| Piłka nożna / PKO BP Ekstraklasa
To mogą być ostatnie tygodnie Dominika Nagya w Legii Warszawa. Stołeczny klub chętnie pożegna skrzydłowego, a Węgier także chciałby zmienić otoczenie. Zimowe ruchy nie będą się tyczyły tylko 24-letniego piłkarza.
Latem 2016 roku Legia Warszawa zapłaciła za Dominika Nagya milion euro. Węgier przez pierwsze pół roku został w swoim dotychczasowym klubie, budapesztańskim Ferencvaroszu, a przed rundą wiosenną dołączył do drużyny prowadzonej wówczas przez Jacka Magierę. Od początku przygody skrzydłowego z Łazienkowską, jego znakiem rozpoznawczym stał się brak ustabilizowanej formy. Nieregularność oraz problemy wychowawcze były powodami wypożyczenia Nagya do Ferencvaroszu na początku 2018 roku.
Sinusoida Węgra
Pierwsza runda w Legii była udana dla skrzydłowego. Ten w dwunastu meczach Ekstraklasy strzelił cztery gole. Zwłaszcza pod koniec sezonu, Węgier wyróżniał się w drużynie, która zdobyła mistrzostwo Polski. Potem brakowało jednak gry w europejskich pucharach, a między innymi dlatego Nagy wybrał transfer na Łazienkowską. Z czasem piłkarz zaczął grać coraz słabiej, a gorsze momenty zwieńczyło wypożyczenie do Ferencvaroszu. Po powrocie do stolicy Polski, zawodnik nie był faworytem Deana Klafuricia. Sytuację zmieniło zatrudnienie Ricardo Sa Pinto. Portugalczyk od początku był pozytywnie nastawiony do Nagya, gdyż wcześniej był zwolennikiem jego zatrudnienia w trakcie pracy w Belgii (Standard Liege).
Sa Pinto od początku postawił na Węgra, a ten odwdzięczył się portugalskiemu trenerowi dobrą grą. To także znamienna cecha skrzydłowego, który gra najlepiej, gdy czuje zaufanie szkoleniowca. Po rundzie pod wodzą byłego piłkarza FC Porto, Nagy zaczął budzić zainteresowanie na rynku transferowym. Przy Łazienkowskiej pojawiało się wielu skautów, a także dyrektorów sportowych klubów z zachodu Europy. Najwięcej mówiło się o francuskim Montpellier. Wojskowi oczekiwali przynajmniej 2,5 mln euro, ale żadna oferta ostatecznie nie wpłynęła – stanęło na zainteresowaniu i pozostaniu Nagya w Warszawie. Kolejna runda nie była już tak udana, co zaczęło zmniejszać cenę za gracza. Wiosną zawodnik miał tylko jedną asystę, choć wcześniej zdołał zdobyć pięć bramek i wykonać siedem podań zwieńczonych golami przez kolegów.
Czas pożegnań
Nagy ma za sobą bardzo słaby rok. W rundzie wiosennej poprzedniego sezonu grał, lecz nie przekonywał. Aktualne rozgrywki Węgier zaczął w podstawowym składzie, ale z czasem stracił zaufanie Aleksandara Vukovicia. 24-latek zagrał siedemnaście razy, lecz spędził na murawie tylko 828 minut i strzelił jednego gola. Ostatni raz Nagy wystąpił w pierwszym zespole 28 września, gdy wybiegł na boisko w rywalizacji z Lechią Gdańsk (1:2). Po pierwszej połowie Węgier został zmieniony.
W tej chwili Nagy jest daleko w hierarchii skrzydłowych. Regularnie na jego pozycji występują Paweł Wszołek i Arvydas Novikovas. Przed nim jest również Luquinhas, który ostatnio częściej pełni rolę „dziesiątki”. W odwodzie pozostają także młodzieżowcy: Maciej Rosołek i Kacper Kostorz. Dla Nagya miejsca nie ma, co widać także w trakcie gierek treningowych. 24-latek nie łapie się do składów i biega wtedy wokół boiska. Zbliża się czas pożegnania, choć rozstanie nie będzie łatwą kwestią. Każda strona ma swoje oczekiwania względem okna transferowego.
Pierwszą stroną jest Legia, która nie chce stracić pieniędzy na zawodniku. Wicemistrzowie Polski oczekują za gracza ok. 1,5 mln euro. Takie pieniądze skłonny jest zapłacić, póki co, jeden klub - MOL Fehervar FC, który przez lata występował jako Videoton. Węgrom bardzo zależy na skrzydłowym i oferowali podobną kwotę latem. Zimą propozycja zostanie zapewne powtórzona. Kłopotem jest tylko druga strona, czyli sam zawodnik. Powrót do kraju jest dla Nagya ostatecznością.
Kłopotem gracza jest jednak fakt braku gry. Nagy jest powoływany do reprezentacji Węgier, ale w ostatnim spotkaniu z Urugwajem znalazł się poza kadrą meczową. Nie ma wielu klubów, które mogłyby zaryzykować inwestycję w piłkarza, który zasiada na trybunach. Agencje menedżerskie w porozumienie z 24-latkiem szukają dla niego interesujących kierunków. Wymaganiem skrzydłowego jest fakt, by klub prezentował odpowiedni poziom sportowy. Ofert nie ma, ale pojawiają się pierwsze koncepcje transferu. Póki co, mowa o pięciu kierunkach: Niemczech (2. Bundesliga), Rosji, Belgii, Grecji oraz Portugalii. Być może ostatni z nich jest związany z Bragą, gdzie pracuje Sa Pinto, który wciąż ma kontakt z graczem. Wiele będzie zależało na koniec od tego, czy Legia będzie twardo obstawała przy cenie za piłkarza i jak sam zawodnik będzie podchodził do negocjacji kontraktowych. Umowa 24-latka przy Łazienkowskiej jest przeciętna i znajduje się mniej więcej w połowie listy płac.
Nie tylko Nagy
Temat przeprowadzeniu transferu Nagya nie będzie łatwy. Obie strony chętnie się rozstaną, lecz na swoich warunkach. O możliwościach zmiany klubu przez Węgra, może decydować umiejętność osiągnięcia kompromisu.
Nagy nie będzie jedynym piłkarzem, z którym Legia chętnie pożegna się w trakcie zbliżającego się okna transferowego. Latem klub przeszedł rewolucję, rozstając się z graczami, którzy przez długi czas występowali przy Łazienkowskiej (m.in.Adam Hlousek, Miroslav Radović, Kasper Hamalainen, Michał Kucharczyk, Arkadiusz Malarz). Zimą warszawiacy będą chcieli postawić na kosmetykę. Wojskowi z przyjemnością przyjmą propozycję dla Salvadora Agry czy Williama Remy’ego, którzy nie grają, a mają spore kontrakty. Do tej pory zainteresowanie nie było jednak zbyt duże. Wnikliwie będą także rozpatrywane wszelkie opcje dla Radosława Majeckiego. Utalentowany bramkarz jest w tej chwili najcenniejszym aktywem Wojskowych. Legia oczekuje za niego przynajmniej 5 mln euro, a także chciałaby pozostania piłkarza na wypożyczeniu powrotnym do końca sezonu.