W sobotę Tadej Pogacar będzie walczyć o czwarte z rzędu zwycięstwo w klasyku Il Lombardia. Jeśli tego dokona, wyrówna osiągnięcie słynnego Włocha Fausto Coppiego z lat 1946-49. Ale i tak zapisuje w tym roku jedną z najpiękniejszych kart w historii kolarstwa.
Nad jeziorem Como, gdzie odbędzie się 118. edycja "wyścigu spadających liści", Słoweniec wystąpi w roli wielkiego faworyta. Sam ocenia, że "nogi są wciąż bardzo dobre" i może liczyć na wsparcie kolegów, na czele z Rafałem Majką, który w czwartek przedłużył kontrakt z UAE Team Emirates na kolejny sezon.
Il Lombardia jest najbardziej górzystym z pięciu wyścigów klasycznych, tzw. monumentów. Na 253-kilometrowej trasie z Bergamo do Como Pogacar będzie chciał rozstrzygnąć walkę w swoim stylu, czyli po samotnej ucieczce. Mogących mu zagrozić konkurentów nie widać. Belg Remco Evenepoel, podwójny mistrz olimpijski z Paryża, nie jest w najwyższej dyspozycji, a Duńczyk Jonas Vingegaard, Holender Mathieu van der Poel czy Słoweniec Primoz Roglic zakończyli już sezon.
Pogacar rozpoczął go 2 marca od zwycięstwa w innym włoskim klasyku – Strade Bianche, po 81-kilometrowym samotnym rajdzie. Następnie wygrał wyścig Dookoła Katalonii (plus cztery etapy) oraz "monument" Liege-Bastogne-Liege.
Jako trzeci w historii uzyskał hat-trick, triumfując w Giro d'Italia i Tour de France (dublet nie notowany od 1998 roku, w obu wyścigach wygrał po sześć etapów) oraz w mistrzostwach świata. Wcześniej taką potrójną koronę zdobyli tylko Belg Eddy Merckx w 1974 oraz Irlandczyk Stephen Roche w 1987 roku.
Pogacar zwyciężył ponadto w Grand Prix Montrealu, a już w październiku – jadąc w zdobytej w Zurychu tęczowej koszulce mistrza świata – w Giro dell'Emilia.
Jedynymi wyścigami, które nie zakończyły się jego triumfem, były: Mediolan-San Remo (trzecie miejsce), Grand Prix Quebecu (siódme) oraz Tre Valli Varesine... przerwany z powodu deszczu.
Łącznie odniósł 24 zwycięstwa, najwięcej w ciągu sezonu od 2005 roku, gdy 25 razy pierwszy mijał linię mety włoski sprinter Alessandro Petacchi.
26-letni Słoweniec jest jednak zawodnikiem innego formatu niż Petacchi. Od lat 70. XX wieku, złotej epoki "Kanibala" Merckxa, do którego Pogacara często się porównuje, nie było kolarza tak dominującego. Jest wszechstronny, świetnie jeździ po górach, doskonale na czas i potrafi finiszować.
Rywale bezsilnie rozkładają ręce, nie znajdują na niego recepty. – Kiedy zaczął wygrywać, wszyscy mówili: musimy przewidywać, co zrobi. Ale on wyprzedza oczekiwania. Wygrywa wyścig, zanim ktokolwiek spróbuje coś zrobić – ocenił amerykański kolarz Larry Warbasse w "The Cycling Podcast".
W piątek na konferencji prasowej przed Il Lombardia Pogacar przyznał, że pochlebia mu porównanie do Mercxka.
– Ale mówimy o innej epoce, o której prawie nic nie wiem. Nigdy nie będę się z nikim porównywał. Chcę po prostu jak najlepiej wykorzystać daną chwilę – podkreślił.
Słoweniec już ma koncie rekord, którego nie pobił nawet Merckx. Jako jedyny kolarz w historii wygrał w jednym roku Giro d'Italia, Tour de France, mistrzostwa świata i co najmniej jeden "monument". A w sobotę może zakończyć sezon z drugim wygranym "monumentem".