Sędziów biją, opluwają, znieważają słownie, zniesławiają, sędziów spotykają groźby, również śmiertelne, niszczone jest ich mienie. Mało komu to przeszkadza, podobnie jak to, że sformułowania typu "sędzia ukradł nam gola" czy "przegraliśmy przez sędziego" weszły do języka sportowego i powszechnego jakby zazwyczaj były prawdziwe.
Piszę o tym, bo w ostatnich latach liczba przypadków przemocy wobec sędziów w Polsce wyraźnie rośnie, a tej jesieni przypadki ataków na sędziów nawet trudno zliczyć. Tym bardziej, że coraz częściej pomeczowe incydenty są przez sędziów przemilczane, gdyż boją się oni krytyki w środowisku lub wręcz ostracyzmu, jaki czasami dotykał inne ofiary przemocy.
Jeden z młodych sędziów, student – człowiek na poziomie, opowiadał mi niedawno ze łzami w oczach i trzęsącym się głosem:
– Po meczu trener wszedł do szatni sędziowskiej z jakimś osiłkiem. Byłem sam, bo w tym meczu nie było sędziów asystentów ze związku, a sędziowie przygodni pożegnali się na boisku. Ten osiłek chwycił mnie za kark, drugą ręką wbił mi palce w policzki tak mocno, że musiałem otworzyć usta. Wtedy powiedział: "Patrz". Trener podszedł bardzo blisko i splunął mi prosto do buzi. Do środka. Za chwilę chrząknął i to samo zrobił drugi raz, ale tym razem na całą twarz. Powiedział, że u niego tak się nie sędziuje i mam to sobie k... zapamiętać. Potem mi zagroził, że jak pisnę słowo, to mogę być pewny, że jego koledzy mnie znajdą i będę miał "większego pecha". Nie miałem świadków, co miałem robić? Podobne sceny przytrafiają się nie tylko mnie. Słyszałem, że nawet Wydziały Dyscypliny czasem nie dowierzają sędziom, więc po co mamy opisywać wszystkie przypadki przemocy? – pytał mnie tuż po powrocie z meczu.
Wkrótce potem ten sędzia, który wcześniej sam był zawodnikiem, zrezygnował z piłki nożnej. Nie tylko on. 80-90 procent uczestników kursów sędziowskich rezygnuje z przygody z gwizdkiem i chorągiewką już w ciągu pierwszych kilku miesięcy biegania po boiskach. Większość z nich nawet nie zaczyna kariery w rozgrywkach seniorów, ponieważ po doświadczeniach zebranych podczas meczów w rozgrywkach dzieci lub młodzieży mają dość futbolu.
Tymczasem od roku 2016, kiedy zdarzyła się jedna z największych fal przemocy wobec sędziów, prezes PZPN Zbigniew Boniek nawet nie odpisał na maila, którego skan tutaj przedstawiam. PZPN już wtedy dostał ode mnie dokumenty, o które osobiście poprosiłem znajomego z Francuskiej Federacji Piłkarskiej (FFF). Te dokumenty i kolejne przekazane PZPN później pokazywały dokładnie, jak we Francji prawo chroni sędziów sportowych przed przemocą – identycznie jak funkcjonariuszy publicznych, czyli na przykład policjantów czy sędziów sądów powszechnych. Znajomy z FFF przesłał mi te dokumenty, ponieważ chciał mi pomóc w staraniach o objęcie polskich sędziów taką samą lub podobną ochroną prawną.
Rozpoczęcie starań o wprowadzenie takiego prawa w Polsce proponowałem władzom Kolegium Sędziów i władzom PZPN. O to prosiłem, do tego nakłaniałem. Widać to między innymi w przedstawionym mailu. Wystarczyło na podstawie dokumentów z Francji przygotować propozycję nowych zapisów prawnych i przesłać ją do Ministerstwa Sportu. Gdyby wtedy PZPN zadziałał odpowiednio, przemocy wobec sędziów byłoby znacznie mniej i z pewnością nie doszłoby do takiej rekordowej fali ataków, jaka spotyka sędziów od kilku tygodni praktycznie w całej Polsce. Brzmi jak przesada? Nawet jeśli, to fakty nie pozostawiają wątpliwości, ze byłoby znacznie lepiej.
O skuteczności francuskiego prawa przekonuje jego treść i statystyki. We Francji liczba ataków na sędziów sportowych radykalnie spadła, bo nikt z choćby odrobiną oleju w głowie nie chce iść do więzienia na dwa lata i dodatkowo zapłacić 30 tys. euro grzywny za samo grożenie sędziemu popełnieniem przestępstwa przeciwko niemu albo za wykroczenie przeciwko sędziemu lub jego własności. Tym bardziej nikt nie chce iść do więzienia na pięć lat i zapłacić grzywny w wysokości 75 tys. euro za przemoc powodującą niezdolność sędziego do pracy przez okres dłuższy niż osiem dni. Za przemoc wobec sędziego powodującą okaleczenie lub trwałe inwalidztwo sprawca może trafić do więzienia na 15 lat. To tylko niektóre przykłady kar z Francji.
A w Polsce? Sprawcy przemocy wobec sędziów zazwyczaj są dyskwalifikowani jako zawodnicy co najwyżej na jakiś okres. Czasem kara jest im skracana lub zawieszana. Jeśli kara jest długa, piłkarz amator czasem po prostu rezygnuje z gry w piłkę i szuka sobie innej rozrywki weekendowej. Jednak poza tym w swoim życiu osobistym czy zawodowym w innej branży sprawca przemocy zazwyczaj nie odczuwa żadnych konsekwencji swojego postępowania. A powinien.
"Tak mnie ten sędzia wk…ia, że zaraz mu j...ę. I co mi zrobią? Najwyżej mnie zawieszą" – to prawdziwy cytat. Niestety takie myślenie jest powszechne, bo środowisko piłkarskie przyzwyczaiło się w ostatnich latach, że przemoc wobec sędziów zwykle uchodzi płazem, albo co najwyżej kary są symboliczne, nieco dłuższe od wakacji letnich lub zimowej przerwy w rozgrywkach.
Gdy byłem młodym sędzią, w czasie szkolenia usłyszałem taki wierszyk:
Nie ma to jak piłka nożna.
W piłce nożnej wszystko można.
Można kopnąć piłkę, gracza
i sędziego, kiedy wkracza.
30 lat temu wierszyk był żartem, ostatnio stał się opisem cotygodniowej rzeczywistości w polskim futbolu.
Nie wiem, czy w Polsce jest teraz jakaś grupa społeczna, która byłaby gorzej traktowana i bardziej ignorowana niż sędziowie piłkarscy, ignorowani również przez swoje własne władze (oczywiście pod pewnymi względami wyjątkiem jest grupa sędziów międzynarodowych i zawodowych PZPN). Mam nadzieję, że w tej przykrej i trudnej sytuacji, gdy zranionych lub poważnie poszkodowanych jest wielu arbitrów z różnych części Polski, dzięki publikacjom w różnych mediach PZPN wreszcie poczuje się zmuszony do podjęcia kroków dla zapewnienia odpowiedniej ochrony sędziów. Mam nadzieję, że PZPN zrobi to zanim będzie za późno – zanim dojdzie do takich tragedii, jakie w poprzednich latach zdarzyły się w innych krajach, choćby w Holandii czy Meksyku, gdzie sędziowie nie przeżyli ataków piłkarskich bandytów.
Oczywiście można zastanawiać się, dlaczego nawet cała seria ataków na polskich sędziów nie skłoniła Kolegium Sędziów PZPN do wydania stosownego oświadczenia publicznego, ale skoro Zbigniew Boniek już nie raz wspierał lub wyręczał tę komórkę, to może i w tej sprawie, dla sędziów absolutnie najważniejszej, wreszcie uda się coś zrobić.