Mateusz Wieteska od początku sezonu 2023/24 występuje w Cagliari. Wejście do Serie A ma nieco trudniejsze niż do Ligue 1, bo – jak sam przyznaje – to dużo lepsza liga. Przez całe eliminacje Euro 2024 stoper powoływany był do kadry, lecz w meczach barażowych zabrakło dla niego miejsca. Teraz ma niespełna dwa miesiące, by przekonać do siebie selekcjonera, którego bardzo ceni. – Za Michała Probierza do reprezentacji wróciła normalność – podkreśla w rozmowie z TVP Sport. Rozmowie prosto z Sardynii.
JAKUB POBOŻNIAK, TVP SPORT: – Jak wygląda życie na Sardynii?
MATEUSZ WIETESKA, obrońca Cagliari Calcio: – Żyje mi się bardzo dobrze. Jestem zadowolony z zmiany, którą podjąłem w poprzednim roku, jest to na pewno zmiana na lepsze. Pod względem życiowym nie mam na co narzekać. Ludzie są bardziej uśmiechnięci, serdeczni, komunikatywni. Dzięki temu czuję się tu bardzo komfortowo.
– Piłkę nożną da się odczuć tu w każdym miejscu. Murale, zdjęcia, flagi. Da się to też odczuć w Waszym życiu? Masz miejsca, w których na przykład nie płacisz za obiad, za kolację, czy za kawę?
– Jest odczuwalne to, że tutaj piłka jest na pierwszym planie. Gdzie się nie wyjdzie, ludzie z ulicy rozpoznają cię i będą chcieli zamienić z tobą słowo. Jeszcze nie miałem takiej sytuacji, że nie musiałem płacić, czy to za kawę, czy za jakąś kolację, ale przecież nie muszę z tego korzystać. Po prostu mam swoje pieniądze i mogę normalnie zapłacić za wszystko. Na pewno jednak to bardzo przyjemne, jak ktoś do ciebie podejdzie i wymieni po prostu parę zdań na temat piłki, klubu i życia w Cagliari.
– Gdzie do tej pory najlepiej było pod względem kibicowskim? Francja, Cagliari, Legia Warszawa?
– Wiadomo, że jestem wychowankiem Legii Warszawa i kibice w Legii są niesamowici, ale też muszę powiedzieć, że w Cagliari mamy bardzo fanatyczną grupę, która robi wrażenie. Bo czy to gramy u siebie, czy na wyjeździe, to grupa licznych fanów wspiera nas – i odczuwamy to na boisku. Na całej wyspie ludzie kibicują temu klubowi i gdzie się nie pojedzie, to można to odczuć i zobaczyć. Nasze symbole, nasze herby, murale poświęcone Cagliari. To jest wszędzie. Całe życie na Sardynii kręci się wokół właśnie tego klubu.
– A piłkarsko gdzie jest wyższy poziom? Ligue 1 czy Serie A?
– Serie A.
– Dlaczego?
– Jest bardzo wielu dobrych zawodników pod względem indywidualnym, ale też bardzo wielu zawodników rozwiniętych pod względem taktycznym. I mi się wydaje, że właśnie względy taktyczne robią delikatną różnicę. We Francji miałem wrażenie, że więcej jest sytuacji, gdzie mecze toczą się od bramki do bramki. A tutaj drużyny potrafią się bardziej zorganizować, bronić bardziej zespołowo. Nie mówię, że we Francji jest to na złym poziomie, ale po tym pierwszym półroczu w Serie A mogę powiedzieć, że w tym aspekcie jest różnica.
– We Włoszech jest też na początku trudniej o pierwszy skład. Rywalizacja w klubie jest na wyższym poziomie?
– Na pewno tutaj mam większą rywalizację niż w Clermont. Patrząc w przeszłość, wielu zawodników, którzy przychodzili do Włoch miało problemy, by w pierwszym sezonie złapać więcej minut. Na początku sezonu tych minut łapałem trochę więcej, teraz trochę mniej, ale czuję, że z miesiąca na miesiąc czuję różnicę w mojej pozycji w zespole. Praca, którą wykonuję przynosi efekty i wiem, że muszę być cierpliwy w czekaniu na swoją szansę.
– Od kogo się można najwięcej nauczyć?
– Teraz w drużynie mam Yerry’ego Minę, który przyszedł do nas w styczniu. Na środku obrony mamy bardzo dużą rywalizację, ponieważ mamy reprezentanta Grecji, Pantelisa Hatzidiakosa, Adam Obert też ostatnio grał w reprezentacji Słowacji, więc każdy naciska na miejsce w wyjściowym składzie. A na ten moment miejsca są dwa, bo gramy więcej formacją na czterech obrońców, niż na trzech stoperów, więc jest o co walczyć.
– Yerry Mina podśmiechiwał się, że strzelił gola Polakom na Mundialu?
– Zapytałem go, czy on pamięta tę sytuację. Powiedział, że pamięta, ale nic więcej nie powiedział.
– Czego się można nauczyć od takiego trenera jak Claudio Ranieri?
– Po tym pierwszym półroczu, na mnie największe wrażenie zrobiło, jak może oddziaływać na drużynę mentalnie. Jak może zmobilizować drużynę do tego, żeby w każdym meczu dawała z siebie wszystko, poświęcała się dla tych ludzi, dla tych kibiców na wyspie. Druga rzecz, którą chcę podkreślić, to nauka o poruszaniu się na boisku i tym kiedy ryzykować, a kiedy nie podejmować tego ryzyka. Na początku tego ryzyka więcej podejmowałem, ale w Cagliari mamy inny styl grania i musiałem się tego szybko oduczyć. Jeszcze mam czasami zapędy, gdzie po prostu ryzykuję niepotrzebnie zagranie jakiejś piłki, ale na szczęście jest tego coraz mniej.
– Takiego trenera jak Ranieri, który ma olbrzymie dokonania i długą karierę, traktuje się trochę inaczej?
– Jest na pewno bardzo szanowanym trenerem na wyspie, bo wiele zrobił dla tego klubu. Awansował w poprzednim sezonie do Serie A z Cagliari, gdzie po półmetku sezonu nie było powiedziane, że Cagliari w ogóle znajdzie się w gronie kandydatów do awansu. A on potrafił zbudować drużynę tak, że ten awans był. W tym sezonie mieliśmy taki moment, gdzie trener Ranieri powiedział, że odchodzi z zespołu. Chciał w nas wywołać taką dodatkową złość. My jako drużyna postawiliśmy się. Nie chcieliśmy, żeby odszedł. Stwierdziliśmy, że razem weszliśmy do Serie A, to i razem w niej zostaniemy. Bardzo mi się to podobało, jak drużyna stanęła za trenerem. I myślę, że w ostatnich meczach – w sumie od tego momentu – coraz lepiej punktujemy. Nie zmienił się trener, a zareagowaliśmy jakby się zmienił. Nowa-stara miotła sprawiła, że mamy coraz więcej punktów.
– Na tym można się wzorować i uczyć takiego stawania za trenerem, bo często się mówi, że to szatnia zwalnia trenera. Tutaj mamy odwrotną sytuację.
– Tutaj nie było takiej sytuacji. Byliśmy za tym, żebyśmy po prostu razem udźwignęli ten kryzys, bo na przełomie stycznia i lutego mieliśmy kilka meczów, gdzie nie udało nam się złapać punktów. A wiadomo, co wtedy się dzieje. Niektóre drużyny wtedy zaczęły nam odjeżdżać, ale zareagowaliśmy i wspólnie z trenerem utrzymaliśmy dystans do ekip z bezpiecznego miejsca. Teraz też wygraliśmy bardzo ważny mecz z Atalantą, który może dać nam chwilę spokoju. Mamy jednak jeszcze sześć ciężkich meczów i to na pewno nie jest jeszcze koniec.
– Myślisz, że pozostanie w Serie A to będzie dobry przyczynek do tego, żeby się znaleźć w kadrze na Euro?
– Żeby się znaleźć w kadrze na Euro, trzeba jak najwięcej grać. Ja walczę o te minuty każdego dnia na treningu. Wierzę, że będę mógł więcej czasu przebywać na boisku i żeby selekcjoner mógł zwrócić na mnie uwagę przed kolejnym zgrupowaniem. Wiem, że tych minut nie było zbyt dużo, ale wydaje mi się, że było ich więcej niż jak dostałem powołanie między październikiem a listopadem. Wiadomo, że teraz był trochę dłuższy okres bez reprezentacji, ale od stycznia gram coraz więcej minut, więc mogłem dostać powołanie na baraże, ale też nie jestem zaskoczony, że tego powołania nie dostałem. Rywalizacja na tej pozycji w kadrze jest dosyć duża. Na moje nieszczęście wszyscy moi koledzy grali w innych klubach, ale to dobrze, bo najważniejsze jest dobro reprezentacji. Selekcjoner wytypował innych, dlatego dla mnie to jest taki dzwonek, że trzeba coś zrobić, żeby zacząć grać regularnie.
– Ale ukłucia jakiegoś nie było, że byłeś z kadrą przy całych eliminacjach, a na barażach się nie znalazłeś?
– No to było mi trochę... trochę smutno, że nie mogę być z tą grupą, bo uważam, że mamy bardzo fajną grupę, silną grupę, która może zrobić dużo dobrych rzeczy. Nie udało mi się być przy tym awansie, który chłopaki zrobili w barażach, ale kibicowałem całym sercem przed telewizorem, więc byłem z nimi.
– Byłeś w tej kadrze podczas całych tych eliminacji. Jak się różniła ta kadra, chociażby pod względem atmosfery za czasów Fernando Santosa i za Michała Probierza?
– Za trenera Michała Probierza wróciła normalność, komunikatywność, rozmowa. Dyskusje toczyły się z całym sztabem i przede wszystkim z trenerem. Selekcjoner podchodził do każdego, chciał porozmawiać, zamienić kilka słów, żeby podtrzymywać każdego w dobrym duchu, w dobrej wierze. Tego wcześniej nie było. Wróciła normalność i to wydaje mi się było odczuwalne. W naszej grupie nigdy nie było złej atmosfery, ale czuliśmy, że potrzeba było kilku takich prostych zmian, żebyśmy w kadrze czuli się inaczej.
– Oglądałeś mecze barażowe, zapewne patrząc też trochę na konkurentów do składu. Po tych spotkaniach bardzo krytykowany był Jan Bednarek. Czy Ty tę krytykę rozumiesz?
– Ludzie przesadzają z krytyką wobec Janka Bednarka. Od jakiegoś czasu jest tak, że czego Janek nie zrobi, to i tak mu się dostaje. Mam wrażenie, że trochę za dużo na niego spadło ciężaru za to wszystko, co ostatnio się działo w kadrze. Nie wydaje mi się żeby to było dobre ani dla niego, ani dla reprezentacji. Uważam, że nie grał wcale tak złych zawodów, jak wszyscy oceniają. Koniec końców jednak trener zareagował, zmienił Janka na Bartka Salamona, który pokazał, że jest doświadczonym obrońcą, który w każdej chwili może wejść i pomóc reprezentacji, w momencie, kiedy coś na boisku nie pasuje selekcjonerowi.
– Masz wrażenie, że to właśnie ze środkiem obrony Michał Probierz może mieć największą zagwozdkę przed Euro? Jest was tam co najmniej kilku walczących o miejsce w kadrze.
– Akurat na tej pozycji mamy dużą rywalizację. Oprócz Kuby Kiwiora i Janka Bednarka, nikt nie wypracował sobie stałego miejsca, roli stałego bywalca w kadrze. Na środku obrony mamy dość sporą rotację, więc dlatego trzeba do końca walczyć o miejsce na Euro. Bo jest szansa.
– Czujesz, że jesteś blisko tego, żeby do tej kadry wejść, być w niej na dobre i grać?
– Czy blisko? Nigdy nie uważałem, że byłem blisko, bo choć zawsze jadąc na kadrę bardzo chciałem grać i pokazać, że zasługuję na to miejsce, to z tyłu głowy miałem świadomość, że jest kilku bardziej doświadczonych zawodników. Że to oni grali więcej w tej reprezentacji i że to na nich najprawdopodobniej postawi trener. Jeździłem na zgrupowania ze świadomością, że choć chciałbym więcej, to może kończyć się tak, że mogę być pomocą, ale z ławki.
– Przekonać selekcjonera do powołania na pewno nie jest łatwo. Sprawę utrudnia fakt, że ostatnio w Cagliari gracie czwórką obrońców, czyli dwoma stoperami, a selekcjoner stawia na trójkę? Jak duża jest to różnica w grze?
– Jest różnica, przede wszystkim w poruszaniu się, ale myślę, że selekcjoner pamięta mnie też z czasów Legii i Clermont, gdzie grałem w trójce obrońców. Także z Łotwą zagrałem w listopadzie w takim ustawieniu, więc trener wie, czego może oczekiwać ode mnie na tej pozycji. Nie uważam, żeby to był największy problem. Największym problemem są po prostu minuty. I to dobre minuty na boisku, bo nie można tylko grać i liczyć na powołanie, tylko trzeba też dobrze grać.
– Masz wrażenie, że to między zawodnikami, którzy grają w Serie A będzie toczyła się walka o wyjazd na Euro? Jest Sebastian Walukiewicz, jest Paweł Dawidowicz, jesteś ty, jest Bartosz Bereszyński. Trochę Was tutaj jest.
– Trochę nas tutaj jest. Największa kolonia, jeśli chodzi o zagraniczny kraj. Myślę, że może tak się rozstrzygnąć, że będziemy rywalizować ze sobą o to miejsce.
– Cztery mecze w kadrze przez dwa lata to jest dużo mało przy tylu powołaniach?
– Chciałoby się więcej.
– Co czuje zawodnik, który jedzie na duży turniej i nie ma okazji tam zagrać? Dokładnie w takiej sytuacji byłeś na mundialu.
– W każdym momencie byłem przygotowany, żeby pomóc reprezentacji, żeby spełnić swoje marzenie. Miałem tę przyjemność, że pojechałem na wielki turniej i chciałbym na pewno to powtórzyć. I tutaj w klubie zrobię wszystko, żeby było więcej minut, to może i na turnieju też będzie.
– Gdy pojawi się informacja o powołaniach na Euro i będzie tam Mateusz Wieteska, jaka będzie twoja pierwsza reakcja?
– Będę dumny i szczęśliwy na pewno, że moja praca i cierpliwość nie poszły na marne. Mam nadzieję, że tak się to wszystko ułoży.
– A potem będzie walka, żeby zrobić ten krok do przodu i zagrać na turnieju?
– Tak, tak, tak. To jest moim zdaniem też naturalne, że każdy, kto jedzie na taki turniej, chciałby mieć jakiś wkład w drużynę. Ale jeszcze nie wybiegajmy tak daleko w przyszłość. Mam dwa miesiące na to, żeby spróbować przekonać selekcjonera do tego, żeby moje nazwisko znalazło się w powołaniach.
– To jeszcze na koniec spytam o Legię Warszawa. Wiemy, że w Legii się dużo podziało i wiemy, że dalej śledzisz to, co dzieje się w twoim dawnym klubie. Co sądzisz o tej sytuacji?
– Nie chciałbym wyrokować, czy decyzja o zmianie trenera była dobra, czy nie, ale koniec końców najważniejsze, żeby na koniec sezonu Legia była na jak najlepszym miejscu w lidze. Miejmy nadzieję, że władze klubu po prostu wiedzą, co robią.
– Możemy sobie zażartować, że jest was tutaj dwóch legionistów, bo w pierwszej drużynie jesteś ty, a w Primaverze gra Antek Wodzicki, piłkarz, który też w Legii się wychowywał. Primavera w Cagliari to jest dobre miejsce dla rozwoju zawodnika?
– Włoska Primavera to doskonała liga do tego, żeby się pokazać w tym rejonie Europy. Nie oglądałem może wielu meczów, ale kilka razy jak Primavera grała u siebie spoglądałem i uważam, że ci młodzi chłopcy prezentują bardzo fajny poziom.
– Rodaka miałeś okazję oglądać?
– Miałem okazję oglądać, czasami trenujemy też razem.
– I jakie masz wrażenia?
– Uważam, że jest potencjał.