Coraz częściej powtarza się, że trenerem reprezentacji Polski siatkarek może zostać Vital Heynen albo Stephane Antiga. Szkoleniowcy sięgnęli z kadrą mężczyzn po złoto mistrzostw świata, a teraz chcą spróbować sił w nowym środowisku. Na ten temat w rozmowie z TVPSPORT.PL wypowiedział się Piotr Makowski, były selekcjoner biało-czerwonych.
Ostatnie dni w polskiej siatkówce są niezwykle "gorące". Po rezygnacji Jacka Nawrockiego zawodniczki z kadry narodowej czekają na "zbawiciela". Czy będzie nim Heynen? Belg nie widzi przeciwwskazań. Kibice, trenerzy i przedstawiciele PZPS będą mądrzejsi po wyborach, które zostaną przeprowadzone 27 i 28 września. Na tapecie pojawiła się także kandydatura Antigi. Na siatkarskim rynku jest coraz bardziej intensywnie...
Filip Kołodziejski: – Czego możemy się spodziewać po zmianie trenera w kadrze kobiet?
Piotr Makowski: – Tego, że potencjał, którym dysponujemy w końcu zostanie wykorzystany. Jest wiele młodych, perspektywicznych zawodniczek. Mistrzostwa świata w 2022 roku odbędą się między innymi w Polsce. Kto będzie kontynuatorem myśli szkoleniowej? Liczę, że zawodniczki dostaną zagranicznego trenera. Od wielu lat na to czekam.
– Jest pan zawiedziony ostatnimi latami?
– Nie. Olbrzymią pracę wykonał Jacek Nawrocki. Zespół jest gotowy, by grać jeszcze lepiej. Warunek jest jeden – wszystkie najlepsze zawodniczki powinny się pojawić na zgrupowaniu. Myślę przede wszystkim o Joannie Wołosz. Najlepszą siatkówkę panie grały, gdy ona była obecna.
– Jak można ocenić minionych sześć lat?
– Ciągła budowa zespołu. Wynikało to z różnych okoliczności. Wtedy, gdy zawodniczki zaczęły grać najlepiej w ostatniej dekadzie, pojawiły się nikomu niepotrzebne konflikty. To przeszkodziło w odniesieniu sukcesu w mistrzostwach Europy. Wszystko, co było zbudowane na bazie Wołosz zostało nieco zaprzepaszczone. W ostatniej dużej imprezie w tym układzie nie dało się więcej ugrać. Pokazały to gry poza grupą. Niczego więcej się nie spodziewałem. Wykonały normę.
– Pan chciałby zostać następcą Jacka Nawrockiego?
– Nie, nie. Zajmuję się innymi kwestiami. Miałem już swoją szansę. Prowadziłem kadrę w bardzo trudnym okresie. Nie narzekam. To był krótki okres, z wieloma kłopotami, na które nie mieliśmy wpływu, ale udało się podołać wyzwaniu. Potrzebny jest nam trener, który skonsoliduje środowisko. Formuła się wypaliła. Potrzeba nowego impulsu. Tak się dzieje w siatkówce. Sześć lat to ogrom czasu. Były wzloty i upadki. Panie doszły do wysokiego poziomu. Plasują się na poziomie 10-11 drużyny świata. To rezultat, który można poprawić. Nie musimy brać udziału w eliminacjach mistrzostw świata. Potrzebujemy przygotować najlepsze zawodniczki na imprezę docelową.
– Konflikt z trenerem przelał czarę goryczy?
– Wiele było pytań dlaczego Malwina Smarzek-Godek nie grała z Magdaleną Stasiak. Nie wszyscy wszystko wiedzieli. Nawrocki był bliżej zespołu. Powiem krótko: jeśli dziewczyny mają zagrać dobre mistrzostwa świata, muszą poczuć mocny impuls!
– Nie ma dnia bez rozmów o Vitalu Heynenie.
– Jeśli coś jest na rzeczy i to prawda, to może to być dobry kierunek. Ma brak doświadczenia w pracy z kobietami. Był jedynie mały epizod, ale jest klasowym szkoleniowcem. Najwyższa półka. Trener Nawrocki wcześniej też nie miał styczności z siatkówką kobiet. Mimo to podołał wyzwaniu przez pewien czas.
– Zainteresowany objęciem funkcji szkoleniowca jest także Stephane Antiga. Jak się pan na to zapatruje?
– Stephane ma bardzo duże doświadczenie. Jest medalistą mistrzostw Polski. Znam go. Wiem, że oddaje się pracy w 100 procentach. Nie jest takim showmanem jak Heynen, ale ma bardzo dobry kontakt z zawodniczkami. Umie z nich wycisnąć zdecydowanie więcej. Przy nim świetnie zaczęła grać między innymi Marta Krajewska. Rozkręciły się także Kanadyjki. Antiga to solidna propozycja dla polskiej federacji.
– Co może zagwarantować zagraniczny trener?
– Mamy taką specyfikę, że zawodniczki i zawodnicy większe zaufanie mają do zagranicznych szkoleniowców. Na rynku europejskim jest kilku dobrych fachowców. Jeśli chodzi o Polaków, to też się rozwijają, ale jeszcze nie czas na nich.
– Praca z kobietami bardzo różni się od trenowania mężczyzn?
– Tak. Siatkówka niby jest taka sama, ale z facetami jest prościej. Są krótsze rozmowy. Nie ma dywagacji. Nie ma kłótni. Wszyscy są nastawieni na grę. Nie rozpamiętują konfliktów. Liczy się rywalizacja dla kadry.
– My naprawdę mamy aż tak duży potencjał w gronie kobiet?
– Na podstawie ostatniego spotkania z Turcją było widać, że odstajemy fizycznie, ale to da się nadrobić. Mamy już doświadczoną Smarzek-Godek. Najlepsze lata ma dopiero przed sobą. Do tego dochodzą dobre środkowe. W lidze też jest potencjał na wyławianie zawodniczek do reprezentacji. Mamy też 2-3 dobre libero. Dziewczyny muszą się wzmocnić fizycznie i mentalnie.
– W kolejnych latach mogą się pojawić medale międzynarodowych imprez?
– Tak. Wierzę w to. Szkoła w Szczyrku pracuje na wysokich obrotach. Wszystko idzie w dobrym kierunku. Co roku pojawia się kilka zdolnych dziewczyn. Z roku na rok powinno być coraz lepiej.
0 - 3
USA
1 - 3
USA
0 - 3
Niemcy
2 - 3
Słowenia
3 - 0
Egipt
3 - 1
Argentyna