Przed startem mistrzostw świata siatkarzy Osmany Juantorena zapowiedział, że jeśli Włosi zagrają z reprezentacją Kuby, wolałby nie wystąpić w tym spotkaniu. Wszystko ze względu na pochodzenie. W jego przypadku tak gorąca miłość do kraju przodków może budzić zaskoczenie. Tamtejsza federacja robiła wszystko, aby jak najbardziej utrudnić mu życie. Wszystkie mecze Polaków na antenach TVP.
Codzienne funkcjonowanie na Kubie nie należy do najłatwiejszych – także w przypadku zawodowych sportowców. Przekonało się o tym wielu. Pomimo, że niemal każde pokolenie kubańskich siatkarzy można określić mianem "złotego", reprezentacja od dawna nie odniosła sukcesu. Wszystko przez absurdalne kary, jakie na zawodników nakłada tamtejsza federacja.
Siatkarze są kontrolowani na każdym kroku. Wyjazd do Europy bez oficjalnej zgody może oznaczać… bilet w jedną stronę. Często wiąże się on z odsunięciem od kadry oraz nałożeniem na zawodnika dodatkowych sankcji.
Juantorena reprezentacyjną karierę rozpoczynał w 2003 roku, w wieku zaledwie 16 lat. W 2005 roku wywalczył z drużyną brązowy medal Ligi Światowej, a już rok później, przed mistrzostwami świata, został… zdyskwalifikowany za stosowanie dopingu.
Kadra czy rozwój?
Juantorena w wywiadach często zaznaczał, że nie chciał rezygnować z kadry. W momencie, gdy był odsunięty od gry pojawiła się jednak możliwość na dalszy rozwój. Szczególnie, że już wówczas był wyróżniającym się zawodnikiem, z perspektywą na wyjazd do Europy.
Podpisał dwuletni kontrakt z włoskim Trentino. Ta decyzja, z racji braku konsultacji z federacją, wiązała się nie tylko z wykluczeniem z reprezentacji, ale także z nałożeniem na siatkarza kolejnych dwóch lat karencji. Na boisko w meczu ligowym wyszedł zatem dopiero w sezonie 2009/2010. Mimo to nadal nie ukrywał przywiązania do ojczyzny. Na pytanie dziennikarki "Przeglądu Sportowego" o to, czy będzie starał się wrócić do kadry, odpowiedział – Jeśli do mnie zadzwonią – tak, ale pod jednym warunkiem: że wszyscy zawodnicy będą mogli opuścić Kubę i grać w ligach zagranicznych.
List do federacji
Długa przerwa nie wpłynęła na jego dyspozycję – od początku błyszczał w klubie. Już w 2010 roku został MVP Ligi Mistrzów, a następnie klubowych mistrzostw świata. Kolejne trofea przyczyniły się do wzrostu jego popularności na Półwyspie Apenińskim. Nic więc dziwnego, że gdy karierę zakończył Samuele Papi, zaczęto rozważać powołanie przyjmującego do włoskiej kadry.
Sam zawodnik nie był jednak od początku przekonany do tego pomysłu. Szukał szans, aby powrócić na Kubę. Napisał nawet list do federacji, w którym dopytywał się o możliwość dalszej gry w kadrze. Odpowiedź, choć była pozytywna, stawiała przed nim wybór – reprezentacja lub kariera w Europie.
– W liście do federacji napisałem, że jestem gotów do gry w drużynie narodowej. Odpowiedź była pozytywna, ale stwierdzili, że warunek jest taki, abym opuścił Włochy. To był wymóg, którego nie mogłem zaakceptować, bo nie mogłem narażać mojej kariery i wszystkiego, co do tamtej pory osiągnąłem. Nie było też możliwości, abym praktycznie przez cały rok był nieaktywny, a następnie zagrał w reprezentacji – mówił w 2015 roku w wywiadzie dla "Gazzetta dello Sport".
Rozdarte serce
Choć często podkreślał przywiązanie do kraju, w którym się urodził, stracił nadzieję na powrót. Ostatecznie w 2015 roku zgodził się na grę dla reprezentacji Włoch. Mimo to często podkreślał przywiązanie do ojczyzny. Tak jest nadal. Zapowiedział, że jeśli Włosi trafią na Kubańczyków, on wolałby nie grać w tym spotkaniu. Mówił o tym otwarcie w rozmowie z włoskimi mediami.
– Jeśli zagramy z Kubą, wolałbym w tym spotkaniu nie wystąpić. Szanuję kraj, z którego pochodzę. Zespół i trener znają moją opinię. Kiedy nadejdzie odpowiedni czas, porozmawiamy i dokonamy wyboru. Nie chcę, żeby ktoś mnie źle zrozumiał. Nie żałuję decyzji o grze dla Włoch, chodzi wyłącznie o szacunek dla kraju, z którego pochodzę – tłumaczył.
Następne
0 - 3
USA
1 - 3
USA
0 - 3
Niemcy
2 - 3
Słowenia
3 - 0
Egipt
3 - 1
Argentyna