Kiedy Fernando Alonso opuszczał Ferrari na rzecz McLarena, nie spodziewał się, że trafił z deszczu pod rynnę. We włoskiej stajni trzykrotnie był blisko sięgnięcia po tytuł, ale czas upływał, a on stawał się coraz mniej cierpliwy. Nowe wyzwanie miało być pozytywnym impulsem, ale okazało się zawodem. Hiszpan wylewa swoją frustrację, ale szef Mclarena – Zak Brown – twierdzi, że jest w stanie zatrzymać swojego kierowcę w zespole, ale musi dostać szybki samochód.
Już przed pierwszym wyścigiem tego sezonu Alonso był pesymistycznie nastawiony. – Po dwóch tygodniach testów jesteśmy gotowi na trudny weekend w Melbourne. Zrobimy co w naszej mocy, mając do dyspozycji to, co mamy. Nasz zespół wykonuje bardzo trudną pracę, ale ma zbyt mało czasu na wprowadzenie zmian – powiedział.
– Pierwszym krokiem, nad jakim musimy popracować, jest niezawodność – dodał, przepowiadając to, co wydarzyło się w trakcie wyścigu. Hiszpan nie dotarł do mety Grand Prix Australii, ale nieoczekiwanie był zadowolony. – Nigdy nie miałem lepszego wyścigu niż ten, ale rzadko zasiadam w mało konkurencyjnych bolidach. Uważam, że to co byłem w stanie zrobić w ten weekend będzie niemożliwe do powtórzenia – stwierdził.
Te słowa z pewnością były przesadzone, ale miały zwrócić uwagę na to, że sukcesy przyjdą, jeśli zespół zagwarantuje mu konkurencyjny samochód.
– Z pewnością jest to przytyk w stronę McLarena. Alonso to klasowy kierowca, co do tego nie ma wątpliwości, ale każdy widzi, jaki jest samochód od momentu związania się z Hondą. Być może dla innych zespołów taki bolid byłby dobry, ale nie da McLarena, dla którego jest to niewyobrażalna tragedia. Nic się nie zmieniło po poprzednim roku zmagań z tym silnikiem – powiedział Eryk Mełgwa, ekspert sportów motorowych.
Uśmiech na twarzy Alonso w ostatnim czasie jest rzadkością. McLaren od 2014 roku współpracuje z Hondą, która dostarcza mu silniki. Japoński koncern powrócił do F1 po sześciu latach przerwy, związanych ze światowym kryzysem. Brytyjczycy, chcąc uniezależnić się od Mercedesa i jego jednostek napędowych, postawili na azjatyckiego dostawcę, ale ten regularnie zawodzi. W tym sezonie Honda miała poprawić osiągi, ale zrobiła krok w tył. Samochód nie jest szybszy, a na dodatek bardziej awaryjny.
– Jeżeli chodzi o osiągi, to znajdujemy się na końcu. Jesteśmy dziesiątym zespołem. Moje okrążenie w kwalifikacjach było niewiarygodnie dobre, ale w normalnych warunkach powinniśmy być na ostatniej i przedostatniej pozycji – ocenił Alonso, co wzbudziło niemałe kontrowersje. Mark Webber, były kierowca F1, stwierdził, że Hiszpan może stracić cierpliwość jeszcze przed końcem obecnego sezonu i odejść z McLarena jeszcze w jego trakcie.
Nigdy nie miałem lepszego wyścigu niż ten, ale rzadko zasiadam w mało konkurencyjnych bolidach. Uważam, że to co byłem w stanie zrobić w ten weekend będzie niemożliwe do powtórzenia
– Zapisy kontraktowe mogą mu to uniemożliwić. Być może umowa Alonso była renegocjowana po poprzednim sezonie, ale jeśli będzie chciał odejść, to po prostu nie będzie jeździł i pozostanie mu oglądanie wyścigów – stwierdził Mełgwa.
Zak Brown – szef brytyjskiej stajni – zasugerował, że jego kierowca może startować do 40. roku życia i będzie starał się, aby Alonso jeździł w jego drużynie przez następne lata. Jest jednak świadomy, że musi mu zapewnić konkurencyjny bolid, a to z Hondą może okazać się niemożliwe. Media spekulują, że kierownictwo McLarena zachowa się jak syn marnotrawny i postara się o powrót do silników Mercedesa.
– Alonso liczył na silnik z prawdziwego zdarzenia, ale go nie dostał. Mercedes najpierw musiałby wyrazić zgodę na ponowną współpracę, a to nie jest takie proste. McLaren chciał się uniezależnić od Mercedesa, ale okazało się, że Honda nie jest w stanie wyprodukować konkurencyjnego sprzętu – dodał ekspert.
Alonso to klasowy kierowca, co do tego nie ma wątpliwości, ale każdy widzi, jaki jest samochód od momentu związania się z Hondą. Być może dla innych zespołów taki bolid byłby dobry, ale nie da McLarena, dla którego jest to niewyobrażalna tragedia.
Na taką zmianę na pewno przychylnie spojrzałby Alonso, który miał ogromny apetyt na jazdę w zespole Mercedesa. Media donosiły, że odejście dwukrotnego mistrza świata z Ferrari było podyktowane jego nadzieją na objęcie jednego z foteli kierowców w niemieckiej stajni, licząc na odejście Rosberga lub Hamiltona. Jej dyrektor wykonawczy – Toto Wolff postanowił jednak nie zmieniać obsady i Alonso pozostał „na lodzie”. Aby dalej móc się ścigać, musiał przystać na propozycję McLarena. W obecnym momencie trudno sobie wyobrazić, aby były kierowca Renault mógł zrezygnować ze startów w trakcie sezonu, ponieważ żaden inny zespół nie podpisze z nim umowy.
– Nie ma dla niego miejsca w konkurencyjnych stajniach. Red Bull jest wierny swojej drużynie, nie wspominając o Mercedesie czy Ferrari. Być może po zakończeniu sezonu sytuacja ulegnie zmianie, ale to nie jest tak, że stoi kolejka po Alonso. To bardzo dobry kierowca, ale kapryśny. Może „wymachiwać szabelką”, ale na razie nic nie wskóra – zakończył Mełgwa.
Fernando Alonso znajduje się w patowej sytuacji. Pozostając w McLarenie, czeka go kolejny sezon upokorzeń. 35-latek może nie doczekać się dobrego silnika od Hondy, patrząc na to, że koncern od trzech lat nie rozwija się. Z drugiej strony nie może liczyć na miejsce w żadnym innym zespole. Wydaje się, że czas Hiszpana powoli przemija.