Po meczu z Maltą Robert Lewandowski w dość zdecydowany sposób skrytykował reprezentację pod wodzą Michała Probierza. Co w tej sprawie powinien zrobić Polski Związek Piłki Nożnej? Były wiceprezes PZPN Marek Koźmiński nie ma wątpliwości, że związek powinien zareagować, ale skończy się inaczej. – Zostawili Probierza samego z tym problemem – mówi.
Mateusz Miga, TVPSPORT.PL: – Po meczu z Maltą Robert Lewandowski otwarcie skrytykował selekcjonera Michała Probierza. Jak pan to odbiera?
Marek Koźmiński: – Myślę, że to delikatny temat. Nie wiedząc, co się dzieje w środku, moja ocena tego zdarzenia na pewno nie będzie w stu procentach obiektywna, bo mówię głównie o moich odczuciach. Co ważne, nie możemy pomeczowej wypowiedzi Roberta ocenić w oderwaniu od tego, co się w tym meczu z Robertem działo. A co się działo? Najpierw Robert razem z selekcjonerem uznali, że lepiej, żeby nie zagrał. Pewnie z powodu wieku, liczby rozegranych meczów itd. Najzwyczajniej w świecie kalkulowali. Osobną rzeczą jest, czy to przystoi. Nie chcę tego dotykać, bo to nie jest przedmiotem tej oceny.
– W trakcie meczu dochodzi do drugiego zdarzenia, które pokazują kamery. Robert zasłania usta, mówi coś do ucha selekcjonera i zaraz ubiera ochraniacze, podnosi getry i wchodzi na boisko. I znów zaznaczę, że jest to moja subiektywna ocena, ale ciężko nie uznać, że padły wówczas słowa typu: "Wchodzę, może coś sobie strzelę". Wyszło to fatalnie. Mecz nam się ułożył, w końcówce było widać, że Malta już sztycha nie zrobi. Skoro więc uznano, że Robert ma odpocząć, to po takim meczu nikt na ten temat by nie dyskutował. Zamiast tego doszło do zdarzenia… groźnego.
– Widzi pan tu zaburzony schemat podejmowania decyzji na temat tego, kto ma wejść na boisko?
– Chyba nie ma pan wątpliwości, że to Robert podjął decyzję o wejściu na boisko? Chyba nikt tych wątpliwości nie ma.
– Spodziewałem się Roberta na boisku, gdyby nam ten mecz nam się nie układał.
– Tak, absolutnie, to byłoby wytłumaczalne. Męczymy się, "Dobra Robert, wchodź, musisz pomóc". To by było absolutnie normalne, zrozumiałe i nikt na ten temat by nie dyskutował. Natomiast sytuacja była kompletnie odwrotna. A na koniec została jeszcze spotęgowana tą bardzo ostrą, parlamentarnie wypowiedzianą, ale ostrą krytyką trenera. Zostało to zrobione z klasą, jednak był to strzał między oczy. Cofnąłbym się teraz do końcówki zeszłego roku, gdy Robert nie otrzymał powołania. A nie dostał powołania, bo doszło między nimi do pewnych ustaleń. Męczyliśmy się w tych meczach okrutnie, a na konferencji selekcjoner ani raz nie powiedział, że brakło mu Lewego. Ani słowa. Tak jakby Lewandowski nie istniał. Powiedziałem wtedy, że chyba mamy konflikt na linii trener – nasz najważniejszy piłkarz. I co się wtedy wydarzyło? Oczywiście usłyszeliśmy zaprzeczenie z obozu Lewandowskiego. Życie mnie nauczyło, że jak coś jest nieprawdą, albo w eter poszła jakaś głupota, to powinna po zainteresowanych spłynąć. A skoro zaczęto o tym mówić i doszło do dementi to coś na rzeczy jest. To co się wydarzyło teraz pokazuje, że nie ma chemii ani szacunku kapitana do selekcjonera. I mamy problem.
– To pytanie było otwarte od początku kadencji Probierza. Czy niezły trener, ale jednak ligowy, będzie w stanie uzyskać szacunek od gwiazd pierwszego formatu naszej kadry. W przeszłości nie każdemu trenerowi się to udało.
– Ja bym to podzielił tak: Robert i reszta piłkarzy. Lewandowski to niekwestionowana gwiazda naszej drużyny. Trzeba z nim obchodzić się jak z Cristiano Ronaldo czy Messim. Jest wielki, ale jest trudny. Do zarządzania takim piłkarzem trzeba pewnych umiejętności. Może trzeba odpowiedniego zespołu. Nikt mnie dziś nie przekona, że to się udało. Jestem przekonany, że tu jest potężny zgrzyt.
– Pamiętam początek kadencji Probierza i wtedy Robert Lewandowski całkiem ciepło się o selekcjonerze wypowiadał. Mówił o tym, że dzięki trenerowi przyjeżdża na zgrupowania z większą chęcią. Uważa pan, że to był tylko miesiąc miodowy?
– Wydaje mi się, że to nie było prawdziwe… Dlaczego dziś tak się dzieje? Nie dlatego, że Lewandowski nie lubi Probierza, Lewandowski nie lubi gry Probierza. Lewandowski był zakochany w Sousie, bo ten grał pod Lewandowskiego. Tu jest podłoże tego konfliktu.
– Pytanie co teraz powinien zrobić PZPN? Czy powinien jakoś reagować?
– Przeczytałem właśnie wywiad z Cezarym Kuleszą, który wygląda jakby został napisany przez sztuczną inteligencję. Kompletnie sztuczny. To nie są słowa Kuleszy.
– Czy jednak PZPN powinien lobbować w tej sprawie? Jeżeli faktycznie mamy konflikt na linii selekcjoner – kapitan no to mamy duży problem.
– Mamy. Robert jest wielki. Trzeba go kochać, nosić na rękach albo… Tu nie dopowiem. Ja w dalszym ciągu uważam, że trzeba go wielbić i nosić na rękach. Bo on nam wygrywa mecze. Musimy więc zrobić wszystko, żeby był zadowolony. I muszą umiejętnie tym zarządzać, żeby było to z korzyścią dla drużyny. Pamiętajmy, że w przypadku Roberta to jest końcówka. Ile jeszcze pogra? Pół roku, rok, może pięć lat… Więc albo działam tak, by był zadowolony albo… I znów nie dopowiem.
– Robert też czuje, że to końcówka. Zapewne mundial 2026 będzie jego ostatnią dużą imprezą.
– A wie pan, co ma Robert w głowie? Robert ma w głowie strzelenie 100 brawek reprezentacji. I tu jest kłopot. W trakcie meczu zobaczył, że Maltańczycy klęknęli. "No dobra, to podreperuję swój dorobek". To było w głowie. To jest łatwe do odszyfrowania. Nie chcę oceniać tego pod kątem sportowym, ale wizerunkowo, jeśli chodzi o pozycję selekcjonera, wypadło dramatycznie.
– Chciałbym jeszcze wrócić do roli PZPN-u w tym konflikcie. Jeśli federacja chciałaby zaangażować się w lobbowanie, by załagodzić atmosferę, widzi pan tam osobę, która mogłaby się tym zająć?
– Ja pójdę też grubo. Kulesza odniósł się do tego wątku we wspomnianym wywiadzie. Jak skonfrontował się z tą kryzysową sytuacją? Otóż on o niczym nie wie. On nic nie widział. On nic nie słyszał. I tak jest zawsze. Przecież on chyba nie istnieje. Tak samo było z Michniewiczem, premiami, z wizytą pana premiera. A kto wybrał Santosa? A kto Probierza? Kto Probierza nie wspomógł w tej sytuacji z Robertem? Gdzie jest prezes? Zostawili tego biednego Probierza samego w tym momencie. A dlaczego? Bo jak trzeba będzie go zgrillować to go zgrillują. Taką mamy sytuację.
– Musiałby Kulesza zdradzić swojego człowieka.
– Przecież niejednego już utopił. Tak to się skończy. Wracając do tematu. Teraz w kuluarach powinno to zostać wytłumaczone. Trzeba jechać do Barcelony i temat obgadać, a to tylko taka postać może jechać. Kto pojedzie? Powinni we trzech usiąść i po męsku to rozwiązać. Ustalić coś i albo ciągniemy ten wózek dalej albo nie. Ja sobie nie wyobrażam, by nie ciągnąć, ale nie nad tym co się wydarzyło nie można przejść do porządku dziennego.
– W czerwcu zgrupowanie kadry, przyjeżdża Robert i udajemy, że nic się nie stało?
– Tak nie powinno być, a obawiam się, że tak będzie. Wiem, że może brzmi to tak, jakbym był złośliwy, ale prezes jest od tego, by rozwiązywać problemy. To nie jest konflikt na linii trener – piłkarz. To zdecydowanie szerszy problem, którym trzeba zarządzić. Polska piłka ma obowiązek wielbić Roberta Lewandowskiego i wykorzystać go jak najlepiej. On ma być dla nas tym kim jest Ronaldo dla Portugalczyków i on to chce robić. Ale najważniejsza zawsze jest drużyna. Zawsze. I my musimy zrobić wszystko, żeby Robert z uśmiechem na ustach wyszedł na następny mecz, strzelił trzy bramki i po jednej z nich pobiegł do ławki rezerwowych, by fetować razem z selekcjonerem. A teraz jesteśmy w sytuacji, w której jeden może obrazić się na drugiego jak dzieci w piaskownicy.
– W jednym z wywiadów powiedział pan, że jest przeciwny zwalnianiu teraz selekcjonera.
– Dlaczego miałoby do tego dojść? Wygrał dwa mecze. Byliśmy fatalni, straciliśmy 1,5 roku, ale niech Probierz dowiezie te kwalifikacje. Oceniajmy na samym końcu.
Następne