Logo Nadawcy

| Tokio 2020

Tomasz Bartnik
Tomasz Bartnik (fot. PAP)

Mógł być łucznikiem, ale przez zły dojazd na tor został strzelcem. Nie była to zła decyzja, bo jest aktualnym mistrzem świata w strzelaniu z karabinu w trzech postawach. – Jadę na igrzyska z myślą o finale, w którym zdarzyć może się wszystko – mówi przed wylotem do Tokio, w którym będzie największą polską nadzieją medalową w tej konkurencji.

DALSZĄ CZĘŚĆ PRZECZYTASZ POD REKLAMĄ

Igor Wasilewski. TVPSPORT.PL: – Walizki do Tokio już spakowane?
Tomasz Bartnik: – Prawie, do spakowania został tylko sprzęt i broń. Początki więc są, a zostało już niewiele.

– Trudno uwierzyć w to, że będzie to twój pierwszy start na igrzyskach. Jesteś przecież doświadczonym zawodnikiem. Jest stres debiutanta?
– Wcześniej brakowało mi szczęścia, to i na igrzyska nie udało się pojechać. Myślę jednak, że mam za sobą tyle ważnych i trudnych startów, że igrzyska, mimo swojej wagi, nie nakładają dodatkowego stresu. Podobnie organizacyjnie są Uniwersjady, igrzyska europejskie. Tam nie było problemów, znam schemat tych imprez.

– Jakie skojarzenia nasuwają się Tomaszowi Bartnikowi, kiedy słyszy o igrzyskach olimpijskich?
– Trudno powiedzieć, dla mnie to po prostu kolejne zawody.

– Pytam dlatego, że jak wiemy strzelectwo nie jest popularnym sportem, a swoją ekspozycję w mediach dostaje właściwie jedyne co cztery lata. Nie czujesz specjalnego ciśnienia związanego z tym, że trzeba rozpropagować waszą dyscyplinę?
– Telewizja rzeczywiście rzadko nadaje nasze zmagania. Nie każdy zdaje sobie z tego sprawę, ale w innych niż Polska krajach, wygląda to nieco inaczej. Każde zawody emitowane są też przez światową federację, dlatego jestem przyzwyczajony do kamer. Z perspektywy zawodnika nie ma to żadnego znaczenia. Na moją dyscyplinę, patrzę przez pryzmat siebie. Staram się robić dla niej jak najwięcej, ale nie chcę narzucać sobie dodatkowej presji, że muszę zająć się jej promocją. Od tego są inni ludzie.

Miłość od pierwszego... strzelenia. Tomasz Bartnik, czyli legenda strzelectwa

– Nie żałowałeś nigdy jednak, że uprawiasz tak niszową dyscyplinę?
– Ani przez chwilę. Do innego sportu mógłbym się nie nadawać i pewnie nie byłbym już zawodnikiem. Ze strzelectwem wiąże się wiele lat wspomnień, lepszych, gorszych, które zbudowały całe moje życie.

– Urodziłeś się w 1990 roku. Niedługo potem mistrzostwa olimpijskie zdobywała Renata Mauer-Różańska. Jej postać miała jakikolwiek wpływ na twoją przygodę ze strzelectwem?
– W sumie nie. O wynikach Renaty dowiedziałem się, kiedy już strzelałem. Wcześniej, dla mnie jako dziesięciolatka, igrzyska nie były w żaden sposób pasjonujące. Pierwszy raz jej starty oglądałem w 2004 roku. Trenowałem już wtedy od dwóch albo trzech miesięcy.

– Czyli jak to się zaczęło?
– Pewnie jak w większości przypadków... przypadkiem. Zaczęło się od obozu w gimnazjum. Mogliśmy na nim próbować różnych sposobów aktywnego wypoczynku, w tym między innymi strzelania z łuku. Szło mi w nim bardzo dobrze, więc po powrocie chciałem zacząć trenować. Okazało się, że w Warszawie istnieje tor łuczniczy, ale będę miał duże kłopoty z dojazdem. Nie było sensowego transportu, przy którym mógłbym połączyć to ze szkołą. Tata, który zresztą poznał się z mamą na karabinowej strzelnicy, uznał, że najpierw potrenuję strzelectwo, a jeśli mi się nie spodoba to spróbują znaleźć jakieś rozwiązanie. Jak raz poszedłem wtedy na strzelnicę pneumatyczną, tak do dzisiaj w niej jestem i nie żałuję.



– Trudno jest być strzelcem w naszym kraju?
– Trochę tak. W życiu każdego nadchodzi moment, że trzeba zacząć zarabiać, myśleć o własnych czterech ścianach i założeniu rodziny. Nie da się tego zrobić bez odpowiednich nakładów finansowych. Tu pojawia się problem, bo strzelectwa nie da się pogodzić z pracą, a z racji specyfiki naszego sportu i niewielkiej jego popularności, trudno się z niego utrzymać. W trakcie kariery pojawiały się momenty, kiedy myślałem, że trzeba zacząć żyć i zrezygnować ze sportu. Wytrwałość została jednak nagrodzona, w swoje szeregi przyjął mnie wojskowy klub sportowy. Potem było już z górki, dostałem zatrudnienie związane z moją pasją. Połączyłem służbę ojczyźnie ze sportem. Dzięki temu moja kariera rozkwitła.

– Liczba etatów w wojsku jest jednak ograniczona. Myślisz, że dużo potencjalnych talentów "gubi się" po drodze?
– Praca w wojsku to nie kwestia szczęścia. Żeby trafić w jego szeregi, trzeba osiągnąć odpowiedni poziom. Wiele osób odpadło w momencie kiedy nie miało wyników, a mogło je mieć w przyszłości. Trudno to jednak zweryfikować, bo odeszły do pracy albo zostały amatorami. Osobiście znam kilka osób, które pewnie byłyby dużym wzmocnieniem reprezentacji, ale w ich przypadku nie dało się tego pogodzić.

– Rok temu w jednym z wywiadów mówiłeś, że dodatkowy rok pozwoli się lepiej przygotować do igrzysk. Czujesz, że odpowiednio go wykorzystałeś?
– Na pewno pozwolił na spokojne treningi i wprowadzenie zmian w postawie i ustawieniach broni. Kiedy start goni start, nie ma czasu szlifować pewnych rzeczy, bo może mieć to negatywy wpływ na wyniki, a one mają przecież znaczenie. Przygotowanie mam bardzo dobre, ale na pewno nie takie, jakie mógłbym mieć, gdyby była możliwość normalnego treningu. Długo go brakowało, potem była próba nadrobienia sezonu, wyszedł szalony rok. W tym sezonie też nie było odpowiedniej liczby startów międzynarodowych. Ponad miesiąc temu mieliśmy jednak mistrzostwa Europy, gdzie wyglądało to bardzo dobrze.

– Jak bardzo koronawirus pokrzyżował plany strzelcom. Są sporty, którym udawało się "obchodzić" pandemię? Strzelectwo zatrzymało się w marcu poprzedniego roku i do igrzysk na nowo się nie rozpędziło.
– W sezonie 2020 udało się wyjechać na jeden start międzynarodowy, ale jego znaczenie nie było duże. Wystartowało mało reprezentacji, brakowało najlepszych zawodników. W tym roku mieliśmy jeden Puchar Świata, mistrzostwa Europy, kolejne ważne zawody były już zbyt blisko igrzysk, żebyśmy na nie jechali, bo należało wprowadzić element regeneracji po przygotowaniach. U nas nie udało się nic "obejść", sezon do tej pory w zasadzie nie istniał.

Tomasz Bartnik
Tomasz Bartnik (fot.PAP)

– Pandemia utrudni też start w Tokio. Jakie procedury będziecie musieli przejść przed startem?
– Na początek dwa testy: 96 i 72 godziny przed wylotem. Na lotnisku w Tokio jest kolejny test i dopiero po uzyskaniu negatywnego wyniku możemy dojechać do wioski. Przez pierwsze trzy dni będziemy badani rano i wieczorem, potem czekają nas tylko badania wyrywkowe. Jeśli ktoś uzyska pozytywny test, wszystko zależy od tego czy jest się zaszczepionym. Jeśli tak, dostaje kolejną szansę, bo test może być fałszywie dodatni, jeśli nie, kończą się dla niej igrzyska. Mamy do zainstalowania dwie aplikacje: jedna to taka, która kontroluje, czy mieliśmy kontakt z osobą zakażoną, w drugiej natomiast wpisujemy plan dnia tak, by skontrolować czy poruszamy się w wyznaczonych strefach. Jest trochę tych procedur, ale na mistrzostwach Europy nie były wiele mniejsze, a impreza była przecież znacznie niższej rangi.

– Przebijają się głosy, że na lotnisku w Tokio czeka się nawet do 9 godzin. Wy zwykle spędzacie więcej czasu na lotnisku, bo z racji broni musicie przejść odprawę graniczną.
– Tak, zwykle są to dodatkowe trzy albo cztery godziny. Teraz może odprawimy się w trakcie czekania na wynik testu. Specjalnie lecimy do Tokio wcześniej, aby móc zregenerować siły i przygotować się do startu. Lot jest stosunkowo krótki, bo trwa tylko dziesięć i pół godziny. Wydaje się to dużo, ale nie ma przesiadek, zdarzało nam się, że od momentu startu z Warszawy do wejścia do hotelu mijało 36 godzin.

– Największy twój sukces to mistrzostwo świata z koreańskiego Changwon. Lubisz specyficzny azjatycki klimat?
– Azja to wielki kontynent. Najlepiej strzela mi się w strefach odległych od naszej. Wiele osób ma problem z lotami na Wschód, ja jednak lubię ten kierunek bardziej niż Zachód, szczególnie kiedy do pokonania jest kilka stref czasowych. Japonia, Korea, wschodnia Rosja to dobre tereny. Klimat też mi tam pasuje, nigdy nie czułem się źle. Teraz wiem, że czekają nas upały, a temperatura nocą nie będzie wcale niższa od tej za dnia, a przecież nie będziemy startować tylko w klimatyzowanej i zamkniętej przestrzeni. Myślę, że aura, która tam panuje jest dla mnie korzystna.



– Co jeśli chodzi o kibiców. Ich brak pomaga czy przeszkadza?
– Jestem przyzwyczajony do strzelania z kibicami i bez. W trakcie prób używam bardzo mocnych stoperów do uszu i nawet jak w hali jest duży hałas, to ja go nie słyszę. Na dużych imprezach trybuny są tak oddalone od strzelnicy, że w ogóle nie słychać biletu. Dużej różnicy mi to nie zrobi, będę widział tyle, co zawsze: trenerów i kolegów obok.

– Nie może nie paść pytanie o twoją formę. Z jakimi celami jedziesz do Tokio?
– Tokio traktuje jak każde zawody, także najważniejsze będzie zrobienie tego, na co w tej chwili mnie stać. Zwykle jeżeli robię wszystko co potrafię, jestem w pierwszej ósemce. To jest główny cel na Tokio. Start w kwalifikacjach bardzo różni się od tego w finale. Przed pierwszym strzałem trudno przewidywać, kto będzie najmocniejszy. Każdy ma szanse i typowania często się nie sprawdzają. Dlatego ja jadę na igrzyska z myślą o finale, w którym zdarzyć może się wszystko.

– Oprócz startu indywidualnego czeka cię też start w mikście z Anetą Stankiewicz. Wolisz strzelać na swoje konto czy być współodpowiedzialny za drużynę?
– To konkurencja, która będzie pierwszy raz na igrzyskach. Strzelamy ją od kilku lat, więc każdy z nas zna ją bardzo dobrze. Startuje w niej para, więc na wynik patrzy się przez pryzmat tego, co zrobiły obie osoby, a nie każda indywidualnie. Występujemy razem, wygrywamy, przegrywamy jako zespół. Jest nieco inaczej, strzelasz ze świadomością, że walczysz nie tylko dla siebie, dla kraju, dla klubu, ale też dla partnerki, która daje z siebie wszystko. Jeśli jest ciężko, to daje naprawdę pozytywnego kopa.

Tomasz Bartnik: kałasznikow jest tańszy od sprzętu strzelca

– Kończąc, chciałbym zapytać o postać trenera Andrzeja Kijowskiego. Doszły mnie słuchy, że cały czas waha się czy prowadzić kadrę po igrzyskach?
 Chciałbym, żeby został z nami kolejny cykl olimpijski i przygotowywał nas do Paryża 2024. W tej chwili jesteśmy skupieni na igrzyskach. Staramy się o tym nie myśleć, nie rozmawiamy o tym z trenerem. Po igrzyskach będziemy prowadzić negocjacje i myśleć czy nie dojdzie do zmian w kadrze trenerskiej.

– Zostały trzy tygodnie pracy. Potem wakacje?
 I tak, i nie. Po igrzyskach trzeba będzie odpocząć od startów i od wyników. W kolejnych miesiącach czekają mnie jednak występy w konkurencjach nieolimpijskich. Trochę ich będzie, ale wszystko po to, by uwolnić głowę i pozwolić sobie na odrobinę relaksu.

Zobacz też
Sensacja w Sydney. 18-letnia Skolimowska zdobyła złoto [RETRO]
Kamila Skolimowska (fot. Getty)

Sensacja w Sydney. 18-letnia Skolimowska zdobyła złoto [RETRO]

| Retro 
Korupcja przy organizacji IO. Milionowe łapówki, są aresztowani
Japoński policjant w trakcie Tokio 2020

Korupcja przy organizacji IO. Milionowe łapówki, są aresztowani

| Tokio 2020 
Wszystkie medale Ireny Szewińskiej na igrzyskach
Irena Szewińska (fot. Getty)

Wszystkie medale Ireny Szewińskiej na igrzyskach

| Retro 
"Śpiulkolot" w Polsce, olimpijskie słowo w Japonii. Gospodarze IO wybrali
Ceremonia wręczenia medali olimpijskich polskiej sztafecie mieszanej. "Złoto" zostało w Japonii słowem roku (fot. Getty)o-fot-tvp

"Śpiulkolot" w Polsce, olimpijskie słowo w Japonii. Gospodarze IO wybrali

| Tokio 2020 
Tokio. Nieobecność kibiców pozwoliła obniżyć koszty igrzysk
Koła olimpijskie w Tokio (fot. Getty Images)

Tokio. Nieobecność kibiców pozwoliła obniżyć koszty igrzysk

| Tokio 2020 
wyniki
Wyniki
07 sierpnia 2021
Koszykówka

Słowenia

Australia

Francja

USA

05 sierpnia 2021
Koszykówka

Francja

Słowenia

USA

Australia

03 sierpnia 2021
Koszykówka

Australia

Argentyna

Włochy

Francja

Hiszpania

USA

Słowenia

Niemcy

01 sierpnia 2021
Koszykówka

Hiszpania

Słowenia

Argentyna

Japonia

Najnowsze
Mourinho uderzył trenera rywali! Kolejny skandal [WIDEO]
Mourinho uderzył trenera rywali! Kolejny skandal [WIDEO]
| Piłka nożna / Inne ligi 
Jose Mourinho i zamieszanie po meczu (fot. Getty/X)
Flick ma pomysł na "Lewego". Barca nadal zachwyca!
Robert Lewandowski i Wojciech Szczęsny (fot. Getty).
polecamy
Flick ma pomysł na "Lewego". Barca nadal zachwyca!
Jakub Kłyszejko
Jakub Kłyszejko
Krople radości w morzu rozczarowań Legii [KOMENTARZ]
Piłkarze Legii Warszawa (fot. PAP)
Krople radości w morzu rozczarowań Legii [KOMENTARZ]
Robert Błoński
Robert Błoński
Szczęsny z deklaracją w sprawie Ter Stegena. "Będzie to zrozumiałe"
Wojciech Szczęsny (fot. Getty)
Szczęsny z deklaracją w sprawie Ter Stegena. "Będzie to zrozumiałe"
| Piłka nożna / Hiszpania 
Z wakacji po... tryplet? Najlepszy moment kariery Szczęsnego [KOMENTARZ]
Wojciech Szczęsny przeżywa najlepszy czas w karierze (fot. Getty)
polecamy
Z wakacji po... tryplet? Najlepszy moment kariery Szczęsnego [KOMENTARZ]
Jakub Kłyszejko
Jakub Kłyszejko
Simeone broni drużyny. "Nie musimy za to przepraszać"
Diego Simeone w meczu z Barceloną (fot. Getty).
polecamy
Simeone broni drużyny. "Nie musimy za to przepraszać"
Jakub Kłyszejko
Jakub Kłyszejko
Siemieniec po triumfie: finałów się nie gra, finały się wygrywa
Adrian Siemieniec (fot. PAP)
Siemieniec po triumfie: finałów się nie gra, finały się wygrywa
| Piłka nożna 
Do góry