| Piłka nożna / PKO BP Ekstraklasa

"Cioci wsadził jajka do butów". Syn wspomina Piotra Rockiego

Denis Rocki z synami (fot. PAP / archiwum domowe)
Denis Rocki po zdaniu egzaminu trenerskiego. Po prawej z synami - Kevinem i Denisem (fot. PAP / archiwum domowe)

Odszedł równo pięć miesięcy temu. W polskim środowisku piłkarskim nie ma osoby, której nie dotknęłaby niespodziewana śmierć Piotra Rockiego. Każdy z nas poczuł się, jakby stracił kogoś bliskiego. – Widocznie pan Bóg montował u siebie drużynę i potrzebował kogoś, kto zagra, a dodatkowo zadba o atmosferę w zespole – mówi syn Piotra, Denis Rocki.

DALSZĄ CZĘŚĆ PRZECZYTASZ POD REKLAMĄ
Ze Szmalem na "ty". Nie tylko o pieniądzach... [WYWIAD]

Czytaj też

Sławomir Szmal: mecz Polska – Norwegia w MĘ 2016 (fot. Getty Images)

Ze Szmalem na "ty". Nie tylko o pieniądzach... [WYWIAD]

Mateusz Miga, TVPSPORT.PL: – Trudno ci mówić o tacie? Na rozmowę zgodziłeś się praktycznie od razu.
Denis Rocki, syn Piotra Rockiego:
– Generalnie nie, ale nie chciałbym odpowiadać na pytania dotyczące ostatnich chwil taty. Tego, jak się czuł, w jakim stanie był jego organizm. To jest bardzo trudne. Ale o pozostałych kwestiach chętnie porozmawiam.

– Od śmierci taty minęło raptem pięć miesięcy, więc to wciąż bardzo świeża sprawa. W których chwilach brakuje ci go najbardziej?
– Brakuje go cały czas. W codziennym zwykłym życiu. Brakuje takiego zwykłego ojcowskiego kontaktu. Rozmowy. A najbardziej brak nam taty w weekendy, bo wspólne oglądanie meczów było dla nas swego rodzaju tradycją. Mecze Ekstraklasy, Premier League czy spotkania Ligi Mistrzów w ciągu tygodnia. Taty bardzo brakuje też wtedy, gdy na boisko wychodzi mój młodszy brat. Wspólnie jeździliśmy na mecze Kevina i razem przeżywaliśmy te emocje.

– Dziś włączasz telewizor, oglądasz mecz, ale czegoś brakuje...
– Tak. Tata niedawno ukończył kurs UEFA A i oglądając mecze skupiał się na sprawach szkoleniowych. Złapał tego bakcyla od trenera Kamila Rakoczego, który aktualnie prowadzi Polonię Bytom w III lidze. Tata zmienił ostatnio swój punkt patrzenia na piłkę. Oglądając mecze starał się wyciągać wnioski dotyczące pracy trenerskiej. W głowie miał wiele pomysłów, ale niestety nie było dane mu je wdrożyć.

– Co ci zostało w głowie z pierwszych chwil po pogrzebie? Wracacie do domu, a tam taty już nie ma.
– Co mogę powiedzieć? Szok, smutek, niedowierzanie, że tata odszedł od nas tak nagle. Przez kilka pierwszych dni po prostu wciąż nie mogliśmy uwierzyć, że to się stało. Na szczęście otrzymaliśmy ogromne wsparcie od rodziny i przyjaciół. Czujemy też, że choć taty nie ma z nami w sensie fizycznym, duchowo zawsze jest przy nas. Oglądanie meczów bez niego też było dziwnym doświadczeniem, bo brakuje jego analiz, tekstów czy żarcików z tego, co się dzieje na boisku.

– Dziennikarze i kibice zapamiętali go jako osobę pełną pomysłów, które od razu wcielał w życie. W życiu prywatnym też taki był?
– Jasne, że tak! Tata był pogodnym, pomocnym i pracowitym człowiekiem. Nie potrafił ustać w miejscu. Zawsze musiał coś robić. Pielęgnował ogródek, kosił trawę, rąbał drewno albo poszedł pobiegać z psem. Garaż potrafił sprzątać trzy razy w tygodniu. Miał też swój kącik do majsterkowania – uwielbiał spędzać tam czas. Nie chciał iść na łatwiznę, więc sam starał się rozwiązywać poszczególne problemy. W ogrodzie zbudował "piłkochwyty", żeby piłka nie przelatywała do sąsiada, własnoręcznie postawił też wiatę na samochód. W ten sposób umilał sobie czas po treningach.

Ze Szmalem na "ty". Nie tylko o pieniądzach... [WYWIAD]

Czytaj też

Sławomir Szmal: mecz Polska – Norwegia w MĘ 2016 (fot. Getty Images)

Ze Szmalem na "ty". Nie tylko o pieniądzach... [WYWIAD]

1 listopada w TVP Sport: dzień pełen wspomnień o zmarłych

Czytaj też

Andrzej Niemczyk, Agata Mróz, Kobe Bryant, Jan Kowalczyk, Małgorzata Dydek, Kamila Skolimowska, Ayrton Senna, Joachim Halupczok

1 listopada w TVP Sport: dzień pełen wspomnień o zmarłych

– Z której konstrukcji był najbardziej dumny?
– Dumny był ze wszystkiego, bo rozpierała go satysfakcja, że sam coś zrobił. Zbudował na przykład drewnianą konstrukcję na której zainstalował zjeżdżalnię do basenu. Za dzieciaka to była dla nas wielka frajda. Kurcze, które dziecko nie marzy choćby o takiej prowizorycznej zjeżdżalni do basenu? Pod tym kątem tata zawsze był bardzo energiczny i zaradny.

– W świecie piłki zasłynął cieszynkami. Wiesz, jak wpadał na te pomysły?
– Trudna sprawa, bo miałem wtedy raptem trzy, cztery lata. Był lajkonik, krakowiak z Wisłą Kraków, z Górnikiem orkiestra górnicza, z Polonią Warszawa – berety. Tata naradzał się z drużyną i to w szatni powstawały te pomysły.

– Cieszynki to jedno. Drugim znakiem rozpoznawczym była zawziętość. Uchodził za twardziela. W środku też taki był?
– Generalnie jak widział krew to robiło mu się słabo, jednak na boisku nie dał po sobie tego poznać. Był niski wzrostem, ale nabity jak kabanos. I zawsze grał do końca. Nigdy nie odstawił nogi. Jego waleczność znali wszyscy z którymi grał – koledzy z zespołu i rywale. Taki charakter kształtował od najmłodszych lat – wychował się na Bródnie, a to dosyć trudna dzielnica. Waleczność budował więc od dzieciaka. I spryt, którym potem imponował na boisku.

– Zaszczepił w was te cechy?
– Ja w piłkę już skończyłem grać, ale brat wciąż gra i na boisku bardzo przypomina tatę. Posturą i nieustępliwością. Może nie w stu procentach, ale Kevin na boisku jest odzwierciedleniem taty. Ja jestem wyższy od nich o około 20 centymetrów, ale cechy charakteru mam podobne. Wykorzystuję je choćby w nauce. Dzięki naszej rodzinnej zawziętości zrobiłem licencjat z Zarządzania Sportem na AWF w Katowicach.

– Życie piłkarza bywa trudne. Na pewnym etapie kariery tata krążył między Grodziskiem Wielkopolskim a Wodzisławiem Śląskim. Rodzina jeździła z nim?
– Tak, za każdym razem przeprowadzaliśmy się wraz z tatą. W zależności od okresu mieszkaliśmy w Zabrzu lub Rudzie Śląskiej, a tata dojeżdżał na treningi, zazwyczaj z Dariuszem Dudkiem.

– Kiedy czułeś największą dumę z taty? Zwycięski gol w meczu o Superpuchar?
– Tak, chyba właśnie wtedy. Mecz oglądałem razem z bratem i mamą. Wygrana, a do tego ten wspaniały lobik nad Marcinem Juszczykiem – to był gol decydujący o zwycięstwie Legii. Wojtek Kowalczyk wspominał niedawno, że to wtedy Legia po raz ostatni zdobyła Superpuchar. Więc duma jest tym większa. Dumny zresztą byłem nie tylko z tego meczu, ale też po prostu z transferu do Legii. Tata to warszawiak, więc Legia marzyła mu się od małego. Sezon w Legii może nie był dla niego zbyt udany, ale najważniejsze było spełnienie największego marzenia z dzieciństwa. Nie każdy może to o sobie powiedzieć. Duma rozpierała mnie też wtedy, gdy tata ukończył kurs trenerski. Jego dyplom do dziś wisi w moim pokoju, obok mojego dyplomu z AWF.

1 listopada w TVP Sport: dzień pełen wspomnień o zmarłych

Czytaj też

Andrzej Niemczyk, Agata Mróz, Kobe Bryant, Jan Kowalczyk, Małgorzata Dydek, Kamila Skolimowska, Ayrton Senna, Joachim Halupczok

1 listopada w TVP Sport: dzień pełen wspomnień o zmarłych

Niepowtarzalny "Rocky". Historia, która skończyła się za wcześnie

Czytaj też

Piotr Rocki w meczu Ekstraklasy

Niepowtarzalny "Rocky". Historia, która skończyła się za wcześnie

– Po wygranych meczach tata wracał do domu i padał do łóżka czy jeszcze robił w domu bal?
– Oczywiście, że było świętowanie! Najmocniej zapamiętałem okres Grodziska, szczególnie końcówkę. Wszyscy znajomi mieszkali na tym samym osiedlu. Piotrek Piechniak i jego synowe. Tomasz Zahorski, Radek Majewski, Mariusz Muszalik, Igor Kozioł, czy Sebek Mila, wasz obecny ekspert. Po meczach zazwyczaj szliśmy na kolację, często też na kręgle. Tata uwielbiał grać w kręgle, bo pociągała go każda forma rywalizacji.

– Synom odpuszczał? Dawał czasem wygrać?
– Nie. Łoił nas strasznie. Nawet jeśli na torach mieliśmy zainstalowane bandy. Nie lubił przegrywać i mocno dawał nam w kość. Kręgle, bilard, ping-pong – bez wyjątku. Lepsi byliśmy tylko w FIFĘ i Pro Evolution Soccer na konsoli. Tylko tutaj mogliśmy go pokonać.

– Rzucał padem?
– Nie, nie rzucał, ale był mocno wkurzony i jak najszybciej chciał rewanżu. Zazwyczaj dochodziło do niego, gdy odwiedzał nas Tomek Zahorski. Graliśmy wtedy dwóch na dwóch. Tata z Tomkiem, a ja z Kevinem. Zahor był świetny i nas miażdżył – starszyzna wygrywała, więc tata wreszcie mógł się z nas pośmiać. Jeden na jednego był jednak bez szans. Ale na sprzęcie znał się świetnie. Potrafił podłączyć konsolę do przenośnych monitorów DVD, które mieliśmy w samochodzie. W ten sposób mogliśmy grać podczas dłuższych podróży!

– Wróćmy jeszcze do tych cieszynek. W życiu prywatnym też miewał takie zaplanowane akcje?
– Przy okazji rodzinnych imprez lubił wypuszczać ciocię, dziadka czy wujka. Zdarzały mu się żarty, ale w tej kwestii nam akurat odpuszczał.

– Pamiętasz jakąś akcję?
– Było tego trochę. Szukam w głowie jakiejś perełki… Były to takie klasyki, jak np. dosypywanie cukru do zupy. Takie pierdoły. Kiedyś u dziadków tata włożył cioci do butów jajka. Na szczęście ciocia się zorientowała i nie rozbiła tych jajek w butach, ale my wiedzieliśmy o co chodzi i mieliśmy niezły ubaw.

– Trzeba było być czujnym.
– To dobre określenie, bo tata lubił wymyślać takie numery.

– Było o dobrych momentach. A jak było po porażkach? Tata potrafił zostawić problemy w szatni czy przychodził z nimi do domu?
– Tata mocno przeżywał porażki, ale w domu był raczej spokojny. Często miał żal do siebie. "Kurde, mogłem dograć szybciej, mogłem tam pobiec" itd. No, nie potrafił przegrywać. Skoro w kręgle nie mógł odpuścić to co dopiero w trakcie meczu? Mieliśmy jednak na niego sposób. W ramach regeneracji dostawał ptasie mleczko i torcik wedlowski. Gdy otrzymał te swoje łakocie to był spokój.

Niepowtarzalny "Rocky". Historia, która skończyła się za wcześnie

Czytaj też

Piotr Rocki w meczu Ekstraklasy

Niepowtarzalny "Rocky". Historia, która skończyła się za wcześnie

"Magazyn sportowy": Vuković i Trałka o Lechu i Legii
Magazyn sportowy (Polskie Radio RDC). Transmisja na żywo online
"Magazyn sportowy": Vuković i Trałka o Lechu i Legii

– Miał też słabość do papierosów i specjalnie się z tym nie krył. Rzucił na pewien okres tylko zaraz po transferze do Legii.
– Tak i była to chyba jedna z najgorszych decyzji. Wcześniej – w Odrze Wodzisław i Dyskobolii z którą zdobył Puchar Polski i dwukrotnie Puchar Ligi – papierosy zawsze mu towarzyszyły. W Legii odstawił i ten sezon nie był dla niego udany. Tata miał taki rytuał – po odprawie przedmeczowej wychodził na papierosa i raz jeszcze analizował słabe i mocne strony rywala. W Wodzisławiu na papierosie najczęściej towarzyszył mu Marcin Malinowski, który przecież w Ruchu Chorzów grał prawie do czterdziestki. Oczywiście, nikogo nie namawiam do palenia, ale dla mojego taty papierosy były jak paliwo. Na potwierdzenie tej tezy jeszcze jedna historyjka z czasów gry w Wodzisławiu. Zorganizowano eksperyment – przez dwa tygodnie tata nie palił. Po tym okresie zespół miał testy szybkościowe. Tata zawsze miał czołowe wyniki w drużynie, a tym razem był jednym z najwolniejszych. Papierosy najwyraźniej mu służyły, a wiadomo jak to jest po odstawieniu. Człowiek jest bardziej nerwowy, sięga po słodycze, więcej je itd.

– Jego organizm najwyraźniej przyzwyczaił się do nikotyny.
– Na to wygląda. W wieku 38 lat w GKS Tychy, za Piotra Mandrysza, zanotował jeden z najlepszych sezonów w karierze. Kibice jechali początkowo, "po co nam taki dziadek", a potem okazało się, że jest w stanie dużo dać tej drużynie.

– Masz na imię Denis, twój brat to Kevin. To według piłkarskiego klucza?
– Tata był wielkim fanem Dennisa Bergkampa i to po nim dostałem imię. Kevin za to pochodzi od legendarnego angielskiego napastnika, Keegana, który zresztą dwukrotnie wygrał Złotą Piłkę. Życzę bratu, by i on zgarnął w przyszłości jakieś indywidualne wyróżnienia.

– Jak mu idzie?
– Kevin miał bardzo dobry okres między 15. a 17. rokiem życia. Zadebiutował wtedy w kadrze U15 – wystąpił w meczach z Białorusią. Z drużyną Ruchu Chorzów zdobył wicemistrzostwo Polski juniorów młodszych. W finale przegrali z Lechem Poznań tylko ze względu na mniejszą liczbę bramek strzelonych na wyjeździe. Tata miał duży niedosyt, że nigdy nie udało mu się zagrać w zespole narodowym. Za trenera Jerzego Engela był szykowany do debiutu, ale po mistrzostwach świata doszło do zmiany selekcjonera, a nowy do taty nie był przekonany. Bratu się udało. Co prawda to tylko kadra młodzieżowa, ale orzełek na piersi to zawsze coś wyjątkowego.

– Czujecie czasem z bratem, że tata patrzy na was z góry?
– Oczywiście. Przykładem jest dla mnie dzień egzaminu licencjackiego. Z natury jestem panikarzem, szybko się denerwuję. A w tamtym dniu, wbrew wszystkiemu, czułem niesamowity spokój. Jakby tata cały czas był przy mnie i powtarzał, że dam sobie radę. Nawet znajomi byli zdziwieni, skąd ten mój spokój. Dlaczego nie trzęsę się ze zdenerwowania. To był dla mnie bardzo wyjątkowy dzień.

Tata miał duży niedosyt, że nigdy nie udało mu się zagrać w zespole narodowym. Za trenera Jerzego Engela był szykowany do debiutu, ale po mistrzostwach świata doszło do zmiany selekcjonera, a nowy do taty nie był przekonany.

Osiem lat Zbigniewa Bońka. ″Wizerunek zaczął pękać″

Czytaj też

Zbigniew Boniek, jest prezesem PZPN od 2012 roku (fot. PAP/Leszek Szymański)

Osiem lat Zbigniewa Bońka. ″Wizerunek zaczął pękać″

– Któraś rada taty została ci wyjątkowo głęboko w pamięci?
– To na pewno byłoby coś z walką do końca. Tata często powtarzał, że jeśli dasz z siebie 100 procent energii fizycznej i psychicznej to efekty przyjdą. Niedawno rozpocząłem pracę w roli skauta Piasta Gliwice. Dopiero uczę się tego fachu i wiem, że tata miałby dla mnie mnóstwo cennych uwag. Gdybym miał go u boku, byłoby mi o wiele łatwiej.

– Dziś Dzień Wszystkich Świętych i myślami wszyscy jesteśmy wokół tych, których nie ma już z nami.
– Chciałbym zaznaczyć, że tata miał bardzo godne pożegnanie i na pewno chciałby, aby tak to wyglądało. Przyszła ogromna liczba ludzi – osoby, które stykały się z tatą w różnych okresach jego życia. Był Michał Żewłakow, Kuba Wawrzyniak, Sebek Mila, Tomek Wieszczycki, Piotrek Piechniak, Igor Kozioł, Radek Majewski, Piotr Świerczewski… Multum zawodników. Byli też ludzie, spoza świata piłki, kibice – Górnika Zabrze czy Ruchu Radzionków. Tata lubił rozmawiać z kibicami, a oni potrafili to docenić. Inna sprawa, że niektórzy dobrze mu cisnęli, a to tylko tatę dodatkowo nakręcało. Gdy był już w Ruchu Radzionków i grali derby z Polonią Bytom to uwaga kibiców rywali zawsze skupiała się na tacie. On brał całą presję na siebie, dzięki temu inni zawodnicy czuli wewnętrzny luz. Ruch grał z Polonią choćby w barażach o trzecią ligę. Bytomianie byli zdecydowanymi faworytami, a jednak to Cidry wywalczyły awans. Pod koniec kariery tata był już prawdziwym przywódcą, a jego doświadczenie często miało spory wpływ na końcowy wynik.

– W Legii też miał zatarg z kibicami. Tuż przed transferem, jeszcze jako piłkarz Dyskobolii, pokazał w kierunku kibiców warszawskiej ekipy odwróconą "elkę". Potem musiał to wyjaśnić.
– To było przy okazji meczu Dyskobolii z Legią. Babcia przyszła na mecz ubrana w kapelusz Dyskobolii i fani Legii zaczęli ją wyzywać. Tata się zdenerwował. Strzelił gola, a potem pokazał tę odwróconą "elkę". Incydent został później wyjaśniony, a temat zamknięty. Tata przeprosił za ten gest. On zawsze kochał Legię, kocha ją i będzie kochał. Zrobi dla niej wszystko.

– Dawał z siebie wszystko w każdym klubie i za to podejście był ceniony w całym kraju. Nawet jeśli wszyscy wiedzieli, że jest kibicem Legii.
– A przecież mieszkaliśmy na Śląsku. Jest tu dużo klubów z tradycjami i wciąż nikomu nie przeszkadzało, że tata jest kibicem Legii. Przy okazji czerwcowego meczu Górnika z Legią tata miał być ekspertem w studiu telewizyjnym. Jako osoba łącząca te dwa kluby... Jego odejście to wielka strata dla naszej rodziny, a tata został dobrze zapamiętany, nie tylko od strony piłkarskiej. Był po prostu dobrym człowiekiem. Chodzimy na cmentarz regularnie, odwiedzamy tatę. Myślę, że ciągle jest wśród nas i w trudnych momentach patrzy na nas z góry i próbuje pomóc. Niedawno pomyślałem sobie, że widocznie pan Bóg montował u siebie drużynę i potrzebował kogoś, kto zagra, a dodatkowo zadba o atmosferę w zespole. Tak to sobie tłumaczymy.

Osiem lat Zbigniewa Bońka. ″Wizerunek zaczął pękać″

Czytaj też

Zbigniew Boniek, jest prezesem PZPN od 2012 roku (fot. PAP/Leszek Szymański)

Osiem lat Zbigniewa Bońka. ″Wizerunek zaczął pękać″

Infantino: mundial w Katarze się odbędzie. I to z kibicami
Gianni Infantino (fot. TVP)
Infantino: mundial w Katarze się odbędzie. I to z kibicami

Zobacz też
Lechia wciąż w strefie spadkowej. Zobacz tabelę PKO BP Ekstraklasy
Tabela PKO BP Ekstraklasy 2024/25 [aktualizacja 31.03.2025]

Lechia wciąż w strefie spadkowej. Zobacz tabelę PKO BP Ekstraklasy

| Piłka nożna / PKO BP Ekstraklasa 
Niezbędnik kibica Ekstraklasy. Sprawdź szczegóły 27. kolejki
Niezbędnik kibica 27. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Terminarz, wyniki i przewidywane składy (4.04.-7.04.2025)

Niezbędnik kibica Ekstraklasy. Sprawdź szczegóły 27. kolejki

| Piłka nożna / PKO BP Ekstraklasa 
Seria Widzewa trwa! Piękny gol z rzutu wolnego [WIDEO]
Juljan Shehu strzelił gola na 1:0 (fot. Getty Images)

Seria Widzewa trwa! Piękny gol z rzutu wolnego [WIDEO]

| Piłka nożna / PKO BP Ekstraklasa 
Ważna postać klubu Ekstraklasy przedłużyła kontrakt
Jorge Felix (fot. Getty)

Ważna postać klubu Ekstraklasy przedłużyła kontrakt

| Piłka nożna / PKO BP Ekstraklasa 
Wielkie zmiany w Radomiaku. "Czegoś takiego w Polsce nie było"
Piłkarze Radomiaka Radom (fot. Getty Images)

Wielkie zmiany w Radomiaku. "Czegoś takiego w Polsce nie było"

| Piłka nożna / PKO BP Ekstraklasa 
wyniki
terminarz
tabela
Wyniki
dzisiaj
31 marca 2025
30 marca 2025
29 marca 2025
Terminarz
jutro
06 kwietnia 2025
07 kwietnia 2025
11 kwietnia 2025
Tabela
PKO BP Ekstraklasa
 
Drużyna
M
+/-
Pkt
3
26
24
50
4
26
13
44
5
27
7
42
6
26
13
41
7
26
6
40
8
26
-6
39
9
27
-7
36
10
26
3
36
11
26
-3
34
12
26
-2
33
13
26
-9
33
15
27
-15
24
16
27
-19
24
17
26
-19
23
18
26
-12
21
Rozwiń
Najnowsze
Polki krok od awansu. "Fajnie, ale liczy się też coś innego"
nowe
Polki krok od awansu. "Fajnie, ale liczy się też coś innego"
Dawid Brilowski
Dawid Brilowski
| Piłka nożna / Reprezentacja kobiet 
Kinga Szemik i Martyna Wiankowska (fot. Getty Images)
Sportowy wieczór (4.04.2025)
Sportowy wieczór: transmisja na żywo w tv i online (4.04.2025)
Sportowy wieczór (4.04.2025)
| Sportowy wieczór 
Kotwica Kołobrzeg – Arka Gdynia. Betclic 1 Liga [SKRÓT]
fot. 400mm.pl
nowe
Kotwica Kołobrzeg – Arka Gdynia. Betclic 1 Liga [SKRÓT]
| Piłka nożna / Betclic 1 Liga 
Przeciążona Pajor? Sama uspokaja kibiców
Ewa Pajor (fot. Getty Images)
Przeciążona Pajor? Sama uspokaja kibiców
Dawid Brilowski
Dawid Brilowski
Kotwica Kołobrzeg – Arka Gdynia. Betclic 1 Liga [MECZ]
Kotwica Kołobrzeg – Arka Gdynia. Betclic 1 Liga, 26. kolejka. Transmisja online na żywo w TVP Sport (4.04.2025)
Kotwica Kołobrzeg – Arka Gdynia. Betclic 1 Liga [MECZ]
| Piłka nożna / Betclic 1 Liga 
Bayern bliski tytułu, ale... są też złe wieści
Jamal Musiala (fot. Getty)
Bayern bliski tytułu, ale... są też złe wieści
| Piłka nożna / Niemcy 
Reprezentantka kontuzjowana. Opuściła zgrupowanie
Sylwia Matysik ciesząca się z koleżankami z reprezentacji (fot. Getty Images)
Reprezentantka kontuzjowana. Opuściła zgrupowanie
Dawid Brilowski
Dawid Brilowski
Do góry