Szkoli ich rodowity Amerykanin John Douglas, który ma za sobą epizod w college football. Na co dzień pracują, a sport jest niekiedy ucieczką od szarej rzeczywistości. Tylko nieliczni mają kontrakty. Głównie zagraniczni.
Pomysł założenia klubu to rok 2006. Trzon tamtej drużyny przetrwał do dziś. Pierwsze treningi rozpoczynali w Parku Antoniuk w Białymstoku. Z czasem przenieśli się na boisko piłki nożnej przy ulicy Świętokrzyskiej. Ćwiczyli również na boisku Włókniarza Białystok. Z czasem popularność zespołu rosła, a z nią liczba kibiców przychodzących na mecze futbolu amerykańskiego.
– W Białymstoku cieszymy się coraz większym zainteresowaniem. Trenujemy na boisku bocznym przy Stadionie Miejskim w Białymstoku, mamy już bramki z prawdziwego zdarzenia. W ostatnich latach rozwój przyspieszył. Postęp to, tak jak w każdym sporcie, pieniądze, ale przede wszystkim ludzie – mówi Benjamin Michałowski, pytany o popularność tej odmiany futbolu w Polsce.
– Według mnie jest to sport niszowy. Popularność zależy przede wszystkim od starań marketingowych zespołów. My poza boiskiem musimy być widoczni w mieście. Wychodzimy do szkół, do przedszkoli, na różne akcje naszych potencjalnych sponsorów. Oni muszą nas widzieć.
Lowlanders to tegoroczni finaliści Ligi Futbolu Amerykańskiego, a jeszcze kilka lat temu brakowało podstawowego sprzętu oraz bramek, a nawet szatni. Dziś z uśmiechem na twarzy wspominają czas, kiedy przebierali się pod gołym niebem lub w samochodach oraz dni, kiedy przyklejali pionowe słupki do poprzeczki bramki piłkarskiej srebrną taśmą klejącą, by konstrukcja przypominała profesjonalną bramkę futbolu amerykańskiego. – Tamte czasy odeszły i mam nadzieję, że nie wrócą, choć dziś wspominam je z pewnym sentymentem – mówi Marek Łukianiuk, który wrócił do drużyny po ośmioletniej przerwie.
Srebrny bumbox
O 19:30 zaczęli pojawiać się pierwsi futboliści. Podobnie jak w innych sportach drużynowych, tak i w tym do najmłodszych należy przeniesienie na płytę boiska sprzętu ze schowka. To taka poważna rozgrzewka, bo waga niezbędnych akcesoriów wywołuje grymas adeptów futbolu amerykańskiego.
Pierwsi rozpoczynają zajęcia defensorzy. Dynamicznie rzucają do siebie jajowatą piłką. Kilka minut po 20 dołączają do treningu skrzydłowi, atakujący oraz kopacz. Po kilkuminutowej przebieżce – rozciąganie. Z ust trenera Douglasa słychać donośne "Fire, fire, fire!". Teraz każda formacja ustawia się w innej części boiska i rozpoczyna indywidualne przygotowania.
– O! Będzie impreza! – zapowiada mężczyzna słusznego wzrostu niosący srebrny bumbox i kilkudziesięciometrowy przedłużacz prądu. Zamiast muzyki na płycie boiska tylko głośny szum. – Nie wołaj komarów! – dobiega z drugiego końca boiska. Z czasem szum zaczyna przypominać stadionowy doping. Paweł Onufryjuk, zawodnik Lowlanders Białystok wyjaśnia: – Z bumboxa puszczamy doping trybun. Chcemy się przyzwyczaić do tego, co czeka nas w finale Ligi Futbolu Amerykańskiego na stadionie we Wrocławiu. Gramy z gospodarzami, więc spodziewamy się dużej liczby kibiców. W ten sposób oswajamy naszą drużynę z hałasem w trakcie meczu – nie żartuje.
Z Mazowsza na trening
Większość drużyny uprawia ten sport półprofesjonalnie. Przedsiębiorcy, informatycy oraz ortopeda dziecięcy tworzą na boisku niezwykły kolektyw. Kontraktami związani są głównie ci pochodzący ze Stanów Zjednoczonych. Pozostali traktują rozgrywki jak hobby, na które poświęcają znaczną część wolnego czasu. Poza treningami na boisku Lowlandersi muszą dbać o kondycję fizyczną. Wolny czas spędzają więc w siłowni oraz na zajęciach z fizjoterapeutką, która na treningach pomaga przy urazach. Muszą znać wszystkie możliwe zagrania na danej pozycji. Playbook, który zapewnił drużynie trener Douglas liczy, blisko 500 stron.
Wczesną wiosną dołączyli nowi. Są to byli futboliści Warsaw Eagles. Do transferów doszło między innymi po rozłamie w Polskim Związku Futbolu Amerykańskiego. Największe kluby stworzyły w marcu własną organizację – Ligę Futbolu Amerykańskiego.
– Futbol amerykański to nasza pasja. Wszystkie codzienne obowiązki uzależniamy od sportu – opowiada gracz z Mazowsza. – Mój były trener powiedział mi kiedyś, że jeśli nie mam czasu na trening lub zrobienie czegoś dodatkowego, to mam go znaleźć. No to znajduję. Wsiadam w samochód w Warszawie i przyjeżdżam na trening, a po zajęciach wracam do rodziny.
Do czterech razy sztuka
Do Topligi awansowali cztery lata temu. Od razu stali się jednym z pretendentów do walki o najwyższe cele. Z roku na rok wzmacniali się kadrowo. W ostatnich trzech latach zajmowali regularnie trzecie miejsce, kończąc rywalizację na półfinałach. Lepsi okazywali się futboliści z Gdyni oraz Wrocławia. Przed tym sezonem postawili przed sobą ambitniejszy cel. Miejsce na najniższym stopniu podium jest bowiem niesatysfakcjonujące. Pierwszy raz w historii chcieli awansować do finału Polish Bowl.
Lowlandersi z Ryanem Kasdorfem oraz Zacharym Blairem w składzie rozpoczęli rozgrywki 17 marca we Wrocławiu, meczem przeciwko miejscowym Panterom. Ulegli obecnym mistrzom Polski, podobnie jak i tydzień później na własnym obiekcie drużynie Seahawks Gdynia.
– Na początku sezonu powoli dochodziliśmy do pełnej dyspozycji. Przybyło kilku nowych, w tym rozgrywający. Potrzebowaliśmy czasu, żeby gra była na poziomie. W off seasonie nie dopracowaliśmy taktyki do końca i kalendarz przygotowań nieco nam się przesunął – mówi Bartłomiej Trubaj.
Dwie porażki na początku rozgrywek były bodźcem do jeszcze pilniejszego przyłożenia się do treningów. Lowlandersi mieli serię czterech zwycięstw. W półfinale rozgrywek LFA białostoczanie podjęli ponownie Seahawks Gdynia. W pierwszym zwycięstwie nad Jastrzębiami nie przeszkodził nawet padający rzęsisty deszcz. W sobotę nagrodą za katorżniczą pracę będzie finał Ligi Futbolu Amerykańskiego. Lowlanders Białystok zagrają z mistrzami Polski, Panterami Wrocław.
– Myślę, że oni się nas boją. Kiedy przyjechali tu na mecz, w pierwszej połowie nie potrafili sobie z nami poradzić. Finałowi rywale Lowlandersów są najsilniejszą marketingowo drużyną futbolu amerykańskiego w Polsce. Mają najlepiej zorganizowany sztab w lidze, wypłacalnych sponsorów i najlepszych zawodników. – My znamy swoją wartość, znamy siebie. Ten finał to dla nas szansa. Gramy o marzenia. Szans na zwycięstwo patrujemy w tym, że w trakcie sezonu rywale stracili najlepszych zawodników – kończy jeden z futbolistów.
Robert Bońkowski
*Polish Bowl z udziałem Lowlanders Białystok oraz Panthers Wrocław rozpocznie się na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu w sobotę, 21 lipca, o 18:30.