tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Lindsey Vonn zakończyła karierę. Sukcesy przeplatane kontuzjami

To koniec pięknego rozdziału w historii narciarstwa alpejskiego. Po zdobyciu brązowego medalu w zjeździe na mistrzostwach świata, Lindsey Vonn zakończyła karierę. Jedna z największych legend tej dyscypliny nie zdoła już nigdy pobić rekordu Ingemara Stenmarka. Kariery nie zakończy też w miejscu, w którym chciała. Lata jej pracy były naznaczone sukcesami, ale też bólem i kontuzjami. Mimo to kończy ją, będąc na szczycie.
Lindsey Vonn w niedzielę zakończyła karierę (fot. Getty)

Lindsey Vonn z medalem na pożegnanie ze sportem

Była urodzoną mistrzynią, a narciarstwo miała w genach. Vonn urodziła się w 1984 roku w stanie Minnesota. Jej ojcem był Alan Kildow – zawodowy narciarz. Miłość do tej dyscypliny była więc dla niej całkowicie naturalna. Szybko nauczyła się jeździć i zaczęła trenować narciarstwo alpejskie.

– Pamiętam, jak oglądałam igrzyska w Nagano. Patrzyłam na Hermanna Maiera, który wrócił po wstrząsającej kontuzji i wygrał dwa złote medale. To było dla mnie bardzo inspirujące. Wśród kobiet patrzyłam na Picabo Street. Miała ogromny wpływ na moją późniejszą karierę. To dzięki niej zapragnęłam zostać olimpijką – opowiada Amerykanka dla portalu olympic.org.

Sama po raz pierwszy pokazała się światu w 1999 roku. Miała zaledwie 14 lat, gdy pojechała do Włoch i… wygrała Trofeo Topolino – jako pierwsza Amerykanka w historii. Trzy lata później była już na igrzyskach olimpijskich w Salt Lake City. – Gdy tylko ogłosili, że igrzyska w 2002 roku odbędą się w USA, zaczęliśmy tworzyć z tatą plan jak się tam dostać. To był mój cel, do którego zaczęłam dążyć. Nic innego się nie liczyło. Gdy byłam już na stadionie podczas ceremonii otwarcia, czułam coś niesamowitego. Nigdy wcześniej nie czułam takiej dumy z tego, że jestem Amerykanką – wspomina.

W olimpijskim debiucie zajęła wysokie, szóste miejsce w kombinacji. Slalom zakończyła zaś na 32. miejscu. – Podczas igrzysk patrzyłam na starszych sportowców i na to, jak radzą sobie z wielką presją. Sama podchodziłam do startów bez stresu, ponieważ niczego nie oczekiwałam. Po prostu zdobywałam doświadczenie, jeżdżąc najlepiej, jak mogłam – opowiada Vonn.

Zdobyty szczyt

Pierwszy raz na podium Pucharu Świata stanęła 18 stycznia 2004 roku w Cortina d’Ampezzo. Zjazd wygrała wówczas Carole Montillet z Francji. Vonn była o 0,24 sekundy wolniejsza i ostatecznie zmagania zakończyła na trzeciej pozycji. Jedenaście miesięcy później, w Lake Louis, po raz pierwszy w karierze zdołała wygrać zawody Pucharu Świata.

Lindsey Vonn podczas zawodów Pucharu Świata w 2004 roku (fot. Getty)

Szybko doszła na sam szczyt i zaczęła masowo zdobywać trofea. Już podczas kolejnych igrzysk, w Turynie, przekonała się jednak, że obok rywalek, będzie musiała pokonać także ból. Na jednym z olimpijskich treningów wypadła z trasy i trafiła do szpitala z urazem kolana, pleców i miednicy. Badania trwały jednak zbyt długo, więc… chciała nawet uciec ze szpitala. Choć przed tym została powstrzymana, opuściła go bardzo szybko. 48 godzin później była już na stoku. Olimpijskich tras w Turynie jednak nie zawojowała.

Pech jej jednak nie opuszczał. W 2007 roku kontuzjowała kolano, a dwa lata później rozcięła dłoń i rozbiła przedramię. Nie przeszkadzało jej to jednak w kolejnym powracaniu do startów i odnotowywaniu następnych zwycięstw. W 2008 roku wygrała klasyfikację generalną Pucharu Świata – pierwszą z czterech w swojej karierze. Do nich dołożyła także zwycięstwa w "generalce" zjazdu (ośmiokrotnie), supergiganta (pięciokrotnie) i kombinacji (trzykrotnie). Stała się jedną z najlepszych alpejek w historii.

W 2010 roku pojechała na igrzyska olimpijskie do Vancouver i spełniła jedno ze swoich marzeń – wywalczyła złoty medal w zjeździe, dokładając do tego brąz w supergigancie. – Na igrzyskach w Vancouver presja była już niesamowita, a ja nie wiedziałam, jak poradzę sobie po kolejnej kontuzji. To było dość przytłaczające. Igrzyska zakończyłam ze złotem i brązem, co było niesamowite. To niewątpliwie jeden z najlepszych startów w mojej karierze. Po nim nagle stałam się znana w Stanach Zjednoczonych, gdzie nigdy wcześniej nie zwracano na mnie uwagi – mówiła.

Sukces naznaczony kontuzjami

Wydawało się, że na szczycie pozostanie na długo. Kontuzje jej jednak nie oszczędzały. Już w kolejnym roku, podczas treningu na mistrzostwach świata doznała… wstrząsu mózgu. To nie przeszkodziło jej w wystartowaniu w zawodach, które ukończyła, choć – jak przyznała – jechało jej się trochę jak we mgle.

Lindsey Vonn podczas mistrzostw świata w 2013 roku (fot. Getty)

Kolejne kłopoty przyszły na mistrzostwach świata 2013 roku. Amerykanka wypadła z trasy i doznała kontuzji, po której musiała przejść operację. Choć powróciła do startów i wydawało się, że pojedzie na igrzyskach do Soczi, ponownie kontuzjowała się na… jednym z treningów. Olimpijskie marzenia musiała więc odłożyć na później.

– Miałam wiele świetnych lat, w których nie miałam kontuzji, bądź szybko sobie z nimi radziłam. Dopiero w 2013 roku, gdy doznałam urazu kolana, wszystko się posypało. Trudno było pogodzić się z tym, że nie pojadę do Soczi. Ale być może to zdeterminowało mnie do tego, aby za wszelką cenę osiągnąć sukces w Pjongczangu. Mimo kolejnych problemów… – opowiada.

Zwycięstwo dla dziadka

Choć urazy zdarzały jej się często, Vonn za każdym razem była w stanie po jakimś czasie powrócić do światowej czołówki i ponownie wygrywać. W sezonie 2014/15 znów była najlepsza. Zdobyła małe kryształowe kule za zjazd i supergigant, a na mistrzostwach świata wywalczyła brąz. Na podium MŚ stanęła także w 2017 roku (w zjeździe), a rok później wystartowała na igrzyskach olimpijskich w Pjongczangu.

– Igrzyska w Korei były inne, niż wszystkie inne. Już wtedy wiedziałam, że to moje ostatnie igrzyska. Poza tym, w listopadzie 2017 roku zmarł mój dziadek. To dla niego chciałam wygrać. Moje starty w Pjongczangu były pełne emocji – mówiła.

Na igrzyskach w 2018 roku zdołała jeszcze raz wejść na szczyt swoich umiejętności i zdobyć brązowy medal. Na konferencji prasowej po zawodach, zapłakana 33-latka dedykowała go dziadkowi, który walczył na wojnie koreańskiej. – Myślę, że sprawiłam, że mój dziadek jest dumny. Jechałam z pasją i sercem, a ten brąz jest dla mnie jak złoto – stwierdziła.

(Nie)spełnione marzenia

Trzy medale olimpijskie, w tym jeden złoty, a obok tego siedem medali mistrzostw świata i cztery zwycięstwa w "generalce" Pucharu Świata. Vonn zdobyła niemal wszystko. Była też o krok od pobicia rekordu Stenmarka w liczbie zwycięstw w Pucharze Świata. Legendarny Szwed miał ich 86, a Vonn do tego wyniku brakowało tylko czterech.

Lindsey Vonn podczas mistrzostw świata z 2019 roku (fot. Getty)

Liczba 87 prześladowała Amerykankę. Każdy wyczekiwał momentu, gdy to ona stanie się najbardziej utytułowaną alpejką w historii. Dziś wiemy, że to nigdy nie nastąpi. – Liczba 87 nie jest już moją obsesją. Nie potrzebuję 87 zwycięstw, żeby kontynuować pracę mojej fundacji, pomagać dzieciom i inspirować ludzi – stwierdziła niedawno w wywiadzie dla The Associated Press, pogodzona już z nieuchronnie zbliżającym się końcem kariery.

Na ostatni start chciała wybrać miejsce, w którym triumfowała po raz pierwszy – Lake Louis. Po sezonie 2018/19 miała odłożyć narty na półkę, a w Kanadzie wystartować w przyszłym roku jedynie w celu pokazania się publiczności i pożegnania z zawodowym uprawianiem sportu. – Nie mogę przejść na sportową emeryturę bez powrotu do Lake Louis – mówiła, ogłaszając swoją decyzję.

Nasilający się ból po kolejnej kontuzji spowodował, że Amerykanka podjęła decyzję o wcześniejszym zakończeniu kariery. "Ostatnie dwa tygodnie były jednymi z najbardziej emocjonujących w moim życiu. Zmagam się z rzeczywistością i tym, co mówi moje ciało w porównaniu z tym, że mój umysł i serce wciąż podpowiadają, że jestem w stanie się ścigać" – napisała na Facebooku, w wiadomości o wcześniejszym zakończeniu kariery. "Po wielu nieprzespanych nocach wreszcie przyjęłam, że nie mogę kontynuować kariery" – dodała.

Skoro nie mogła pożegnać się z karierą w miejscu, w którym zaczynała swoje triumfy, pożegnała się tam, gdzie wygrywała po raz ostatni – w szwedzkim Aare. Na mistrzostwach świata wystąpiła w swoich koronnych konkurencjach – supergigancie i zjeździe. Choć wcześniej tego nie planowała, w piątek – bardziej treningowo – pojechała także w kombinacji.

W supergigancie zanotowała groźnie wyglądający upadek, po którym zdołała jednak o własnych siłach wstać i zjechać do kibiców. W zjeździe pokazała natomiast to, co udowadniała przez całą karierę. Tak jak po każdym poprzednim upadku, Vonn zdołała zebrać się w sobie, szybko zregenerować i powrócić na sam szczyt. W swoim ostatnim przejeździe w karierze wywalczyła brązowy medal mistrzostw świata.

"Nigdy nie chciałam, żeby moja kariera była wiązana z kontuzjami, tylko z wynikami, które osiągnęłam" – pisała w wiadomości pożegnalnej na Facebooku. Choć nigdy nie uda jej się pobić rekordu Stenmarka, ani wrócić na zawody Pucharu Świata do ukochanego Lake Louis, przygodę ze sportem zakończyła tak, jak chciała – na podium, na sportowym szczycie.

"Okiem redakcji". Lindsay Vonn – najwybitniejsza narciarka alpejska w historii

najpopularniejsze

Ojciec Emiliano Sali: mam nadzieję, że znajdą go jak najszybciej

Short track, PŚ w Dreźnie. Natalia Maliszewska trzecia w finale na 500 metrów

"Niesprzedana jedenastka": Lech Poznań (odc. 7)

Magazyn piłkarski "4-4-2" (04.02.2019) – Wilkowicz, Żelazny, Engel

"Złowione w sieci". Wielka walka Polaka i powrót Mostowiaka