Po rosyjskiej inwazji na Ukrainę nikt nie będzie litował się nad oligarchami pozostającymi na łasce Kremla. Kończy się Londongrad. Bogacze ze złą reputacją muszą opuścić luksusowe dzielnice St. George's Hill, Belgravia i Highgate. Roman Abramowicz rozstanie się wkrótce formalnie z Chelsea, ale jego najbardziej zaufana prawdopodobnie zostanie w klubie. Przeszkodą nie będzie nawet na pozór obciążające obywatelstwo
Roman Abramowicz robiąc podejrzane interesy wykazał się sprytem po raz pierwszy w 1992 roku. To wtedy sfałszował dokumenty, by przejąć 55 cystern z olejem napędowym z Uchty. Adresatem miała być spółka zaopatrująca stołeczne stacje benzynowe, ale początkujący hochsztapler omamił naczelnika stacji i już nikt nie widział ani lokomotywy, ani cystern. A może z tym omamieniem to tak nie do końca była prawda, skoro niby ten nieszczęsny zawiadowca odnalazł się po latach, akurat na posadzie u Abramowicza.
Od kradzieży cystern do Sibnieftu
Majątek oligarchy stopniowo rósł. Spryciarz uznał, że aby zyskać jeszcze więcej, to trzeba zadbać o dobre relacje z Borysem Bierezowskim. To bowiem on rozdawał karty w obozie władzy ówczesnego prezydenta Rosji Borysa
Jelcyna. Obaj postarali się, by zbić fortunę na wielkiej, oczywiście nieuczciwej prywatyzacji największych firm ZSRR. Z tego postradzieckiego nieładu Roman i Borys wzięli sobie Sibnieft - ogromną firmę naftową, potentata na tym rynku. Kosztowało to ich kopiejki. Wydali 103 mln, by uzyskać pakiet akcji o wartości 6 mld dolarów. I tak docieramy do Mariny Granowskiej.
Abramowicz szukał młodych i kompetentnych, by dalej bogacić się na Sibniefcie. I tak znalazł między innymi 22-letnią studentkę Uniwersytetu Moskiewskiego. Poznali się w 1992 roku. Firma już prosperowała, bo została kupiona od rządu w 1995 przez Abramowicza, a po dekadzie weszła w posiadanie Gazpromu za 8 mld dolarów. Po drodze, bo w 2003 roku Abramowicz przejął Chelsea.
Szara myszka i enigma z Chelsea
Rosyjski oligarcha zabrał do Londynu zdolną asystentkę. Powoli się wdrażała, najpierw zajmowała się pracą w biurze i była tylko "sekretareczką". To lekceważące określenie szybko znikło, bo imponowała elokwencją, roztaczała czar, ale urok osobisty to nie wszystko. To perfekcyjna znajomość angielskiego i zdolność adaptacji do nowych realiów pozwoliły jej wdrapać się na szczyt klubowej hierarchii.
I pomyśleć, że w szkole nazywano ją szarą myszką. Po prawdzie, to do dziś dba, by nie zdradzać zbyt wiele na swój temat. Na pewno umie zachować dyskrecję, a kiedyś dbała nawet o względną anonimowość. Na klubowych korytarzach
można usłyszeć przezwisko "enigma", podobno nadane przez Abramowicza, które przyjęło się, ponieważ szczegóły jej życiorysu nie są dotąd znane. Ba, właściwie to nic o niej nie wiadomo. To cud, że wyszło na jaw, iż ma także kanadyjskie obywatelstwo, bo tego nie zataiła.
Żelazna dama i zakłopotane legendy
Publicyści lubią bawić się słowem i szukać barwnych analogii, dlatego jeśli słyszymy o żelaznej damie futbolu, to od razu nasuwa się skojarzenie z tą prawdziwą, znaną z polityki Margaret Thatcher, słynną brytyjską premier. Jej przywództwo było twarde, stanowcze i bezkompromisowe. Marina Granowskaja, oczywiście zachowując proporcje, jak trzeba, to też nie dba o konwenanse i o niewygodnych sprawach mówi otwarcie. Bywa i bywała jednak sympatyczna, pełna wdzięku, dlatego łatwo zaprzyjaźniła się z Didierem Drogbą, jednym z zasłużonych piłkarzy Chelsea. Chciała pewnie wiedzieć, co w trawie piszczy, poznać tajemnice szatni, by nie było to dla niej obce terytorium. Drogbie nie szczędziła akurat serdeczności, ale inni ze statusem legendy przekonali się, że taka rola w klubie nie była dla Rosjanki żadną świętością...
John Terry, który nigdy nie należał do grzecznych i ułożonych, kiedyś oniemiał, gdy usłyszał, że ma brać to albo wyp... A chodziło o nowy kontrakt. Miejsca na kompromis nie było! Gdy z kolei negocjowała kontrakt z Frankiem Lampardem, to zaproponowała legendzie 4 mln funtów za sezon, mimo że jego poprzednicy zarabiali więcej. Kością niezgody była też obsada sztabu szkoleniowego. Po długich
targach to akurat kandydat Rosjanki, Eddie Newton został zatrudniony i dołączył do ekipy Lamparda.
W polityce transferowej też było ciekawie, a nawet burzliwie. Lampard wręcz domagał się transferu Declana Rice'a, ale niewzruszona Granowskaja nie chciała za dużo wydawać na wychowanka i postawiła weto. Prosiła też Lamparda, by zaufał Kepie, bramkarzowi sprowadzonemu za grube miliony, któremu zarzucano brak pewności. Niemal co strzał, to piłka była w bramce - tak słabo spisywał się między słupkami i trener miał tego dość. Nie chciał słuchać Rosjanki i w porozumieniu z Petrem Cechem pozyskał nowego bramkarza, Edouarda Mendy'ego. Tym razem to on miał rację. Mendy został najlepszym bramkarzem poprzedniej edycji Ligi Mistrzów, ale chwalił go już Thomas Tuchel.
Spięcia z agentami
Granowskaja ma silną osobowość, nie przepada za mediami. Woli być w cieniu. Korzystając z WhatsAppa zakłócała spokój menedżerów nawet w środku nocy. Arogancki i znany z różnych sztuczek Mino Raiola miał przez nią często kłopoty. Tylko Pini Zahavi, a więc ten, który umożliwił Abramowiczowi inwestycję w angielski futbol, mógł liczyć na specjalne względy.
Rządzący w klubach kontynentalnych niejednokrotnie wypowiadali się o tej żelaznej damie futbolu. Aurelio De Laurentiis, ekscentryczny prezes Napoli, śpiewał nawet: "Marina, Marina...". Musiał bowiem jakoś zareagować na ataki dziennikarzy w związku z planowanym wtedy odejściem
Edisona Cavaniego. Maurizio Sarri, człowiek przed laty związany z Neapolem, zaperzał się, gdy mówił o Rosjance. Oceniając rządy tej kobiety w Chelsea uciekał się nawet do seksistowskich obelg, których nie warto cytować. Ale nie mógł się jej nachwalić Karl-Heinz Rummenigge, który swego czasu przyznał, że tylko dwa-trzy kluby wyszły bez znacznych strat z pandemii, z lockdownu, a z nich wyróżnił Chelsea, doceniając pracę Granowskiej.
A jest to praca na wielu polach. Negocjowanie transferów, nowych kontraktów, sprzedaż piłkarzy, nadzorowanie współpracy Chelsea-Vitesse. Filia w Holandii to był bowiem jej pomysł. Ma służyć ogrywaniu zawodników z akademii. Dzięki sile perswazji władczej kobiety klub dostawał od Nike 60 mln euro rocznie, ale po rosyjskiej napaści na Ukrainę sytuacja się mocno skomplikowała. Marina nadzorowała też oczywiście przenosiny do nowoczesnego centrum treningowego Cobham. W 2021 roku w plebiscycie "Tuttosport" przyznano jej tytuł najlepszego menedżera w Europie.
Trudno się więc dziwić, że wg doniesień "The Athletic" wszyscy oferenci zainteresowani kupnem Chelsea chcą, by Granowskaja pozostała w klubie. Pewnie już myślą o letnim oknie transferowym. Pytanie tylko, czy dama zechce i czy nie pozostanie lojalna wobec Abramowicza, który pozwolił jej zaistnieć w wielkiej piłce.