Przez kontuzję pleców stracił 1/3 czasu podczas przygotowań do halowego sezonu. Cały czas mierzy jednak w medale najważniejszych imprez. Konrad Bukowiecki opowiada o przeciwnościach, które go napotkały i rywalizacji z Michałem Haratykiem.
Filip Kołodziejski, TVPSPORT.PL: – Ostatnie starty były satysfakcjonujące?
Konrad Bukowiecki: – Kurczę, nie ma co ukrywać... Nie jestem w najlepszej formie w życiu. Jest to spowodowane tym, że przez ponad miesiąc nie robiłem nic, przez kontuzję. Siłą rzeczy, nie da się nadrobić tego straconego czasu w parę dni. Wykonuję wszystko, najlepiej jak mogę. Wychodzi to coraz lepiej. Nie jest to jednak poziom, z którego jestem zadowolony.
– Chodziło o uraz pleców?
– Tak. Coś się stało. Cztery tygodnie z głowy. Na ten moment nie czuję dyskomfortu. Jestem już na szczęście zdrowy. Zostały niecałe dwa tygodnie do halowych mistrzostw Europy. Wierzę, że jeszcze dam radę z siebie coś wykrzesać.
– Był głód powrotu?
– Wyszło tak, że przez kontuzję nie odpuściłem żadnego startu. Uraz pojawił się w grudniu. Do koła wróciłem na początku lutego. W połowie stycznia byłem już gotowy do treningu. Nie wszedłem w starty z formą, którą chciałby.
– Pojawiały się momenty zawahania?
– Niekoniecznie. Kłopot był w tym, że przerwa w przygotowaniach trwała długo. 1/3 z nich wypadła. Nie da się tego nadgonić. Brakuje liczby pchnięć, treningów motorycznych, siłowych i sprawnościowych. Wiedzę jednak, że jest coraz lepiej. Wrócę na dobre tory.
– Zrobiliście duże oczy, kiedy zobaczyliście halowy rekord świata Ryana Crousera (22,82 metra)?
– Nikt inny nie mógł tego zrobić. To była kwestia czasu. Według mnie, Ryan był na to przygotowany już wcześniej. Wielki szacunek. To, co wyprawia w kole jest niesamowite.
– Na igrzyskach może być jeszcze dalej?
– Jest taka szansa. Tym bardziej, że zawodnicy z USA teraz, a kiedyś, bardzo się różnią. Dziesięć lat temu, najlepsi tak dobre wyniki uzyskiwali raz-dwa razy do roku. Crouser na każdym starcie pcha "grubo" ponad 22 metry. Jest najlepszych zawodnikiem w pchnięciu kulą w historii. Nie jest jednak niepokonany. To pokazały na przykład ostatnie MŚ w Doha (wygrał Joe Kovacs – przyp. red.). Trzeba pchać bardzo daleko, żeby się do niego zbliżyć.
– Czym się mogą różnić ich przygotowania w USA?
– Tam to bardzo popularny sport. U nas niekoniecznie, wśród młodzieży. Większość młodych osób w Polsce chce zostać piłkarzem albo siatkarzem. Za Oceanem każdy próbuje sił w pchnięciu kulą. W szkole średniej czy college'u. Nawet, jeśli nie zostaje w tej konkurencji, to idzie dalej, na przykład do NFL, NBA i coś mu z tego pchania zostaje. U nas nawet na WF-ie nie jest to sport, którego się próbuje. Druga sprawa to fakt, że USA jest tak ogromne obszarowo, jak Europa. Mają większe możliwości. Bardzo długi temat do rozmowy.
– W Polsce jest zbyt mało talentów?
– Wydaje mi się, że i tak jest dobrze! Nie dość, że mamy piękną tradycję, to my staramy się do niej nawiązywać na bieżąco. Jestem ja, Jakub Szyszkowski, Michał Haratyk. Jesteśmy na drugim miejscu na świecie. Gdyby były... sztafety w pchnięciu kulą, to mielibyśmy medal na każdej wielkiej imprezie. Polacy są najlepsi w Europie. Porównywanie się do USA nie ma jednak sensu.
– Dominujecie w Europie, a co siedzi w głowie przed zbliżającymi się igrzyskami w Japonii?
– W głowie siedzi plan treningowy. To, co trzeba zrealizować. Ćwiczymy cały czas pod igrzyska. Wierzymy, że się odbędą. Dochodzą do nas wszystkie informacje z mediów, ale nie są to potwierdzone informacje. Dopóki zawodnicy i trenerzy nie otrzymają jasnego stanowiska, że impreza jest odwołana-przełożona, będziemy trenować na maksa.
– Utrzymujecie spokój?
– Nie rozmyślamy o tym. Na tę chwilę, dla nas, igrzyska rozgrywają się w podanym wcześniej terminie. Nie możemy przejmować się fake newsami.
– Start pięć lat temu w Rio de Janeiro dał dużo pewności siebie?
– Z jednej strony tak. Byłem na miejscu, jestem olimpijczykiem. To bardzo ważne. Z drugiej, nie ma co porównywać tych dwóch imprez. Pięć lat różnicy w lekkoatletyce to ogrom czasu. Zależy od dyspozycji, z którą tam polecimy. Trzeba się skupiać na teraźniejszości. Sama świadomość tego, że to moje drugie igrzyska, jest fajna.
– Przywykliście do przygotowań w pandemii?
– Marzec i kwiecień 2020 roku to zdecydowanie najgorszy czas. Trening był bardzo utrudniony. Teraz nie dostrzegam dodatkowych trudów. Dla profesjonalistów miejsca do ćwiczenia są otwarte. Nie mam komplikacji, związanych z treningiem.
– Wyjazd na Teneryfę był wyjątkowy czy każdy mógł sobie na to pozwolić?
– Wydaje mi się, że każdy z reprezentacji Polski mógł wyjechać za granicę. Chodzi oczywiście o hierarchię w kadrze. Każdy, kto tego potrzebował i mógł to zrobić, to to wykonał. Jedyną zmianą u mnie, w stosunku do lat ubiegłych był fakt, że nie polecieliśmy do RPA. Ze względu na obostrzenia tam na miejscu. Reszta się zgadzała. Nie narzekam. Bardzo mocno przepracowane trzy tygodnie za mną.
– Jesteś zawodnikiem, który musi poczuć trochę promieni słonecznych?
– Raczej tak. Przyjemniej mi się trenuje w cieple. Mam większy spokój w głowie. Potrzebuję ciężkiej roboty, ciężkiego obozu. Kiedy jestem w domu, rozpraszam się. Pojawia się milion innych spraw do załatwienia. Wolę tego unikać. Za granicą skupiam się wyłącznie na treningu.
– "Odcinasz się" od życia podczas obozów?
– Od życia codziennego na pewno. Rzeczy, które mogłyby mnie rozpraszać, tam ze mną nie ma. Kiedy jestem za granicą, nie pojadę na spotkania, do telewizji, itp.. Potrzebuję takich wyjazdów.
– Jak wygląda rywalizacja z Haratykiem w kadrze?
– Prywatnie jesteśmy dobrymi kolegami. Na rzutni każdy chce wygrać. Podejrzewam, że w każdej dyscyplinie, gdzie o medale walczy dwóch Polaków, jest podobnie. Rywalizacja jest bardzo zdrowa między nami. Jeśli Michał wygrywa, to... nie powiem, że się z tego cieszę, ale pogratuluję i uznaję jego wyższość. W drugą stronę też to tak działa. Wiem, że Michał jest znakomitym zawodnikiem, wierzę, że on tak samo myśli o mnie. Poza rzutnią możemy sobie wyjaśnić każdy problem.
– Cel na 2021 rok to...?
– Trenuję po to, żeby być najlepszy. Chcę poprawiać swoje wyniki. Każde niepowodzenie, jest dla mnie porażką. Wyniki są na bardzo wysokim poziomie, ale nie są nie do poprawienia
– Czy wynik 22,25 metra da się przegonić?
– Mam nadzieję, że tak. Po to trenuję. Taką mam myśl w głowie.
– Jak zapatrujesz się na najbliższe starty?
– Dobrze byłoby mieć tytuły i medale. Sezon jest jednak o tyle utrudniony, że ta moja przerwa skomplikowała nieco plan. Widzę po nagraniach, iż brakuje mi dynamiki. Halowe Mistrzostwa Polski będą dobrym momentem, żeby poprawić niuanse. Brakuje mi przede wszystkim dobrego, czystego trafienia kulą. Rozmawiałem o tym z tatą-trenerem. On twierdzi, że za dwa tygodnie będzie ok.
– Myślisz o medalach?
– Jeśli będę na mistrzostwach Europy, to celem jest medal. Na co pozwolą rywale, okaże się podczas konkursu.
1
3:24.34
2
3:24.89
3
3:25.31
4
3:25.68
5
3:25.80
6
3:32.72
1
7.01
2
7.02
3
7.06
7.07
5
7.10
6
7.10
7
7.12
8
7.14
1
4922
2
4826
3
4781
4
4751
4569
6
4487
7
4455
8
4413
9
4400
10
4362
11
4357
12
4277
13
4181
-
1
20.69
2
19.56
3
19.26
4
19.11
5
18.91
6
18.89
7
18.67
8
18.41
1
8:52.86
2
8:52.92
3
8:53.42
4
8:53.67
5
8:53.96
6
8:54.60
7
8:55.62
8
8:57.00
9
9:04.90
9:06.84
11
9:07.20
-
1
1.99
2
1.95
3
1.92
4
1.92
5
1.92
6
1.89
6
1.89
8
1.85
9
1.80
1
3:04.95
2
3:05.18
3
3:05.18
4
3:05.49
5
3:05.83
6
3:08.28
1
1:44.88
2
1:44.92
3
1:45.46
4
1:45.57
5
1:45.88
6
1:46.47
1
7:48.37
2
7:49.41
3
7:50.48
4
7:50.66
5
7:51.46
6
7:51.77
7
7:55.83
8
7:55.83
9
7:56.41
10
7:56.98
11
7:57.18
12
7:59.81
1
2:11.42
2
2:12.20
2:12.59
4
2:12.65
5
2:14.24
6
2:14.53
7
2:14.58
8
2:15.91
9
2:16.10
10
2:17.83
11
2:19.29
12
2:22.28
13
2:23.00
-