– Chciałbym, żeby pojawiło się znów sześć medali. Będziemy mieli reprezentację, która już wcześniej sięgała po laury, jest niemłoda. Liczę, że znajdą się zaskoczenia – powiedział Włodzimierz Szaranowicz przed wylotem do Pjongczangu. Komentator TVP Sport opowiedział również o tym jak traktuje imprezę czterolecia.
O igrzyskach w Pjongczangu
To jest ciężka wyprawa. Osiem godzin różnicy czasowej robi ogromną różnicę. To także prawdopodobnie moje ostatnie zimowe igrzyska olimpijskie. Nazbierało się ich dziesięć. Jest pewna ekscytacja, którą ta impreza zawsze wywołuje. Igrzyska coraz bardziej stają się kompaktowe. W Soczi wszystko było blisko. To ogromna wygoda. Tempo imprezy zaczyna jednak przypominać tempo naszego życia. Zaczynamy się ścigać. Jesteśmy mocno tym nakręceni.
O szansie dla Korei Południowej
Wychowałem się w kulcie igrzysk olimpijskich jako miejsca, gdzie odbywają się rzeczy ważne dla świata. Przesłania olimpijskie nadal są aktualne. To spotkanie ludzi wolnych na otwartym stadionie, mieszanina ras, religii, narodowości... W Korei dochodzi wymiar podzielonego kraju i narodu, który dzięki tym igrzyskom chce szukać szansy na zawarcie pokoju. W 1988 roku Seul walczył o coś innego. To były oczekiwania ekonomiczne. Polityczny aspekt jest tym razem ważniejszy.
O szansach medalowych
Chciałbym, żeby sześć medali znów się pojawiło. Będziemy mieli reprezentację, która już wcześniej sięgała po laury, jest niemłoda. Liczę, że znajdą się zaskoczenia. Ktoś oczaruje nas swoim sukcesem. Skoczkowie są aktualnie mistrzami świata, mają lidera w postaci Kamil Stocha. Trudno go nie brać jako poważnego kandydata do medalu.
Następne