Nie było niespodzianki w trzecim ćwierćfinale Copa America. Reprezentacja Kolumbii rozbiła Panamę 5:0 (3:0), niemal zapewniając sobie wygraną już w pierwszym kwadransie. Na największą gwiazdę turnieju wyrasta przeżywający drugą młodość James Rodriguez, który zdobył bramkę i zaliczył dwie asysty.
Zdecydowanym faworytem ćwierćfinału w Glendale była Kolumbia. Los Cafeteros wywalczyli pierwsze miejsce w grupie D, wyprzedzając Brazylię. Z Canarinhos zremisowali 1:1, a poza tym odnieśli dwa zwycięstwa – z Paragwajem (2:1) i Kostaryką (3:0).
Panamczycy napisali piękną historię, zajmując niespodziewanie drugie miejsce w grupie C. Wygrali z Boliwią (3:1), a przede wszystkim wyeliminowali gospodarzy turnieju, USA (2:1). Z Kolumbijczykami nie mieli już jednak żadnych szans.
Już w ósmej minucie Kolumbia objęła prowadzenie. James Rodriguez idealnie dośrodkował z rzutu rożnego na głowę Jhona Cordoby, który rozwiązał worek z bramkami. Zaledwie siedem minut później bramkarz Panamy Orlando Mosquera faulował w polu karnym Jhona Ariasa. Do jedenastki pewnie podszedł Rodriguez, który podwyższył prowadzenie. Właściwie już po kwadransie było pozamiatane.
Panamczycy próbowali odgryźć się rywalom, ale byli nieskuteczni. Jeszcze przed przerwą dostali trzeciego gola. James Rodriguez wykorzystał nieuwagę panamskiej drużyny i posłał długie podanie w pole karne do Luisa Diaza, który wpisał się na listę strzelców.
W drugiej połowie Kolumbia spokojnie kontrolowała przebieg spotkania. W 70. minucie wydawało się, że sędzia odgwiżdże faul jednego z Panamczyków w obrębie szesnastki. Już miał gwizdek w ustach i wtedy z dystansu przymierzył nie do obrony Richard Rios. Arbiter zastosował przywilej korzyści i uznał bramkę.
W doliczonym czasie gry Jose Cordoba brutalnie sfaulował w polu karnym Santiago Ariasa. Z jedenastu metrów na 5:0 wynik ustalił Miguel Borja.
Pięć celnych strzałów, pięć goli. Kolumbia pokonała Panamę i awansowała do półfinału Copa America. Zmierzy się w nim z lepszym z pary Urugwaj – Brazylia.
Kto wie, być może będzie "czarnym koniem" do triumfu w rozgrywkach. Wszystko ze względu na fantastyczną formę Jamesa Rodrigueza. Król strzelców mundialu z 2014 roku przeżywa drugą młodość. Na turnieju uzbierał gola i pięć asyst. Kariera klubowa 32-latka w ostatnich latach to pasmo niepowodzeń. Przeżywał kiepskie epizody w Bayernie, Evertonie, Al-Rayyan, Olympiakosie, czy Sao Paolo. W reprezentacji jest jednak piłkarzem z innej bajki.