Minęło już półtora miesiąca od porażki Artura Szpilki (24-5, 16 KO) z Łukaszem Różańskim (14-0, 13 KO), a pięściarz z Wieliczki po raz pierwszy zdecydował się opowiedzieć o tym, co działo się z nim po przegranej. Były pretendent do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej w rozmowie z Hubertem Kęską bardzo szczerze opowiedział o swoich emocjach i przemyśleniach po walce w Rzeszowie.
Pojedynek Artura Szpilki z Łukaszem Różańskim odbył się 30 maja i był zdecydowanie największym wydarzeniem w polskim boksie zawodowym w pierwszym półroczu 2021 roku. Choć walka nie była długa, wzbudziła ogromne emocje i jeszcze długo po jej zakończeniu była szeroko komentowana. Różański, mimo tego że leżał na deskach po kilku sekundach od rozpoczęcia pojedynku, znokautował Szpilkę w 1. rundzie i zdobył tytuł WBC International w wadze Bridger.
Pięściarz z Wieliczki w rozmowie z Hubertem Kęską, która ukazała się na stronie internetowej Przeglądu Sportowego, podsumował walkę z Różańskim w gorzkich słowach:
– Myślę o walce z Łukaszem. Tam po pierwszym nokdaunie byłem oczywiście zamroczony, ale może przede wszystkim zrezygnowany? Jestem w takim momencie swojej kariery, że muszę zastanowić się, czy przeskoczę pewien problem (...) Bardzo mocno przeżyłem porażkę z Adamem Kownackim. Ale Adasia uważam mimo wszystko za lepszego zawodnika niż Łukasz. Takiego, który jest dużo groźniejszy, choć na początku groźny mi się nie wydawał. Ale pokazał, że ma ciąg, że bije bardzo dużo ciosów i przy tym się nie męczy. Ma za sobą kilka kolejnych testów. Tomek? To chyba ostatnia walka, po której tak w pełni się cieszyłem. Z Wilderem dałem dobry pojedynek, no ale jednak był nokaut. Potem był Mariusz Wach – lepsze, gorsze momenty, dramatyczna, ale przede wszystkim emocjonująca walka i wygrana z cenionym zawodnikiem w starciu, które miało w Polsce pewien kaliber. Ale poza tym? Forma niby cały czas była dobra, lecz nie ma co ukrywać, to jest równia pochyła… – powiedział Szpilka, który poruszył także temat sfery mentalnej w sporcie:
– Rozmawiałem na ten temat z doktorem, który zajmuje się ludźmi po wypadkach motorowych. Ci ludzie nigdy nie wracają do pełnej sprawności. Ale doktor nie miał na myśli sprawności fizycznej, tylko mentalną. Już nie jeżdżą tak szybko, już inaczej to wszystko wygląda. Doktor ogląda boks, jest kibicem. I zasugerował, że to samo mogło spotkać mnie. Jakby mózg odmawiał mi posłuszeństwa. Na zasadzie: wiem, czego nie powinienem robić, czego powinienem unikać, a i tak to do mnie wraca. Trafiasz chłopa i nagle stajesz. To mi się nie dzieje na ulicy, w sparingach. Tylko w ringu. Kiedy dochodzą emocje, dochodzi stres (...) Przed walką miałem rezonans magnetyczny. Zaczerwienienia, torbiele na mózgu, jakieś ogniska. To nie tak, że nie mogłem boksować, bo mogłem. Takie rzeczy są normalne w moim sporcie. Ale później jest walka, a ja staję. W pewnym momencie mnie zamurowało. I potem człowiek myśli: "Kurde, czy naprawdę wszystko jest okej?". I zdaje sobie sprawę, że to jest niepokojące.
Trudna. Cholernie trudna rozmowa.
— Hubert Kęska (@KeskaH) July 9, 2021
O tym, co dalej. O tym, co kiedyś. O tym, czy to, co było może jeszcze wrócić. Czy jednak nie. Czy to już koniec. Skończyć, czy dać sobie jeszcze jedną szansę? Ambicja walczy z głową. Czy jest tu możliwy kompromis?https://t.co/o8VPEyBhF3