Zostali jeszcze tylko Marcin Najman, Friz, może Doda albo prezes koła rybackiego z Podlasia. Lista osób, które jeszcze nie zajęły stanowiska ws. budowy toru dla polskich saneczkarzy, skeletonistów i bobsleistów dynamicznie się kurczy. Temat inwestycji, jak prawie wszystkie inne tematy świata, podzielił Polskę. Wygląda jednak na to, że saneczkarze stali się narodowym wrogiem. Czytając ten festiwal chłopskiego rozumu, można uznać, że oni – przedstawiciele olimpijskiej dyscypliny – są podsportowcami. Takimi szóstej kategorii.