| Piłka ręczna / ORLEN Superliga
Xavi Sabate – trener Orlen Wisły Płock – cieszył w ubiegłą niedzielę ze zdobycia mistrzostwa Polski (pierwszego dla klubu od 2011 roku). Gdy trwało jeszcze świętowanie, to on myślał już o przyszłości. Nie tylko o najbliższym sezonie, ale czterech najbliższych latach. W rozmowie z TVP Sport poruszony został też temat finału Ligi Mistrzów w 2016 roku (Veszprem – Industria Kielce), ponadto Xavi Sabate odniósł się do zarzutów, że utrudnia Michałowi Daszkowi występy w kadrze.
Damian Pechman, TVP Sport: – Jak się pan czuje jako trener najlepszej drużyny w Polsce?
Xavi Sabate, Orlen Wisła Płock: – Świetne uczucie! Z wielu powodów. Wiedzieliśmy, że będzie nam ciężko wygrać z Kielcami. To zespół, który na wielu pozycjach ma zawodników światowej klasy. Nie mam tutaj żadnej wątpliwości. Tacy zawodnicy jak Andreas Wolff, Dylan Nahi, Nicolas Tournat, Artsem Karalek, Alex Dujshebaev, Igor Karacić czy Arkadiusz Moryto to absolutny top. Wiedzieliśmy, że musimy pokonać rywala, który jest co roku jednym z kandydatów do gry w Final4 w Kolonii. Chcę jednak podkreślić, że pracowaliśmy na to mistrzostwo dłuższy czas. To był proces. Krok po kroku, sezon po sezonie, byliśmy coraz bliżej. Już w poprzednich trzech sezonach mieliśmy szansę na tytuł, ale z różnych powodów nam się nie udało. Teraz byliśmy wreszcie lepsi. Wygraliśmy z Kielcami cztery z pięciu meczów. Nikt nie może powiedzieć, że nie zasłużyliśmy na mistrzostwo.
– Nie rozumiem tylko jednego. Dlaczego często pan powtarzał, że Kielce są faworytem? Owszem, drugi i ewentualnie trzeci mecz mieli u siebie, ale statystyki w tym sezonie – o czym sam pan wspomniał – były po waszej stronie.
– Z wielu powodów. Po pierwsze: przed startem sezonu to Kielce były faworytem. Po drugie: różnica w naszych budżetach jest ogromna. Po trzecie: mają w kadrze wielu zawodników światowej klasy. Po czwarte: w ostatnich 10 latach napisali świetną historię. Nie tylko w Polsce, ale także w Europie. Rozwijali się, zrobili duży postęp i zyskali dobrą renomę. Kiedy masz taki status, do tego określony budżet, jest ci łatwiej zdobyć zawodników, o których wspomniałem. Kiedy nie masz takiego statusu, jaki mają już Kielce, to nie zawsze najlepsi zawodnicy chcą przyjść do twojego klubu. To ważny aspekt i może nie wszyscy o tym wiedzą, ale tak to działa w świecie piłki ręcznej..
Wracając do pytania – pod względem indywidualnym Kielce mają naprawdę znakomitych zawodników. To są ludzie, którzy mogą przesądzić o zwycięstwie. Takim przykładem są Andreas Wolff albo Alex Dujshebaev. Nie ma na świecie zbyt wielu zawodników tej klasy, którzy potrafią sami rozstrzygnąć wynik meczu. Siła Wisły jest zupełnie inna – naszą siłą jest cały zespół. W tych meczach to przeważyło i to nawet w sytuacji, w której Kielce miały jeszcze dwa mecze u siebie. Kolejna sprawa – w ostatnich latach pokazaliśmy, że jesteśmy w stanie z nimi wygrać. I to nawet kilka razy. A w tym sezonie bilans wszystkich meczów wynosi 4-1. Powtórzę raz jeszcze: nikt nie może nam zarzucić, że nie zasłużyliśmy na tytuł.
– Wspomniał pan o pieniądzach. Na szczęście to nie one grają na boisku. Gdyby było inaczej, to Ligę Mistrzów co roku wygrywałoby THW Kiel albo PSG.
– Racja, ale pieniądze mają znaczenie. Jeśli nie masz pieniędzy, to w jaki sposób namówisz do gry w swoim zespole najlepszych zawodników? Mogę podać przykłady z piłki nożnej. Czy Leo Messi grał kiedykolwiek w małym klubie? Albo Cristiano Ronaldo? Nie. Grali w najlepszych klubach na świecie, które miały duże budżety. Jeśli spojrzysz na historię sportu, to wśród zwycięzców dominują kluby silne pod względem finansowym. I to jest logiczne. Dlatego nasze zwycięstwo – pamiętając, że mamy mniejszy budżet – jest czymś wielkim.
– Czy to najlepszy miesiąc w pana karierze? Nie wiem, czy pan wie, ale pana drużyny – Orlen Wisła Płock i reprezentacja Czech – wygrały w maju każdy mecz w... niedzielę.
– Nie wiedziałem o tym, świetna anegdota. Pracowałem przez pięć lat na Węgrzech (trzy lata jako drugi trener i dwa jako główny), gdzie wygrałem pięciokrotnie mistrzostwo i puchar kraju. Do tego cztery razy byłem w Final4 Ligi Mistrzów. To wszystko było naprawdę dużym osiągnięciem. Ale to, co udało się wygrać w tym sezonie... To coś bardzo wyjątkowego. Czuję, że udało nam się razem do tego dojść, krok po kroku. Zawodnicy wykonali naprawdę wielką pracę. Sześć lat temu byliśmy w zupełnie innym miejscu. Jako trener mogłem śledzić postępy zespołu i to jak on rósł, jak się rozwijał. Jak zawodnicy mi zaufali i jak naprawdę ciężko pracowali. Mieliśmy świadomość, że kiedyś przyjdzie nagroda. Nie straciliśmy wiary, że to nastąpi. Dlatego, chociaż jako trener prowadziłem moje drużyny w Kolonii czy podczas mistrzostw Europy i świata, to jednak ten ostatni sezon traktuję w wyjątkowy sposób. I mówię to nie tylko jako trener Orlen Wisły Płock, ale również reprezentacji Czech – tam również jakiś czas temu zaczęliśmy wspólnie proces budowy i ostatnio, po raz pierwszy od MŚ 2015 w Katarze, zespół znowu zagra w mistrzostwach świata. To dla mnie także fantastyczna sprawa.
– Ile razy obejrzał pan ostatni mecz z Kielcami?
– Trzy.
– W całości? Od pierwszej do ostatniej minuty?
– Tak.
– Może pan teraz, z perspektywy tych kilku dni, powiedzieć, co przesądziło o waszym zwycięstwie?
– Jeśli chodzi o pierwszy mecz, to kluczowa była nasza defensywa. Pokazaliśmy niesamowity poziom. Do tego fantastycznie zagrał w bramce Mirko Alilović, szczególnie w pierwszej połowie i w rzutach karnych. Pobił chyba Rekord Guinnessa. Nasz atak nie był na pewno na takim poziomie jak obrona. Nie było z naszej strony jakiegoś dużego zagrożenia.
Z kolei w drugim spotkaniu, które graliśmy w Kielcach, również nasza defensywa była na świetnym poziomie. Nasz atak, z taktycznego punktu widzenia, był bardzo dobry, ale Andreas Wolff był jeszcze lepszy. Gdyby nie on, to myślę, że spokojnie wygralibyśmy różnicą 4-5 bramek.
– Jak pan to robi, że nawet najbardziej doświadczeni zawodnicy – jak Mirsad Terzić i Przemysław Krajewski – ciągle się rozwijają?
– Najważniejsze to mieć w drużynie dobrych zawodników. Do tego zawodników, którzy ci zaufają i wiedzą, że do osiągnięcia sukcesu potrzeba zawsze dużo pracy. W sporcie, w tym także w piłce ręcznej, ważne są detale. Jeśli chcesz wygrać, to musisz przygotować coś innego niż twój rywal. Musisz też ciągle się rozwijać, coś zmieniać, uczyć się – również od innych zespołów, z różnych poziomów. Jeśli będziesz stał w miejscu, to rywale cię zniszczą i nic nie wygrasz. Bardzo ważny jest też szacunek – nie tylko do rywali, o czym wielokrotnie już wspominałem, ale też do każdego kolegi w drużynie i do każdej osoby w sztabie. To jest właśnie sposób, w jaki pracujemy w Płocku. Nie wiem, czy w innym miejscu to by się sprawdziło. W naszym przypadku to była długa droga, którą razem przeszliśmy. W Wiśle mam naprawdę świetnych zawodników i świetnych ludzi w sztabie. Bez ich udziału nie byłoby tych sukcesów.
– Czy słyszał pan kiedyś, aby zawodnik wybrał Wisłę Płock ze względu na fakt, że jest pan w tym klubie trenerem?
– Myślę, że to logiczne. Wszędzie, albo prawie wszędzie, trenerzy mają określone oczekiwania względem zawodników i takich zawodników szukają. Myślę więc, że to również całkiem normalne, że niektórzy zawodnicy są zainteresowani grą w Płocku, ponieważ chcą ze mną pracować. Jak już wspominałem, nie jesteśmy w Europie czołowym klubem pod względem finansowym. Mimo to w ostatnich latach mieliśmy w składzie naprawdę dobrych i utalentowanych zawodników. Nie zawsze udaje nam się później ich utrzymać, czego przykładami są Zoltan Szita i Sergiej Kosorotow, którzy otrzymali lepsze finansowo oferty z innych klubów. Z jednej strony jesteśmy z tego powodu smutni, z drugiej możemy być szczęśliwi, że zawodnicy wybierają Wisłę. Widocznie mają świadomość, że będą się mogli u nas rozwinąć i później wyjechać do jednego z najlepszych klubów. Oczywiście my też mamy duże ambicje i jako trener chciałbym, aby zawodnicy stąd nie wyjeżdżali, tylko by ci najlepsi nadal grali w Wiśle. Mam nadzieję, że pewnego dnia się to zmieni. Jako klub jesteśmy na dobrej drodze, aby tak było.
– Słyszałem już wiele razy w Płocku, że jest pan określany nie jako "Pan Sabate", ale "Pan Perfekcyjny". Wiem, że za chwilę mnie pan poprawi i wyjaśni, że perfekcja w sporcie nie istnieje, ale to określenie nie wzięło się z niczego.
– W sporcie decydują detale, takie małe rzeczy. Mamy w Europie 6-7 klubów, które są w stanie awansować do Final4, ale tylko cztery z nich mogą zagrać w Kolonii. Różnica między nimi jest bardzo mała. Wszystkie mają w składach zawodników z najwyższej klasy. Jeśli chcesz być lepszy od przeciwnika, to musisz zrobić coś innego. Być lepszym w obronie, w ataku, w kontratakach czy w bramce. Nie ukrywam, że jestem trenerem, który lubi detale i który szuka takich detali w codziennej pracy.
– Teraz pytanie z matematyki. Doba ma 24 godziny, a ile z tego poświęca pan piłce ręcznej?
– To zależy, ale zwykle bardzo dużo. W tygodniu gramy dwa mecze, do tego dochodzą podróże i często brakuje nawet czasu, aby się przygotować do kolejnego spotkania. Pracuję rzeczywiście dużo. Nie tylko ja, ale cały zespół. Jeśli chcemy coś wspólnie osiągnąć, to musimy to robić. Nie ma innej drogi. Tylko proszę nie zrozumieć mnie źle, nie chcę wyjść na kogoś, kto narzeka, że musi dużo pracować. Nie, w żadnym wypadku. Jestem szczęśliwy, że mogę się zajmować tym, co kocham. Robię to całe moje życie. Piłka ręczna była moją pasją, gdy byłem dzieckiem i gdy w nią grałem. Nawet jeśli nie grałem na najwyższym poziomie, to miałem duże ambicje. Teraz jestem trenerem i jest podobnie. Chcę z drużyną osiągać kolejne sukcesy i chcę, aby cały klub się rozwijał. Nawet jeśli kiedyś stąd odejdę, to chciałbym, aby Wisła była lepsza niż wtedy, gdy tutaj przyszedłem.
– A pamięta pan, kiedy ostatnio miał 2-3 wolne dni?
– Ostatniego lata. Jak już mówiłem, zwykle gramy dwa mecze w tygodniu i zwyczajnie nie mam możliwości, aby pozwolić sobie na urlop. Na wszystko jest jednak właściwy czas. W trakcie sezonu jest czas na ciężką pracę, a po sezonie jest czas, by zająć się innymi sprawami – spędzić czas z rodziną, odpocząć i nabrać energii.
– Czy ma pan swoje ulubione miejsce w Płocku albo w innych miastach w Polsce? Tylko proszę nie mówić, że to Orlen Arena.
– W Płocku i w jego okolicach mamy piękne lasy. Lubię tam odpoczywać. Polska jest ogromnym krajem, ma blisko 40 milionów mieszkańców i wiele fantastycznych miast. Przyznaję, że nie miałem okazji poznać wszystkich miejsc, które na to zasługują. Odwiedziłem Warszawę, byłem też w Krakowie. Polska jest naprawdę ładna i myślę, że ludzie z innych krajów nie mają często świadomości, że warto ją odwiedzić. Do tego jest tutaj bardzo bezpiecznie. Uważam, że pod względem turystycznym Polska ma ogromny potencjał.
– Kiedy ostatnio oglądał pan finał Ligi Mistrzów z 2016 roku?
– Nie widziałem tego meczu od wielu lat...
– Dlatego, że to najbardziej bolesny moment w pana karierze?
– Po prostu minęło już wiele lat. Naprawdę nie pamiętam, kiedy widziałem go po raz ostatni.
– W tym tygodniu była ósma rocznica.
– Szczerze? Nawet nie wiedziałem, że minęło już tyle lat.
– Czyli mecz się zakończył i już nigdy pan go nie widział?
– Nie, nie. Oglądałem ten mecz wiele razy w kolejnych dniach. To naturalne w mojej pracy, że zawsze analizuję dokładnie ostatnie spotkanie, by zobaczyć, jakie decyzje były dobre, a jakie błędne i co można było zrobić lepiej.
– Jak ten mecz ukształtował pana jako trenera?
– To był mój pierwszy sezon w roli głównego trenera. Myślę, że nie byłem wtedy wystarczająco gotowy, żeby być pierwszym trenerem w takim klubie jak Veszprem. Owszem, byłem młody, ambitny, pracowity, zależało mi na tym, aby moja drużyna grała jak najlepiej i wygrywała, ale w tym jednym meczu nam się nie udało. Niestety. Ten finał był dla mnie ogromną lekcją. Myślę, że gdyby teraz doszło do tego meczu, to... Nie, nie myślę, ale jestem w 100 procentach pewny, że bym tego meczu nie przegrał. Bardzo dobrze pamiętam, co się wtedy wydarzyło. Mój zespół w ostatnich 14 minutach miał pięciu rzutów z sześciu metrów – wszystkie zatrzymał Sławomir Szmal. Gdybyśmy rzucili chociaż jedną bramkę, to mecz mógł wyglądać inaczej. Nie czuję, żebym jako trener przegrał ten mecz, ale wiem, że jako trener go też nie wygrałem. Obecnie mam więcej doświadczenia, wyciągnąłem wnioski i z pewnością mój zespół już by takiego meczu nie przegrał.
– Teraz chciałbym wyjaśnić, dlaczego nie chce pan, aby Michał Daszek grał w reprezentacji Polski?
– Bzdura. Takie sugestie są niesprawiedliwe nie tylko dla mnie, ale również dla Michała. Wiele razy, o czym nawet nie wiecie, grał w drużynie narodowej mimo bólu, z większymi lub mniejszymi urazami. Przykładem ostatnie mistrzostwa Europy, gdy miał kłopoty zdrowotne, ale grał w reprezentacji. Takie komentarze, że nie pozwalam mu na występy w kadrze albo że jemu się nie chce grać dla Polski, są niesprawiedliwe i bardzo, bardzo bolesne. Mówimy o zawodniku, który dał reprezentacji tak wiele. Nawet w ważnych, historycznych momentach. Przecież bramka, którą rzucił Danii podczas igrzysk w Rio, to było coś niesamowitego! Każdy ją pamięta i będzie przypominana jeszcze za 100 lat. Jeśli jakiś dziennikarz ma wątpliwości, może zadzwonić do mnie lub Michała i wyjaśnić, co jest prawdą, a co nie. Jako trener nie mogę się zgodzić na to, aby media pisały w krzywdzący sposób o Michale.
– Pierwszy zgrzyt na linii "Xavi Sabate – reprezentacja Polski" pojawił się w listopadzie 2021 roku. Nie spodobało się panu, że Michał zagrał w meczu ze Szwecją przez 53 minuty i wyraził niezadowolenie we wpisie na Twitterze.
– "Dachu" miał wtedy kłopoty zdrowotne, nie był w 100 procentach zdrowy. Ale, o czym wspominałem wcześniej, wiele razy grał w kadrze mimo bólu. Uzgodniliśmy tylko z trenerem reprezentacji (zadzwonił do niego Adam Wiśniewski, dyrektor sportowy Wisły), żeby Michał zagrał mniej niż 30 minut. Tymczasem zagrał 53 minuty. Nie rozumiałem, dlaczego tak się stało. Uważałem, że nasze porozumienie – klubu i reprezentacji – jest ważne i należy dotrzymywać słowa. Stało się inaczej, dlatego wyraziłem swoją opinię.
– Druga sytuacja: listopad 2022. Nie pozwolił pan, aby między innymi Daszek i Krajewski pojechali na zgrupowanie reprezentacji Polski w Szczyrku.
– Wyjaśnijmy ważną kwestię: klub dokładnie pilnuje takich terminów, kiedy zgodnie z kalendarzem IHF i EHF, musi pozwolić zawodnikom na udział w zgrupowaniach drużyn narodowych i meczach międzynarodowych. W tej sytuacji było inaczej, ponieważ to nie był oficjalny termin. Poza tym, to była decyzja klubu, a nie moja. Zresztą... Jak mam zbudować drużynę na ważne mecze, jeśli w trakcie sezonu chce mi się zabrać czterech zawodników? Jak przeprowadzić trening, zadbać o kondycję zawodników i zaplanować cokolwiek? Nigdy nie walczę z żadną federacją czy drużyną narodową. Jeśli ktoś myśli inaczej, to jest w błędzie. Nie mam z tym żadnego problemu, jeśli dzieje się to w oficjalnym terminie IHF lub EHF. Mieliśmy taką sytuację z Abelem Serdio, który został powołany do reprezentacji Hiszpanii w nieoficjalnym terminie. To było pod koniec ubiegłego sezonu. Abel rozegrał wtedy wiele minut i klub – a nie Xavi Sabate – zdecydował, że byłoby niebezpieczne dla jego zdrowia, gdyby – zamiast odpocząć – pojechał na zgrupowanie reprezentacji Hiszpanii.
– Trzecia sytuacja: maj 2024. Michał Daszek zagrał w finale Pucharu Polski i finałach Superligi, ale nie w meczach reprezentacji Polski ze Słowacją w eliminacjach MŚ.
– Artykuł sugerujący, że "Dachu" wybiera sobie mecze, że Wisła Płock jest dla niego ważniejsza... To było tak bezsensowne, szkodliwe i bolesne, że brakuje mi słów, aby to skomentować. Jego autor powinien się wstydzić, że coś takiego napisał. O Michale, który tyle zrobił dla reprezentacji Polski! Obraził w ten sposób nie tylko profesjonalizm zawodnika, ale też mój – trenera. Ale dobrze, postaram się wszystko wyjaśnić, aby nikt nie miał żadnych wątpliwości, jak było naprawdę.
W finale Pucharu Polski "Dachu" zagrał fantastycznie. Sugerowanie, że oszczędzałem Tomasa Pirocha, żeby miał więcej sił w meczach reprezentacji Czech, pokazuje, że ten dziennikarz nie wie, jakie są przepisy. Na boisku musi być cały czas dwóch polskich zawodników. I tylko dlatego Tomas Piroch nie mógł zagrać w tym meczu. W tamtym momencie byłem trenerem Wisły Płock, a nie reprezentacji Czech i liczył się dla mnie tylko wynik finału Pucharu Polski. Jednocześnie muszę się stosować do przepisów, które obligują mnie, aby dwóch polskich zawodników było cały czas na boisku.
Jeszcze co do Michała. Między finałem w Kaliszu a spotkaniem w Płocku było ponad 10 dni przerwy. "Dachu" w tym czasie praktycznie nie trenował. Wziął udział w jednych albo dwóch zajęciach. Był dokładnie badany przez kilku lekarzy – i na zgrupowaniu kadry, i później w Płocku. To oni zadecydowali, czy może grać, czy nie.
Raz jeszcze: sugerowanie, że to ja nie pozwoliłem Michałowi zagrać w reprezentacji Polski, było nieprofesjonalne i poniżej wszelkiej krytyki.
– Czy doczekamy jeszcze kiedyś chwili, że Xavi Sabate i Tałant Dujszebajew usiądą znowu obok siebie na konferencji prasowej, a przed i po meczu uścisną sobie rękę?
– Zawsze uczestniczę w konferencjach prasowych. Biorę w nich udział osobiście, jako trener Wisły Płock. Jedna sprawa to mecz, a druga to to, co się dzieje przed i po meczu. To kwestia szacunku. Uważam, że nie ma potrzeby, aby to dokładniej wyjaśniać.
– Jest pan mistrzem Polski, zdobył po raz trzeci z rzędu Puchar Polski i co dalej? Kibice w Płocku chcą więcej.
– Ja też chcę więcej, to oczywiste. Jestem ambitnym trenerem. Na pewno chciałbym, aby ta drużyna się nadal rozwijała. Wygraliśmy mistrzostwo Polski, to prawda, ale jego obrona będzie o wiele trudniejsza. Nie zapominajmy, że naszym przeciwnikiem jest jeden z czołowych klubów w Europie. Mam pomysły nie tylko na kolejny sezon, ale na cztery najbliższe lata. Nikt nie zbudował domu jednego dnia. Ta sama zasada dotyczy klubu. Pracowaliśmy na ten złoty medal sześć lat. To było sześć lat ciężkiej pracy. Teraz jest oczywiście czas na świętowanie i odpoczynek, ale nie możemy popadać w zachwyt. To, że jesteśmy najlepsi dziś, nie znaczy wcale, że będziemy też najlepsi za rok. Mamy ciągle bardzo wiele rzeczy do poprawy. Nie możemy spać. Musimy kontynuować naszą pracę i szukać ciągle tych detali, o których wspomniałem i które pozwolą nam nadal wygrywać.
– Czy na końcu drogi, którą pojedziecie w przyszłym sezonie, będzie Final4 w Kolonii?
– W sporcie wszystko jest możliwe i to jest właśnie niesamowite. Na pewno Final4 nie jest naszym celem w sezonie 2024-25. W dalszej przyszłości – tak, ale jeszcze nie teraz. Oczywiście nie możemy przewidzieć, co się wydarzy. Już raz byliśmy blisko, w 2023 roku, grając przeciwko Magdeburgowi. Różnica była niewielka i mogliśmy awansować. Ale zejdźmy na ziemię. Na razie wolę się skupić na kontynuowaniu pracy z drużyną. Zapewniam, że klub również ciężko pracuje, abyśmy mogli wykonać kolejny krok. Jednak ten krok, aby się znaleźć w Final4, musi być duży. Już dziś mogę jednak obiecać, że w każdym meczu, niezależnie od rywala i rozgrywek, damy z siebie wszystko. I zawodnicy, i sztab trenerski. Na koniec sezonu zobaczymy, dokąd razem dojdziemy. Ale nie możemy myśleć, że jeśli nie uda nam się zagrać w przyszłym sezonie w Kolonii, to będzie to naszą porażką. Dla innych klubów – tak, ale nie dla nas. Jeszcze nie teraz.
19 - 25
Zepter KPR Legionowo
Kliknij "Akceptuję i przechodzę do serwisu", aby wyrazić zgody na korzystanie z technologii automatycznego śledzenia i zbierania danych, dostęp do informacji na Twoim urządzeniu końcowym i ich przechowywanie oraz na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez nas, czyli Telewizję Polską S.A. w likwidacji (zwaną dalej również „TVP”), Zaufanych Partnerów z IAB* oraz pozostałych Zaufanych Partnerów TVP, w celach marketingowych (w tym do zautomatyzowanego dopasowania reklam do Twoich zainteresowań i mierzenia ich skuteczności) i pozostałych, które wskazujemy poniżej, a także zgody na udostępnianie przez nas identyfikatora PPID do Google.
Twoje dane osobowe zbierane podczas odwiedzania przez Ciebie naszych poszczególnych serwisów zwanych dalej „Portalem”, w tym informacje zapisywane za pomocą technologii takich jak: pliki cookie, sygnalizatory WWW lub innych podobnych technologii umożliwiających świadczenie dopasowanych i bezpiecznych usług, personalizację treści oraz reklam, udostępnianie funkcji mediów społecznościowych oraz analizowanie ruchu w Internecie.
Twoje dane osobowe zbierane podczas odwiedzania przez Ciebie poszczególnych serwisów na Portalu, takie jak adresy IP, identyfikatory Twoich urządzeń końcowych i identyfikatory plików cookie, informacje o Twoich wyszukiwaniach w serwisach Portalu czy historia odwiedzin będą przetwarzane przez TVP, Zaufanych Partnerów z IAB oraz pozostałych Zaufanych Partnerów TVP dla realizacji następujących celów i funkcji: przechowywania informacji na urządzeniu lub dostęp do nich, wyboru podstawowych reklam, wyboru spersonalizowanych reklam, tworzenia profilu spersonalizowanych reklam, tworzenia profilu spersonalizowanych treści, wyboru spersonalizowanych treści, pomiaru wydajności reklam, pomiaru wydajności treści, stosowania badań rynkowych w celu generowania opinii odbiorców, opracowywania i ulepszania produktów, zapewnienia bezpieczeństwa, zapobiegania oszustwom i usuwania błędów, technicznego dostarczania reklam lub treści, dopasowywania i połączenia źródeł danych offline, łączenia różnych urządzeń, użycia dokładnych danych geolokalizacyjnych, odbierania i wykorzystywania automatycznie wysłanej charakterystyki urządzenia do identyfikacji.
Powyższe cele i funkcje przetwarzania szczegółowo opisujemy w Ustawieniach Zaawansowanych.
Zgoda jest dobrowolna i możesz ją w dowolnym momencie wycofać w Ustawieniach Zaawansowanych lub klikając w „Moje zgody”.
Ponadto masz prawo żądania dostępu, sprostowania, usunięcia, przenoszenia, wniesienia sprzeciwu lub ograniczenia przetwarzania danych oraz wniesienia skargi do UODO.
Dane osobowe użytkownika przetwarzane przez TVP lub Zaufanych Partnerów z IAB* oraz pozostałych Zaufanych Partnerów TVP mogą być przetwarzane zarówno na podstawie zgody użytkownika jak również w oparciu o uzasadniony interes, czyli bez konieczności uzyskania zgody. TVP przetwarza dane użytkowników na podstawie prawnie uzasadnionego interesu wyłącznie w sytuacjach, kiedy jest to konieczne dla prawidłowego świadczenia usługi Portalu, tj. utrzymania i wsparcia technicznego Portalu, zapewnienia bezpieczeństwa, zapobiegania oszustwom i usuwania błędów, dokonywania pomiarów statystycznych niezbędnych dla prawidłowego funkcjonowania Portalu. Na Portalu wykorzystywane są również usługi Google (np. Google Analytics, Google Ad Manager) w celach analitycznych, statystycznych, reklamowych i marketingowych. Szczegółowe informacje na temat przetwarzania Twoich danych oraz realizacji Twoich praw związanych z przetwarzaniem danych znajdują się w Polityce Prywatności.