tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Howard Webb przyznaje się do błędu. Szczere słowa o meczu Polaków

Polacy chcieli go zabić. Potem sędziował finał Ligi Mistrzów i mundialu. Historia, która o futbolu mówi więcej niż tysiące piłkarzy i trenerów.
Howard Webb (fot. PAP)

Gol ze spalonego dla Polski w meczu z Austrią to jedyny istotny błąd, jaki popełnił Howard Webb sędziujący 12 czerwca 2008 roku mecz na piłkarskich mistrzostwach Europy. Anglik wydał biografię, w której opisuje swoją barwną karierę, ale także szczegółowo analizuje najważniejsze błędy jakie przytrafiły się w pracy z gwizdkiem. Książka ma premierę na rynku polskim 25 maja. Na łamach SPORT.TVP.PL już teraz udostępniamy najciekawszy dla polskich kibiców fragment odnoszący się do pamiętnego meczu Polska – Austria na turnieju finałowym Euro 2008. Webb podyktował dla Austrii rzut karny po faulu Mariusza Lewandowskiego na Sebastianie Prödlu. Jak się okazało podyktowany w pełni słusznie, z obowiązującymi od turnieju przepisami UEFA. Sędzia opisuje szczegółowo zarówno to zdarzenie, jak i swój najważniejszy błąd w meczu: uznanie bramki dla Polski, którą Roger Guerreiro zdobył z pozycji spalonej.

Niestety polscy kibice zapamiętali arbitra, jako głównego winowajcę niepowodzenia naszej reprezentacji na Euro 2008 (Polska zremisowała 1:1 z Austrią, przegrała 0:2 z Niemcami, 0:1 z Chorwacją i nie wyszła z grupy). Anglik stał się celem anonimowych telefonów grożących śmiercią zarówno jemu, jak i jego rodzinie. Przez pewien czas znajdował się pod ochroną policji. Po zdarzeniach związanych z Euro 2008 powstał film dokumentalny "Zabić sędziego" w reżyserii Yves’a Hinanta. Webb należy do najwybitniejszych sędziów piłkarskich XXI wieku i przed zakończeniem kariery w 2014 roku prowadził m.in. finał MŚ w RPA i finał Ligi Mistrzów w roku 2010, Euro 2012, spotkania mundialu 2014, a także najbardziej prestiżowe mecze ligi angielskiej i finał Pucharu Angli. Arbiter został został uhonorowany Orderem Imperium Brytyjskiego i wybrany w 2010 roku przez IFFHS najlepszym sędzią roku.

Leo Beenhakker i Howard Webb (fot. PAP) Poniżej fragment książki „Howard Webb. Autobiografia” wyd. REBIS 2017

(…) Byłem najmłodszy i najmniej doświadczony ze wszystkich sędziów zaproszonych na turniej finałowy w czerwcu 2008 roku. W tym elitarnym gronie znaleźli się tacy doskonali arbitrzy jak Roberto Rosetti z Włoch, Frank De Bleeckere z Belgii, Luboš Michel ze Słowacji czy Massimo Busacca ze Szwajcarii; wszystkich ogromnie poważałem i szanowałem(…)

Pierwszy mecz z naszym udziałem miał zostać rozegrany w czwartek 12 czerwca. Wyznaczono nas do sędziowania gry numer 12, w drugiej rundzie spotkań fazy grupowej, Polska–Austria, na Ernst-Happel-Stadion w Wiedniu. Chociaż wolelibyśmy zacząć pracę wcześniej (większość arbitrów pragnęła zaczynać sędziowanie wcześniej niż później, żeby jak najkrócej czekać na swój pierwszy mecz), na obsady nie mieliśmy wpływu i przez pierwsze dni po prostu chłonęliśmy atmosferę Euro 2008. (…)

Po trzydziestu minutach gry Polska wyszła na prowadzenie – Roger Guerreiro wbił piłkę do bramki z bliskiej odległości po dośrodkowaniu ze skrzydła. Przez chwilę miałem wrażenie, że strzelec jest na spalonym, ale uspokojony tym, że Mike nie podniósł chorągiewki, wskazałem na środek boiska. Szybko popatrzyłem na powtórkę akcji, zaprezentowaną na dużym ekranie – wszyscy sędziowie to robią – i doszedłem do wniosku, że nasza decyzja jest na pewno prawidłowa. Tym niemniej do końca pierwszej połowy ze słuchawki docierały do mnie niespokojne słowa Mike’a.

– Właściwie nie jestem pewien, Howard, czy dobrze zrobiliśmy, nie jestem pewien… – powtarzał lekko drżącym głosem. – Może on jednak był na spalonym... Naprawdę nie jestem pewien.

Kiedy w przerwie meczu wszedłem do szatni, zestresowany Mike już tam był i szukał odpowiedzi u sędziego technicznego, Viktora Kassaia z Węgier. – Powiedz szczerze, był spalony? – pytał.

Nikt z nas niczego nie mógł być jednak wtedy pewien, ponieważ powtórki telewizyjne były dla nas niedostępne. Druga połowa była odzwierciedleniem pierwszej, oba zespoły grały z rozmachem i często stwarzały sytuacje podbramkowe. Gra stała naprawdę na wysokim poziomie, a moi asystenci i ja dobrze sobie radziliśmy. Pod sam koniec, już w 91 minucie, podyktowałem rzut wolny dla Austrii, niemal z połowy boiska. Nikt nie miał wątpliwości, że któryś z zawodników austriackich wstrzeli piłkę w pole karne Polaków, toteż wszyscy ruszyli do przodu. Pamiętam, jak usłyszałem w słuchawce głos Darrena:

– Biegnij tam, Howard, musisz być jak najbliżej piłki! Natomiast Mike, który widział ostre przepychanki przed wznowieniem gry, krzyczał do mnie: – Uspokój ich, uspokój ich! Pamiętając, że UEFA wydała stanowcze wytyczne dotyczące takich sytuacji, zagwizdałem i zanim pozwoliłem wykonać rzut wolny, upomniałem piłkarzy kotłujących się na polu karnym bez piłki. Wreszcie pozwoliłem wznowić grę i w tłoku, jaki zapanował przed bramką, natychmiast zauważyłem, że Mariusz Lewandowski pociągnął za koszulkę Sebastiana Prödla, przez co ten upadł na murawę.

Howard Webb (fot. Getty Images) Austriak bez wątpienia był przytrzymywany. Przez chwilę widziałem nawet jego białą podkoszulkę. Cholera, będę musiał w to wkroczyć – pomyślałem. Przed chwilą wyraźnie wszystkich ostrzegłem, a teraz zobaczyłem, że polski obrońca ciągnie przeciwnika za koszulkę, więc po prostu nie miałem wyjścia, musiałem zareagować. Szybka ocena konkretnej sytuacji w zatłoczonym polu karnym zawsze jest trudna, tym bardziej gdy w tle przepycha się wielu zawodników, którzy również w dużym stopniu naruszają przepisy gry. Jednak sytuacja pomiędzy Lewandowskim a Prödlem była czymś więcej niż tylko przepychaniem się i walką z użyciem łokci, miałem do czynienia z oczywistym, celowym faulem. Uznałem, że nie mogę go zignorować, i nie mając wyboru, podyktowałem rzut karny dla Austrii. Zawodnik współgospodarzy mistrzostw, Ivica Vastić, wykonał go pewnie – oczywiście cały stadion eksplodował radością – a ja minutę później zakończyłem mecz. Polscy zawodnicy, co zrozumiałe, byli zdruzgotani takim obrotem sprawy, ale powstrzymywali się przed gwałtownymi reakcjami. Kiedy schodziliśmy z boiska, kilku z nich podało mi rękę, nie były to jednak serdeczne uściski dłoni. W przeciwieństwie do piłkarzy ich trener Leo Beenhakker był wściekły. Głośno tupał, krzycząc mi w twarz i grożąc palcem. – Angielski sędzio, angielski sędzio! – wrzeszczał, kiedy szedłem tunelem. – Chciałeś udowodnić, że jesteś ważny, co? Nikt tego nie widział, jedynie ty. Co za p.. hańba. Zatrzymałem się i wbiłem w siwowłosego Holendra zimne spojrzenie. – Kiedy popatrzy pan na powtórki, zobaczy pan to samo, co ja widziałem.

Nic dziwnego, że atmosfera w naszej szatni była napięta. Wszyscy byliśmy wstrząśnięci łańcuchem zdarzeń, które niespodziewanie zepsuły ostatnie minuty naszego pierwszego meczu. Mike usiadł na ławce i wciąż nerwowo wspominał ofsajd z pierwszej połowy, a ja krążyłem po całym pomieszczeniu, gdyż wcale nie byłem pewien, czy UEFA wesprze moją decyzję o podyktowaniu rzutu karnego. Darren próbował uspokajać nas obu. – Panowie, nie ma sensu się martwić, dopóki nie usłyszymy, co ma do powiedzenia obserwator – odezwał się, doskonale wyczuwając nasz nastrój. – Przecież zaraz do nas przyjdzie. A wtedy będziemy wiedzieć więcej.

Po każdym meczu obserwatorzy UEFA rutynowo przychodzili do szatni sędziów, żeby odbyć z nimi krótką rozmowę przed sporządzeniem raportu. W trakcie takich rozmów zawsze byli bardzo powściągliwi i nie stawiali spraw na ostrzu noża – zwłaszcza jeśli w meczu doszło do jakichś kontrowersyjnych sytuacji – ale po tym, w jaki sposób dobierali słowa, można było mniej więcej odgadnąć, czy raport będzie dla sędziów korzystny. Jeśli sędziowie pracowali wyjątkowo dobrze, słyszeli od obserwatora "Doskonale!". Jeśli jakoś dawali sobie radę, słyszeli: "Dobrze!". Ale gdy sędziowanie było poniżej akceptowalnego poziomu, obserwator rzucał tylko krótkie: "Dziękuję". – Dziękuję panom za pracę – powiedział Jaap Uilenberg z UEFA, gdy tego wieczoru przyszedł do naszej szatni, a mnie serce podskoczyło aż do gardła. Po niedługim czasie zacząłem odbierać esemesy od przyjaciół i kolegów. W zasadzie wszyscy byli zgodni, że postąpiłem właściwie, dyktując rzut karny. Mike także otrzymał kilka wiadomości, ale markotny wyraz jego twarzy podpowiedział mi, że nie były one zanadto pozytywne. Kiedy ja w szatni odbierałem esemesy z Wielkiej Brytanii, mój tato wciąż pozostawał na trybunach i udzielał wywiadu ekipie filmowej – To dobre wieści! – zagrzmiał z ulgą i entuzjazmem, kiedy usłyszał, że większość telewizyjnych ekspertów zgadza się z moją decyzją. Tymczasem Uilenberg przyszedł do naszej szatni po raz drugi.

– Otrzymałem potwierdzenie, że decyzja o podyktowaniu rzutu karnego była prawidłowa – poinformował nas.
– Obawiam się jednak, że wciąż mamy problem z tym spalonym przy pierwszym golu.

To były ostatnie słowa, jakie Mike miał ochotę usłyszeć. Telewizyjne powtórki wskazywały, że gola dla Polaków nie należało uznać. Guerreiro rzeczywiście był na spalonym, a Mike nie zdołał tego prawidłowo ocenić. Podobne błędy temu utalentowanemu sędziemu asystentowi właściwie się nie zdarzały i naprawdę bardzo mu współczułem. W jego oczach błyszczały łzy, kiedy wsiedliśmy do autokaru, żeby wyruszyć w drogę powrotną do hotelu.

fot. REBIS

najpopularniejsze

Polska – Rosja: co za rzut Ponitki! Odebrał rywalom nadzieję!

Siatkarz reprezentacji Rosji aresztowany przed meczem Rybusa

Messi odejdzie z Barcelony? Sensacyjne doniesienia z Francji

Lewandowski krytykuje przygotowania Bayernu do sezonu

PSG - Toulouse 6:2. Neymar przywitał się z Parkiem Książąt