Ludzie ich kochają, to dla nich chodzą na stadiony. Dobry bramkarz to połowa sukcesu, twardego obrońcę można docenić, ale jak się zakochać, to tylko w piłkarzu strzelającym gole. Gość od robienia show jest na wagę złota. I płaci się za niego w złocie. Tymczasem w Lotto Ekstraklasie snajperów z polskim paszportem – jak na lekarstwo.
Snajperska susza nastała u nas straszliwa. Ostatnim Polakiem z nosem do zdobywania bramek był Krzysztof Piątek. Po jego odejściu nie bardzo jest na kim oko zawiesić. Marcin Robak – z całym szacunkiem – nawet, gdyby nagle rozstrzelał się jak kałasznikow, do kadry już nie trafi i młodszy nie będzie. Może dorzucić coś do obecnego dorobku 13 goli, bo Śląsk zagra w grupie spadkowej ze słabszymi rywalami, ale i tak trudno mu będzie gonić liderów klasyfikacji strzelców.
Tam rządzą obcokrajowcy. 18 trafień zaliczył Hiszpan Angulo. 14 – Portugalczyk Paixao. 13 obok Robaka ma jeszcze kolejny Hiszpan Carlitos. Gola mniej zdobył Duńczyk Gytkjaer. A 11 bramek zapisali na swoim koncie Cabrera (jeszcze jeden Hiszpan) i grający już za oceanem Czech Ondrasek. Następców Lewandowskiego, Milika i Piątka ni widu, ni słychu. Z czego to wynika?
Z jakości szkolenia, a jakże! O ile fachowców od bramkarzy jest u nas całkiem sporo, to już przedstawiciele pozostałych formacji mają pod górkę. Obrońcę lub defensywnego pomocnika wyhodować łatwiej. U niego wciąż kładzie się większy nacisk na przeszkadzanie, nie kreowanie gry. To zdecydowanie łatwiejsze, bo nie wymaga od broniącego ani wybornej techniki, ani futurystycznej wizji gry. Myślenie, antycypacja, drybling, kierunkowe przyjęcie, poruszanie się pomiędzy formacjami przeciwnika – ooo, to już rarytasy, jakie widać u rodzimych graczy dziś jeszcze rzadziutko. Jesteśmy zachwyceni, gdy pojawi się naturalny talent szybkościowy i przymykamy oko na braki w jego technice, ciesząc się, że jest w stanie kopnąć piłkę do przodu i obiec przy tym rywala. Jasne, w Ekstraklasie czasem się uda, ale w europejskich pucharach obrońcy dadzą się w ten sposób oszukać najwyżej raz. Za drugim skasują takiego jeźdźca, a jeśli tylko na nim opiera się cała koncepcja gry w ofensywie – biada jego zespołowi.
Dziś bramkostrzelnych atakujących i skrzydłowych nie mamy, a jutro? Wysypu nie będzie, ale rodzynki się pojawią. Oczywiście tam, gdzie wagę przywiązuje się do szkolenia a niekoniecznie do wyników tu i teraz. Mowa choćby o Pogoni, w której coraz mocniej rozpychają się łokciami Adam Buksa i Sebastian Kowalczyk. Ten pierwszy już w tym sezonie powinien przekroczyć granicę 10 goli, a drugi wkrótce będzie mu coraz częściej asystował, bo talent u niego widać nawet w czarnych okularach w pochmurny dzień.
Solidną podbudowę dają treningi w Zagłębiu Lubin, gdzie najpierw za młodych, a potem także za dorosłych odpowiadał i odpowiada Ben van Dael. Pod jego okiem reprezentacyjną formę osiągnął Bartłomiej Pawłowski. Za największe talenty (i słusznie!) uchodzą wprawdzie defensywni pomocnicy – Filip Jagiełło i Bartosz Slisz – ale mają tam w zanadrzu także młodego, ofensywnego Patryka Szysza, którego rola w zespole powinna w przyszłym sezonie wzrosnąć. W miedziowym klubie uważnie też monitorują wypożyczonego do Sosnowca Olafa Nowaka. Jak się tam ogra pod presją, może przebije się potem i w lepszym towarzystwie.
Szlifować diamenty potrafi też Michał Probierz. U niego liczy się jakość – obojętnie: polska czy zagraniczna. Ale szczęśliwie na skrzydłach wybijają się Polacy – Mateusz Wdowiak i Filip Piszczek. Wdowiak miał świetną jesień. Piszczek wystrzelił z formą wiosną. Obaj możliwości mają spore, choć regularności i doświadczenia jeszcze wyraźnie brakuje. To samo można powiedzieć o młodych skrzydłach, na których stara się fruwać Lech - Kamilu Jóźwiaku i Tymoteuszu Klupsiu.
Na koniec mocny powiew optymizmu. Ba! Huragan niemal, choć ten akurat gracz nigdy królem strzelców Ekstraklasy nie będzie. Z różnych zresztą względów. Przede wszystkim – to typ kreatora gry, a nie egzekutora. A poza tym zaraz wyjedzie do dobrego klubu na Zachodzie, bijąc transferowy rekord naszej ligi. Sebastian Szymański z Legii już decyduje o obliczu drużyny, która przecież broni tytułu mistrza kraju. Tak młody lider nie zdarza się często, a Szymański za chwilę za takiego będzie właśnie uchodził. Ma wszystko co trzeba, by zrobić prawdziwą karierę i jesienią trafić do pierwszej reprezentacji. Wcale nie po to, by robić za środkowego w "dziadku"...