Po finale Ligi Mistrzów najgorętszym tematem jest ręka Sissoko i rzut karny. Ale dyskusje o sędziowaniu po tym meczu nie mają większego sensu. Już lepiej spierać się o przepisy, które w takich sytuacjach nie pozostawiają sędziom wyboru.
Ci, którzy oglądali mecz Tottenham – Liverpool, dokładnie wiedzą, co stało się w 23. sekundzie gry. Jednak nie wszyscy zgadzają się, jak takie sytuacje należy interpretować. Karać czy nie karać rzutem karnym? Nowe "Przepisy gry" wydane przez IFAB – na całym świecie co do zasady obowiązują od 1 czerwca, wyjątkowo w rozgrywkach FIFA od 23 maja i w rozgrywkach UEFA od 25 czerwca – niczego w ocenie tej sytuacji nie zmieniają.
Opis zdarzenia: "Zostań tam, biorę to na siebie"
Sadio Mane pobiegł lewym skrzydłem do piłki podanej mu przez Jordana Hendersona. Zatrzymał ją w polu karnym i kiedy ją kopnął, próbując przerzucić do środka lub na prawe skrzydło, w pole karne wszedł Moussa Sissoko. Z prawą ręką uniesioną ponad barkiem i skierowaną w kierunku własnej bramki. Jakby chciał powiedzieć bramkarzowi Hugo Llorisowi: "ty tam zostań, biorę problem na siebie".
Po zagraniu Mane piłka przeleciała ponad dwa metry, była blisko metr od Sissoko, który nadal miał rękę powyżej własnego barku. Piłka trafiła go w prawą pierś i ułamek sekundy później w rękę tuż pod ramieniem, od wewnętrznej strony, od dołu, tuż przy klatce piersiowej. Wtedy ręka była już w pozycji równoległej do poziomu boiska, nadal wyraźnie odchylona. Dopiero wówczas Sissoko zaczął opuszczać rękę poniżej barku, nadając jej – teoretycznie bardziej w tej sytuacji naturalną – niemalże pionową pozycję. Jakby chciał uciec z tą ręką, schować ją przed piłką. Za późno.
Odbita od piersi i ręki piłka otarła się jeszcze o prawie całą długość ramienia i przedramienia aż do nadgarstka. To trwało chwilę, ale zbyt długą, żeby dobry sędzia nie mógł tego zauważyć. Damir Skomina ze Słowenii podyktował rzut karny. Odczekał chwilę, aby koledzy sędziowie pracujący z systemem VAR sprawdzili, czy nie popełnił tak zwanego "jasnego i oczywistego" błędu. Taką pomyłkę dzięki VAR mógłby naprawić. Gdy dostał sygnał, że takiego błędu nie zrobił – a VAR nawet nie zasugerował mu, żeby sam obejrzał powtórki tej sytuacji – dał gwizdkiem sygnał do wznowienia gry. Mohamed Salah kopnął piłkę leżącą 11 metrów od bramki w taki sposób, że Lloris nie miał szansy rozwiązać problemu, który Sissoko zupełnie niepotrzebnie wziął na siebie i w efekcie drużynę Tottenhamu.
Tyle neutralnego opisu rzeczywistości. Teraz pora na argumenty stron.
Obrona: "Robił unik, ręka nastrzelona z bliska"
Ci, którym decyzja o podyktowaniu rzutu karnego się nie podoba, mogą argumentować, że:
– to była ręka nastrzelona, Sissoko został trafiony w rękę piłką kopniętą z małej odległości, około trzech metrów,
– Sissoko miał już wcześniej podniesioną rękę, więc to piłka trafiła go w rękę, a nie on próbował zagrać ręką,
– Sissoko ręką wskazywał coś kolegom lub koledze z zespołu, robił to ze względów taktycznych, więc w tej sytuacji można uznać, że ręka była ułożona naturalnie do sytuacji,
– Sissoko próbował uniknąć kontaktu piłki z ręką i dlatego zmieniał pozycję ręki z uniesionej do góry, opuszczając ją tak nisko jak w tak krótkim czasie zdołał,
– odbicie piłki ręką nie miało wielkiego lub żadnego wpływu na zablokowanie zagrania Mane, ponieważ piłka trafiła Sissoko również w pierś, nie tylko w rękę.
Nie wszystkie argumenty są celne czy merytorycznie uzasadnione, ale adwokaci obrońcy Tottenhamu mają prawo używać takich argumentów, jakie uznają za najlepsze.
Oskarżenie: "Zrobił to rozmyślnie, chciał tego trafienia"
Ci, którzy akceptują decyzję o rzucie karnym, mogą argumentować, że:
– Sissoko z premedytacją ułożył rękę ponad barkiem i potem równolegle do ziemi, ponieważ przewidział, że ustawiony w taki sposób Mane będzie próbował zagrać piłkę w jego kierunku, a wystawiona ręka zwiększa szanse na to, że piłka nie trafi do adresata podania,
– bez względu na intencje Sissoko, ręka była ułożona nienaturalnie, ponieważ zgodnie z koordynacją ruchową sportowiec, także piłkarz, nie biegnie ani nie idzie z ręką ułożoną poziomo lub nawet wyżej,
– Sissoko rzeczywiście został trafiony piłką kopniętą z małej odległości, ale nie było to mocne kopnięcie i piłka nie leciała zbyt szybko, więc gdyby Sissoko naprawdę chciał uniknąć kontaktu piłki z ręką, zareagowałby znacznie szybciej i albo schowałby rękę od razu, widząc u Mane zamiar kopnięcia piłki, albo zareagowałby natychmiast po tym, gdy dostrzegł, w jakim kierunku piłka została kopnięta,
– zagranie piłki ręką przez Sissoko miało wpływ na przebieg akcji, ponieważ zatrzymało podanie piłki do środka lub na prawe skrzydło, gdzie byli inni zawodnicy Liverpoolu, a w efekcie przerwało groźną akcję korzystną, więc oprócz rzutu karnego należała się również żółta kartka dla Sissoko,
– zgodnie z "Przepisami gry" jednym z podstawowych kryteriów oceny kontaktu piłki z ręką jest ułożenie ręki w danej sytuacji: naturalne jest argumentem na korzyść zawodnika, nienaturalne – argumentem za uznaniem kontaktu z ręką za zagranie niedozwolone.
Wyrok: "Kluczowe jest nienaturalne ułożenie ręki"
Dobrze, nie będą już dłużej trzymać Państwa w niepewności. Argumenty dla obrony Sissoko brzmią sensownie, ale zdecydowanie bliższe prawdy lub prawdziwe są argumenty na korzyść Liverpoolu i sędziego. Zgodnie z "Przepisami gry" i aktualnie obowiązującymi interpretacjami FIFA i UEFA w tej sytuacji kluczowe jest nienaturalne ułożenie ręki przez Sissoko. O jego intencjach można tylko gdybać. Nawet jeśli nie chciał zasłonić piłce ręką drogi do innego zawodnika Liverpoolu, to i tak do podyktowania rzutu karnego wystarczy tutaj fakt, że miał rękę ułożoną nienaturalnie do sytuacji, w jakiej się znalazł. To, zgodnie z "Przepisami gry", wskazuje na rozmyślność postępowania Sissoko. Nie podniósł ręki przypadkowo, więc nie dotknął piłki ręką przypadkowo. W takiej sytuacji zawodnik jest odpowiedzialny za swoje postępowanie.
Dla sędziów sytuacja była tak oczywista, że nawet nie było potrzeby, aby Skomina pobiegł do monitora i obejrzał powtórkę osobiście. Co widział, odgwizdał, a koledzy z VAR taką decyzję de facto zatwierdzili.
Ktoś mógłby czujnie zapytać: "No ale jak to? Przecież piłka trafiła w rękę po odbiciu się od klatki piersiowej, konkretnie od piersi, i dopiero potem odbiła się i otarła o rękę na prawie całej jej długości.".
Tak, ale inaczej należy interpretować odbicie piłki od innej części ciała i kontakt z ręką ułożoną naturalnie, a inaczej w sytuacji, gdy piłka odbija się od piersi czy jakiejkolwiek innej części ciała i trafia w rękę ułożoną nienaturalnie. W pierwszym przypadku sędzia nie ma prawa gwizdać, w drugim przypadku musi.
Kontestatorzy: "No ale przecież u nas karnego nie było"
Oczywiście adwokaci Sissoko mogliby tu przywołać argumenty podawane niedawno na obronę sędziego, który w innej sytuacji, ale po podobnej sekwencji odbić, nie pozwolił wykonać rzutu karnego w ważnym meczu Ekstraklasy. Przypomnijmy jednak, że ogromna większość obserwatorów i ekspertów uznała wtedy, że sędzia popełnił błąd odwołując rzut karny, a argumenty nielicznych obrońców arbitra... zweryfikowali w finale Ligi Mistrzów lepsi i bardziej doświadczeni sędziowie ze Słowenii oraz niemiecko-holenderski zespół bardzo doświadczonych arbitrów pracujących z systemem VAR. Wniosek z ich pracy jest jasny i powinien być w Polsce rozpowszechniony: odbicie piłki od klatki piersiowej nie może być usprawiedliwieniem dla zawodnika, gdy sam podejmuje ryzyko i świadomie nienaturalnie odchyla rękę dla zasłonięcia drogi piłce lecącej czy podczas wślizgu dla zatrzymania lub odbicia toczącej się piłki.
Każdy sędzia ma obowiązek respektować przepisy gry nawet wtedy, gdy kłócą się one z jego prywatną opinią lub z opinią jego szefa. To samo dotyczy wszystkich w piłce nożnej, tzn. powinno dotyczyć. Damir Skomina ze Słowenii zrobił to, co do niego należało, i z radością lub spokojem może oczekiwać informacji o wyznaczeniu na kolejny mecz w rozgrywkach międzynarodowych.