| Koszykówka

Mateusz Ponitka: ludzie docenili mój wkład w sukces reprezentacji [WYWIAD]

Mateusz Ponitka (Ś) (fot. Getty)
Mateusz Ponitka (Ś) (fot. Getty)

Podczas mistrzostw świata był liderem reprezentacji Polski koszykarzy, teraz z powodu kontuzji zabraknie go w meczach eliminacji EuroBasketu 2021. Mateusz Ponitka opowiedział nam o powrocie do Euroligi, sukcesie w Chinach i życiu w Rosji. – Było mi miło, kiedy na Gali Mistrzów Sportu inni sportowcy podchodzili i gratulowali występu na MŚ. Miałem wtedy poczucie, że nasze mecze odbiły się sporym echem – powiedział. Transmisje spotkań z Izraelem i Hiszpanią w TVP Sport, aplikacji i TVPSPORT.PL.

DALSZĄ CZĘŚĆ PRZECZYTASZ POD REKLAMĄ
"Podchodzono do nas z niechęcią". Po Polaka zgłaszało się NBA

Czytaj też

Dominik Tomczyk (fot. PAP/Adam Hawałej)

"Podchodzono do nas z niechęcią". Po Polaka zgłaszało się NBA

Hubert Błaszczyk, TVPSPORT.PL: – Jesteś kontuzjowany, przez co nie możesz wziąć udziału w dwóch najbliższych spotkaniach reprezentacji Polski. Kiedy wrócisz do gry?
Mateusz Ponitka: – Od wystosowania oficjalnego komunikatu nic się nie zmieniło. To będzie sześć tygodni przerwy. Będę starał się niedługo zacząć delikatnie obciążać kostkę. Raczej trudno spodziewać się, żebym wcześniej wrócił na parkiet.

– Nie oszczędzają cię w tym sezonie urazy. Ciało nie zdążyło się zregenerować po intensywnych mistrzostwach świata czy to po prostu pech?
– Myślę, że wszystkiego po trochu. Nic nie dzieje się przez przypadek. W tym momencie ciało daje mi ostrzeżenie, że powinienem trochę zwolnić i odpocząć. Na mistrzostwach świata i w klubie byłem postacią, która spędzała dużo minut na boisku. Traciłem sporo energii i wydaję mi się, że tu gdzieś może być klucz. Ale z drugiej strony nie mogłem przewidzieć, że dostanę z kolana w głowę i będę miał wstrząs mózgu. Tym bardziej, że w tym stanie dokończyłem mecz. Z tym skręceniem kostki to też dziwna sytuacja. Przez wiele lat nie miałem żadnych problemów. Biorąc pod uwagę mój styl gry i charakter to i tak długo nie było żadnych kontuzji. Mam nadzieję, że na tym się zakończy.

– To lato było szalone. Z mistrzostw świata niemal od razu poleciałeś na zgrupowanie Zenita w Maladze. Potrzebowałeś dużo czasu, żeby zeszło zmęczenie, które nawarstwiało się podczas mistrzostw świata?
– Na pewno. Zauważyłem, że cały ten cykl – Chiny, później klub – odbił się na mojej formie, która falowała. Miałem dwa, trzy świetne mecze, a później jeden lub dwa słabsze. I tak to wyglądało przez pewien czas. Ciężko było utrzymać równą formę przy takim zmęczeniu i eksploatacji organizmu. Łatwiej byłoby, gdybym był przygotowany do sezonu, w którym muszę zagrać ponad 60 meczów. Do momentu kontuzji rozegrałem 48 lub 49 spotkań. Sprawdziłem z ciekawości i na tym etapie sezonu tyle nie grali nawet w NBA. To musiało gdzieś wyjść. Przytrafiły mi się te dwie kontuzje. Ciężko też złapać świeżość. To wszystko dzieje się bardzo szybko – lot, mecz, powrót, trening i kolejne spotkanie. Przy takim natłoku meczów i minut nie jest łatwo grać na równym poziomie. Tym bardziej, że 20 dodatkowych meczów rozegrałem z reprezentacją. Teraz czas na chwilę odpoczynku. Na pewno jeszcze w tym sezonie wrócę do gry. Jeśli nie będzie cudu, to na początku marca. Mam nadzieję, że będzie świeżość i siła na play-offy.

"Podchodzono do nas z niechęcią". Po Polaka zgłaszało się NBA

Czytaj też

Dominik Tomczyk (fot. PAP/Adam Hawałej)

"Podchodzono do nas z niechęcią". Po Polaka zgłaszało się NBA

Do momentu kontuzji rozegrałem 48 lub 49 spotkań. Sprawdziłem z ciekawości i na tym etapie sezonu tyle nie grali nawet w NBA.

– Mam wrażenie, że tutaj dużo szybciej niż w Lokomotiwie wywalczyłeś sobie ważną rolę w zespole.
– Rozmawiałem na początku wakacji z trenerem Joanem Plazą. Wiedziałem, że będę miał większą rolę w zespole. Fajnie się to wszystko złożyło, bo później Zenit otrzymał dziką kartę do Euroligi. Mogę zebrać większe doświadczenie na europejskich parkietach. Nie tylko w lidze VTB, która jest w tym roku bardzo silna. W Lokomotiwie drużyna była zbudowana inaczej. Tam trochę bardziej patrzono na wysokość kontraktów, które musieli egzekwować trenerzy i prezesi. Kładli większą odpowiedzialność na najlepiej zarabiających zawodników. Byłem trochę z boku, ale moja sytuacja też się zmieniła. Rozegrałem dobry sezon w VTB i Eurocupie z Lokomotiwem, później miałem świetne mistrzostwa świata. Przychodziłem do Zenita trochę z innego pułapu.

– Jak przebiegła aklimatyzacja? Pomógł rok w Rosji?
– Dla mnie nie ma problemu, żeby wkomponować się w zespół. Potrzebuję na to kilku tygodni. Grałem wcześniej z dwoma zawodnikami – Dmitrijem Chwostowem i Timem Abromaitisem. Z resztą gdzieś się mijaliśmy, jak na przykład z Coltonem Iversonem, który grał rok po mnie w Karsiyace i na Teneryfie. Byłem już w Turcji, Hiszpanii, Rosji, znam też wielu koszykarzy z czasów w Belgii. Mamy wszyscy, o czym rozmawiać. Ja też nie jestem dla nich anonimową postacią. W Zenicie jest wzajemny szacunek do umiejętności. Aklimatyzacja nie była jakaś szczególnie trudna. Tym bardziej, że mówię trochę po rosyjsku i rozumiem, co do mnie mówią. Jestem trochę inaczej traktowany niż zagraniczni zawodnicy. Większość z nich nie zna rosyjskiego alfabetu. Rosjanie traktują mnie jak swojego. Jest też ze mną moja rodzina. Gdy grałem w Lokomotiwie, byłem sam. Czuję się tutaj dobrze.

– Zenit to nowy klub na koszykarskiej mapie. Numerem jeden w mieście jest piłkarski odpowiednik, który gra rokrocznie w Lidze Mistrzów. Jak wygląda zainteresowanie koszykówką w mieście?
– Tak, byłem nawet na dwóch meczach Ligi Mistrzów. Trochę szkoda, że przegrali w ostatniej kolejce fazy grupowej w Lizbonie, bo zespół, który awansował w miejsce Zenita, zagra z Juventusem. Fajnie jakby przyjechał tutaj Cristiano Ronaldo i można by było zobaczyć go na żywo. Jeśli chodzi o koszykówkę, to jest świeży zespół. Kiedyś to było Dynamo Moskwa, które zostało przeniesione do Petersburga. Mamy dużego sponsora – Gazprom. To na pewno pomogło w negocjacjach o dziką kartę do Euroligi. Pierwszy rok w tych rozgrywkach jest na pewno trudny, bo wszystkiego się uczysz. Budują się poważne struktury organizacyjne i zespół. Wszystko na razie raczkuje, ale w ciągu kilku lat tutaj może być solidny euroligowy klub z dobrym zapleczem treningowym i socjalnym. Władze klubu idą w dobrą stronę. Inwestuje się bardzo mocno w rozwój, są też grupy młodzieżowe. To wszystko jest robione według jakiejś wizji, która bardzo mi się podoba. Cieszę się, że mam szansę być w tym zespole. Mam nadzieję, że kolejne lata w Petersburgu będą równie ciekawe.

Mateusz Ponitka (fot. Getty)
Mateusz Ponitka (fot. Getty)

– Wróciłeś do Euroligi, która skupia 18 najlepszych zespołów w Europie. Zmienił się format i praktycznie każde spotkanie jest wielkim widowiskiem. To małe NBA.
– Zgadzam się z Sarunasem Jasikeviciusem, który powiedział, że to druga najlepsza liga świata. Nie jest łatwo, co widzę po sobie. Jeżeli łapie cię zmęczenie i nie jesteś w stanie być przygotowany fizycznie w stu procentach do następnego meczu, a czasami są one grane co 48 godzin, to będzie twój słaby mecz. Czasami wypruję się fizycznie w dwóch meczach i te kolejne dwa są bardzo ciężkie. Jest robiony bardzo dobry skauting, po dobrych meczach wszyscy nastawiają się na ciebie. Rywale w Eurolidze to też nie są zawodnicy, których można łatwo przepchnąć czy obiec. Poziom jest bardzo wysoki. Koszykarze, w każdym zespole, są wyselekcjonowani bardzo starannie i nie bez powodu płaci się im potężne pieniądze. Później tak to wygląda, że te spotkania są emocjonujące, obfitują w zmiany wyników i ciekawe historie. Ten sezon jest najciekawszym w historii Euroligi. Praktycznie co roku tak jest. Wydaje mi się, że idzie to wszystko w dobrą stronę i mam nadzieję, że liga dalej będzie się rozwijać.

– Władze klubu stawiały wam cel przed tymi rozgrywkami?
– Zawsze się go stawia, ale kwestia jest taka, że my musieliśmy wejść w Euroligę i zrozumieć, gdzie jest nasze miejsce. Przystępowaliśmy do rozgrywek z dziką kartą, czyli tak naprawdę z miejsc 17-18. Na pewno nie myśli się wtedy o Final Four. Dla nas super osiągnięciem byłaby dziesiąta lub jedenasta pozycja. Ale w tym roku Euroliga jest tak ściśnięta, że jesteś na przedostatnim miejscu, a wygrasz trzy mecze i wskakujesz na dziesiąte. Zespoły są bardzo wyrównane, a sezon bardzo długi. Wystarczy, że z zespołu z powodu kontuzji wypada dwóch zawodników i przegrywasz trzy, cztery spotkania. Niemal niemożliwe jest nadrobić takie straty. Uważam, że to doskonałe okno wystawowe dla koszykarzy. Można pokazać, że radzisz sobie na takim poziomie. Z tego mogą urodzić się kolejne rzeczy, ale najpierw trzeba udowodnić swoją wartość.

– Trener Plaza mówił przed sezonem, że będzie chciał cię rozwinąć jako zawodnika. Jak wyglądała ta współpraca (nowym trenerem Zenita został w niedzielę Xavi Pascual)?
– Czuję, że robię rzeczy, których wcześniej nie robiłem tak dużo lub po prostu nie miałem możliwości zaprezentować tego, co umiem. Były mecze, w których brałem odpowiedzialność za zespół. Trener mi ją dawał. Wydaje mi się, że w tych momentach starałem się dobrze wywiązać z tego zadania. Dużo trenujemy nad grą zespołową, ale są też zajęcia indywidualne. Wiem, co bym chciał poprawić w swojej grze, żeby móc występować na wielu pozycjach, a przede wszystkim dawać zespołowi to, co jest potrzebne w danym momencie. Nigdy nie miałem problemów z trenerami, dlatego współpracowało się dobrze. Z liczby minut można wywnioskować, że trener też cenił sobie moją osobę.

Johannes Voigtmann (L) i Mateusz Ponitka (P) (fot. Getty)
Johannes Voigtmann (L) i Mateusz Ponitka (P) (fot. Getty)

– Po mistrzostwach świata wpisałeś się w świadomość nie tylko kibiców, ale też rywali. Czujesz, że obrona jest bardziej skupiona na tobie?
– Były takie sytuacje. W Kownie zagrałem świetną drugą połowę, a później w dogrywce pomogłem zespołowi wygrać mecz. Później w kolejnym spotkaniu z CSKA grałem przeciwko najlepszemu obrońcy, wiedzieli też, kiedy odcinać mnie od podań. To jest widoczne, ale najlepsze zespoły nie mogą sobie pozwalać na głupie porażki. Staramy się walczyć w Zenicie z tymi gigantami. Na pewno jeśli będą kolejne sezony, to wyniki też staną się lepsze. Nie ma możliwości wejść teraz do Euroligi i regularnie ogrywać etatowych uczestników u siebie i na wyjeździe, a później awansować do Final Four. Skauting jest bardzo staranny. Zespoły przygotowują się pod konkretnych zawodników. My też to robimy, ale przyjeżdża Vassilis Spanoulis i mimo że wszystko o nim wiesz, nadal rzuca trzydzieści punktów. To jest już troszkę inny poziom. Na pewno miło, kiedy rywale przygotowują się pode mnie. To oznacza, że mogę dać zwycięstwo zespołowi.

– Jeśli już wspomniałeś o Kownie, to właśnie tam zagracie w kwalifikacjach olimpijskich. To bardzo gorący teren, atmosfera robi wrażenie. Tobie jednak udało się uciszyć fanów Żalgirisu. Lubisz grać w takich warunkach?
– Rzeczywiście fajnie potoczył się ten mecz w Kownie. Nie jestem w stanie powiedzieć dlaczego, ale lubię te spotkania, w których kibice bardzo wspierają gospodarzy. Walczy się wtedy nie tylko z przeciwnikami, ale też tłumem, który jest przeciwko tobie. Mnie to dodatkowo motywuje. Miło też wspominam spotkania z Olympiakosem i Fenerbahce. Tam też było sporo ludzi na trybunach.

– Na mistrzostwach świata dostarczyliście wiele radości kibicom koszykówki. Niesamowity mecz z Chinami, później z Rosją – wracasz do tego czasami?
– Nie, pod koniec roku obejrzeliśmy z żoną od drugiej kwarty mecz z Chinami. Mam tutaj polską telewizję, więc czasami coś sobie obejrzymy. To są fajne przeżycia, ale na pewno człowiek teraz na to inaczej patrzy. Kiedy tam byliśmy, to koncentrowaliśmy się tylko na najbliższym meczu. Teraz to miłe wspomnienia, które mam nadzieję zostaną na długo w naszej pamięci.

– Mecz z Chinami nazwałbyś najlepszym w karierze?
– Reprezentacyjnej czy tak ogólnie?

– Reprezentacyjnej. Włączając w to klubowe spotkania pewnie musiałbyś się dłużej zastanowić...
– Trochę tych dobrych meczów mimo wszystko było. I tych historycznych i niehistorycznych. Nie chcę teraz zabrzmieć jak Michael Jordan, ale mam kilka takich, o których jak pomyślę, to ciarki przechodzą przez szyję. Jeśli chodzi o kadrę to wymieniłbym ten z Chinami i później z Rosją. Ale patrząc na przebieg całego turnieju trzeba też docenić wygraną nad Wenezuelą. To przecież też był trudny mecz. Rywale zaczęli bardzo dobrze, trafiali wszystko za trzy punkty. Nie mogliśmy złapać rytmu, była trema, wielka hala i otoczka mistrzostw świata. Szukaliśmy cały czas siebie i optymalnego ustawienia. To była przepchnięta wygrana, ale jakże ważna. Inaczej zaczyna się turniej od 1-0, a inaczej od 0-1. Dużo jest takich meczów, które miło wspominam, tak jak z Chinami czy Rosją. Ten przeciwko gospodarzom mistrzostw świata to pewnie najlepszy z kadrą. Ale klubowo? Też były różne spotkania, które mają swoje historie. To trochę jak z muzyką. Idziesz i słuchasz jakiegoś kawałka, którego nie słyszałeś przez dziesięć lat i nagle on przywołuje skojarzenia. Myślę, że w tym kontekście jest podobnie.

MŚ: na przekór ścianom. Chiny – Polska [SKRÓT]
(fot. PAP)
MŚ: na przekór ścianom. Chiny – Polska [SKRÓT]

– Z punktu widzenia zainteresowania kibiców mecz z Chinami odegrał jednak dużą rolę. Dogrywką śledziło ponad milion osób, powtórki kluczowych akcji były w wielu telewizjach. Ludzie, którzy wcześniej nie byli sympatykami dyscypliny, śledzili turniej.
– Było mi miło, kiedy na Gali Mistrzów Sportu inni sportowcy podchodzili i gratulowali tego turnieju. Miałem wtedy poczucie, że nasze mecze odbiły się sporym echem. Mam nadzieję, że możemy dalej wspólnie budować kolejne przeżycia, przechwyty, wsady i rzuty za trzy. Chciałbym, żeby ten turniej był kołem napędowym i dzieciaki śledziły nasze losy i grały w koszykówkę. Czas dopiero pokaże czy tak się stanie. Dowiemy się tego za pięć, dziesięć, a może nawet piętnaście lat. Wtedy będziemy wiedzieli czy sukces przełożył się na dynamikę rozwoju koszykówki w Polsce.

– Jako pierwszy koszykarz znalazłeś się w dziesiątce najlepszych sportowców Polski. Przykładasz wagę do tego typu wyróżnień?
– Jest to miłe. Człowiek nie spodziewałby się, kiedy siedzieliśmy w szkolnej ławce, że za dziesięć lat będzie siedział przy jednym stole z Robertem Lewandowskim, Agnieszką Radwańską czy Bartoszem Zmarzlikiem. Wiemy, że nasz sport nie jest bardzo popularny, a o sukcesy w nim jest trudniej niż w wielu dyscyplinach. To super uczucie, że jestem jednym z dziesięciu. Ludzie docenili mój wkład w sukces reprezentacji. Jest to fajne, aczkolwiek będę się tym cieszył pewnie dopiero po zakończeniu kariery. Mój harmonogram wygląda obecnie tak, że gram mecz, jedziemy do hotelu i na lotnisko, później znowu trening, dom i mecz. Nie mam czasu, żeby czerpać satysfakcję z tego wszystkiego. Z tego miejsca mogę tylko podziękować wszystkim osobom, które się do tego przyczyniły. Przede wszystkim kibicom za głosy i wsparcie. Bez zespołu jednak by tego nie było. Koledzy mi bardzo pomogli. Uznanie też dla sztabu szkoleniowego, prezesa i związku. Wszyscy się na to złożyli. To nie jest tak, że tylko ja zdobywałem punkty, wykonałem przechwyt i trafiłem wolnego. Musiałbym pociąć tę nagrodę na milion kawałków i każdemu rozdać. To jest też ich zasługa.

– Przed kadrą nowe wyzwania, w tym eliminacje EuroBasketu 2021 i kwalifikacje olimpijskie. Wiadomo, że nie zagrasz z Izraelem i Hiszpanią. Pamiętasz, kiedy ostatnio zabrakło cię w reprezentacji?
– W meczach o punkty? Nie pamiętam za dobrze, ale to musiało być na EuroBaskecie 2011. Rok później grałem już w eliminacjach do następnych mistrzostw Europy. To były moje pierwsze mecze o punkty.

– Gdybyś był zdrowy, zagrałbyś z Hiszpanią? Mecz z Izraelem kolidował ze spotkaniem Zenita w Eurolidze.
– Były takie rozważania odnośnie meczu z Hiszpanią. Mieliśmy rozmawiać z klubem i związkiem. Przeszkodziła kontuzja i nie udało się dociągnąć tego tematu do końca.

Zobacz też
Drużyna Polaka nie zagra w finale europejskiego pucharu
Mateusz Ponitka (fot. Getty Images)

Drużyna Polaka nie zagra w finale europejskiego pucharu

| Koszykówka 
Rekord Sereny Williams znacznie pobity przez 23-latkę
Caitlin Clark (fot. Getty Images)

Rekord Sereny Williams znacznie pobity przez 23-latkę

| Koszykówka 
To już jest koniec. Drużyna Polaka nie zdobędzie trofeum
Igor Milicić junior nie zdobędzie mistrzostwa NCAA (fot. Getty).

To już jest koniec. Drużyna Polaka nie zdobędzie trofeum

| Koszykówka 
Sochan robił co mógł, ale Spurs znów przegrali
Jeremy Sochan (fot. Getty Images)

Sochan robił co mógł, ale Spurs znów przegrali

| Koszykówka 
Kadrowicz może przejść do historii. Żaden Polak tego nie zrobił
Igor Milicić junior powalczy o mistrzostwo NCAA (fot. Getty).

Kadrowicz może przejść do historii. Żaden Polak tego nie zrobił

| Koszykówka 
wyniki
terminarz
Wyniki
dzisiaj
Koszykówka

LA Clippers

New Orleans Pelicans

Oklahoma City Thunder

Detroit Pistons

Denver Nuggets

San Antonio Spurs

Dallas Mavericks

Atlanta Hawks

Houston Rockets

Utah Jazz

Boston Celtics

Miami Heat

Cleveland Cavaliers

New York Knicks

Indiana Pacers

Charlotte Hornets

Terminarz
dzisiaj
Koszykówka

AMW Arka Gdynia

15:30

PGE Spójnia Stargard

Żalgiris Kowno

17:00

Partizan Mozzart Bet Belgrad

AS Monaco

17:00

P. Aktor Ateny

Maccabi Playtika Tel Awiw

18:30

Bayern Monachium

Real Madryt

19:00

Paris Basketball

jutro
Koszykówka

P. 76ers

23:00

Milwaukee Bucks

Washington Wizards

23:00

Orlando Magic

Miami Heat

23:30

Memphis Grizzlies

Najnowsze
Kluczowa zmiana. Lech stracił swój największy atut
nowe
Kluczowa zmiana. Lech stracił swój największy atut
Radosław Laudański
Radosław Laudański
| Piłka nożna / PKO BP Ekstraklasa 
Ali Gholizadeh i Radoslaw Murawski (fot. Getty)
Finał LM znów nie dla nas. Awaria na autostradzie [KOMENTARZ]
Viktor Hallgrimsson z Orlen Wisły Płock i Benoit Kounkoud z Industrii Kielce (fot. Getty Images)
polecamy
Finał LM znów nie dla nas. Awaria na autostradzie [KOMENTARZ]
(fot. TVP)
Damian Pechman
Kiwior zagra z Realem?! Olbrzymia szansa przed Polakiem
Na głównym planie: Jakub Kiwior (fot. Getty Images)
nowe
Kiwior zagra z Realem?! Olbrzymia szansa przed Polakiem
FOTO
Wojciech Papuga
Japoński powrót. Zobacz obsadę sędziowską 27. kolejki Ekstraklasy
Obsada sędziowska 27. kolejki PKO BP Ekstraklasy 2024/25. Sprawdź, kto poprowadzi mecze [LISTA]
Japoński powrót. Zobacz obsadę sędziowską 27. kolejki Ekstraklasy
| Piłka nożna / PKO BP Ekstraklasa 
Nie ma wątpliwości co do Świątek. "Doktor Jekyll i pani Hyde"
Iga Świątek nie ma za sobą najlepszego czasu (fot. Getty)
Nie ma wątpliwości co do Świątek. "Doktor Jekyll i pani Hyde"
fot. Facebook
Sara Kalisz
Wielkie kontrowersje w Pucharze Króla. Sędzia znalazł wymówkę
Od tyłu korkami wyprostowanej nogi prosto w okolicę ścięgna Achillesa – taki był faul Cesara Azpilicuety na Raphinhi. (fot. Getty/TVPSPORT.PL)
Wielkie kontrowersje w Pucharze Króla. Sędzia znalazł wymówkę
Fot. TVP
Rafał Rostkowski
Niezbędnik kibica Ekstraklasy. Sprawdź szczegóły 27. kolejki
Niezbędnik kibica 27. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Terminarz, wyniki i przewidywane składy (4.04.-7.04.2025)
Niezbędnik kibica Ekstraklasy. Sprawdź szczegóły 27. kolejki
| Piłka nożna / PKO BP Ekstraklasa 
Do góry