{{title}}
{{#author}} {{author.name}} / {{/author}} {{#image}}{{{lead}}}
{{#text_paragraph_standard}} {{#link}}Czytaj też:
{{link.title}}
{{{text}}}
{{#citation}}{{{citation.text}}}
Polscy DJ-e rozkręcali zabawę pod skocznią w Lillehammer. "Owoce pracy za rok lub dwa"

Zmagania w Lillehammer nie były udane dla polskich skoczków. W niedzielnym konkursie do drugiej serii weszło tylko dwóch z nich. Poza zawodnikami ważną rolę spełniało dwóch innych rodaków: Michał Sieczko i Dariusz Ślęzak, którzy rozkręcali zabawę pod skocznią.
Stoch zwrócił się z ważnym apelem do polskich kibiców
Polska dwójka DJ-ów Michał Sieczko (DJ Mikee) i Dariusz Ślęzak (DJ Ucho) wyrobiła sobie europejską renomę. Kibice kojarzą ich z konkursów w Zakopanem, a ostatnio z meczów reprezentacji Polski. Ich umiejętności dostrzeżono także w Norwegii, bowiem zaproszono ich na konkursy Pucharu Świata w Lillehammer.
Mieli za zadanie rozkręcić zabawę pod skocznią. Choć frekwencja nie powalała, udało się złapać dobry kontakt z fanami. – Organizatorzy chcieli zapewnić coś więcej niż tylko muzykę i same skoki zawodników. Musieliśmy zadbać o oprawę, animacje, przygotować zabawy... W skrócie znaleźć sposób na to, jak rozgrzać fanów do czerwoności. Norwegia chciała mieć Zakopane w Lillehammer – powiedział DJ Ucho w rozmowie dla WP SportoweFakty.
To nie pierwszy raz, gdy polska para jest zapraszana za granicę. – Zawsze jesteśmy otwarci na nowe wyzwania. Gdy takowe się pojawiają, nigdy ich nie odrzucamy. Lubimy wychodzić poza strefę komfortu i przyjmować niekonwencjonalne zlecenia. To nie pierwszy raz, kiedy jesteśmy za granicą. Ba, nawet nie pierwszy raz, gdy pracujemy w Skandynawii. Już wcześniej dbaliśmy o to, by kibice dobrze się bawili podczas MŚ w Lahti w 2017 roku i w trakcie Pucharu Świata – dodał.
Niektóre nawyki trudno przenieść z Polski do innego kraju. – Skandynawskich kibiców trzeba trochę przyzwyczajać do rozrywki. Są bardziej stonowani. Powoli przełamuje się kolejne bariery, żeby im pokazać, iż w inny sposób też można się bawić. Oczywiście nie zdziałamy cudów. Nasza obecność nie sprawi, że nagle zawody będą śledzić tłumy – zauważył Ślęzak.