Mecz z Włochami był brzydki i do zapomnienia. Wydarzeniem, które zostanie w polskim futbolu po 15 listopada 2020 będzie za to pomeczowy wywiad Roberta Lewandowskiego. Choć oczywiście wiele zależy od konsekwencji. Te mogą być przykre dla selekcjonera, niczym dla nas oglądanie niedzielnych męczarni biało-czerwonych na ziemi włoskiej.
Mateusz Borek zaczął komentarz w patetycznym tonie, wspominając o Mazurku Dąbrowskiego, Józefie Wybickim, Reggio Emilia. I była to jedyna chwila włosko-polskiego wieczoru, kiedy serce mogło zabić mocniej. Z boiska wiało od pierwszego gwizdka beznadzieją. Nie jest specjalnym zaskoczeniem, że niektórzy młodzi nie poradzili sobie z zadaniem. Przykrą świadomością i powrotem na ziemię po ostatnich dobrych meczach było patrzenie na kilku piłkarzy ze starej gwardii. Zgubionego azymutu nie odnaleźli do końca spotkania. 2:0 dla Italii było więcej niż szczęśliwe. Śmiem twierdzić, że na dziesięć takich spotkań występując we wczorajszy sposób przegralibyśmy… dziesięć, ale osiem powyżej 0:4.
"Drga, ledwie drga, blady płomień,
Podejdź i zanurz się w nią,
Kryształową i czystą jej toń,
Zanurz do dna."
To było uderzające. Polacy wyglądający niczym kadra bezradności z najciemniejszych lat. Z czasów, kiedy Dariusz Szpakowski chciał odkładać mikrofon, a na boisku panowała jesień średniowiecza. Najważniejsza drużyna biegająca bez krzty pomysłu, ładu i składu. Odebraliśmy to jako odbębnione 90 minut, spadku z Ligi Narodów nie ma i nie wygłupiajmy się z tym ogrywaniem Włochów…
Przez ostatnie tygodnie naczytałem się o tym jak to Jerzy Brzęczek ma być niekochany. Jak to media kładą mu kłody pod nogi, bo… jest ze wsi. Bzdura. Nie kocha się przegrywających i dotyczy to każdego trenera w futbolu. Brzęczek jest bardzo pozytywnym człowiekiem, wielu dziennikarzy zwyczajnie go lubi. Zaliczam się do nich, ale prywatna sympatia nijak się ma do oceny pracy. Szanuję za karierę piłkarską, doceniam wynik z Wisłą Płock, przychylnie patrzę na wprowadzenie szeroko wielu młodych zawodników w ostatnich miesiącach. Awans jest oczywistym pozytywem kadencji Brzęczka. Lewandowski jednak rzucił kompletnie inne światło na relacje wewnątrz reprezentacji. Chyba nikogo nie dziwi, że nasz kapitan nie akceptuje, że do mocniejszego rywala podchodzimy bez głowy.
Jeśli więc Zbigniew Boniek nie ma problemu z faktem, że możemy pokonać średniaków (jakimi sami co do zasady jesteśmy), ale mocnemu rywalowi oddajemy mecz bez choćby spróbowania, to… niech to powie. Nie będziemy milionami tracić dwóch godzin życia przed telewizorami. Nie wierzę jednak, że wyjście na mecz jak na ścięcie, bez planu dobrania się do skóry lepszym jest w porządku.
W programie "Odliczanie do Euro", w ubiegły czwartek, wiceprezes PZPN, Marek Koźmiński stwierdził, że mecz w Reggio Emilia będzie papierkiem lakmusowym postępu reprezentacji. Dodał, że wierzy w to, iż jesteśmy lepszą drużyną niż w Amsterdamie. On także dał się nabrać. Po słowach Lewandowskiego to właśnie Boniek, a nie Brzęczek, jest postacią do której trzeba się zwrócić. Jeśli tak musi być jak wczoraj, to niechże prezes PZPN jasno określi, że na Euro jedziemy modlić się o sukces ze Słowacją, a potem... wiadomo. Wytłumaczenie się znajdzie, Hiszpania to Hiszpania, do Szwedów wraca Zlatan.
"Kończ, po co ten ciągły hałas,
Sam zdwoić go wciąż się starasz,
Tak Cię uczyli od lat,
Tylko krzykiem zdobywa się świat,
A to nie tak, nie tak!"
W innym przypadku Boniek, który jako piłkarz był pierwszym, który podrywał kolegów do walki, musi po spotkaniu z Holandią zmienić selekcjonera. Oczywiście istnieje scenariusz, w którym w środę nagle okazuje się, że był wielki plan. Zagramy – nawet nie jakoś szczególnie – dobrze, a może i wystarczy, że przyzwoicie. Temat ucichnie, złożony na karb pomeczowych emocji kapitana. Tyle, że Lewandowski, bezpardonowo wyprowadzając cios w stronę swojego przełożonego wiedział, że przez następne trzy dni wszyscy będziemy o tym rozmawiać. Mecz z Holendrami podobny do wczorajszego doprowadzi zaś do przesilenia.
Nie twierdzę, że inny selekcjoner na pewno spowodowałby, że w Reggio Emilia zagralibyśmy o wymarzony komplet punktów. Prawdopodobnie jednak ułożyłby ten mityczny plan. Lepszy, czy gorszy. Sęk w fakcie, że ten mecz oddaliśmy jak walkowerem. Lewandowskiemu zwyczajnie szkoda na takie rzeczy czasu i to nie dziwi. Ma swoje lata, a jeśli zawalimy także okres od marca do czerwca przyszłego roku to przegramy Euro, a na być może na ostatni wielki turniej dla naszego kapitana, czyli katarski Mundial w ogóle nie pojedziemy.
"Kiedyś śpiewało, jak z nut,
Teraz gładkie i zimne jak, lód,
Smutny to cud, o smutny cud!"
Czy ten wywiad to faul? Niewątpliwie selekcjoner tak może uznać. Może też udawać, że nic się nie stało. W końcu nie pierwsza to podobna, mocna opinia Lewego w karierze. Niestety dla Brzęczka, nie ma on szans w starciu z Lewandowskim. Jeszcze przez kilka lat to Robert będzie najważniejszą postacią drużyny. Kapitanem, a więc kimś, komu wolno powiedzieć więcej na boisku. I poza nim też. Jeśli tylko uzna, że interes zespołu tego wymaga.
*Cytaty pochodzą z piosenki Budki Suflera "Cisza jak ta" (R. Lipko, K. Cugowski, A. Mogielnicki)