| Piłka nożna / PKO BP Ekstraklasa
Odszedł równo pięć miesięcy temu. W polskim środowisku piłkarskim nie ma osoby, której nie dotknęłaby niespodziewana śmierć Piotra Rockiego. Każdy z nas poczuł się, jakby stracił kogoś bliskiego. – Widocznie pan Bóg montował u siebie drużynę i potrzebował kogoś, kto zagra, a dodatkowo zadba o atmosferę w zespole – mówi syn Piotra, Denis Rocki.
Mateusz Miga, TVPSPORT.PL: – Trudno ci mówić o tacie? Na rozmowę zgodziłeś się praktycznie od razu.
Denis Rocki, syn Piotra Rockiego: – Generalnie nie, ale nie chciałbym odpowiadać na pytania dotyczące ostatnich chwil taty. Tego, jak się czuł, w jakim stanie był jego organizm. To jest bardzo trudne. Ale o pozostałych kwestiach chętnie porozmawiam.
– Od śmierci taty minęło raptem pięć miesięcy, więc to wciąż bardzo świeża sprawa. W których chwilach brakuje ci go najbardziej?
– Brakuje go cały czas. W codziennym zwykłym życiu. Brakuje takiego zwykłego ojcowskiego kontaktu. Rozmowy. A najbardziej brak nam taty w weekendy, bo wspólne oglądanie meczów było dla nas swego rodzaju tradycją. Mecze Ekstraklasy, Premier League czy spotkania Ligi Mistrzów w ciągu tygodnia. Taty bardzo brakuje też wtedy, gdy na boisko wychodzi mój młodszy brat. Wspólnie jeździliśmy na mecze Kevina i razem przeżywaliśmy te emocje.
– Dziś włączasz telewizor, oglądasz mecz, ale czegoś brakuje...
– Tak. Tata niedawno ukończył kurs UEFA A i oglądając mecze skupiał się na sprawach szkoleniowych. Złapał tego bakcyla od trenera Kamila Rakoczego, który aktualnie prowadzi Polonię Bytom w III lidze. Tata zmienił ostatnio swój punkt patrzenia na piłkę. Oglądając mecze starał się wyciągać wnioski dotyczące pracy trenerskiej. W głowie miał wiele pomysłów, ale niestety nie było dane mu je wdrożyć.
– Co ci zostało w głowie z pierwszych chwil po pogrzebie? Wracacie do domu, a tam taty już nie ma.
– Co mogę powiedzieć? Szok, smutek, niedowierzanie, że tata odszedł od nas tak nagle. Przez kilka pierwszych dni po prostu wciąż nie mogliśmy uwierzyć, że to się stało. Na szczęście otrzymaliśmy ogromne wsparcie od rodziny i przyjaciół. Czujemy też, że choć taty nie ma z nami w sensie fizycznym, duchowo zawsze jest przy nas. Oglądanie meczów bez niego też było dziwnym doświadczeniem, bo brakuje jego analiz, tekstów czy żarcików z tego, co się dzieje na boisku.
– Dziennikarze i kibice zapamiętali go jako osobę pełną pomysłów, które od razu wcielał w życie. W życiu prywatnym też taki był?
– Jasne, że tak! Tata był pogodnym, pomocnym i pracowitym człowiekiem. Nie potrafił ustać w miejscu. Zawsze musiał coś robić. Pielęgnował ogródek, kosił trawę, rąbał drewno albo poszedł pobiegać z psem. Garaż potrafił sprzątać trzy razy w tygodniu. Miał też swój kącik do majsterkowania – uwielbiał spędzać tam czas. Nie chciał iść na łatwiznę, więc sam starał się rozwiązywać poszczególne problemy. W ogrodzie zbudował "piłkochwyty", żeby piłka nie przelatywała do sąsiada, własnoręcznie postawił też wiatę na samochód. W ten sposób umilał sobie czas po treningach.
– Z której konstrukcji był najbardziej dumny?
– Dumny był ze wszystkiego, bo rozpierała go satysfakcja, że sam coś zrobił. Zbudował na przykład drewnianą konstrukcję na której zainstalował zjeżdżalnię do basenu. Za dzieciaka to była dla nas wielka frajda. Kurcze, które dziecko nie marzy choćby o takiej prowizorycznej zjeżdżalni do basenu? Pod tym kątem tata zawsze był bardzo energiczny i zaradny.
– W świecie piłki zasłynął cieszynkami. Wiesz, jak wpadał na te pomysły?
– Trudna sprawa, bo miałem wtedy raptem trzy, cztery lata. Był lajkonik, krakowiak z Wisłą Kraków, z Górnikiem orkiestra górnicza, z Polonią Warszawa – berety. Tata naradzał się z drużyną i to w szatni powstawały te pomysły.
– Cieszynki to jedno. Drugim znakiem rozpoznawczym była zawziętość. Uchodził za twardziela. W środku też taki był?
– Generalnie jak widział krew to robiło mu się słabo, jednak na boisku nie dał po sobie tego poznać. Był niski wzrostem, ale nabity jak kabanos. I zawsze grał do końca. Nigdy nie odstawił nogi. Jego waleczność znali wszyscy z którymi grał – koledzy z zespołu i rywale. Taki charakter kształtował od najmłodszych lat – wychował się na Bródnie, a to dosyć trudna dzielnica. Waleczność budował więc od dzieciaka. I spryt, którym potem imponował na boisku.
– Zaszczepił w was te cechy?
– Ja w piłkę już skończyłem grać, ale brat wciąż gra i na boisku bardzo przypomina tatę. Posturą i nieustępliwością. Może nie w stu procentach, ale Kevin na boisku jest odzwierciedleniem taty. Ja jestem wyższy od nich o około 20 centymetrów, ale cechy charakteru mam podobne. Wykorzystuję je choćby w nauce. Dzięki naszej rodzinnej zawziętości zrobiłem licencjat z Zarządzania Sportem na AWF w Katowicach.
– Życie piłkarza bywa trudne. Na pewnym etapie kariery tata krążył między Grodziskiem Wielkopolskim a Wodzisławiem Śląskim. Rodzina jeździła z nim?
– Tak, za każdym razem przeprowadzaliśmy się wraz z tatą. W zależności od okresu mieszkaliśmy w Zabrzu lub Rudzie Śląskiej, a tata dojeżdżał na treningi, zazwyczaj z Dariuszem Dudkiem.
– Kiedy czułeś największą dumę z taty? Zwycięski gol w meczu o Superpuchar?
– Tak, chyba właśnie wtedy. Mecz oglądałem razem z bratem i mamą. Wygrana, a do tego ten wspaniały lobik nad Marcinem Juszczykiem – to był gol decydujący o zwycięstwie Legii. Wojtek Kowalczyk wspominał niedawno, że to wtedy Legia po raz ostatni zdobyła Superpuchar. Więc duma jest tym większa. Dumny zresztą byłem nie tylko z tego meczu, ale też po prostu z transferu do Legii. Tata to warszawiak, więc Legia marzyła mu się od małego. Sezon w Legii może nie był dla niego zbyt udany, ale najważniejsze było spełnienie największego marzenia z dzieciństwa. Nie każdy może to o sobie powiedzieć. Duma rozpierała mnie też wtedy, gdy tata ukończył kurs trenerski. Jego dyplom do dziś wisi w moim pokoju, obok mojego dyplomu z AWF.
– Po wygranych meczach tata wracał do domu i padał do łóżka czy jeszcze robił w domu bal?
– Oczywiście, że było świętowanie! Najmocniej zapamiętałem okres Grodziska, szczególnie końcówkę. Wszyscy znajomi mieszkali na tym samym osiedlu. Piotrek Piechniak i jego synowe. Tomasz Zahorski, Radek Majewski, Mariusz Muszalik, Igor Kozioł, czy Sebek Mila, wasz obecny ekspert. Po meczach zazwyczaj szliśmy na kolację, często też na kręgle. Tata uwielbiał grać w kręgle, bo pociągała go każda forma rywalizacji.
– Synom odpuszczał? Dawał czasem wygrać?
– Nie. Łoił nas strasznie. Nawet jeśli na torach mieliśmy zainstalowane bandy. Nie lubił przegrywać i mocno dawał nam w kość. Kręgle, bilard, ping-pong – bez wyjątku. Lepsi byliśmy tylko w FIFĘ i Pro Evolution Soccer na konsoli. Tylko tutaj mogliśmy go pokonać.
– Rzucał padem?
– Nie, nie rzucał, ale był mocno wkurzony i jak najszybciej chciał rewanżu. Zazwyczaj dochodziło do niego, gdy odwiedzał nas Tomek Zahorski. Graliśmy wtedy dwóch na dwóch. Tata z Tomkiem, a ja z Kevinem. Zahor był świetny i nas miażdżył – starszyzna wygrywała, więc tata wreszcie mógł się z nas pośmiać. Jeden na jednego był jednak bez szans. Ale na sprzęcie znał się świetnie. Potrafił podłączyć konsolę do przenośnych monitorów DVD, które mieliśmy w samochodzie. W ten sposób mogliśmy grać podczas dłuższych podróży!
– Wróćmy jeszcze do tych cieszynek. W życiu prywatnym też miewał takie zaplanowane akcje?
– Przy okazji rodzinnych imprez lubił wypuszczać ciocię, dziadka czy wujka. Zdarzały mu się żarty, ale w tej kwestii nam akurat odpuszczał.
– Pamiętasz jakąś akcję?
– Było tego trochę. Szukam w głowie jakiejś perełki… Były to takie klasyki, jak np. dosypywanie cukru do zupy. Takie pierdoły. Kiedyś u dziadków tata włożył cioci do butów jajka. Na szczęście ciocia się zorientowała i nie rozbiła tych jajek w butach, ale my wiedzieliśmy o co chodzi i mieliśmy niezły ubaw.
– Trzeba było być czujnym.
– To dobre określenie, bo tata lubił wymyślać takie numery.
– Było o dobrych momentach. A jak było po porażkach? Tata potrafił zostawić problemy w szatni czy przychodził z nimi do domu?
– Tata mocno przeżywał porażki, ale w domu był raczej spokojny. Często miał żal do siebie. "Kurde, mogłem dograć szybciej, mogłem tam pobiec" itd. No, nie potrafił przegrywać. Skoro w kręgle nie mógł odpuścić to co dopiero w trakcie meczu? Mieliśmy jednak na niego sposób. W ramach regeneracji dostawał ptasie mleczko i torcik wedlowski. Gdy otrzymał te swoje łakocie to był spokój.
– Miał też słabość do papierosów i specjalnie się z tym nie krył. Rzucił na pewien okres tylko zaraz po transferze do Legii.
– Tak i była to chyba jedna z najgorszych decyzji. Wcześniej – w Odrze Wodzisław i Dyskobolii z którą zdobył Puchar Polski i dwukrotnie Puchar Ligi – papierosy zawsze mu towarzyszyły. W Legii odstawił i ten sezon nie był dla niego udany. Tata miał taki rytuał – po odprawie przedmeczowej wychodził na papierosa i raz jeszcze analizował słabe i mocne strony rywala. W Wodzisławiu na papierosie najczęściej towarzyszył mu Marcin Malinowski, który przecież w Ruchu Chorzów grał prawie do czterdziestki. Oczywiście, nikogo nie namawiam do palenia, ale dla mojego taty papierosy były jak paliwo. Na potwierdzenie tej tezy jeszcze jedna historyjka z czasów gry w Wodzisławiu. Zorganizowano eksperyment – przez dwa tygodnie tata nie palił. Po tym okresie zespół miał testy szybkościowe. Tata zawsze miał czołowe wyniki w drużynie, a tym razem był jednym z najwolniejszych. Papierosy najwyraźniej mu służyły, a wiadomo jak to jest po odstawieniu. Człowiek jest bardziej nerwowy, sięga po słodycze, więcej je itd.
– Jego organizm najwyraźniej przyzwyczaił się do nikotyny.
– Na to wygląda. W wieku 38 lat w GKS Tychy, za Piotra Mandrysza, zanotował jeden z najlepszych sezonów w karierze. Kibice jechali początkowo, "po co nam taki dziadek", a potem okazało się, że jest w stanie dużo dać tej drużynie.
– Masz na imię Denis, twój brat to Kevin. To według piłkarskiego klucza?
– Tata był wielkim fanem Dennisa Bergkampa i to po nim dostałem imię. Kevin za to pochodzi od legendarnego angielskiego napastnika, Keegana, który zresztą dwukrotnie wygrał Złotą Piłkę. Życzę bratu, by i on zgarnął w przyszłości jakieś indywidualne wyróżnienia.
– Jak mu idzie?
– Kevin miał bardzo dobry okres między 15. a 17. rokiem życia. Zadebiutował wtedy w kadrze U15 – wystąpił w meczach z Białorusią. Z drużyną Ruchu Chorzów zdobył wicemistrzostwo Polski juniorów młodszych. W finale przegrali z Lechem Poznań tylko ze względu na mniejszą liczbę bramek strzelonych na wyjeździe. Tata miał duży niedosyt, że nigdy nie udało mu się zagrać w zespole narodowym. Za trenera Jerzego Engela był szykowany do debiutu, ale po mistrzostwach świata doszło do zmiany selekcjonera, a nowy do taty nie był przekonany. Bratu się udało. Co prawda to tylko kadra młodzieżowa, ale orzełek na piersi to zawsze coś wyjątkowego.
– Czujecie czasem z bratem, że tata patrzy na was z góry?
– Oczywiście. Przykładem jest dla mnie dzień egzaminu licencjackiego. Z natury jestem panikarzem, szybko się denerwuję. A w tamtym dniu, wbrew wszystkiemu, czułem niesamowity spokój. Jakby tata cały czas był przy mnie i powtarzał, że dam sobie radę. Nawet znajomi byli zdziwieni, skąd ten mój spokój. Dlaczego nie trzęsę się ze zdenerwowania. To był dla mnie bardzo wyjątkowy dzień.
Tata miał duży niedosyt, że nigdy nie udało mu się zagrać w zespole narodowym. Za trenera Jerzego Engela był szykowany do debiutu, ale po mistrzostwach świata doszło do zmiany selekcjonera, a nowy do taty nie był przekonany.
– Któraś rada taty została ci wyjątkowo głęboko w pamięci?
– To na pewno byłoby coś z walką do końca. Tata często powtarzał, że jeśli dasz z siebie 100 procent energii fizycznej i psychicznej to efekty przyjdą. Niedawno rozpocząłem pracę w roli skauta Piasta Gliwice. Dopiero uczę się tego fachu i wiem, że tata miałby dla mnie mnóstwo cennych uwag. Gdybym miał go u boku, byłoby mi o wiele łatwiej.
– Dziś Dzień Wszystkich Świętych i myślami wszyscy jesteśmy wokół tych, których nie ma już z nami.
– Chciałbym zaznaczyć, że tata miał bardzo godne pożegnanie i na pewno chciałby, aby tak to wyglądało. Przyszła ogromna liczba ludzi – osoby, które stykały się z tatą w różnych okresach jego życia. Był Michał Żewłakow, Kuba Wawrzyniak, Sebek Mila, Tomek Wieszczycki, Piotrek Piechniak, Igor Kozioł, Radek Majewski, Piotr Świerczewski… Multum zawodników. Byli też ludzie, spoza świata piłki, kibice – Górnika Zabrze czy Ruchu Radzionków. Tata lubił rozmawiać z kibicami, a oni potrafili to docenić. Inna sprawa, że niektórzy dobrze mu cisnęli, a to tylko tatę dodatkowo nakręcało. Gdy był już w Ruchu Radzionków i grali derby z Polonią Bytom to uwaga kibiców rywali zawsze skupiała się na tacie. On brał całą presję na siebie, dzięki temu inni zawodnicy czuli wewnętrzny luz. Ruch grał z Polonią choćby w barażach o trzecią ligę. Bytomianie byli zdecydowanymi faworytami, a jednak to Cidry wywalczyły awans. Pod koniec kariery tata był już prawdziwym przywódcą, a jego doświadczenie często miało spory wpływ na końcowy wynik.
– W Legii też miał zatarg z kibicami. Tuż przed transferem, jeszcze jako piłkarz Dyskobolii, pokazał w kierunku kibiców warszawskiej ekipy odwróconą "elkę". Potem musiał to wyjaśnić.
– To było przy okazji meczu Dyskobolii z Legią. Babcia przyszła na mecz ubrana w kapelusz Dyskobolii i fani Legii zaczęli ją wyzywać. Tata się zdenerwował. Strzelił gola, a potem pokazał tę odwróconą "elkę". Incydent został później wyjaśniony, a temat zamknięty. Tata przeprosił za ten gest. On zawsze kochał Legię, kocha ją i będzie kochał. Zrobi dla niej wszystko.
– Dawał z siebie wszystko w każdym klubie i za to podejście był ceniony w całym kraju. Nawet jeśli wszyscy wiedzieli, że jest kibicem Legii.
– A przecież mieszkaliśmy na Śląsku. Jest tu dużo klubów z tradycjami i wciąż nikomu nie przeszkadzało, że tata jest kibicem Legii. Przy okazji czerwcowego meczu Górnika z Legią tata miał być ekspertem w studiu telewizyjnym. Jako osoba łącząca te dwa kluby... Jego odejście to wielka strata dla naszej rodziny, a tata został dobrze zapamiętany, nie tylko od strony piłkarskiej. Był po prostu dobrym człowiekiem. Chodzimy na cmentarz regularnie, odwiedzamy tatę. Myślę, że ciągle jest wśród nas i w trudnych momentach patrzy na nas z góry i próbuje pomóc. Niedawno pomyślałem sobie, że widocznie pan Bóg montował u siebie drużynę i potrzebował kogoś, kto zagra, a dodatkowo zadba o atmosferę w zespole. Tak to sobie tłumaczymy.
Kliknij "Akceptuję i przechodzę do serwisu", aby wyrazić zgody na korzystanie z technologii automatycznego śledzenia i zbierania danych, dostęp do informacji na Twoim urządzeniu końcowym i ich przechowywanie oraz na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez nas, czyli Telewizję Polską S.A. w likwidacji (zwaną dalej również „TVP”), Zaufanych Partnerów z IAB* oraz pozostałych Zaufanych Partnerów TVP, w celach marketingowych (w tym do zautomatyzowanego dopasowania reklam do Twoich zainteresowań i mierzenia ich skuteczności) i pozostałych, które wskazujemy poniżej, a także zgody na udostępnianie przez nas identyfikatora PPID do Google.
Twoje dane osobowe zbierane podczas odwiedzania przez Ciebie naszych poszczególnych serwisów zwanych dalej „Portalem”, w tym informacje zapisywane za pomocą technologii takich jak: pliki cookie, sygnalizatory WWW lub innych podobnych technologii umożliwiających świadczenie dopasowanych i bezpiecznych usług, personalizację treści oraz reklam, udostępnianie funkcji mediów społecznościowych oraz analizowanie ruchu w Internecie.
Twoje dane osobowe zbierane podczas odwiedzania przez Ciebie poszczególnych serwisów na Portalu, takie jak adresy IP, identyfikatory Twoich urządzeń końcowych i identyfikatory plików cookie, informacje o Twoich wyszukiwaniach w serwisach Portalu czy historia odwiedzin będą przetwarzane przez TVP, Zaufanych Partnerów z IAB oraz pozostałych Zaufanych Partnerów TVP dla realizacji następujących celów i funkcji: przechowywania informacji na urządzeniu lub dostęp do nich, wyboru podstawowych reklam, wyboru spersonalizowanych reklam, tworzenia profilu spersonalizowanych reklam, tworzenia profilu spersonalizowanych treści, wyboru spersonalizowanych treści, pomiaru wydajności reklam, pomiaru wydajności treści, stosowania badań rynkowych w celu generowania opinii odbiorców, opracowywania i ulepszania produktów, zapewnienia bezpieczeństwa, zapobiegania oszustwom i usuwania błędów, technicznego dostarczania reklam lub treści, dopasowywania i połączenia źródeł danych offline, łączenia różnych urządzeń, użycia dokładnych danych geolokalizacyjnych, odbierania i wykorzystywania automatycznie wysłanej charakterystyki urządzenia do identyfikacji.
Powyższe cele i funkcje przetwarzania szczegółowo opisujemy w Ustawieniach Zaawansowanych.
Zgoda jest dobrowolna i możesz ją w dowolnym momencie wycofać w Ustawieniach Zaawansowanych lub klikając w „Moje zgody”.
Ponadto masz prawo żądania dostępu, sprostowania, usunięcia, przenoszenia, wniesienia sprzeciwu lub ograniczenia przetwarzania danych oraz wniesienia skargi do UODO.
Dane osobowe użytkownika przetwarzane przez TVP lub Zaufanych Partnerów z IAB* oraz pozostałych Zaufanych Partnerów TVP mogą być przetwarzane zarówno na podstawie zgody użytkownika jak również w oparciu o uzasadniony interes, czyli bez konieczności uzyskania zgody. TVP przetwarza dane użytkowników na podstawie prawnie uzasadnionego interesu wyłącznie w sytuacjach, kiedy jest to konieczne dla prawidłowego świadczenia usługi Portalu, tj. utrzymania i wsparcia technicznego Portalu, zapewnienia bezpieczeństwa, zapobiegania oszustwom i usuwania błędów, dokonywania pomiarów statystycznych niezbędnych dla prawidłowego funkcjonowania Portalu. Na Portalu wykorzystywane są również usługi Google (np. Google Analytics, Google Ad Manager) w celach analitycznych, statystycznych, reklamowych i marketingowych. Szczegółowe informacje na temat przetwarzania Twoich danych oraz realizacji Twoich praw związanych z przetwarzaniem danych znajdują się w Polityce Prywatności.