Gdybyśmy mieli przeprowadzić głosowanie na najlepszą i najefektowniej grającą drużynę początku sezonu w Europie, wielu kibiców i ekspertów wskazałoby zapewne na Borussię Dortmund. Już bilans w Bundeslidze – bez porażki w ośmiu meczach, pierwsze miejsce w tabeli, aż 27 strzelonych goli – robi wrażenie. Jednak ogranie 4:0 Atletico Madryt to już sztuka, obok której trudno przejść obojętnie. Architektem tych sukcesów jest trener Lucien Favre. Gdy przyjrzymy się jego profilowi, te liczby oraz sposób gry przestają dziwić.
– Musimy przeanalizować grę. Na początku drugiej połowy wiele razy straciiśmy
posiadanie piłki – powiedział Szwajcar po, wydawałoby się, idealnym spotkaniu.
Jeszcze nikt nie ograł Atletico Madryt za kadencji Diego Simeone tak wysoko. A
przecież zespół Argentyńczyka przez ostatnie lata stał się synonimem twardej i
szczelnej obrony.
Zapatrzony w Cruyffa
– Podobało mi się jak grali. To był praktyczny i dynamiczny futbol. Bardzo dobrze
ogląda się tak grający zespół – powiedział o rywalu po środowej klęsce Simeone. I
nie sposób się z nim nie zgodzić. Z zespołu, który po odejściu Juergena Kloppa miał
kłopoty, by postawić się największym, zbudował bardzo ciekawą mieszankę, w której
ważne role odgrywają młodzi zawodnicy.
"Bez przepychu, towarzyszącego Kloppowi, czy chociażby Thomasowi Tuchelowi, Szwajcar
jest bardzo ważną postacią niemieckiej piłki jako mistrz ofensywnej piłki nożnej" –
ocenili Favre'a dziennikarze hiszpańskiego dziennika "El Pais". Jego główną cechą
jest perfekcjonizm, a wzorem Johan Cruyff. Czerpie również wiele od Josepa Guardioli.
Stworzył Piszczka na nowo
Polskim kibicom Favre kojarzy się dobrze, ponieważ dzięki niemu... polska kadra
zyskała prawego obrońcę na światowym poziomie. Jako trener Herthy Berlin z Łukasza
Piszczka, napastnika, zrobił prawego obrońcę. Trudno ocenić, jak potoczyłaby się
kariera Polaka, gdyby nie ta decyzja. Jedno jest jednak pewne. Dzięki pomysłowi Szwajcara
przez lata selekcjonerzy reprezentacji Polski nie mieli bólu głowy przy obsadzaniu
prawej strony formacji defensywnej.
– Przyszło to bardzo naturalnie. Pamiętam doskonale moment, kiedy to wszystko się
stało. Graliśmy sparing i postanowiłem, że spróbuję postawić Łukasza na prawej
obronie. Po pięciu minutach wiedziałem, że to jest pozycja dla niego. Od początku
spisywał się tak, jakby grał tam od lat. To wydawało się dla niego takie łatwe.
Cieszę się, że mogłem mu pomóc – tłumaczył w 2013 roku na łamach "Faktu".
Minęła dekada i panowie spotkali się znowu. Polak zbliża się już do końca kariery,
ale w układance Favre'a dalej jest bardzo ważną postacią i wzorem dla młodzieży,
której w składzie BVB jest dużo.
W młodzieży siła
Rutynowany Piszczek tak w środę, jak i w pozostałych meczach tego sezonu, był
zdecydowanie najstarszym członkiem bloku obronnego Borusii. Obok niego zagrali 19-letni Dan–Axel Zagadou i Achraf Hakimi oraz 22-letni Abdou Diallo. Korzystał również z
23-letniego Manuela Akanjiego, który na początku października doznał kontuzji biodra.
Z przodu młokosów również nie brakuje. Favre stawia na 20-latka, Jacoba–Bruuna
Larsena oraz jego rówieśnika, nadzieję amerykańskiej piłki, Christiana Pulisica.
Prawdziwym odkryciem jest 18-letni Anglik Jadon Sancho, który w 12 meczach strzelił
trzy gole i zaliczył osiem asyst.
– Mamy w składzie kilku młodych zawodników, którzy potrzebują czasu. Nie mogą
kontrolować wszystkiego. Chodzi o sprawy taktyczne i by stali się w pełni dojrzali,
potrzeba dwóch, trzech lat. Właśnie dlatego potrzebujemy takiego piłkarza jak Axel
Witsel. Daje nam spokój. Trzeba zachować równowagę pomoiędzy weteranami, a
młodzieżą– podkreślał po spotkaniu z Atletico.
Stawianie na młodych piłkarzy to dla Favre'a nic nowego. W Borussii Moenchengladbach, którą trenował w latach 2011-2015, wprowadził do seniorskiej piłki Marca-Andre ter Stegena, obecnie bodaj najlepszego bramkarza świata.
Niemieckie media nazywały wówczas Borussię "Barceloną". W Moenchengladbach rozbłysła
gwiazda Marco Reusa – wychowanka Dortmundu, który na Westfalenstadion dostał szansę
dopiero po znakomitych występach pod wodzą Favre'a.
Z zespołem zajął czwarte miejsce w sezonie 2011/2012 i trzecie
trzy lata później, gdy klub zagrał w Lidze Mistrzów. Jego odejście w 2015 roku było
dla Borussii dużym wstrząsem.
Jak modern jazz
Sposób gry zespołów prowadzonych przez Kloppa przyrównuje się do heavy metalu.
Oficjalny portal Bundesligi występy Dortmundu Favre'a określił jako modern jazz.
"Pozostawia dużo miejsca na improwizację i indywidualną ekspresję, ale wszystko
pozostaje w ramach dobrze zdefiniowanej struktury, która zapewnia harmonijne
współdziałanie wszystkich elementów" – napisano.
Po trudnym ostatnim sezonie i męczarniach pod wodzą Petera Stoegera Borussii znów
mogą zaczynać się bać potęgi. – Moim życzeniem jest, by w grze uczestniczyli
wszyscy piłkarze oraz byśmy potrafili inteligentnie znajdowali sposoby do zdobywania
bramek – powiedział podczas prezentacji. – Chciałbym, byśmy grali wysoko i
skutecznie w kontrataku. Zespół, który nie potrafii kontratakować, nie jest wielkim.
To zajmie nam trochę czasu, bo to nie kwetia tygodni czy miesiąca – dodał.
Mylił się. Maszyna zatrybiła od razu. Jego zespół nie tylko nie przegrywa, ale odnosi
zwycięstwa w znakomitym stylu. Na "dzień dobry" Borussia ograła 4:1 wicemistrza
kraju, RB Lipsk. Tyle goli strzeliła także Bayerowi Leverkusen, Augsburgowi,
Stuttgartowi, a także Atletico. Po trzy Eintrachtowi i Monaco, a aż siedem – Norymberdze.
Czasy Kloppa, poza Piszczkiem, pamięta także Reus oraz Mario Goetze. Drużynie nie brakuje zatem ani młodzieńczej fantazji, ani doświadczenia, ani też jakości na najwyższym poziomie. Forma na przestrzeni sezonu nie będzie zawsze tak wysoka, ale wydaje się, że mając trenera, który potrafi odpowiednio zbilansować zespół, kibice klubu z Westfalenstadion mogą być spokojni.