| Piłka nożna / PKO BP Ekstraklasa
Ma dopiero 37. lat, a już przeżył wiele w zawodzie trenera. Artur Skowronek po pięciu latach wraca do Ekstraklasy. W rozmowie z TVPSPORT.PL rozprawia się z mitem o jego braku lojalności wobec klubów, w których pracuje.
Mateusz Miga, TVPSPORT.PL: – Gratuluję. Przeżył pan wejście do szatni, gdzie aż roi się od nazwisk, którymi można straszyć trenerów.
Artur Skowronek: – To normalni ludzie, nikt mnie nimi nie straszył. Byłem do tego spotkania pozytywnie nastawiony. Współpracowałem już w przeszłości z dużymi nazwiskami. Dziś piłka to okrutny zawód i liczy się tylko to, jak dobry zagrałeś ostatni mecz. Wszyscy zdają sobie z tego sprawę, że musimy się odbudowywać. Nazwiskami niczego nie wygramy, więc wszyscy wzięli się do roboty i jestem z tego zadowolony.
– Nagle wszyscy zdrowi?
– No tak się złożyło.
– Cud?
– Nie, po prostu akurat zbiegło się to z momentem mojego przyjścia.
– Szczęściarz z pana. Ma pan szczęście w życiu? Los panu sprzyja czy rzuca kłody pod nogi?
– Życie parę dało mi w kość. Potknąłem się na kilku przeszkodach, ale szybko wyciągałem z tego wnioski. Nie ma sensu na kolanach tkwić za długo, trzeba iść dalej. Na pewno nic w życiu nie dzieje się tylko ze szczęścia. Trzeba mu pomóc sumienną pracą i wyciągając wnioski z przeszłości iść do przodu.
– Ile razy słyszał pan w trakcie swojej kariery trenerskiej, że jest pan za młody?
– Cały czas to słyszę, bo moja praca w zawodzie faktycznie szybko się zaczęła.
– Nudzi pana to? Drażni?
– Nie drażni. Każdy ma prawo do swojej oceny. Dla mnie ważne jest to, że cały czas w tym środowisku jestem, więc wiek nie jest żadną barierą, która mogłaby mnie powstrzymać od prowadzenia choćby tak dużego klubu jakim jest Wisła Kraków. Mam już swoje doświadczenia i ci, którzy mnie zatrudniają, analizują głębiej moją osobę, a środowisko piłkarskie dobrze o mnie mówi. Chyba dlatego nadal jestem zatrudniany.
– W Ekstraklasie pojawił się pan już w wieku 30 lat, gdy dostał posadę trenera Pogoni Szczecin. Rundę jesienną mieliście niezłą, ale na wiosnę pojawiły się problemy. Prezesowi zabrakło cierpliwości?
– To była w dużej mierze moja wina. Swoimi ruchami pomogłem w podjęciu decyzji o moim zwolnieniu. Drugie półrocze w Pogoni to był dowód na to, że za szybko wskoczyłem na poziom Ekstraklasy. Niepotrzebnie trochę "odleciałem". Wszystko dobrze funkcjonowało, a ja zacząłem zmieniać. Byliśmy w pierwszej ósemce, a ja nagle zacząłem przebudowywać taktykę i kombinować z pracą motoryczną. To się nie obroniło. Zespół nie był pewny siebie, a odzwierciedleniem tego były choćby wyniki w sparingach i na początku rundy. Patrząc z perspektywy czasu nie dziwię się decyzji o moim zwolnieniu.
– A więc trenerzy też są zagrożeni sodówką!
– Nie nazwałbym tego w ten sposób. Wydawało mi się, że mogę nowe pomysły szybko wdrażać, a piłka to jest prosta praca. Pogoń była beniaminkiem. Nie trzeba było niczego zmieniać, należało rozwijać i doklejać jakość, a takiego spojrzenia zabrakło wtedy wszystkim, łącznie z zarządem. Zgubiło nas to, że jesienią szło nam tak dobrze.
– Mocno przeżywał pan spadek z Widzewem z Ekstraklasy?
– Nie pamiętam zbyt dokładnie, w jaki sposób ja to przeżywałem. Na pewno był to duży cios, bo reprezentowałem bardzo duży klub, kibiców – to była bardzo duża odpowiedzialność. Początkowo po spadku nadal chciano ze mną współpracować, mój kontrakt obowiązywał jeszcze przez dwa lata i nikt nie chciał go rozwiązywać. Punktowaliśmy całkiem nieźle, ale zabiły nas remisy. Jeśli byśmy stworzyli tabelę Ekstraklasy od momentu objęcia przeze mnie Widzewa, bylibyśmy na dziewiątym miejscu. To stwarzało perspektywę szybkiego powrotu do Ekstraklasy. Ale po rozmowach z ludźmi, którzy zarządzali wtedy klubem nie uwierzyłem w ten projekt i sam rozwiązałem umowę. A Widzew niestety zanotował drugi spadek z rzędu i rok później był już w II lidze.
– To była trudna lekcja. Łódzka prasa pisała o imprezie piłkarzy, głośno było też o decyzji, by kapitanem został Mateusz Cetnarski.
– Z imprezą nie wiem o co chodzi, za to faktycznie była sytuacja związana z opaską dla Mateusza. Maciek Mielcarz był drugim bramkarzem, więc nie mógł pełnić roli kapitana. Marcin Kaczmarek natomiast brał dużo na siebie, a w drużynie poza nim było bardzo dużo obcokrajowców i młodych chłopaków dopiero wychodzących z CLJ. Przyszedł Mateusz, był zaraz po zdobyciu ze Śląskiem mistrzostwa Polski, z jakością, miał być kierownicą tej drużyny. Z tych powodów podjąłem decyzję o przekazaniu mu opaski.
– Jak pan przeżywa porażki? Głowa szybko wypiera te wspomnienia?
– Ja tak do tego podchodzę, bo rozmyślanie nie ma sensu. Czas bezrobocia po pracy w Olimpii Grudziądz dużo mi dał, zacząłem zupełnie inaczej podchodzić do mojego zawodu i chyba dlatego tak dzisiaj mówię.
– Da się w kilku słowach streścić, dlaczego w Grudziądzu poszło panu tak źle?
– Nie da się. Wisła Kraków to już dziewiąty klub, który prowadzę, a mam dopiero 37 lat. Z perspektywy statystycznej, analizy prezesów, jest to jakieś nieporozumienie. Analizując głębiej to zwolniono mnie tylko z trzech klubów – z Pogoni, GKS-u Katowice i Grudziądza. Z reszty odchodziłem sam albo mnie inne kluby wykupywały. Cieszę się, że nie tylko statystyki obrazują moją osobę, ale też to, co robię na co dzień. Jak rozmawiam z zawodnikami, jak ich organizuję, jakie mam zasady sportowe i życiowe we współpracy z piłkarzami. Chyba dlatego prezesi nadal chcą ze mną rozmawiać i dziś jestem trenerem Wisły. Historia Grudziądza to jest sytuacja nie do wytłumaczenia. Nie da się tak zero-jedynkowo powiedzieć, dlaczego nie wyszło. To były takie historie… Trzy mecze z jedenastu kończyliśmy w dziesięciu po szybkiej czerwonej kartce. Przegrywaliśmy po 0:1, po rzutach karnych… Dużo dał mi wcześniejszy pobyt w GKS Katowice. W Grudziądzu zbudowałem już dużo lepsze relacje z zawodnikami, pomimo tego, że byłem tam tylko dwa miesiące. Rada drużyna wstawiała się za mną, chcieli nadal współpracować, bo relacje były w porządku. Oprócz problemu z wynikiem. Historia do zapomnienia.
📣„Jestem bardzo zadowolony z tego, co zrobiliśmy w tym krótkim czasie, ponieważ były to konkretne rzeczy zarówno w ataku, jak i w obronie. Na tym mi zależało” - tak przed meczem z @SlaskWroclawPl mówił trener Artur Skowronek.
— Wisła Kraków SA (@WislaKrakowSA) November 22, 2019
▶️https://t.co/YJL9afMUyB pic.twitter.com/p0liGxnmDZ
– W piłce przyzwyczailiśmy się do tego, że to kluby wybierają trenerów, a nie na odwrót. Pańskie dwa ostatnie odejścia – z Wigier Suwałki i Stali Mielec – nie pasują do tego obrazu. To pan podejmował decyzję o odejściu. Co byśmy usłyszeli, gdybyśmy zapytali tam o pańską lojalność?
– Trzeba ich zapytać. Na pewno jestem lojalny i mogę spokojnie patrzeć w lustro. Gdy pojawiało się zainteresowanie moją osobą nigdy nie robiłem niczego za czyimiś plecami. Zawsze szczerze podejmowałem rozmowy, bo taki jest mój zawód. Spłaciłem zaufanie Wigier w postaci wspólnej, fajnej pracy i dobrego wyniku. Przedłużyliśmy umowę, ale prezes Mazur to fantastyczny człowiek i zrozumiał sytuację, kiedy powiedziałem mu, że mam oferty ze Stali Mielec i jeszcze jednego klubu. Do Stali ciągnął mnie ″projekt ekstraklasa″. Chciałem się rozwijać i prezes to zrozumiał.
– W Mielcu było kilka historii o odejściu. Na koniec zostało to tak przedstawione, że klub nie może panu zaufać, bo nie wiedzą, kiedy im pan ucieknie. I podjęli decyzję o zmianie trenera.
– Nie chciałbym tego tak komentować, bo szanuję tamtych ludzi, ale prawda jest taka, że w tym przypadku też mogę spokojnie spojrzeć w lustro. Dziś nikt nie mówi, że Wisła Płock interesowała się mną już wcześniej, zaraz gdy trafiłem do Stali i wtedy od razu odmówiłem. Drugi raz byli bardzo zdeterminowani. Przyjechali do Łodzi, gdzie prowadziłem wykłady na konferencji trenerów. Wszyscy widzieli, że rozmawiamy. Chciałem spotkać się z ludźmi, którymi już raz odmówiłem i tyle. Oni jednak podczas tego spotkania przedstawili taką propozycję nad którą musiałem się pochylić z żoną, z rodziną i się z tym zmierzyć. Podjąłem decyzję, że zostaję w Mielcu i to też chyba pokazuje, jakim jestem człowiekiem. Pomimo propozycji bardzo dobrego, dwuletniego kontraktu w Ekstraklasie, chciałem zrobić awans ze Stalą Mielec. Minął miesiąc…
– I telefon znów zadzwonił.
– No właśnie. A klauzula nadal obowiązywała. W Mielcu chyba nie przewidziano, że znów może pojawić się przede mną opcja pracy w Ekstraklasie. Gdy zadzwonili z Zagłębia Lubin to po minucie rozmowy powiedziałem, że trzeba kontaktować się z zarządem klubu i choćby z tego powodu mogę spokojnie spoglądać w lustro. Często dostawałem te telefony i chyba dlatego prezes mówił na koniec, że przy każdej zmianie trenera w Ekstraklasie ja będę miał jakiś sygnał. Podjęto decyzję o zwolnieniu i tyle. Moja rodzina tam została, dzieci chodzą w Mielcu do przedszkola, do szkoły. Choćby z tego powodu niekoniecznie chciałem się stamtąd ruszać, tym bardziej, że mieliśmy tylko punkt straty do lidera. Można było tę sprawę załatwić w inny sposób.
– Zostałby pan w Mielcu i zaraz byłby kolejny telefon, tym razem z Wisły Kraków.
– Gdyby nie było klauzuli w moim kontrakcie miałbym zupełnie czystą głowę do pracy.
– W Polskę poszła jednak fama, że już się pan pożegnał z piłkarzami.
– To nieprawda. Dostałem telefon w czwartek, w piątek rano mieliśmy trening, a sobota i niedziela były wolne. Rozmawiałem z Zagłębiem Lubin i nie chciałem, aby piłkarze dowiedzieli się o tym z mediów. Przecież mogło być tak, że porozumiałbym się z Zagłębiem i w poniedziałek byłbym już w Lubinie. Byłoby to nie fair w stosunku do piłkarzy. Powiedziałem im wprost, że rozmawiam z Lubinem, że chcą skorzystać z klauzuli. Chciałem, by wiedzieli, że przez weekend może się wiele zmienić. Ja mam takie relacje z ludźmi. Powiedziałem im, że mogę odejść, albo dalej normalnie pracujemy od poniedziałku.
– Kariery piłkarskiej wielkiej pan nie zrobił. Jakim był pan piłkarzem?
– Ja po prostu kopałem piłkę. Cieszyła mnie i tyle. Nie było jakości, parametrów.
– Czego konkretnie panu brakowało?
– Talentu, żeby zrobić karierę. Wiedziałem, że nie mam szans, by wejść na centralny poziom. Cieszę się, że moją pasję, moje marzenia o karierze przerwała kontuzja. Pomogła podjąć decyzję, by iść w kierunku pracy w roli trenera.
– Szczęście w nieszczęściu?
– Tak można to ująć.
– A rozegrał pan jakiś mecz, który pamięta do dziś?
– Najwięcej można poszperać we Frib-eksie Ruda Śląska, gdzie grałem w futsalu i biliśmy się o Ekstraklasę. Na trawiastym boisku grałem tylko na poziomie III i IV ligi.
– Na jakiej pozycji?
– Na boku. Najczęściej na skrzydle albo w obronie. Później też w środku.
– Gdy doznał pan kontuzji zrozumiał, że trenerka albo śmierć?
– Coś takiego poczułem będąc na III roku studiów na AWF. Wtedy wziąłem się za podyplomówkę, prowadziłem też dzieciaki w Radzionkowie. Pomagałem trenerowi Michalskiemu w CLJ i w drugim zespole w Ruchu Chorzów, gdzie prowadziliśmy np. Artura Sobiecha czy Bartka Babiarza. Tak to się zaczęło. Pamiętam, że byłem z nimi na obozie i poczułem, że to jest chyba to.
– Jest coś takiego, co drażni pana w zawodzie trenera?
– Nie drażni, ale najważniejsze, kluczowe wręcz jest to, że musisz brać odpowiedzialność za decyzje. Myślę o wyborze jedenastki, osiemnastki na mecz. Mając do dyspozycji jakościowego i pracowitego człowieka trzeba mu powiedzieć w twarz, że dzisiaj nie zagra. Te momenty chyba są najtrudniejsze, ale normalne w mojej pracy.
– A najfajniejsze, oprócz zwycięstwa 1:0 w dziewięćdziesiątej minucie?
– Wiadomo, że zwycięstwa napędzają, ale najfajniejsze jest, gdy widzę podczas meczu naszą pracę wykonaną na treningu. Gdy widzę zasady, zaufanie, komunikację. Że jesteśmy razem, że nasza gra jest powtarzalna. To daje satysfakcję.
– Wszyscy pamiętamy tamtą wielką Wisłę choćby za czasów Henryka Kasperczaka. Miał pan wtedy ulubionego piłkarza w krakowskim zespole?
– Kilku tych piłkarzy tu było... Wybrałbym chyba Kamila Kosowskiego, który zagrywał takie piłki, o jakie dziś jest trudno. Bardzo mocno napędzał drużynę z lewej strony. To był skrzydłowy, jakich lubię.
Kliknij "Akceptuję i przechodzę do serwisu", aby wyrazić zgody na korzystanie z technologii automatycznego śledzenia i zbierania danych, dostęp do informacji na Twoim urządzeniu końcowym i ich przechowywanie oraz na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez nas, czyli Telewizję Polską S.A. w likwidacji (zwaną dalej również „TVP”), Zaufanych Partnerów z IAB* (964 firm) oraz pozostałych Zaufanych Partnerów TVP (88 firm), w celach marketingowych (w tym do zautomatyzowanego dopasowania reklam do Twoich zainteresowań i mierzenia ich skuteczności) i pozostałych, które wskazujemy poniżej, a także zgody na udostępnianie przez nas identyfikatora PPID do Google.
Twoje dane osobowe zbierane podczas odwiedzania przez Ciebie naszych poszczególnych serwisów zwanych dalej „Portalem”, w tym informacje zapisywane za pomocą technologii takich jak: pliki cookie, sygnalizatory WWW lub innych podobnych technologii umożliwiających świadczenie dopasowanych i bezpiecznych usług, personalizację treści oraz reklam, udostępnianie funkcji mediów społecznościowych oraz analizowanie ruchu w Internecie.
Twoje dane osobowe zbierane podczas odwiedzania przez Ciebie poszczególnych serwisów na Portalu, takie jak adresy IP, identyfikatory Twoich urządzeń końcowych i identyfikatory plików cookie, informacje o Twoich wyszukiwaniach w serwisach Portalu czy historia odwiedzin będą przetwarzane przez TVP, Zaufanych Partnerów z IAB oraz pozostałych Zaufanych Partnerów TVP dla realizacji następujących celów i funkcji: przechowywania informacji na urządzeniu lub dostęp do nich, wyboru podstawowych reklam, wyboru spersonalizowanych reklam, tworzenia profilu spersonalizowanych reklam, tworzenia profilu spersonalizowanych treści, wyboru spersonalizowanych treści, pomiaru wydajności reklam, pomiaru wydajności treści, stosowania badań rynkowych w celu generowania opinii odbiorców, opracowywania i ulepszania produktów, zapewnienia bezpieczeństwa, zapobiegania oszustwom i usuwania błędów, technicznego dostarczania reklam lub treści, dopasowywania i połączenia źródeł danych offline, łączenia różnych urządzeń, użycia dokładnych danych geolokalizacyjnych, odbierania i wykorzystywania automatycznie wysłanej charakterystyki urządzenia do identyfikacji.
Powyższe cele i funkcje przetwarzania szczegółowo opisujemy w Ustawieniach Zaawansowanych.
Zgoda jest dobrowolna i możesz ją w dowolnym momencie wycofać w Ustawieniach Zaawansowanych lub klikając w „Moje zgody”.
Ponadto masz prawo żądania dostępu, sprostowania, usunięcia, przenoszenia, wniesienia sprzeciwu lub ograniczenia przetwarzania danych oraz wniesienia skargi do UODO.
Dane osobowe użytkownika przetwarzane przez TVP lub Zaufanych Partnerów z IAB* oraz pozostałych Zaufanych Partnerów TVP mogą być przetwarzane zarówno na podstawie zgody użytkownika jak również w oparciu o uzasadniony interes, czyli bez konieczności uzyskania zgody. TVP przetwarza dane użytkowników na podstawie prawnie uzasadnionego interesu wyłącznie w sytuacjach, kiedy jest to konieczne dla prawidłowego świadczenia usługi Portalu, tj. utrzymania i wsparcia technicznego Portalu, zapewnienia bezpieczeństwa, zapobiegania oszustwom i usuwania błędów, dokonywania pomiarów statystycznych niezbędnych dla prawidłowego funkcjonowania Portalu. Na Portalu wykorzystywane są również usługi Google (np. Google Analytics, Google Ad Manager) w celach analitycznych, statystycznych, reklamowych i marketingowych. Szczegółowe informacje na temat przetwarzania Twoich danych oraz realizacji Twoich praw związanych z przetwarzaniem danych znajdują się w Polityce Prywatności.