędziowie mogli podjąć taką decyzję. Przynajmniej nie w meczach bez systemu VAR, który w przypadku błędu mógłby błędne rozstrzygnięcie skorygować.

Źródło: tvpsport.pl
Unable to Load More

Najnowsze

Zobacz także