W moich skokach brakuje jeszcze pełnej energii i zaangażowania – powiedział Kamil Stoch po niedzielnym konkursie Pucharu Świata w skokach narciarskich. Choć 36-latek nie podbił Engelbergu, to i tak zanotował najlepszy weekend w sezonie.
Czytaj też: Kubacki rozmawiał z trenerami. "Jest jasny plan"
Stoch wciąż czeka na miejsce choćby w TOP20 zawodów Pucharu Świata. Z Engelbergu i tak przywiózł najlepsze wyniki w sezonie. W sobotnim konkursie zajął 21. miejsce, a w niedzielę został sklasyfikowany o dwie lokaty niżej. – Pierwszy skok był trochę spóźniony, a drugi zaczęty – dopowiedzcie sobie sami od której strony – przez co nie było dobrej energii i musiałem wyciągać w locie – powiedział na antenie Eurosportu.
Zawodnik z Zębu do rywalizacji wrócił po przerwie. Trener Thomas Thurnbichler nie zabrał go bowiem do Klingenthal. Zamiast tego dał mu czas na spokojny trening w pod okiem Zbigniewa Klimowskiego i Krzysztofa Miętusa. Co udało się w tym czasie wypracować? – Pozycję mam względnie stabilną i z tego cokolwiek można robić. Te skoki nie są pewne na sto procent, nie ma w nich pełnej energii i zaangażowania. Są takie "zobaczymy co będzie". Ale jest dobra baza – stwierdził.
Skoczek został też zapytany o to, czego brakuje mu do osiągania jeszcze lepszych wyników. – Chciałbym, żeby było coś jasnego, co dałoby mi dodatkowe dziesięć metrów do odległości. Skoki są okej, ale brakuje timingu. Muszę dołożyć pewność, te skoki muszą być "z jajem". Wierzę, że to w końcu zaskoczy – podsumował.
Polskich skoczków przed Świętami Bożego Narodzenia czekają jeszcze mistrzostwa kraju (22 grudnia, transmisja w TVP Sport). Tradycyjnie na przełomie roku najlepsi spotkają się w trakcie Turnieju Czterech Skoczni. Kadra na tę imprezę powinna zostać podana po krajowym czempionacie w Zakopanem.