Po zdobyciu złotego i brązowego medalu na igrzyskach w Rio de Janeiro trener wioślarskiej reprezentacji kobiet Marcin Witkowski przyznał, że nowych wyzwań na pewno nie zabraknie. – Marzy mi się odbudowanie wioseł długich i stworzenie ósemki – powiedział.
Start w igrzyskach był bardzo udany dla polskiego wioślarstwa. Magdalena Fularczyk-Kozłowska z Natalią Madaj w dwójce podwójnej wywalczyły złote medale, a na najniższym stopniu podium stanęła czwórka podwójna - Monika Ciaciuch, Maria Springwald, Agnieszka Kobus i Joanna Leszczyńska. Twórca tych sukcesów, 39-letni Witkowski przyznał, że wszystkie polskie osady stanęły w Rio de Janeiro na wysokości zadania.
– Dwójka bez sterniczki, siostry Anna i Maria Wierzbowskie, jak na debiut olimpijski spisały się znakomicie (zajęły 4. miejsce w finale B – przyp.red.). Chłopakom z czwórki podwójnej niewiele zabrakło do brązowego medalu. Cała reprezentacja ma prawo czuć się zadowolona z występu. Nie było żadnej "obsuwy", wszystkie załogi chyba idealnie trafiły z formą – ocenił szkoleniowiec.
Witkowski nie ukrywał, że w trakcie igrzysk nie obyło się bez kłopotów. Te największe dotyczyły pogody. – Rozgrywanie igrzysk zimą to jednak kiepski pomysł. Dwukrotnie pogoda nam przeszkodziła, regaty były odwoływane. Były też inne problemy, duże utrudnienia związane z komunikacją i transportem. Południowy charakter i taki spokój życia tych ludzi też momentami utrudniały funkcjonowanie. Ale trzeba oddać gospodarzom, że była to dobrze zorganizowana impreza. Niewiele zdążyłem jednak zobaczyć. Udało mi się dotrzeć pod figurę Chrystusa, co zajęło sześć godzin. Drugiego dnia spędziłem godzinkę na Copacabanie i to wszystko – przyznał.
Pytany o tajemnicę swoich sukcesów, przyznał, że to przede wszystkim schemat pracy, który konsekwentnie realizował przez wiele lat. – Wypracowaliśmy system, który rodził się na barkach Julii Michalskiej, a potem sprawdzał się z pojedynczymi osobami, jak i załogami. Zawodniczki poddały się ciężkiej i wymagającej pracy, często nieprzyjemnej w obyciu z trenerem. Ale chyba nikt nie może narzekać, bo to przyniosło efekt końcowy – tłumaczył.
Ostatnie osiem lat przyniosło pasmo znakomitych wyników. Najpierw wspomniana Michalska awansowała do finału A na igrzyskach w Pekinie, a cztery lata później wraz z Fularczyk zdobyły już brąz w Londynie. W międzyczasie były też medale mistrzostw Europy i świata. Witkowski uważa, że nowych wyzwań wciąż nie brakuje.
– Marzeniem jest odbudowanie wioseł długich. W krótkich zrobiliśmy już naprawdę bardzo dużo, może brakuje w tej chwili jedynki. Natomiast chciałbym stworzyć ósemkę, a teraz jest znakomity moment, bo zaczyna się kolejne czterolecie. Inna sprawa, że budowa takiej załogi nie jest kwestią czterech lat, ale po takim okresie można oglądać już pewne efekty – podkreślił.
Od pewnego czasu wioślarki żyją w pewnej symbiozie z kajakarkami, bowiem obaj trenerzy reprezentacji – Witkowski i Tomasz Kryk mieszkają pod Poznaniem i często wymieniają się doświadczeniami.
– Spotykamy się z Tomkiem i często rozmawiamy o tym, co w danym momencie realizujemy. Nie wnikamy już bezpośrednio w tematy treningowe, bo to są zupełnie odrębne dyscypliny. Kajakarze dużo więcej wykonują pracy siłowej, a u nas nacisk bardziej kładziemy na wytrzymałość. Wymieniamy się doświadczeniami w kwestii zgrupowań. Trenujemy w tych samych miejscach: Szklarska Poręba czy Livigno i Sabaudia we Włoszech. Nie ukrywam, że w tym temacie ja dużo więcej czerpię od Tomka, on w wielu miejscach bywał przede mną – wyjaśnił.
Póki co, najbliższe plany zawodowe odkłada na razie na bok. – Teraz myślę tylko o rodzinie, odpoczynku i na tym kończę swoje projekty na najbliższą przyszłość. Co będzie dalej, czas pokaże, treningi pewnie zaczniemy dopiero z końcem roku – zaznaczył Witkowski.
Szkoleniowiec zdaje sobie sprawę, że w jego kadrze mogą nastąpić pewne przetasowania. Niektóre zawodniczki być może będą chciały odpocząć w kolejnym sezonie.
– O przyszłości nie rozmawialiśmy. Powiedziałem dziewczynom, że mają się nacieszyć sukcesem, wypocząć, a potem zastanowić się, co chcą dalej robić. Ja jestem gotowy i otwarty na propozycje. Przydałyby im się takie zgrupowania lecznicze, bo były w tym sezonie kontuzje. Niektóre są już w takim wieku, gdy zaczyna się myśleć o rodzinie. Jest też zaplecze młodzieży, która ma szansę wejść do reprezentacji w roku poolimpijskim, zastępując te koleżanki, które będą chciały zrobić sobie przerwę – wyjaśnił.
Po sukcesach w Rio de Janeiro wioślarstwo ma szansę teraz mieć swoje "pięć minut". Popularność dyscypliny może przyciągnąć więcej młodych ludzi, którym – jak przyznał szkoleniowiec – brakuje przede wszystkim chęci.
– Brakuje też wsparcia wśród szkół. Młodzi trenerzy próbują robić nabory, jeżdżą po szkołach, wożą ze sobą ergometry, ale często walą głową o ścianę. A teraz jest dobry moment, żeby zmobilizować młodzież i też tych, którzy nią kierują, czyli właśnie szkoły. Brakuje u nas czasami takiej wymienności, bowiem pewne sporty zaczyna się wcześniej uprawiać, niektóre później. Gdyby zawodnicy, którzy kończą pływanie w wieku 14 lat przechodzili do wioseł, to te wyniki mogłyby być dużo lepsze. To sam dotyczy innych dyscyplin – podsumował Witkowski.
Następne