To był jeden z kluczowych momentów meczu Raków Częstochowa – Sporting Lizbona. Zaraz na początku meczu Zoran Arsenić doznał poważnej kontuzji, ale minęło kilka minut nim zastąpił go Jean Carlos. Sekundy później częstochowianie stracili gola na 0:1. Po meczu trener mistrzów Polski Dawid Szwarga tłumaczył, dlaczego ta zmiana trwała tak długo.
W piątej minucie meczu Viktor Gyokeres sfaulował Zorana Arsenicia. Początkowo Szwed otrzymał żółta kartkę, ale po analizie VAR kolor kartki został zmieniony na czerwony. Była ósma minuta meczu. Sędzia wznowił zawody, a Jean Carlos wszedł na boisko dopiero pod koniec trzynastej minuty. Chwilę później – po rzucie rożnym – Raków stracił gola.
Dlaczego ta zmiana trwała tak długo? – Jesteśmy w takim momencie, że wielu zawodników zmaga się z mikrourazami. Mieliśmy do podjęcia decyzję. Albo wpuszczamy zawodnika nierozgrzanego, który ledwie wrócił do gry po dwóch miesiącach przerwy z powodu zerwanego przywodziciela. Albo rozgrzać go porządnie i zwiększyć szansę, że wytrwa na boisku do końca. Chcieliśmy pomóc Carlosowi, by wszedł na boisko z czysta głową, w pełni gotowy do gry – tłumaczył Szwarga. – Rzut rożny to jeszcze nie bramka. To nawet nie sytuacja bramkowa. W meczu z Górnikiem Zabrze mieliśmy 12 rożnych, a gola nie zdobyliśmy. Gdy Sporting strzelał gola, byliśmy już 11 na 11. Inne rzeczy wpłynęły na stratę tej bramki – dodawał.
Już wiadomo, że kontuzja Arsenicia jest poważna. Prawdopodobnie doszło do złamania.
Z podobnych powodów Szwarga dość długo zwlekał z innymi zmianami. Nie miał na ławce wielu zdrowych zawodników, a i nie wszyscy przebywający na boisku byli kompletnie gotowi do gry. Gdyby wcześniej wyczerpał limit zmian, później mogłoby się okazać, że zabrakło możliwości manewru, gdyby komuś odnowiła się kontuzja.
Trenera mistrzów Polski najbardziej ucieszyła postawa jego drużyny w drugiej połowie. – W 30 ostatnich meczach Sporting przegrał tylko dwa razy, a w tym sezonie raptem raz. I nawet grając w osłabieniu niemal cały mecz, klasa rywala mogła doprowadzić do tego, że stracilibyśmy drugiego gola i byłoby dużo ciężej. Jestem w Rakowie już trzeci sezon i pamiętam, gdy graliśmy cały mecz w osłabieniu przeciwko Astanie, a potrafiliśmy wygrać. Albo odwrócić wynik meczu z Wisłą Kraków. Na pewno ta kartka wpłynęła na mecz. W drugiej połowie zepchnęliśmy przeciwnika do niskiej obrony i potrafiliśmy kreować z tego sytuacje. Zabrakło odrobiny cierpliwości, by niektóre okazje lepiej wykorzystać – powiedział Szwarga.
– Jestem zadowolony z drugiej połowy. Oczywiście, nadal było kilka elementów do poprawy, ale dobrze realizowaliśmy plan na mecz. Potrafiliśmy zachować kulturę gry, zepchnąć rywala do niskiej obrony i uwalniać piłkę do dośrodkowań, bo to był jedyny sposób wejścia w pole karne. Rywale mieli aż ośmiu zawodników w świetle bramki, w tym trzech stoperów. Było tam bardzo mało miejsca – zauważył.
Trener Rakowa ocenia, że kluczowe dla przebiegu drugiej połowy były dwie decyzje. Po pierwsze przejście na system gry z dwoma napastnikami. Po drugie zamiana skrzydłowych stronami. Ten drugi manewr mocno docenił trener gości. Ruben Amorim był pod wrażeniem, w jaki sposób Raków korzystał w drugiej połowie ze skrzydłowych.
Trener Sportingu mocno skomplementował Dawida Szwargę. – Graliśmy w pięciu obrońców i trzech pomocników, a Raków bardzo inteligentnie wykorzystał takie nasze ustawienie. Dobrze korzystali z dośrodkowań, zbierali dużo piłek. Nam udało się wytrzymać pierwsze 50 minut, potem w nasze szeregi wdarło się zmęczenie fizyczne ale też psychiczne. I ja to rozumiem. Nie powiem, że mamy słabszych skrzydłowych, ale po prostu dobrze korzystali z dośrodkowań – powiedział.
Portugalski dziennikarz pytał Szargę, czy bramka dla Rakowa padła po przećwiczonej akcji. – Kluczowe tu było posiadanie dwóch napastników na boisku. Ante Crnac zaabsorbował uwagę stoperów, a Fabian Piasecki znalazł miejsce między obrońcami i bramkarzem. To nie była akcja przygotowana pod ten mecz, a rozwiązanie, które stosujemy, gdy przegrywamy – tłumaczył trener Rakowa.
Tuż przed bramką na 1:1 trenerzy polskiej drużyny przekazali karteczkę, która trafiła do Frana Tudora. Co się na niej znajdowało? – Przekazaliśmy Franowi, by strzelili gola. Jak widać udało się – żartował Szwarga. Trener mistrzów Polski mocno liczy, że remis ze Sportingiem pozwoli jego piłkarzom uwierzyć, że są w tej grupie Ligi Europy zdobyć punkty taże w kolejnych meczach.
Trener Sportingu nie mógł być zadowolony z przebiegu spotkania. – Mecz był dla nas trudny od samego początku, bo graliśmy z inteligentnym zespołem, który dużą część meczu grał w przewadze. Mieliśmy swoje momenty, ale nie potrafiliśmy ich wykorzystać. W drugą połowę nie weszliśmy zgodnie z planem. Nie udało się podtrzymać jakości sprzed przerwy. Straciliśmy bramkę i uważam, że koncentracja nie była na odpowiednim poziomie – powiedział.
– Bramka padła w wyniku zamieszania. Powinniśmy w tej sytuacji zachować więcej spokoju. Nie wykorzystaliśmy faktu, że w drużynie rywala nie było żadnego zawodnika, który znałby język portugalski – dodał Amorim.
2 - 2
Fenerbahce
5 - 2
FC Twente
19:00
Bodoe/Glimt/Lazio
19:00
Lyon/Manchester United
19:00
Tottenham Hotspur/Eintracht Frankfurt
19:00
Rangers/Athletic Bilbao
18:00
Zwycięzca SF 2