Mundial 2018. Vuković: Serbowie czekają na swojego Bońka

Maciej Rafalski
17 cze, 09:00 | Serbia
udostępnij
Źródło: SPORT.TVP.PL
Piłkarze reprezentacji Serbii (fot. Getty Images)
Reprezentacja Serbii wraca na mistrzostwa świata po ośmiu latach nieobecności. Mimo sukcesu, którym był awans na mundial, w serbskiej piłce nie brakuje problemów. – W kadrze zbyt wielu zawodników chce odgrywać taką rolę, jak Robert Lewandowski w Polsce – podkreślił w rozmowie ze SPORT.TVP.PL Aleksandar Vuković, w przeszłości zawodnik m.in. Partizana Belgrad i Legii Warszawa, obecnie asystent trenera mistrzów Polski. Transmisja spotkania Kostaryka – Serbia w niedzielę od 13:40 w TVP 1, a od 13:10 w TVP Sport, SPORT.TVP.PL i aplikacji mobilnej.

Falstart Argentyny. Messi zmarnował karnego

Maciej Rafalski, SPORT.TVP.PL: – Mecze Serbii będzie pan oglądał z takim samym przejęciem jak spotkania Legii na ławce trenerskiej? Aleksandar Vuković: – Nie, z dużo większym spokojem. Podchodzę do reprezentacji Serbii z rezerwą. Czekam, kiedy uda się odbudować stracone zaufanie. Wydarzenia w serbskiej piłce cały czas przynoszą dużo rozczarowań. Ten awans nie zamazuje obrazu. Dobry wynik na mundialu może to zmienić, ale nie oczekuję zbyt wiele.

– Zdziwiła pana zmiana trenera? Slavoljub Muslin został zwolniony mimo że awansował na mundial. Głównym powodem miał być niezadowalający styl gry. Zastąpił go Mladen Krstajić, który nie ma żadnego doświadczenia. – To była zaskakująca zmiana. Mając jednak świadomość, jak funkcjonuje serbska piłka, niewiele może tam zszokować. Muslin nie widział w zespole Sergeja Milinkovicia-Savicia – wielkiej nadziei naszego futbolu. Krstajić ma za sobą wielką przeszłość piłkarską. Doświadczenie jest bardzo ważne, ale jeśli ktoś ma być dobrym trenerem, to sprawdzi się już za pierwszym podejściem. Praca selekcjonera różni się też od tego, co robi szkoleniowiec w klubie. To może mu pomóc. Jest wielką osobowością. Ma wokół siebie dobrych współpracowników, więc powinien sobie poradzić.

Co wskazałby pan jako główne problemy serbskiej piłki? – Wystarczy spojrzeć na jeden z meczów z końcówki sezonu serbskiej ekstraklasy, w którym Spartak Subotica pokonał Radnicki Nisz 2:0. W pewnym momencie sędzia zaskoczył wszystkich i podyktował drugi rzut karny. Później okazało się, że prawdopodobnie postawił u bukmachera, że w tym spotkaniu będą dwie "jedenastki". Dużo złego dzieje się serbskiej piłce, ale nie chciałbym się w to zagłębiać. Cieszę się, że pracuje w innym środowisku.

Mladen Krstajić (fot. Getty Images)

– Potrzebne są duże zmiany? – Nasz futbol jest w takim marazmie, jak kilka lat temu miało to miejsce w Polsce. Określiłbym to "etapem przedbońkowym". Pamiętam, jakie nastroje panowały tutaj pod koniec kadencji Leo Beenhakkera czy po Euro 2012. W Serbii brakuje wiary nie tylko w drużynę, ale także w działaczy. Próbowaliśmy różnych sposobów. U nas również prezesami zostawali dawni wybitni piłkarze. Czasami mówię, że gdyby była możliwość przeprowadzania transferów pomiędzy drużynami narodowymi, najchętniej sprowadziłbym z Polski Zbigniewa Bońka, by zaprowadził u nas porządek. To jednak chyba niemożliwe.

– Jakie są oczekiwania w Serbii przed startem drużyny w mundialu? – Na pewno duże. Ludzie kierują się emocjami. Może nie oczekuje się tak wiele, co w poprzednich latach, ale nadal nadzieje są spore. Fani liczą na wyjście z grupy. Nie będzie łatwo.

– Sebastian Mila powiedział w studiu TVP Sport po meczu Polska – Litwa, że Serbowie mogą awansować, jeśli w drużynie nie dojdzie do konfliktów. Bałkański charakter będzie pomocny czy okaże się przeszkodą? – Dla mnie to coś pozytywnego. Może czasami jesteśmy trochę wybuchowi, ale trzeba odróżnić wybuchowość od samolubności. To w drugiej z tych cech upatrywałbym problemu. W przeszłości na wielkich imprezach mieliśmy silniejszy skład niż teraz i często dochodziło do kłótni kluczowych piłkarzy. Chcieli pokazać, kto jest ważniejszy. W 2006 roku był konflikt między Mateją Keżmanem, a Nemanją Vidiciem. Brakowało ducha zespołu i przegraliśmy wszystkie spotkania. Zobaczymy, jak będzie teraz. Nie mam żadnych informacji, by coś było nie tak. Musimy być świadomi słabości i nadrobić to grą zespołową.

Sergej Milinković-Savić (fot. Getty Images)

– Polska – podobnie jak Serbia – jedzie na turniej po przerwie. W przypadku biało-czerwonych absencja na mundialu była nawet dłuższa. Jak porównałby pan te zespoły? – Polacy tworzą drużynę, w której jest jedna niekwestionowana gwiazda i każdy zdaje sobie z tego sprawę. Pozostali wiedzą, że mają na boisku do wykonania inną pracę niż Lewandowski. U nas więcej zawodników poczuwa się do roli "Lewego", co nie jest dobre. Polacy też muszą poradzić sobie z oczekiwaniami. Na Euro 2016 drużyna jechała, by nieźle się zaprezentować i uniknąć gry meczów "otwarcia", "o wszystko" i "o honor". Teraz przed piłkarzami Adama Nawałki większe wyzwanie. Polska pokazała już jednak, że potrafi radzić sobie z presją. Na pewno będę obserwował biało-czerwonych z zainteresowaniem. Pod wieloma względami ta reprezentacja jest dla mnie bliższa niż Serbii. Z częścią reprezentantów Polski dobrze się znam. Graliśmy razem, niektórych trenuję.

– Serbia dobrze przeszła przez eliminacje. Była lepsza m.in. od półfinalisty Euro 2016 – Walii. – Oglądałem niektóre spotkania i wcale nie wyglądało to tak kolorowo. Mieliśmy trochę szczęścia, przeciwnicy mieli sporo sytuacji. To właśnie styl był jednym z argumentów, którego działacze federacji użyli do zwolnienia Muslina. Według mnie, głównym powodem była jednak sytuacja z Milinkoviciem-Saviciem, który był w dobrych relacjach z jedną z osób wysoko postawionych w federacji.

– Myśli pan, że Milinković-Savić będzie kluczową postacią Serbii w tym turnieju? Jest gwiazdą Lazio, a już mówi się o zainteresowaniu ze strony m.in. Manchesteru United. W kadrze występował jednak wyłączonie w meczach towarzyskich... – Wszyscy oczekują, że udowodni, że może być decydującym zawodnikiem. Spekuluje się, że może kosztować nawet sto milionów euro, ale przecież to nie jego wina, media lubią takie tematy. To ciekawy piłkarz, wygrał mistrzostwo świata U20 w 2015 roku. Jest jednym z niewielu zawodników z tamtego zespołu, którzy trafili do "dorosłej" reprezentacji. 

– W ostatnim spotkaniu grupy gracie z Brazylią. To dobry scenariusz? – Dla mnie idealny. Brazylijczycy mogą mieć już zapewniony awans. Przez to być może podejdą do meczu z innym nastawieniem. Teraz czeka nas spotkanie z Kostaryką, która na poprzednim turnieju potrafiła zaskoczyć dobrą grą. Byłoby źle, gdyby zaskoczyła również nas. Jeśli uda się wygrać, to starcie ze Szwajcarią może zadecydować o tym, kto zajmie drugie miejsce. Spotkanie z Kostaryką pokaże, na co nas stać. Serbia potrafi zaskakiwać mocne zespoły, a przegrywać ze słabszymi. W 2010 roku pokonaliśmy Niemców, by później doznać porażki z Australią.