| Piłka nożna / Reprezentacja

Jan Szczęsny: Wojtek sam tego nie powie, ale jest szczęśliwy, że wznowił karierę

Wojciech Szczęsny i Jan Szczęsny (fot. Getty/400mm.pl)
Wojciech Szczęsny i Jan Szczęsny (fot. Getty/400mm.pl)

Sądzę, że Barcelona to klub, w którym Wojtek skończy karierę i tym razem zrobi to już na własnych warunkach. Spójrz, jak to będzie wyglądało: bramkarz z największą liczbą występów w kadrze w historii, bramkarz wielkiego klubu, w dodatku grający z Robertem Lewandowskim, czyli najlepszym kumplem i najlepszym polskim napastnikiem w historii. Plus trofea na horyzoncie. Piękniej tej książki nie da się zamknąć – wyjątkowy wywiad z Janem Szczęsnym, starszym bratem bramkarza Barcelony.

DALSZĄ CZĘŚĆ PRZECZYTASZ POD REKLAMĄ

  • O skończeniu kariery latem poprzedniego roku: – Nagłe rozstanie z Juventusem, to był przykry moment.
  • O relacjach z bratem: – Zawsze staliśmy za sobą murem, tylko w rywalizacji sportowej każdy starał się udowodnić wyższość. Różnimy się. Ja dużo więcej analizuję i zastanawiam, nim podejmę decyzję. Wojtek to większy żywioł, no i ma trudniejszy charakter. To znaczy, że jest uparty. Ale ten upór bardzo mu w życiu pomógł. Osiągnął cel, który sobie wyznaczył.
  • O paleniu papierosów: – Formą na boisku zawsze się bronił, więc nie mogłem mu powiedzieć: "Gdybyś nie palił, broniłbyś lepiej ". Nikt nie powinien robić afery z tych papierosów. Wielu sportowców pali, tylko on się z tym nie kryje.
  • O życiu po karierze: – Ma plan i marzenia, by odcisnąć piętno na mieście, w którym się urodził, żeby za dziesięć, dwadzieścia lat Warszawa nie wyglądała tak jak teraz.
  • O sobie: – Prowadzę Akademię Piłkarską Szczęsnych na Ochocie. 12 lat temu zostałem trenerem i mam swój klub. Cieszę się, że piłka nożna, którą wybrałem jako sposób na życie, jest ze mną cały czas i mogę się w niej realizować.
  • O Dumie Katalonii: – Wojtek świetnie odnajduje się z dzieciakami z Barcelony, których kiedyś był idolem. Część jest w niego wpatrzona jako przykład, w jaki sposób może potoczyć się kariera. W towarzystwie młodych, głodnych wrażeń i przygód ludzi, każdy odnajduje się dobrze i znowu nabiera apetytu na kolejne doznania.

Robert Błoński, TVPSPORT.PL: – Czy nazwisko Szczęsny otwiera wszystkie drzwi?
Jan Szczęsny (właściciel szkółki Akademia Piłkarska Szczęsnych, starszy o prawie trzy lata brat Wojciecha, byłego bramkarza reprezentacji Polski, a obecnie FC Barcelona): 
– Nie sprawdzałem. Jestem tym samym Jankiem, którym byłem od zawsze, a to, że Wojtek podniósł się z emeryckiego fotela i gra w jednym z najlepszych klubów świata, może być imponujące dla kibiców, ale dla mnie to wciąż ten sam Wojtek. Młodszy o prawie trzy lata brat, który całe życie grał w piłkę na najwyższym poziomie, a teraz ma nowego pracodawcę. A czy nasze nazwisko otwiera drzwi? Nie wiem. Było i jest rozpoznawalne, jednak nie próbowałem tego wykorzystywać. To raczej ludzie kombinowali i łatwo doklejali łatkę: "O, on z tych Szczęsnych, to pewnie załatwił sobie po znajomości". A ja, mimo podpowiedzi z różnych stron, że może powinienem skorzystać, celowo nie próbowałem tego robić.

– Ucieszyłeś się, kiedy latem ubiegłego roku Wojtek ogłosił, że kończy karierę?
– To był raczej przykry moment. Rozmawialiśmy podczas wakacji, których część spędziłem u niego w hiszpańskiej Marbelli. Wojtek codziennie miał zajęcia z trenerem bramkarzy Juventusu, kiedy ważyły się jego losy we włoskim klubie. Mimo wszystko chciał być przygotowany do kolejnego sezonu. Podczas jednej z rozmów na tarasie oznajmił, że prawdopodobnie definitywnie rozstaje się z piłką. Coś miało się skończyć, a coś zacząć. Życie sportowca wymaga poświęceń i rozłąki z rodziną. Więcej żył na walizkach niż był w rodzinnym "gnieździe", towarzystwa i ciepła najbliższych osób brakowało mu całe życie. W tamtym momencie uznał, że ma to na wyciągnięcie ręki i nadszedł czas powiedzieć: "koniec".

– A kiedy powiedział "koniec", uwierzyłeś, że to naprawdę koniec?
– Tak, bo kiedy mi o tym mówił, był bardzo przekonywujący. Dodał, że są dwa kluby na świecie, które ewentualnie mogłyby przekonać go do zmiany decyzji i powrotu z emerytury. Wymienił Barcelonę.

– Radził się, co robić, kiedy zadzwonili z Katalonii?
– Nie. Powiedział tylko, że po kontuzji ter Stegena rzeczywiście odezwała się Barcelona. Odpowiedziałem: "Świetna wiadomość, rozumiem, że przyjąłeś ofertę". Powiedział, że jest kusząca, bo nie każdy zawodnik może sobie wpisać w CV występy w FC Barcelona. Mało tego, to kataloński klub chciał Wojtka, ale kiedy rozmawialiśmy, jeszcze nie wiedział, co zrobi.

– Ucieszyłeś się, że wznowił karierę?
– Teraz, siłą rzeczy, kibicuję Barcelonie. Brata wspierałem zawsze, obojętnie, gdzie grał. Mógłby to być nawet Radomiak albo Odra Wodzisław. A czy się ucieszyłem? Z jednego powodu na pewno tak: dobrze, że wrócił do piłki, bo zasługuje na zdecydowanie inne zakończenie kariery niż to, które zafundował mu Juventus. Nie było na jego warunkach, tylko zostało narzucone. Cieszę się, że trafił do znakomitego klubu, że wrócił do formy i za jakiś czas będzie jeszcze bardziej świadomy, że to naprawdę odpowiedni moment na skończenie kariery na swoich zasadach. To już nie będzie nagłe rozstanie, jak z Juventusem, który może niczego na nim nie wymuszał, ale też rozstał się mimo obowiązującego kontraktu. Cieszę się, że Wojtek znowu gra.

– Co z zakończeniem gry w Juventusie było nie tak?
– To, że po poprzednim sezonie przyszedł nowy trener i powiedział wprost: "Nie widzę cię w zespole, nie będziesz grał". Wyglądało, jakby Wojtek z góry został obwiniony za to, że jest piłkarzem tego klubu z ważnym kontraktem. Kiedyś piłka była bardziej emocjonalna i romantyczna, dziś to czysta ekonomia i kalkulacja odbierająca bodziec, dla którego kiedyś grało się w piłkę. A życie szybko zweryfikowało plany trenera Thiago Motty, bo właśnie wyleciał z roboty, a Wojtek jest jak wino – im starszy, tym lepszy.

Wojciech Szczęsny żegna się z Juventusem (fot. Getty)
Wojciech Szczęsny żegna się z Juventusem (fot. Getty)
Są nowe informacje ws. Szczęsnego. Wszystko jasne!

Czytaj też

Wojciech Szczęsny przeżywa znakomite miesiące w Barcelonie (fot. Getty).

Są nowe informacje ws. Szczęsnego. Wszystko jasne!

– Jako starszy brat miewałeś wpływ na decyzje Wojtka?
– Tak, ale głównie kiedy byliśmy młodsi. Nie byłem jego przewodnikiem, ale przecierałem niektóre ścieżki i dzięki temu łatwiej mu było dojrzeć jako nastolatkowi. W pewnym momencie zerwał się ze smyczy, bo w wieku 15 lat wyjechał do akademii Arsenalu. Rzucił się na głęboką wodę i… podołał. Teraz nie mam wpływu na jego decyzje, ale sądzę, że bierze do serca moje podpowiedzi, choć oczywiście wprost nie powie: "Dzięki, że coś mi doradziłeś". Jest uważnym słuchaczem, poważniejsze kwestie nie przechodzą mu obok ucha.

– Kiedyś też byłeś bramkarzem, i to całkiem obiecującym. Grałeś w Gwardii Warszawa, ale podczas obozu przygotowawczego doznałeś kontuzji barku i skończyły się marzenia o karierze. Masz żal do losu?
– Aby zostać piłkarzem, musi się zgrać wiele czynników, nie wystarczą jedynie umiejętności i talent. Trzeba mieć trochę szczęścia, trochę samozaparcia i jeszcze ktoś musi tobą odpowiednio pokierować. Mnie tego wszystkiego brakowało i wyszło jak wyszło. Czy żałuję? Pewnie, że tak. Zacząłem grać w piłkę, mając osiem czy dziewięć lat i trenowałem po to, żeby zostać piłkarzem. Ale kiedyś, czyli mniej więcej 30 lat temu, było inaczej. Dziś część chłopców zapisuje się na treningi, bo koledzy chodzą i nie chcą odstawać od grupy, choć piłka ich średnio interesuje. Kiedyś nie było szkółek i tylu możliwości, ile jest teraz, tylko kluby. Każdy szedł na zajęcia, by zostać piłkarzem. Żałuję, że nim nie zostałem, ale nie miało to wpływu na moje późniejsze życie. Moja kariera, przerwana kontuzją, mogła i powinna rozwijać się szybciej. Widzę sporą dysproporcję, porównując, jak było ze mną, a jak z Wojtkiem.

– Zawsze się porównywaliście?
– Jak każdy brat z bratem. Staliśmy za sobą murem, jednak w rywalizacji sportowej każdy starał się udowodnić wyższość.

– Bardzo się różnicie?
– Tak. Ja dużo więcej analizuję i zastanawiam, nim podejmę decyzję. Wojtek to większy żywioł, no i ma trudniejszy charakter. To znaczy, że jest uparty. Ale, jak widać, ten upór bardzo mu w życiu pomógł. Przy problemach, które miał jako nastolatek wyjeżdżający do zupełnie nieznanej sobie Anglii, niejeden by się poddał. Żył z obcą rodziną, pod jednym dachem, trafił do zupełnie innego świata – wątpliwości i niewiadomych było mnóstwo. Dzięki temu, że jest uparty i nieugięty, osiągnął cel, który sobie wyznaczył.

– Ludzie was mylą?
– Często, ale przywykłem. Kiedy byliśmy młodsi, byliśmy bardziej podobni. Czasem nawet mama nie potrafiła nas odróżnić. Kiedy staliśmy tyłem, do mnie wołała Wojtek, a do brata Janek. To co mówić o innych? Kiedyś, w ośrodku treningowym Arsenalu, mijałem się na schodach z niemieckim bramkarzem klubu, Jensem Lehmannem. "Cześć Wojtek" – rzucił i poszedł dalej. Po chwili się zatrzymał i zawołał: "Hej, przecież przed momentem jedliśmy obiad, a ty wchodzisz z dołu?". Podobnie było po jednym z meczów na The Emirates, kiedy Theo Walcott zaczął wołać na parkingu: "Hej, Tek". Stałem do niego tyłem, dopiero kiedy się odwróciłem, pokiwał głową ze zrozumieniem i uśmiechem. Mylono nas nie tylko za granicą. Po mundialu w Katarze byłem z Mariną, żoną Wojtka, na Balu Mistrzów Sportu. Jakiś czas po ogłoszeniu wyników, do stolika przysiadł się prezes PZPN Cezary Kulesza: "O, Wojtek, świetnie cię widzieć" – powiedział. Wolałbym być bardziej anonimowy, choć na szczęście mnie nie rozpoznają tak często jak brata. On nie ma życia, jest ode mnie o głowę wyższy i o 15 kg cięższy. Miejsce pod Barceloną, w którym teraz żyje, jest na tyle spokojne, że zdążył się poznać z sąsiadami, stał się "localsem" i większej ekscytacji nie wywołuje.

Są nowe informacje ws. Szczęsnego. Wszystko jasne!

Czytaj też

Wojciech Szczęsny przeżywa znakomite miesiące w Barcelonie (fot. Getty).

Są nowe informacje ws. Szczęsnego. Wszystko jasne!

Piłkarską karierę Jana Szczęsnego przerwała kontuzja (fot. 400 mm)
Piłkarską karierę Jana Szczęsnego przerwała kontuzja (fot. 400 mm)
Wysoka oglądalność El Clasico w TVP!

Czytaj też

Ewę Pajor

Wysoka oglądalność El Clasico w TVP!

– Palisz papierosy?
– Kiedyś popalałem. Trwało to pół roku, czasy liceum. Aż dowiedział się tata [Maciej Szczęsny, były bramkarz reprezentacji Polski oraz wielu klubów polskiej ekstraklasy – przyp. red.]. A, jak się dowiedział, to postanowił wypalić ze mną kilka sztuk. Po spędzonej wspólnie z ojcem i paczką papierosów godzinie, obiecałem, że więcej nie zapalę. I dotąd nie zapaliłem.

– Wojtek jest kojarzony z paleniem papierosów. Próbowałeś go przekonać, by przestał?
– Tak, ale formą na boisku zawsze się bronił, więc nie mogłem mu powiedzieć: "Gdybyś nie palił, broniłbyś lepiej ". Zastanawiające jest to, że temat papierosów wypływa zawsze wtedy, kiedy Wojtkowi nie wyjdzie jakiś mecz. Tata też całe życie palił papierosy, a w Polsce zdobywał przecież mistrzostwo kraju z czterema różnymi klubami i bronił znakomicie wiele lat. Wojtek też się broni wynikami i nikt nie powinien robić afery z tych papierosów. Wielu sportowców pali, tylko on się z tym nie kryje. Zresztą już nie pali zwykłych, tylko elektroniczne.

– Skoro już jesteśmy w tym temacie, to jak wyglądają twoje relacje z tatą?
– Normalnie, jak ojca z synem. Są pewne kwestie, o których lubię z nim rozmawiać i bardzo cenię jego rady, ale nad pewnymi kwestiami nie zastanawiam się dłużej niż trzeba. Wychodzę z założenia, że zgoda buduje i staram się żyć w zgodzie ze wszystkimi.

– To bywa, że jesteś między młotem, a kowadłem. Wojtek nie utrzymuje kontaktu z tatą.
– Nie uważam tak. Nauczyłem się rozgraniczać relacje z tatą i bratem. Jesteśmy dorośli i każdy jest kowalem swojego losu.

– Za to mama, po tym wszystkim, co spotkało ją kiedyś, dziś jest wynagradzana przez los. I dumna z synów.
– Zdecydowanie. Zawsze była radosna i pogodna. Wychowywała nas w trudnym, grochowskim środowisku, które miało wpływ na nasz rozwój. Cieszę się, że tam dorastaliśmy, dzięki temu dziś mam dobry pogląd na to, gdzie i jak wychowują się moje dzieci. To dwa różne światy. Jako ojciec jestem pełen obaw, co do ich przyszłości, tego, jak sobie poradzą w życiu, ich charakterów i cech osobowych. Nasi rodzice nie musieli się bać, byliśmy wystawiani na różne próby i uczyliśmy się poprzez doświadczenia na własnej skórze. Nad swoimi synami staram się nie rozpościerać zbyt dużego parasola bezpieczeństwa, a mnie i Wojtkowi mama pomagała na tyle, na ile mogła. Dziś jest dumna, patrząc, na jakich ludzi wyrośliśmy. Zaczynaliśmy w tym samym miejscu, później zupełnie się z Wojtkiem rozdzieliliśmy i przebyliśmy dwie różne drogi, by być tu, gdzie jesteśmy dzisiaj.

– Pokłóciliście się kiedykolwiek? Ale tak poważnie.
– Od wielu lat panuje między nami braterska zgoda.

– Co dziś porabiasz?
– Prowadzę Akademię Piłkarską Szczęsnych na Ochocie. Gramy w rozgrywkach MZPN – zostałem trenerem 12 lat temu i mam swój klub. Cieszę się, że piłka nożna, którą wybrałem jako sposób na życie, jest ze mną cały czas i mogę się w niej realizować. Piłka młodzieżowa kiedyś i dziś to dwa różne światy. Kiedyś kluby były finansowane przez miasta czy gminy, a trenera nie obchodziła liczba zawodników na zajęciach, bo pobierał pensję z klubu. Miejsc w drużynach było mniej niż chętnych. Nie było kilku grup w jednym roczniku, tylko jedna. Teraz trener jest uzależniony od frekwencji na zajęciach – nie ma zawodników, nie stać cię na pensję dla niego, na opłacenie boiska, na uczestnictwo w rozgrywkach, itd. Dziś więcej dzieciaków gra w piłkę, ale gra przez duże "G" zdecydowanie mniej.

– Pokus też jest więcej.
– Trudniej buduje się relacje wewnątrz zespołu. Kiedyś w szatni panował taki gwar, że wchodząc trudno było się przebić ze swoim "cześć". Traktowałeś kumpla z boiska jak brata. Dziś jest cisza, każdy ma nos w telefonie. Ale zawsze mam nadzieję, że nie wszyscy grają w pokemony, że ktoś szuka inspiracji przed zajęciami…

– Synowie, bliźniacy, grają w piłkę?
– Obaj trenują i zdobywają pierwsze szlify w Victorii Zerzeń. Jeden gra w piłkę obiecująco, drugi poszedł na zajęcia, ponieważ brat ćwiczył, ale widzę, że z miesiąca na miesiąc robi postępy. Obaj mają rękawice, ale na razie są na etapie strzelania goli, co daje im większą frajdę. Ja i Wojtek też zaczynaliśmy w polu. Różnica była taka, że Wojtek zawsze był najwyższy w swoim roczniku, szybko rozwijał się fizycznie i w Agrykoli grał ze starszymi od siebie. Ja byłem najniższy. Kiedyś nie było bramek 2x5 m tylko do piłki ręcznej i od razu wielka, ligowa. Musiałem zaczekać, aż stanąłem między słupkami.

Wysoka oglądalność El Clasico w TVP!

Czytaj też

Ewę Pajor

Wysoka oglądalność El Clasico w TVP!

Jan Szczęsny jest dziś właścicielem Akademii Piłkarskiej (fot. 400mm)
Jan Szczęsny jest dziś właścicielem Akademii Piłkarskiej (fot. 400mm)
Rywal Szczęsnego wraca do gry. Przełomowe wieści

Czytaj też

Wojciech Szczęsny bardzo dobrze zastępuje Marca-Andre ter Stegena (fot. Getty).

Rywal Szczęsnego wraca do gry. Przełomowe wieści

– Synowie patrzą w ekran telewizora i wołają: "Wujek, wujek".
– Oczywiście, oglądamy każdy mecz! Mają stroje Barcelony z numerem 25 i nazwiskiem Szczęsny na plecach. W szkole wiedzą, że jesteśmy "z tych Szczęsnych". Julek, jeden z bliźniaków, ma też koszulkę z nazwiskiem Messiego. Synowie przepadają za wujkiem Wojtkiem. Po pierwsze dlatego, że go lubią, a po drugie dlatego, że nie widują się z nim tak często jak z innymi wujkami i ciociami. Kiedy więc wszyscy się spotykamy, jest wybuchowo, bo Liam – syn Wojtka i Mariny – jest tylko o rok młodszy od Julka i Czarka. Tęsknią za sobą, więc kiedy się widzą, wariują na całego. Nie ma co się dziwić, nie odbieramy im przyjemności szaleństwa. Ale wujek Wojtek nie rozpieszcza ich za bardzo, też stara się uczyć syna szeroko pojętej samodzielności. Nawet, jeśli ceną jest czasem kilka łez czy parę tupnięć nogą… Chłopcy mają pozwalane na wiele, ale pewnych granic nie wolno im przekroczyć.

– A ty? Jak przeżywałeś i przeżywasz występy brata?
– Na początku bardzo, z czasem się przyzwyczaiłem. W Barcelonie początki były entuzjastyczne, ale też pełne niepewności, jak sobie poradzi po kilkumiesięcznej przerwie, więc adrenalina buzowała. Z czasem się przyzwyczaiłem i uspokoiłem, bo forma poszła w górę. Jeśli chodzi o reprezentację Polski, to pierwsze mecze kadry bez Wojtka w bramce oglądało mi się dziwnie, czułem, że coś jest nie tak, że kogoś mi brakuje. Ten pierwszy mecz bez niego oglądaliśmy wspólnie, z trybun Stadionu Narodowego – siedział obok mnie. "Wybitnie dziwne uczucie, dotąd patrzyłem na ciebie z góry, teraz jesteś obok i możemy wymieniać spostrzeżenia" – stwierdziłem w pewnym momencie.

– Pożegnanie z reprezentacją Polski było godne?
– Mam wrażenie, że my jakoś nie umiemy w pożegnania. Wojtek spędził w kadrze kilkanaście lat, był filarem i kręgosłupem drużyny. Żaden inny bramkarz nie rozegrał w zespole narodowym 84 meczów, a rywalizował m.in. z Arturem Borucem czy Łukaszem Fabiańskim i pewnie, gdyby nie to, miałby tych występów dwa razy więcej. Ale i tak jego liczby robią wrażenie – rezerwowi z pola wchodzą na murawę często, bramkarzy zmienia się raczej z powodu kontuzji niż względów taktycznych.

– Któryś z meczów Wojtka zapadł ci wyjątkowo w pamięci?
– Z Niemcami w eliminacjach EURO 2016 na Narodowym, z Argentyną podczas mundialu w Katarze, kiedy obronił rzut karny wykonywany przez Leo Messiego. Zwykle Wojtek stara się nie ekscytować swoimi występami, mówi, że to jego robota i musi ją wykonywać dobrze. Ale gdyby mógł, to po tamtym spotkaniu sam sobie nałożyłby koronę, spojrzał z dumą w lustro i powiedział: "Jesteś kozak".

– Zaraz po meczu porozmawiał z żoną i synem, emocje puściły i rozpłakał się jak dziecko.
– To pokazuje jego emocjonalną twarz. Występy w kadrze miewał różne: od bardzo dobrych po te słabe, na wielkich turniejach mu nie szło, więc świetnie, że w Katarze było jak było. Wspominając mundial sprzed ponad dwóch lat, myślisz Polska – mówisz Szczęsny. Z Arabią Saudyjską też obronił karnego.

Rywal Szczęsnego wraca do gry. Przełomowe wieści

Czytaj też

Wojciech Szczęsny bardzo dobrze zastępuje Marca-Andre ter Stegena (fot. Getty).

Rywal Szczęsnego wraca do gry. Przełomowe wieści

Co wiemy po starcie eliminacji MŚ? Raport po Litwie i Malcie [WIDEO]
(fot. TVP)
Co wiemy po starcie eliminacji MŚ? Raport po Litwie i Malcie [WIDEO]

Podczas MŚ w Katarze Wojciech Szczęsny obronił rzut karny wykonywany przez Leo Messiego (fot. Getty)
Podczas MŚ w Katarze Wojciech Szczęsny obronił rzut karny wykonywany przez Leo Messiego (fot. Getty)
Co za słowa o Szczęsnym! "Ter Stegen nie jest potrzebny"

Czytaj też

Wojciech Szczęsny (fot. Getty Images)

Co za słowa o Szczęsnym! "Ter Stegen nie jest potrzebny"

– Podziwiasz brata?
– Tak, bo wiem ile i co musiał poświęcić, by znaleźć się w miejscu, w którym jest. Nie każdy by chciał i potrafił, a on to wszystko pogodził. Jako piłkarza i człowieka oceniam Wojtka 10 na 10. Z czystko kibicowskiego punktu widzenia, cieszę się, że mamy w Polsce piłkarza, który osiągnął tyle, ile on. A do tego jest moim bratem, co jest powodem do dumy. Jako dzieciaki kłóciliśmy się często. Odkąd każdy z nas zaczął budować życie prywatne po swojemu, przestaliśmy. W pewnym momencie spory ustały, stwierdziliśmy, że nie ma sensu się kłócić, bo to do niczego nie prowadzi. Już wspominałem, że zgoda buduje.

– Jak Wojtek zmienił się przez te wszystkie lata?
– Właściwie wcale. Po prostu z wiekiem dojrzewał. Kiedyś skakał po drzewach i gałęziach, potem przyszedł moment, w którym za tym zatęsknił, a teraz swoje dzieci wysyła na te drzewa. Naturalna kolej rzeczy. Ale dalej jest tym samym Wojtkiem z Grochowa, z ciętym żartem, trafną ripostą i błyskotliwym dowcipem. Wie, kiedy odpuścić i mieć luz, a kiedy wkroczyć do akcji.

– Macie regularny kontakt?
– Tak. To znaczy jemu zdarza się nie odebrać ode mnie telefonu, ja odbieram zawsze. On ma z tym problem, zresztą kto go dobrze zna, ten wie jak jest. Nawet, jeśli kolejny raz powiem, że potrzebowałem z nim pilnie porozmawiać, słyszę: "Dobra, dobra, mów lepiej co u ciebie". Pewne rzeczy się nie zmieniają (śmiech).

– Wojtek miał już zaplanowane życie po karierze piłkarskiej?
– Siłą rzeczy miałby więcej czasu, byłby bardziej dostępny, bo nie jeździłby na zgrupowania i mecze. Wojtek niczego wielkiego nie planował, bo od dawna ma jasno sprecyzowany pogląd na dalsze życie. Wszystko znowu zostało tylko odłożone w czasie. Nie żałuje, że tak to się potoczyło.

– Pasjonuje się architekturą.
– Niezmiennie. Ma plan i marzenia, by zmienić architekturę Warszawy, żeby za dziesięć, dwadzieścia lat nie wyglądała tak jak teraz, ale nie mam pojęcia, co to dokładnie znaczy. Plany są rozległe, a czy uda mu się je zrealizować? Nie wiem. Znając jego upór – tak. Chciałby odcisnąć piętno na mieście, w którym się urodził.

– Odejdzie od piłki?
– Pewnie raz na jakiś czas wpadnie do studia jako ekspert podzielić się wiedzą i doświadczeniem, ale to raczej nie będzie jego sposób na życie. Nie wiem, co dokładnie zrobi, może zbuduje apartamentowiec albo biurowiec? Czułby dumę i satysfakcję, przejeżdżając obok takiego miejsca.

– Jest trochę próżniakiem?
– Wiele osób myśli, że jest, ponieważ jest zamknięty w sobie, nie udziela wielu wywiadów i niechętnie dzieli się życiem prywatnym. Ja uważam, że nie jest próżny, bo znam go całe życie.

– FC Barcelona to wiśnia na torcie jego kariery?
– Może nawet truskawka? Trafił do drużyny złożonej w większości z młodych zawodników, których kilku mógłby być nawet ojcem. Dzieli z nimi szatnię i czerpie entuzjazm. Korzystają obie strony: Wojtek jest otoczony piłkarzami głodnymi sukcesu, a oni mają obok kogoś doświadczonego, służącego radą, wsparciem i dobrym słowem. Ma też obok przyjaciela, Roberta Lewandowskiego. Sądzę, że Barcelona to klub, w którym Wojtek skończy karierę. Spójrz, jak to będzie wyglądało: bramkarz z największą liczbą występów w kadrze, bramkarz Barcelony, w dodatku grający z najlepszym kumplem i najlepszym polskim napastnikiem w historii… Plus trofea na horyzoncie. Piękniej tej książki nie da się zamknąć.

– Wojtek pisze wspomnienia?
– Kolekcjonuje bluzy bramkarzy, którymi się wymienił. Jedna z platform streamingowych tworzy dokument o Wojtku jako człowieku i piłkarzu, jego życiu i karierze. Byliśmy przekonani, że ostatni klaps na planie filmowym już był, a okazuje się, że trzeba będzie dokręcić jeden czy dwa odcinki.

– Na przykład ten, że z nim w bramce Barcelona nie przegrywa. Licznik na razie zatrzymał się na liczbie 16, odliczanie trwa.
– 14 zwycięstw i dwa remisy, to bilans Wojtka, a przecież jego forma się zmienia. To, że Barcelona nie przegrywała w styczniu, nie znaczyło, że był w idealnej dyspozycji, bo wtedy była ona mocno średnia, a teraz jest naprawdę mocno dobra. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Barcelona wciąż ma szansę na mistrzostwo i Puchar Hiszpanii, gra w ćwierćfinale Champions League, więc trzymam kciuki, by dyspozycja cały czas rosła.

– Często podróżujesz do Barcelony?
– Byłem raz, ale mam nadzieję, że im dłużej zespół Hasiego Flicka będzie grał w Champions League, tym podróży i okazji do wizyt będzie więcej.

– Występy Wojtka oglądasz ze spokojem?
– Teraz to już czysta przyjemność. Kilka miesięcy temu byłem przekonany, że emocje związane z oglądaniem brata w bramce minęły bezpowrotnie. Nie dość, że pojawiły się na nowo, to jeszcze ze zdwojoną siłą, bo gra w wielkim klubie.

– Finał Ligi Mistrzów jest 31 maja w Monachium na Allianz Arena.
– Chętnie się tam pojawię, nie tylko dlatego, że nigdy nie byłem. Jest tylko jeden warunek: oby grała w nim Barcelona. Jest to realne, patrząc na ścieżkę, którą mają przed sobą. W ćwierćfinale zmierzą się z Borussią Dortmund, a ewentualnie potem z Bayernem albo Interem Mediolan. To się może wydarzyć, mocno ściskam kciuki. Wojtek świetnie odnajduje się z dzieciakami z Barcelony, których kiedyś był idolem. Część jest w niego wpatrzona jako przykład, w jaki sposób może potoczyć się kariera. W towarzystwie młodych, głodnych wrażeń i przygód ludzi, każdy odnajduje się dobrze i znowu nabiera apetytu na kolejne doznania.

– Brat przyznał kiedyś, że marzy o wygraniu Ligi Mistrzów?
– Nigdy o tym nie rozmawialiśmy i teraz też nie musimy. Rozumiemy się bez słów. Nigdy nie zagrał w finale, ani nawet w półfinale. Wszystko przed nim. Myślę, że to marzenie każdego piłkarza. Robert Lewandowski już to przeżył. Na pewno sporo Wojtkowi opowiadał. I rozbudził jego apetyt…

Co za słowa o Szczęsnym! "Ter Stegen nie jest potrzebny"

Czytaj też

Wojciech Szczęsny (fot. Getty Images)

Co za słowa o Szczęsnym! "Ter Stegen nie jest potrzebny"

Dwaj przyjaciele z Barcelony: Wojciech Szczęsny i Robert Lewandowski (fot. Getty)
Dwaj przyjaciele z Barcelony: Wojciech Szczęsny i Robert Lewandowski (fot. Getty)
Szczęsny wyróżnił najlepszych w Barcelonie. Pominął Lewandowskiego

Czytaj też

Wojciech Szczęsny i Robert Lewandowski (fot. PAP/EPA)

Szczęsny wyróżnił najlepszych w Barcelonie. Pominął Lewandowskiego

– Na pozostanie w Dumie Katalonii na kolejny rok też?
– Niech się dzieje wola nieba.

– Coś jest na rzeczy?
– Wiedzę czerpię wyłącznie z mediów. Z Wojtkiem rzadko rozmawiamy o piłce. Futbol jest u nas na pierwszym miejscu, dlatego kiedy się widzimy, nie dotykamy tego tematu, wolimy dowiedzieć się, co u nas prywatnie. Żyjąc na odległość wymieniamy wiadomości na temat piłki – taka standardowa rozmowa, więc kiedy się widzimy, poruszamy inne kwestie.

– Na koniec: dobrze, że Wojtek przerwał emeryturę i wznowił karierę?
– Sam głośno tego nie powie, ale uważam, że jest z tego powodu niezwykle szczęśliwy.

Szczęsny wyróżnił najlepszych w Barcelonie. Pominął Lewandowskiego

Czytaj też

Wojciech Szczęsny i Robert Lewandowski (fot. PAP/EPA)

Szczęsny wyróżnił najlepszych w Barcelonie. Pominął Lewandowskiego

Mocne słowa Lewandowskiego. "Nie będę pudrował" [WIDEO]
Jacek Kurowski i Robert Lewandowski (fot. TVP)
Mocne słowa Lewandowskiego. "Nie będę pudrował" [WIDEO]

Zobacz też
Rywal Polski w el. MŚ osłabiony. Poważna kontuzja obrońcy
Leo Vaisanen (fot. Getty)

Rywal Polski w el. MŚ osłabiony. Poważna kontuzja obrońcy

| Piłka nożna / Reprezentacja 
PKO BP Ekstraklasa: oglądaj transmisje w TVP Sport! [ZAPOWIEDŹ]
PKO BP Ekstraklasa 2024/25: oglądaj transmisje w TVP Sport! [ZAPOWIEDŹ]

PKO BP Ekstraklasa: oglądaj transmisje w TVP Sport! [ZAPOWIEDŹ]

| Piłka nożna / PKO BP Ekstraklasa 
Bilety na Polska – Mołdawia. Jak i gdzie kupić? Sprawdź ceny!
Bilety na Polska – Mołdawia. Jak i gdzie kupić? Sprawdź ceny! (fot. Getty)

Bilety na Polska – Mołdawia. Jak i gdzie kupić? Sprawdź ceny!

| Piłka nożna / Reprezentacja 
PZPN ogłosił ceny biletów na mecz z Mołdawią. Kibice wściekli
Piłkarze reprezentacji Polski (fot. Getty Images)

PZPN ogłosił ceny biletów na mecz z Mołdawią. Kibice wściekli

| Piłka nożna / Reprezentacja 
Trudno uwierzyć, że Kulesza drugi raz przyzna się do błędu [KOMENTARZ]
Michał Probierz i Cezary Kulesza (fot. PAP)
polecamy

Trudno uwierzyć, że Kulesza drugi raz przyzna się do błędu [KOMENTARZ]

| Piłka nożna / Reprezentacja 
wyniki
terminarz
tabela
Wyniki
24 marca 2025
Piłka nożna

Polska

Malta

Litwa

Finlandia

21 marca 2025
Piłka nożna

Polska

Litwa

Malta

Finlandia

Terminarz
07 czerwca 2025
Piłka nożna

Malta

16:00

Litwa

10 czerwca 2025
Piłka nożna

Holandia

18:45

Malta

04 września 2025
Piłka nożna

Litwa

18:45

Malta

07 września 2025
Piłka nożna

Litwa

18:45

Holandia

09 października 2025
Piłka nożna

Finlandia

18:45

Litwa

Malta

18:45

Holandia

Tabela
El. MŚ, Europa, grupa G
 
Drużyna
M
+/-
Pkt
1
2
3
6
2
2
1
4
3
Litwa
Litwa
2
-1
1
4
0
0
0
5
Malta
Malta
2
-3
0
Najnowsze
Zwycięstwo Spurs. Sochan "kontynuuje leczenie"
nowe
Zwycięstwo Spurs. Sochan "kontynuuje leczenie"
| Koszykówka / NBA 
Jeremy Sochan (fot. Getty Images)
Kiedy kolejne mecze "Lewego" i Szczęsnego? Sprawdź terminarz
Kiedy mecze Wojciecha Szczęsnego i Roberta Lewandowskiego w FC Barcelona w sezonie 2024/25? [TERMINARZ]
nowe
Kiedy kolejne mecze "Lewego" i Szczęsnego? Sprawdź terminarz
| Piłka nożna / Hiszpania 
Na trening trafiła... przypadkiem. Dziś jest ważną postacią reprezentacji Polski
Dominika Grabowska (fot. Getty Images)
Na trening trafiła... przypadkiem. Dziś jest ważną postacią reprezentacji Polski
Dawid Brilowski
Dawid Brilowski
Jedenastu Polaków w półfinałach o medale PŚ!
Oliwia Toborek, z lewej (fot. PAP)
Jedenastu Polaków w półfinałach o medale PŚ!
| Boks 
Kurek nie jest już "dostępny". Coraz więcej plotek o jego przyszłości
Bartosz Kurek (fot. Getty)
Kurek nie jest już "dostępny". Coraz więcej plotek o jego przyszłości
fot. Facebook
Sara Kalisz
GKS Tychy mistrzem? Oglądaj transmisję piątego meczu finału THL
GKS Tychy – GKS Katowice, finał Tauron Hokej Ligi. Transmisja online 5. meczu na żywo w TVP Sport (4.04.2025)
transmisja
GKS Tychy mistrzem? Oglądaj transmisję piątego meczu finału THL
| Hokej / Polska Hokej Liga 
Triumf w ciszy. Dyrektor Jagiellonii zawiedziony po Superpucharze
Fot. Getty Images
Triumf w ciszy. Dyrektor Jagiellonii zawiedziony po Superpucharze
Robert Bońkowski
Robert Bońkowski
Do góry