Maciej Rybus rozegrał w reprezentacji Polski już 65 meczów. To pokaźna liczba, wśród powołanych na najbliższe mecze eliminacji MŚ 2022 więcej w dorobku mają tylko Robert Lewandowski, Kamil Glik i Grzegorz Krychowiak. Problem w tym, że obrońca Lokomotiwu Moskwa znów wypadł z powodu kontuzji, co od kilku lat staje się w jego przypadku bardziej regułą niż wyjątkiem.
Rybus w 2012 roku przeszedł z Legii Warszawa do Tereka Grozny. W stołecznym klubie sporadycznie zdawało mu się grywać na lewej obronie, w Czeczenii z czasem pozycja w defensywie albo na wahadle stała się jego nominalną.
Prezentował się tam bardzo dobrze i można było mieć nadzieję, że "zabetonuje" ją w reprezentacji. Że wreszcie Jakub Wawrzyniak nie będzie musiał grać "w miejsce nieistniejącego piłkarza", jak sam to obrazowo przedstawiał. Rybus tej luki jednak nie zapełnił.
Czasem zmiany warty miało być Euro 2016. W eliminacjach obaj grali podobnie dużo (Rybus w siedmiu meczach, Wawrzyniak w pięciu). Na samym turnieju pogodził ich Artur Jędrzejczyk, który nieoczekiwanie eksplodował z formą i sprawdził się na lewej obronie. Być może nie miałby okazji pokazać się we Francji, gdyby nie złamanie ręki przez Rybusa na zgrupowaniu przed mistrzostwami.
Pauza nie przeszkodziła mu jednak w zmianie klubu na lepszy. W najlepszym dla polskich piłkarzy okienku w historii (transfery Grzegorza Krychowiaka do PSG, Arkadiusza Milika i Piotra Zielińskiego do Napoli czy Kamila Glika do AS Monaco) trafił do Olympique Lyon. Trochę na fali dobrej postawy kolegów na Euro 2016, bo kontrakt z Francuzami podpisał w trakcie turnieju.
Nie można powiedzieć, że się od Lyonu odbił, ale na pewno liczono tam na więcej. Jesienią grał regularnie, ale na przełomie 2016 i 2017 roku wypadł ze składu i już do końca sezonu występował sporadycznie. Co ciekawe, tylko dwa razy opuścił mecze Ligue 1 z powodu drobnych urazów, ale nie grał też i w meczach kadry.
Po Euro 2016 Adam Nawałka dał mu szansę w trzech spotkaniach kwalifikacji do mundialu w Rosji (w tym raz na końcówkę). Kolejne zgrupowanie Rybus opuścił z powodu kontuzji, później nie grał i nie był powoływany. Wrócił we wrześniu 2017 roku, ale już w październiku znów wyeliminował go z gry uraz.
I tak ta przeplatanka trwa do dziś, z czasem niestety coraz bardziej na korzyść kontuzji. Licząc od 1 czerwca 2016 roku i sparingu z Holandią przed Euro, Rybus wystąpił w 24 meczach. Nie zagrał przez ten czas w aż 36, co oznacza, że tylko w 40 proc. możliwych spotkań pojawił się na boisku.
Absencje nie zawsze były spowodowane kontuzjami, trzynastokrotnie oglądał poczynania kolegów z pozycji siedzącej na ławce rezerwowych. Ale lista jego problemów ze zdrowiem w ciągu tych pięciu i pół roku jest długa. Złamana ręka, naciągnięte więzadło, naderwany mięsień, uraz pachwiny, koronawirus – to tylko kilka z nich.
Teraz Rybus nie przyjedzie na zgrupowanie, ponieważ dopiero wznowił treningi po niemal miesięcznej absencji. Jej powodem był problem z mięśniem dwugłowym uda, który pojawił się po wrześniowym meczu z Anglią. Meczu, w którym Rybus wszedł na boisko w 80. minucie...
W klubie o miejsce na placu nie musi się martwić. Po nieudanej przygodzie w Lyonie latem 2017 roku wrócił do Rosji i jest pewniakiem do składu Lokomotiwu Moskwa. Jest, o ile może grać. W 30-kolejkowej lidze rosyjskiej trenerzy często nie mogą na niego liczyć. Sezon 2017/18 – 20 występów (1491 minut). Sezon 2018/19 – 16 (1398 minut). Sezon 2019/20 – 19 (1613 minut). Promykiem nadziei miały być poprzednie rozgrywki i 26 meczów w lidze z 2340 minutami na boisku, ale już w trwającym jest to sześć na dziesięć i 474 minuty.
Nie trzeba tęgiej głowy, by doliczyć się, że od przejścia do Lokomotiwu w jednej trzeciej spotkań Priemjer-Ligi nie melduje się na boisku choćby na chwilę. Frekwencję i tak ma bardzo dobrą w porównaniu z reprezentacją.
O wszystkie te pauzy spowodowane urazami czy chorobami trudno oczywiście Rybusa winić, to zawodnik, który nieraz udowadniał, że ma odpowiedni charakter do rywalizacji. Ale też brutalna prawda jest taka, że do zawodowego uprawiania sportu niezbędne jest zdrowie. Zawodnikowi już zdecydowanie bliżej do końca niż początku kariery, w sierpniu skończył 32 lata. Nadszedł czas, by wszyscy kibice reprezentacji Polski odpowiedzieli sobie na pytanie, czy mogą jeszcze liczyć na niego jako etatowego lewego obrońcę/wahadłowego kadry, czy jednak nadeszła pora, by znów znaleźć "zastępcę nieistniejącego piłkarza".