Mundial 2018. Hugo Lloris – dyskretny kapitan Francuzów

Olgierd Kwiatkowski
15 lip, 01:01 | Francja
udostępnij
Źródło: sport.tvp.pl
Hugo Lloris (fot. Getty Images)
Cichy, skromny, nieobecny w mediach społecznościowych. Na boisku z dala od burd. Jest zaprzeczeniem przywódcy drużyny, tym bardziej takiej, która może sięgnąć po mistrzostwo świata. Transmisja finału od godz. 15:00 w TVP Sport, aplikacji mobilnej i SPORT.TVP.PL oraz od godz. 16:00 w TVP1 i TVP 4K.

Pragmatyczna Francja czy romantyczna Chorwacja?

"Z reprezentacją już koniec", powiedział ojcu jesienią 2009 roku. Dzień wcześniej zagrał z Serbią w meczu eliminacji do finałów mistrzostw świata w Republice Południowej Afryki. W piątej minucie sfaulował Nenada Milijasa. Rzut karny, czerwona kartka, rywale strzelają gola. Miał wtedy 22 lata, zagrał dopiero piąty mecz w kadrze. Wydawało się, że na zawsze stracił zaufanie kibiców i selekcjonera Raymonda Domenecha.

W niedzielę 15 lipca na Łużnikach zagra 104 mecz w reprezentacji. Więcej występów mają tylko ci ze złotej generacji mistrzów świata i Europy – Lilian Thuram, Thierry Henry, Marcel Desailly, Zinedine Zidane, Didier Deschamps, Patrick Vieira. Od sześciu lat Lloris jest kapitanem narodowej drużyny. Kto by się spodziewał po pięciu minutach meczu w Belgradzie z 2009 roku, że tak się potoczy ta ludzka historia? Na pewno nie on.

Niedoszły tenisista
Trwa Wimbledon, w dniu finału piłkarskich mistrzostw świata w Rosji, rozegrany zostanie także finał najbardziej prestiżowego turnieju tenisowego na świecie. Kto wie, czy to nie w Londynie, a nie w Moskwie grałby w niedzielę Lloris, gdyby nie to, że wolał sport drużynowy od indywidualnego. Jego rówieśnikami są finalista tegorocznego Wimbledonu Kevin Anderson i... Rafael Nadal. Novak Djoković jest tylko rok młodszy. A pierwszą dyscypliną bramkarza reprezentacji Francji był właśnie tenis.

Zaczął go uprawiać w wieku trzech lat. – Jego głowa i ręka zadziwiająco dobrze współpracowały. Szybko nauczył się odbijać piłkę rakietą. Był zdolny – wspominał na łamach "L’Equipe" Luc Lloris, ojciec. Z czasem okazało się, że umiejętności nabyte na korcie i bramkarskie korelowały ze sobą – antycypacja, koncentracja, indywidualizm. Zanim jednak Hugo się o tym dowiedział, wybrał piłkę nożną. Chciał dzielić się przyjemnością gry i zwycięstw z kolegami, nie zamierzał znosić w samotności porażek na korcie. Jego pierwszym klubem piłkarskim był CEDAC Cimiez na północy Nicei.

Thierry Henry i Hugo Lloris (fot. Getty Images)

Najpierw szkoła i rodzina, potem piłka
Jest rzadkim we francuskim futbolu przypadkiem sportowca, który osiągnął sukces głównie dzięki sobie i rodzicom, a nie słynnemu na cały świat systemowi szkolenia. Tak zwane centre de formation, czyli szkółki piłkarskie, wymagają od młodych chłopców poświęcenia dzieciństwa na rzecz sportu. Taką drogę przeszli praktycznie wszyscy zawodnicy z obecnej reprezentacji i tej, która zdobywała mistrzostwo świata w 1998 roku. Młodzi, zdolni, wyselekcjonowani wstępują do działających przy klubach, ośrodkach departamentalnych lub federacji (Clairfontaine) centre de formation, gdzie mają zapewnione wszystko – szkolenie według schematów narzuconych przez federację, doskonałe warunki treningowe, szkołę i internat. Stosuje się zasadę, że młodzi nie mogą grać w centrach daleko od domu, na weekend wracają do rodzin. Tak czy inaczej wymaga to wyrzeczeń i najczęściej porzucenia nauki na przyzwoitym poziomie. Lekcje w centre de formation są bowiem po treningach.

Hugo jest synem bankiera. Jego zmarła w kwietniu 2008 roku matka była renomowaną prawniczką. Pochodzi więc z dobrej rodziny i mama nie chciała, żeby rzucił szkołę i poświęcił się sportowi. Zdawała sobie sprawę z tego, że sukces w sporcie jest rzeczą wyjątkową i mało oczywistą. Przez wiele lat działacze Nicei nalegali więc, żeby wstąpił do klubowej szkółki. Prosili o to rodziców i nastolatka. Nie udało im się ich przekonać. Szkoła była na pierwszym miejscu.

Hugo chodził normalnie na lekcje i dopiero potem trenował. Spał w domu, a nie w internacie. Trenerzy grup młodzieżowych dostosowali się do wymagań młokosa, bo wiedzieli, że mają do czynienia z wyjątkowym talentem. Obecny kapitan Trójkolorowych dopiero w wieku 19 lat postawił wszystko na jedną kartę i wybrał karierę piłkarską. Spełnił najpierw życzenie rodziców i własny cel – zdał maturę w niezłym liceum – i wtedy podpisał pierwszy kontrakt profesjonalny z Niceą. Nie chciał jednak zrywać z rodzicami. Zamieszkał kilkaset metrów od rodzinnego domu, z przyszłą małżonką, koleżanką ze szkoły.

Kapitan od 2010 roku
Jego kariera piłkarska nie robi wrażenia, jeśli spojrzy się na nią przez pryzmat trofeów. Zdobył Puchar Francji w 2012 roku, Puchar Ligi Angielskiej w 2015, był mistrzem Europy juniorów do lat 19 nieco wcześniej, bo w 2005 roku. Otrzymał kilka indywidualnych wyróżnień, ale też niewiele. Trudno jednak zdobywać tytuły, kiedy się gra w Nicei i Tottenhamie, klubach drugiego szeregu w Ligue 1 i Premier League. Przez cztery lata grał w Olympique Lyon, hegemonie z początku XXI wieku (siedem kolejnych mistrzostw kraju) ale wtedy kiedy do niego przyszedł, właśnie zaczął się sportowy kryzys OL.

Hugo Lloris (fot. Getty Images)

Nie wytrzymuje więc Hugo porównania z dorobkiem kapitana reprezentacji, która sięgała po mistrzostwo świata 20 lat temu – Deschampsa. Obecny selekcjoner dwa razy – z Marsylią i Juventusem Turyn – wygrywał Ligę Mistrzów, był mistrzem Francji i mistrzem Włoch. Ma też wyjątkową charyzmę, osobowość, która czyniła go naturalnym przywódcą we wszystkich drużynach. Nikt nigdy nie kwestionował faktu, że był kapitanem kadry.

We Francji często zadaje się pytanie, dlaczego to Lloris dowodzi narodową drużyną i to już tak długo, dłużej niż Deschamps w swoich czasach. Bramkarz Tottenhamu nie ma wymiernych sukcesów, a jego charakter nie pasuje do tej roli. Nie jest typem boiskowego polemisty, krzykacza, nie wygląda też na walczaka. Rzadko udziela wywiadów, stroni od kamery.

A po raz pierwszy kapitanem został w listopadzie 2010 roku podczas meczu z Anglią na Wembley. Reprezentacja była wtedy w stanie rozkładu. Kilka miesięcy wcześniej, podczas finałów mistrzostw świata w RPA, piłkarze nie wyszli na trening w geście solidarności z wyrzuconym z drużyny Nicolasem Anelką. Zbojkotowali ostatni mecz grupowy z gospodarzami. Francja obraziła się na kadrę narodową. Reprezentanci byli wyszydzani bardziej niż politycy.

Lloris jest cichym symbolem odnowy narodowej drużyny. Od 2010 roku tak wielkich skandali już nie było, a jeżeli się nawet pojawiały, to zduszone zostały w zarodku głównie dzięki Deschampsowi, pracującemu z drużyną od 2012 roku. Llorisa krytykuje się w mediach, ale jednak w tym zespole od lat zachowuje niepodważalną pozycję, jest szanowany przez kolegów z drużyny, nawet jeśli nie ma takich parad jak z Argentyną, Urugwajem i Belgią. W finale zagra po raz 80 z opaską kapitana na ramieniu. Deschamps tę funkcję pełnił w kadrze "zaledwie" 54 razy.

O tym, że piłkarz nadaje się na kapitana, nie zawsze decydują trofea i zachowanie wodza albo dyktatora. Ojciec Hugo żalił się dziennikarzom, że syn nigdy nie zdradził mu, co działo się w autobusie w Knysnie podczas strajku piłkarzy w RPA. Jest dyskretny i lojalny wobec grupy. Tak samo jak rodzinę chroni dostępu do informacji o drużynach, w których występuje. Gdy w 2012 roku przechodził z Lyonu do Tottenhamu większość oceniających transfer dziennikarzy pukała się w głowę. To niemożliwe, żeby nienawykły do ostrej wyspiarskiej gry bramkarz poradził sobie w angielskich warunkach. Dziś ma niekwestionowaną pozycję na White Hart Lane, jest kapitanem londyńczyków. Poradził sobie mimo niezbyt imponujących warunków fizycznych. Siłę wewnętrzną pokazał najwyraźniej u progu kariery. W kwietniu 2008 roku zmarła matka. Hugo postanowił zagrać jednak w meczu ligowym Nicei z Lille, kilka dni po osobistej tragedii. Kibice byli z nim myślami podczas minuty ciszy. Dziś obala mit o cechach współczesnego kapitana. Wypada być dobrym piłkarzem, ale niekoniecznie obsypanym trofeami, lojalnym wobec grupy, dyskretnym w życiu codziennym i sportowym. Taki piłkarz może śmiało udźwignąć nawet Puchar Świata.