Arkadiusz Milik doznał drugiej poważnej kontuzji w karierze. Wstępna diagnoza zakłada absencję przez około 5-6 miesięcy. – Powrót do formy jest uzależniony od tego, jak będzie przebiegała rehabilitacja – tłumaczy Andrzej Pyda, lekarz klubowy Lecha Poznań.
Piłka nożna zna wiele przypadków, gdy na przeszkodzie w karierze stawało zdrowie. Oto kilka przykładów. Abou Diaby w 2006 roku trafił do Arsenalu z Auxerre jako wielki talent. Pomocnik miał zapewnić Arsene'owi Wengerowi komfort wyboru w środku pola na długie lata. Szybko okazało się, że jest w równym stopniu utalentowany, co podatny na urazy.
Był częstym gościem w gabinecie chirurgicznym i może cieszyć się, że rozegrał w Arsenalu aż 180 spotkań. Francuz przez problemy zdrowotne opuścił bowiem aż... 250 spotkań. Wcale nie lepiej było po transferze do Olympique Marsylia. Tam, przez dwa lata, kontuzje wyeliminowały go z 36 meczów. Teraz pozostaje bez klubu, chociaż ma dopiero 31 lat.
Zdecydowanie bardziej spektakularną karierę mógł zrobić Holger Badstuber. Wychowanek Bayernu miał być kluczowym piłkarzem zespołu przez wiele lat. Został obdarzony ogromnym zaufaniem, ale nie zdołał go spłacić.
Poza krótkim epizodem w Schalke, reprezentował barwy monachijczyków w latach 2008-2017. Przez urazy opuścił aż 223 mecze.
Zdecydowanie więcej w karierze mógł osiągnąć Thomas Vermaelen. Belg w żadnym z klubów nie mógł liczyć na regularne występy. Gdy już wracał do formy, przytrafiała mu się kolejna kontuzja.
Arkadiusz Milik mógłby porozmawiać na temat urazów z innym, byłym już reprezentantem Polski. Sebastian Boenisch występował w ostatnim sezonie w TSV 1860 Monachium, ale teraz ma problemy ze znalezieniem nowego klubu. W pewnym stopniu wynika to z historii urazów.
W Werderze Brema obrońca notorycznie pauzował przez długie tygodnie. To wpływało w znacznym stopniu na późniejszą dyspozycję, bo sporo tracił między innymi na dynamice oraz zwrotności. Kolejno, przez Leverkusen, trafił do Monachium i w poprzednim sezonie spadł do 3. Bundesligi.
Znacznie więcej mógł też osiągnąć Marco Reus, którego karierę stopują regularnie urazy. Skrzydłowy był swego czasu blisko transferu do Bayernu Monachium i wyjazdu na mundial, ale przez kontuzje do tego nie doszło.
O kontuzji Milika porozmawialiśmy ze specjalistą – Andrzejem Pydą, lekarzem klubowym Lecha Poznań.
Marcin Borzęcki, SPORT.TVP.PL: – Czy można oszacować jakie są szanse, by Milik powrócił do optymalnej formy na mundial w Rosji?
Andrzej Pyda: – Niezwykle trudno to ocenić. Wszystko uzależnione jest od rehabilitacji. Możemy oczywiście założyć, że będzie pod opieką najwyższej klasy specjalistów, więc teoretycznie powinno się udać. Wiele zależy jednak od organizmu, od tego jak zareaguje na rekonwalescencję, a składa się na to wiele czynników.
– Jesienią ubiegłego roku zerwał więzadła w drugim kolanie. Czy nie wrócił na boisko zbyt szybko?
– Z jednej strony fachowcy uznali, że był gotowy do gry, więc z pewnością tak było w istocie. Paradoksalnie jednak zerwanie więzadeł w jednym kolanie... zwiększa szanse na zerwanie więzadeł w drugim. Wiąże się to nieco z psychiką i podświadomym obciążaniem drugiej nogi. Z medycznego punktu widzenia nie jest to więc zaskoczeniem, bo skoro nie wytrzymało lewe kolano, to – uwzględniając statystyki – następny uraz powinien dotyczyć prawego.
– Raz zerwane więzadła oznaczają, że organizm będzie podatny na kontuzje?
– Nie. Jeśli dobrze i kompleksowo przeprowadzi się okres rehabilitacji, poprowadzi perfekcyjnie zawodnika i dojdzie do stuprocentowej sprawności to kolejne tego typu kontuzje nie powinny się przydarzyć. Wszystko jest więc później kwestią pecha.
Następne