| Piłka nożna / Ekstraliga kobiet
Piłkarki Czarnych Sosnowiec wracają na tron. Dzięki wygranej z GKS Katowice w ubiegły weekend zapewniły sobie pierwsze od 21 lat mistrzostwo Polski. Dokonały tego, choć "po drodze" z racji kontuzji straciły kandydatki do tytułów MVP ligi (Lilyanę Kostovą) i królowej strzelczyń (Dżesikę Jaszek).
Sezon 2020/21 w wykonaniu ekipy z Sosnowca można rozdzielić na dwie części i postawić między nimi grubą kreskę. W pierwszej, na jesieni, drużyna działała niczym dobrze naoliwiona maszyna. Jej główny silnik stanowiła Kostova, potrafiąca czarować pod polem karnym i w trudnych sytuacjach niemal w pojedynkę nadawać rytmu grze. W świetnej dyspozycji była też Jaszek. Napastniczka zdobywała bramkę za bramką, a po kilku kolejkach była jedną z faworytek do tytułu królowej strzelczyń.
Od sierpnia do grudnia Czarne wygrały 11 meczów i zremisowały jeden. W tabeli miały sześć punktów przewagi nad drugim TME UKS SMS Łódź i aż dziesięć nad znajdującymi się na piątej pozycji obrończyniami tytułu – GKS Górnikiem Łęczna. Wiosna nie była dla nich mimo to tak spokojna, jak można było się spodziewać.
– W okresie przygotowawczym niemal cały zespół przechorował Covid. Przez 10 dni byliśmy praktycznie wyłączeni. Wiedzieliśmy, że to musi się odbić – że nadejdzie moment kryzysu. I nadszedł – tłumaczy Grzegorz Majewski, dyrektor sportowy Czarnych.
W rundzie rewanżowej klub musiał radzić sobie bez kontuzjowanych Kostovej i Jaszek. Ciężar gry starała się brać na siebie Weronika Zawistowska, mająca już wówczas świadomość, że gra ostatni sezon w Ekstralidze. Statystyki skrzydłowej jednak nie porywały. W całym sezonie zanotowała zaledwie sześć trafień. – Cieszy mnie, że chociaż w ostatnim czasie, po kontuzji, strzeliłam dwa gole i asystowałam. Czuję, że brakowało mi tych liczb. Robiłam różnicę na boisku, ale nie strzelałam. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Teraz dokładam cegiełkę od siebie. Taki mój wkład w mistrzostwo Polski – mówi nowa zawodniczka Bayernu Monachium.
Na boisku wyróżniały się Agnieszka Jędrzejewicz i Patricia Fischerova. W ofensywie nieźle spisywała się Martyna Wiankowska, która zdobyła 16 bramek – najwięcej w zespole. Receptą na sukces była jednak przede wszystkim szczelna defensywa, dzięki której Anna Szymańska na przestrzeni sezonu tylko ośmiokrotnie musiała wyciągać piłkę z siatki.
Psycholog na moment kryzysowy
Kryzys pojawił się na przełomie kwietnia i maja. Piłkarki Czarnych najpierw niespodziewanie przegrały u siebie z Medykiem Konin (1:3), a niedługo później zremisowały bezbramkowo z TME UKS SMS Łódź. – Przyszedł moment, w którym presja była olbrzymia. Nie potrafiliśmy sobie chyba z nią jako zespół poradzić. Potrzebowaliśmy pomocy psychologa – opowiada Majewski.
– To była jednorazowa sesja, która pozwoliła nam się nieco dźwignąć. Od przyszłego sezonu będziemy chcieli wzmocnić sztab właśnie o psychologa sportowego – dodaje dyrektor sosnowickiego klubu. Po dwóch "wpadkach" Czarne pewnie ograły Śląsk Wrocław (4:1) i GKS Katowice (1:0). Postawiły dzięki temu pieczęć na mistrzostwie Polski.
Feta i... zmiany w kadrze?
– Emocje po zwycięstwie nie do końca opadły. Świętowanie? Było, ale delikatne. Na maksa się nie "odpaliłyśmy" – śmieje się Zawistowska. – Musimy pamiętać, że mamy jeszcze mecz z Bydgoszczą, a później finał Pucharu Polski – dodaje.
Zasłużona feta w Sosnowcu z pewnością jednak będzie. I to już po sobotnim spotkaniu. – Po latach trzeba się nacieszyć. Miasto przygotowało trochę atrakcji. Myślę, że w kobiecej piłce jeszcze takiej fety po zdobyciu tytułu mistrzyń Polski nie było – twierdzi Majewski.
Czasu na zabawę nie będzie za dużo. Szybko trzeba będzie wrócić do rzeczywistości – chociażby po to, żeby dopiąć nowe kontrakty. Wiadomo, że Zawistowska odejdzie do Bundesligi. Umowy wraz z końcem sezonu wygasną też Szymańskiej, Wiankowskiej, Jędrzejewicz i Fisherovej. – Staramy się nie dopuścić do tego, żeby któraś z ważnych dziewczyn nas opuściła. Nowe kontrakty są już przygotowane. Jesteśmy dogadani i czekamy na ich parafowanie – zapewnia Majewski.
W zespole powinny pojawić się też nowe twarze. – Pracujemy nad tym od dwóch miesięcy. Mamy jedną reprezentantkę Polski. Nie mogę zdradzać personaliów, ale podpisaliśmy dwuletni kontrakt. Dołączy do nas 1 lipca. Nie ukrywam, że dwie inne kadrowiczki prowadzą z nami rozmowy – zdradza dyrektor sportowy Czarnych.
– Patrzymy też w kierunku zachodu. Nie ukrywajmy: trudno będzie o Polki, bo gdy tylko osiągają wysoki poziom, chcą raczej spróbować sił za granicą. Na szczęście pojawia się wiele ciekawych opcji. Zgłaszają się do nas reprezentantki kilku krajów – dodaje.
Wydaje się, że spośród Polek najbardziej łakomymi kąskami dla klubów Ekstraligi będą Nikola Karczewska, Kinga Kozak, Zofia Buszewska czy Paulina Tomasiak. Trzem pierwszym kończą się kontrakty. Umowa czwartej obowiązuje, ale możliwe, że nadszedł moment, by opuściła pierwszoligową UKS Weronica 3 Staszkówka Jelna. Szczególnie, że znajduje się w gronie powoływanych przez selekcjonerkę Ninę Patalon.
Czarni w drodze do Europy
Jako mistrzynie Polski, piłkarki Czarnych po raz pierwszy w historii zagrają w eliminacjach Ligi Mistrzyń. By awansować do fazy grupowej, będą musiały uporać się z trzema rywalami. Na pierwszym etapie dojdzie do "miniturniejów", w których o wygranych w półfinałach i finałach zadecydują pojedyncze spotkania. Na drugim etapie dojdzie do dwumeczów.
– Nie mamy planu minimum. Nie chcę wywierać niepotrzebnej presji, bo wiele zależy od losowania – mówi Majewski. Już na starcie ekipa z Sosnowca będzie mogła wpaść na mistrza Holandii (Twente), Włoch (Juventus) czy Norwegii (Valarenga). W play-off czekają natomiast zespoły ze Szwecji (Hacken), Czech czy Danii.
Mecz warty 300 tysięcy złotych
Nim sosnowiczanki rozpoczną walkę o Champions League, czeka je jeszcze bardzo ważne starcie. Finał Pucharu Polski to mecz o ogromne pieniądze. Zwycięstwo w tych rozgrywkach finansowo jest... znacznie cenniejsze niż mistrzostwo.
5 czerwca Czarne zmierzą się w Warszawie z TME UKS SMS Łódź. Zwyciężczynie otrzymają aż 400 tysięcy złotych. Przegranym przypadnie 100 tysięcy. Biorąc pod uwagę finanse w kobiecej piłce: to finansowa przepaść.
– Nie ukrywamy, że 400 tysięcy stanowi ogromny zastrzyk gotówki. Mimo to myślę, że i dla mnie i dla zarządu najważniejsze było mimo wszystko mistrzostwo. 21 lat byliśmy bez tego trofeum. Jego wywalczenie jest ważne dla prestiżu – przyznaje Majewski.
Bez wątpienia piłkarki obu zespołów będą maksymalnie zmotywowane, by sięgnąć po puchar. Szczególnie, że dla SMS-u trwający sezon również przebiega kapitalnie. Łodzianki w ostatniej kolejce ligowej zagrają z Górnikiem Łęczna o wicemistrzostwo kraju.