| Atak Rosji na Ukrainę

Seweryn Gancarczyk o sytuacji na Ukrainie: Mój przyjaciel z rodziną ukrywa się w piwnicy. W pobliżu jego domu wybuchają bomby

Seweryn Gancarczyk w barwach Lecha Poznań (fot. PAP/EPA, fot. Getty)
Seweryn Gancarczyk w barwach Lecha Poznań (fot. PAP/EPA, fot. Getty)
Adrian Janiuk

Seweryn Gancarczyk opowiedział o sytuacji swojego ukraińskiego przyjaciela, który mieszka pod Charkowem. Były piłkarz m.in. Metalista Charków w rozmowie z TVPSPORT.PL wyznał, że jego były kolega klubowy jest zabarykadowany w piwnicy własnego domu. W pobliżu trwają walki z rosyjskim wojskiem i wybuchają bomby. Były reprezentant Polski jest przerażony położeniem Ukraińca, którego, jak sam mówi, traktuje jak brata.

DALSZĄ CZĘŚĆ PRZECZYTASZ POD REKLAMĄ
Polski piłkarz o życiu na Ukrainie. "W Charkowie czuć było wpływ Rosji"

Czytaj też

Kibice Metalista Charków, w którym grał Marcin Burkhardt (fot. Getty)

Polski piłkarz o życiu na Ukrainie. "W Charkowie czuć było wpływ Rosji"

Adrian Janiuk, TVPSPORT.PL: – Jest pan obecnie w kontakcie z kimś z Ukrainy?
Seweryn Gancarczyk, 7-krotny reprezentant Polski i były piłkarz m.in. Arsenału Kijów, Wołynia Łuck i Metalista Charków: – Tak, mam stały kontakt z Serhijem Baryłko. Jest to mój przyjaciel z czasów gry w Metaliście. Przez te wszystkie lata nasza znajomość nie tylko przetrwała, a wręcz stała się jeszcze bardziej zażyła. Charków opuściłem, przecież ponad dziesięć lat temu, a z Serhijem odwiedzamy się tak często jak jest to możliwe. Mój kontakt z nim w ostatnich dniach jest jeszcze częstszy. Codziennie do niego dzwonię albo piszę, bo sytuacja, która panuje obecnie na Ukrainie, nie daje mi spokoju. Moja cała rodzina przeżywa to co dzieje się za naszą ukraińską granicą. Myślami jesteśmy z Serhijem i jego bliskimi.

– Po tych słowach da się odczuć, że Baryłko jest dla pana jak rodzina.
– Zdecydowanie tak. Będąc tam poznałem jego rodziców. Traktowali mnie jak swojego, ale Ukraińcy po prostu tacy są – mili, otwarci, serdeczni. Jeżeli ktoś względem nich jest w porządku, to odpłacają się tym samym, tylko podwójnie.

– Kontakt z pana przyjacielem w obliczu wojny nie jest utrudniony?
– Jeżeli chodzi o rozmowy telefoniczne, to z tym nie ma większego problemu. Internet szwankuje, a w zasadzie aktualnie Serhij w ogóle go nie ma. Ma utrudniony kontakt ze światem zewnętrznym, ale na szczęście ma sprawny telefon. Ciekawe jak długo… Oby dało się z nim rozmawiać każdego dnia.

– Jak wygląda obecnie dzień Baryłko oraz jego rodziny?
– Serhij z żoną i dwóją dzieci cały czas siedzą w domu. Przez większość dnia w piwnicy. Schodzą do niej w razie zagrożenia, ale ono panuje w zasadzie nieustannie. Odgłosy rakiet słychać w jego domu bardzo wyraźnie. Na szczęście mieszkają w domu na obrzeżach Charkowa, więc jest im nieco łatwiej, bo mogą szybko zejść do piwnicy. Sytuacja wygląda znacznie gorzej, jeśli ktoś mieszka w bloku…

– Rodzina Bryłko spodziewała się, że Rosja przeprowadzi krwawą inwazję na ich kraj?
– Absolutnie nie! Jeszcze dzień przed atakiem Rosjan, rozmawiałem z nim i cały czas powtarzał, że czekają na rozwój sytuacji. Jednak nikt nie spodziewał się, że dojdzie do najgorszego. Nie w dzisiejszych czasach, nie w Europie! Chociaż niepokoił go fakt, że dzień przed atakiem podjęto decyzję o zamknięciu miasta. Już wtedy było trudno z niego wyjechać. Pamiętam, że byłem świadkiem takiego zamieszania, gdy grałem jeszcze w Metaliście. Charków został zamknięty, gdy był napad na konwój z pieniędzmi. W mgnieniu oka całe miasto stanęło. Było mnóstwo kontroli. W tym przypadku było podobnie. Praktycznie nikt nie mógł go opuścić.

– Serhij nie miał planu, żeby za wszelką cenę uciec np. do Polski?
– Sytuacja rozwinęła się bardzo dynamicznie. Praktycznie nie było czasu na zaplanowanie wyjazdu. Wszystko było pozamykane, jeśli chodzi o miasto Charków. Może na początku te ataki nie były przeprowadzane z takim natężeniem, ale ludzie spanikowali. Dosłownie wszystko było utrudnione, a w szczególności przemieszczanie się np. do sklepu, a co dopiero mowa o podróżowaniu gdzieś dalej. Gdyby wiedzieli, że tak błyskawicznie się wszystko rozwinie, to na pewno ewakuowaliby się tam gdzie jest bezpieczniej. Przyjąłbym go jak brata, ale nie jest to teraz możliwe. Niepokojący jest również fakt, że kończą im się zapasy żywności. W tym przypadku sytuacji nie ułatwia fakt, że mieszkają pod miastem, gdzie jest mało sklepów, ale one nie funkcjonują od kilku dni. W tym rejonie jest natomiast dużo lasów. Walki między wojskami przenoszą się właśnie w tamte strony i są coraz bliżej domu Serhija.

– Pana przyjaciele mają wsparcie z zewnątrz?
– Z tego co wiem to nie. Staram się podtrzymywać ich na duchu, ale nam tak naprawdę nawet trudno jest sobie wyobrazić to co oni w tej chwili przeżywają. Jak wytłumaczyć dzieciom tę niesprawiedliwą sytuację, w której się znaleźli. Jak sprawić, żeby 9-letni chłopiec i 6-letnia dziewczynka byli w stanie znieść coś takiego i przejść przez ten straszny czas. Naprawdę nie wiem…

– Kiedy ostatnio był pan na Ukrainie?
– Trzy lata temu. W zeszłym roku też chcieliśmy się wybierać z rodziną, ale pandemia koronawirusa pokrzyżowała plany. Sytuacja z dnia na dzień się zmieniała i stwierdziliśmy, że nie będzie to dobry moment na podróż. Za to Serhij był u mnie w listopadzie. Przyjechał na moje czterdzieste urodziny, które obchodziłem 22 listopada. Był jednak bez rodziny, bo żona miała problemy zdrowotne. Kto by się spodziewał, że kilka miesięcy później będzie uwięziony we własnym domu. Na dodatek przez większą część czasu Serhij i jego bliscy muszą przebywać w piwnicy, którą traktują jako schron.

– Ma pan informacje jak wygląda obecnie rzeczywistość wśród innych znajomych przebywających na Ukrainie?
– Do żony odezwała się przyjaciółka, której udało się uciec z Charkowa do Lwowa. Jechała dwa dni, ale i tak miała bardzo dużo szczęścia. We Lwowie sytuacja nie jest tak trudna jak w Kijowie czy w Charkowie. Wraz z rodziną czeka na rozwój sytuacji, bo w kolejnych dniach zamierzają kierować się w stronę granicy z Polską. Inna znajoma informowała, że praktycznie nie wychodzi ze schronu. Jednego dnia wyszła na zewnątrz, żeby uzupełnić zapasy żywnościowe. Okazało się, że trudno jest dostać jakiekolwiek produkty, a jeśli są one dostępne to trzeba stać w kilkugodzinnej kolejce. Niedługo potem zaczęła wyć syrena i musiała wracać do bunkra. To przykład z Kijowa.

– Gdy słyszy się takie historie, najgorsza jest wtedy bezsilność…
– Otóż to. Chciałbym im pomóc, ale nikt nie ma takiej możliwości. Myślę, że nawet na miejscu jest to mocno utrudnione. Sklepy podobno funkcjonują, ale na małą skalę.

– Będąc trzy lata temu w Charkowie nie czuł pan, że sytuacja jest tam napięta? Konflikt zbrojny w Donbasie pomiędzy prorosyjskimi separatystami ze wschodu kraju oraz wspierającą ją Rosją, a siłami ukraińskimi trwał od dawna.
– Nic takiego nie dało się odczuć. Ludzie na co dzień chodzili do pracy, życie toczyło się normalnie. Charków jest specyficznym miejscem. Z jednej strony to drugie największe miasto w kraju, ale żyje się tam o wiele spokojniej w porównaniu z Kijowem. Nazwałbym je nawet takim rodzinnym miejscem ze względu na mieszkańców. Nigdy nie miałem żadnej przykrej sytuacji mieszkając na Ukrainie. W żadnym z miast, w którym żyłem, czy to w Charkowie, Kijowie oraz Łucku.

– Które miasto najlepiej pan wspomina?
– Wskażę na Charków. Ja i moja rodzina czuliśmy się tam jak u siebie. Byłem na każdym kroku rozpoznawalny w tym mieście, bo Metalist za moich czasów był czołową drużyną w kraju. Przez lata byliśmy trzecią siłą ligi. Graliśmy regularnie w europejskich pucharach. Wspaniały czas tam spędziłem, dlatego aż trudno uwierzyć w to co się teraz tam dzieje.

– Mieszkając na Ukrainie jakiego języka pan używał?
– Gdy mieszkałem na zachodzie kraju, w Łucku, lepiej było komunikować się po polsku niż po rosyjsku. Natomiast w Charkowie język rosyjski był czymś normalnym, choć nie czułem tam jakoś bardzo tej prorosyjskości. Można było dostrzec pewne rosyjskie akcenty, ale nie przesadzałbym z tym przesadnym wpływem Rosji. Z kolei w Kijowie jest to bardziej wymieszane, jeśli chodzi o język, którym mieszkańcy się posługują.

– Ukraińcy mówią jakie są przesłanki odnośnie wojny? Ile to może potrwać?
– Nikt nie dopuszczał do siebie takiego scenariusza. Nagle wybuchała wojna, która tak naprawdę nie wiadomo, ile będzie trwała. Putin najpierw zajął Krym, walki trwały również w Doniecku, Ługańsku, ale nikt nie dopuszczał do siebie myśli, że mogą one przenieść się także w głąb kraju. Rosjanie ruszyli z przerażającym impetem. My Polacy również możemy mieć obawy, bo wiadomo, jaką bronią dysponuje Putin. Tym bardziej, że takiemu człowiekowi wszystko może przyjść do głowy.

Polski piłkarz o życiu na Ukrainie. "W Charkowie czuć było wpływ Rosji"

Czytaj też

Kibice Metalista Charków, w którym grał Marcin Burkhardt (fot. Getty)

Polski piłkarz o życiu na Ukrainie. "W Charkowie czuć było wpływ Rosji"

Najnowsze
Bryk po meczu z GKS Katowice: robimy głupoty [WIDEO]
nowe
Bryk po meczu z GKS Katowice: robimy głupoty [WIDEO]
| Hokej / Polska Hokej Liga 
fot. TVP Sport
Finał PP może zostać przełożony. Wszystko zależy od Legii
Piłkarze Legii po dwóch latach wrócą na PGE Narodowy. Pytanie, czy 2 maja – jak pierwotnie planowano (fot. Getty Images)
Finał PP może zostać przełożony. Wszystko zależy od Legii
| Piłka nożna / Puchar Polski 
GKS Tychy – GKS Katowice, Tauron Hokej Liga – finał (#5) [SKRÓT]
fot. TVP
nowe
GKS Tychy – GKS Katowice, Tauron Hokej Liga – finał (#5) [SKRÓT]
| Hokej / Polska Hokej Liga 
Mroczkowski: cieszymy się, ale zostało dużo roboty [WIDEO]
fot. TVP Sport
nowe
Mroczkowski: cieszymy się, ale zostało dużo roboty [WIDEO]
| Hokej / Polska Hokej Liga 
Mistrza nie ma. Kanadyjski popis przedłużył finał THL!
Szósty mecz finału THL GKS Tychy vs. GKS Katowice (Fot. PAP)
pilne
Mistrza nie ma. Kanadyjski popis przedłużył finał THL!
| Hokej / Polska Hokej Liga 
Były prezes PZPN po porażce Kuleszy. "Dobrze się stało, że wystartował"
Michał Listkiewicz i Grzegorz Lato (fot. 400mm.pl)
Były prezes PZPN po porażce Kuleszy. "Dobrze się stało, że wystartował"
| Piłka nożna 
Jasna deklaracja prezydenta UEFA ws. powrotu Rosjan do rywalizacji
Aleksander Ceferin (fot. Getty)
Jasna deklaracja prezydenta UEFA ws. powrotu Rosjan do rywalizacji
| Piłka nożna 
Do góry