| Piłka nożna / Betclic 1 Liga

1. liga. Jakub Bielecki: wiem, że przede mną masa roboty, żeby wejść na ten najwyższy poziom

Jakub Bielecki - bramkarz Ruchu Chorzów (fot. Kacper Pacocha /400mm.pl)
Jakub Bielecki - bramkarz Ruchu Chorzów (fot. Kacper Pacocha /400mm.pl)

Ruch Chorzów w szybkim tempie stanął na nogi i wydostał się z 3. Ligi. Zespół 14-krotnych mistrzów Polski powoli puka do bram Ekstraklasy. Spora w tym zasługa młodego bramkarza, Jakuba Bieleckiego, który jeszcze 3 lata temu nie był znany szerszej publiczności. – Trzeba próbować, żeby potem móc spojrzeć w lustro i powiedzieć, że wszystko się zrobiło, by dojść do celu. Postawiłem wszystko na jedną kartę i się opłaciło. Drugi raz też bym tak zrobił – powiedział najlepszy bramkarz poprzedniego sezonu 2. Ligi w wywiadzie dla TVPSPORT.PL.

DALSZĄ CZĘŚĆ PRZECZYTASZ POD REKLAMĄ
Brzęczek zaskoczył: rywale będą na nas motywowani finansowo

Czytaj też

Jerzy Brzęczek podczas meczu reprezentacji Polski (fot. Getty)

Brzęczek zaskoczył: rywale będą na nas motywowani finansowo

Dominik Pasternak, TVPSPORT.PL: – Dlaczego zdecydowałeś się przedłużyć kontrakt z Ruchem, skoro miałeś oferty z Ekstraklasy?
Jakub Bielecki (Ruch Chorzów): – To prawda, miałem oferty, ale nie chciałem jeszcze odchodzić, biorąc pod uwagę, jak wygląda 1. Liga. Wiem, jaką mam pozycję w klubie i jak doceniają mnie kibice. To był najważniejszy czynnik. Jestem chłopakiem stąd, przeszedłem wszystkie szczeble w Ruchu Chorzów i niebieskie serce daje o sobie znać.

– Ostatni raz kontrakt przedłużyłeś kilka miesięcy temu. Kolejna propozycja od klubu była zaskoczeniem?
– Mój poprzedni kontrakt kończył się w teorii końcem czerwca. Klub jednak musiał aktywować odpowiednią klauzulę, bo inaczej mógłbym się dogadywać z innym zespołem. Wiedziałem dużo wcześniej, że tak się stanie, bo miałem takie zapewnienia. Nie było to podawane w informacji publicznej, dopiero po awansie – w euforii – ktoś rzucił, że ten kontrakt zostanie przedłużony i spotkało się to z bardzo dobrym odbiorem ze strony kibiców. Jeszcze podczas fety prezes szepnął mi na ucho, że jak wszystko będzie w porządku, to siądziemy niedługo do rozmów o nowym kontrakcie. Bardzo się ucieszyłem, bo zależało mi na tym, żeby zostać w drużynie. Mam tutaj znajomych, dziewczynę, mieszkam u rodziców, więc siłą rzeczy obcinam koszty (śmiech), także czuję się tutaj bardzo dobrze.



– Wracając jeszcze do poprzedniego sezonu i meczu z Motorem Lublin, to zgodzisz się z tym, że wygraliście to spotkanie już w szatni?
– Nie wiem do końca, czy wygraliśmy ten mecz już w szatni, ale pamiętam, że po barażu z Radunią usiedliśmy w niej i włączyliśmy spotkanie Wigier z Motorem. Zespół z Lublina zagrał wyśmienicie i te bramki padały jedna za drugą. Śmialiśmy się, że nastrzelali się w Suwałkach, teraz przyjadą pewni siebie do Chorzowa i zderzą się z rzeczywistością. My byliśmy tak zmobilizowani na ten mecz i wiedzieliśmy, że nawet, gdy coś nie będzie wychodziło, to pełne trybuny nam pomogą. Tak też było, bo gdy oglądałem kulisy, to miałem ciarki, leżąc w łóżku, a to już było kilka dni po spotkaniu. To jest też niebywały plus, posiadać takich kibiców za plecami.

– To też pewnie przyciąga nowych zawodników do Ruchu. Oprócz pensji przekonuje ich też ta wspaniała publiczność.
– Zdecydowanie. Większość zawodników, która do nas dołącza, nie miała wcześniej okazji grać dla takiej publiki. To są niezapomniane przeżycia warte grania nawet za mniejsze pieniądze.

– Teraz marzeniem debiut w Ekstraklasie z Ruchem?
– Po to właśnie przedłużyłem kontrakt, żeby osiągnąć ten cel. Nie będę składał żadnych deklaracji, ale bez wątpienia byłoby to wspaniałe przeżycie. – Aktualnie wszystko wygląda dobrze, ale jeszcze 2,5 roku temu wydawało się, że nic nie będzie z twojej kariery. Co wtedy siedziało w twojej głowie?
– Jedyne, o czym wtedy myślałem, to że będę musiał iść wyrobić książeczkę sanepidowską i zacząć przeglądać ogłoszenia o pracę. Ewentualnie w grę wchodziła jeszcze opcja skończenia studiów. Grałem w IV-lidze, ale ten najcięższy okres zaczął się jeszcze wcześniej, gdy byłem w juniorach Ruchu. Po zmianie klubu na Śląsk Świętochłowice nie wyglądało to tak, jak myślałem, bo dalej nie grałem regularnie. Pamiętam, że potrafiłem wejść w mecz i na starcie zawalić bramkę.



Brzęczek zaskoczył: rywale będą na nas motywowani finansowo

Czytaj też

Jerzy Brzęczek podczas meczu reprezentacji Polski (fot. Getty)

Brzęczek zaskoczył: rywale będą na nas motywowani finansowo

Konflikt w Motorze Lublin. "Byli piłkarze opowiadają głupoty"

Czytaj też

Michał Fidziukiewicz nie gra już w Motorze Lublin (fot. Przemek Gabka/ 400mm)

Konflikt w Motorze Lublin. "Byli piłkarze opowiadają głupoty"

– Jak to się stało, że z takich piłkarskich peryferii w Polsce udało ci się przebić z powrotem do Ruchu Chorzów?
– To śmieszna sytuacja. Uczęszczałem już wtedy na studia i rodzice mi powiedzieli, że albo się uczę, albo mam iść do pracy. Jak się całe życie grało tylko w piłkę, to ciężko było przestawić myślenie, żeby to porzucić i iść do normalnej pracy. Poszedłem na studia, ale to wyglądało tak, że ciałem tam byłem, a myślami zupełnie gdzie indziej. W pewnym momencie sam powiedziałem rodzicom, że nie chcę się męczyć, i żeby dali mi ostatnią szansę spróbowania sił w piłce. Tatą z mamą nie byli do końca przekonani i pamiętam, że babcia z dziadkiem trochę stanęli w mojej obronie i przekonali ich do tego pomysłu. Dostałem półroczne ultimatum. Znalazłem trenera personalnego, ale wybuchła pandemia i wszystko zamknęli. Trzeba było sobie jakoś radzić i dzięki mojemu menadżerowi udało się wkręcić na treningi do trenera Berety (ówczesny szkoleniowiec Ruchu w III-lidze przyp.red.). Nie poszło to jednak po mojej myśli, bo dostałem sygnał, że trenować mogę, ale grał nie będę, bo jestem za słaby. Pogodziłem się z losem. Za jakiś czas jednak dostałem telefon od trenera, że otrzymam szansę w meczu. Udało się go przekonać do siebie i później się to już pięknie potoczyło.

– Dużo zawdzięczasz trenerowi Berecie?
– Zawdzięczam mu naprawdę dużo. Myślę, że gdyby był tam wtedy inny człowiek, to bym dzisiaj nie bym w tym miejscu.

– Mógłbyś być już dzisiaj na studiach…
– Na studiach, to nie wiem do końca, czy bym był, ale na pewno w pracy (śmiech). Uważam, że gdyby wtedy inny człowiek trenował Ruch, to nie postawiłby na gościa, który nie miał rozegranego jednego meczu w seniorskiej piłce i to jeszcze pod taką presją. Wtedy każdy kibic oczekiwał, że Ruch będzie lał w tej lidze wszystkich. Wyglądało to jednak tak, że była porażka ze Ślęzą Wrocław, później następny i sytuacja była nieciekawa. Pamiętam, że graliśmy wtedy też mecz w pucharze z zespołem z okręgówki i trener podszedł do mnie przed startem, i powiedział, że jeśli zagram dobrze, to otrzymam szansę w lidze. W mojej opinii zaliczyłem solidny występ i jeszcze obroniłem rzut karny. Trener później słowa dotrzymał.

– To, że debiutowałeś w Ruchu w 3. lidze, a nie wyżej, było trochę ułatwieniem?
– Gdy przyszedłem do klubu, to Ruch grał jeszcze w Ekstraklasie. Byłem wtedy w szóstej klasie. Pamiętam, że jak chodziłem na mecze na sektor rodzinny, to zawsze marzeniem było zadebiutować. Oczywiście, chciałem, żeby to było w Ekstraklasie, ale na poziomie 3. Ligi, to też było wspaniałe doświadczenie. Nie wiem, czy to było ułatwienie, bo jednak to i tak było ogromne przeżycie. Na pewno jednak bardziej stresowałem się przed pierwszym meczem w 3. Lidze, niż ostatnio na zapleczu Ekstraklasy.

– Co byś poradził zawodnikowi, który znalazł się w podobnej sytuacji co ty w swojej karierze, oprócz tego, żeby się nie poddawał?
– Nie lubię tego określenia kariera, bo taką może robić Robert Lewandowski, a nie chłopak, który kopie piłkę w 1. Lidze. To nadal jest tylko przygoda. Co mogę poradzić? Trzeba próbować, żeby potem móc spojrzeć w lustro i powiedzieć, że wszystko się zrobiło, by dojść do celu. Postawiłem wszystko na jedną kartę i się opłaciło. Drugi raz też bym tak zrobił.



– Często też agenci piłkarscy nie pomagają w karierze, a w niższych ligach to już szczególnie, bo można szybko zawodnika sprzedać i zarobić łatwe pieniądze. W twoim przypadku było jednak inaczej.
– W większości przypadków jest tak, że agenci chcą tylko zarobić na zawodniku i mieć w nosie jego przygodę z piłką. U mnie wyglądało to inaczej, bo zostałem pozostawiony samemu sobie i musiałem znaleźć klub na wypożyczenie. Odezwałem się wtedy do Romana (Roman Skorupa przyp.red.), bo mieliśmy wcześniej ze sobą kontakt. On wykazał w poprzednich latach zainteresowanie mną, ale ja nie chciałem wchodzić we współpracę, bo miałem ważny kontrakt z Ruchem i byłem jeszcze wtedy bardzo młody. Uznaliśmy z rodzicami, że menadżer nie będzie potrzebnym w takim wieku. Później on wyciągnął do mnie rękę, mimo że nie mieliśmy formalnie podpisanego kontraktu i pomógł mi w znalezieniu klubu. – Co jest najważniejsze w kontaktach piłkarza z menedżerem?
– Kiedyś słyszałem, żeby zawodnik nie traktował swojego menedżera jak przyjaciela. Najważniejsze myślę, że jest to, że zanim zwiążesz się z taką osobą kontraktem, to musisz złapać przez jakiś czas z nią jakiś kontakt. Żeby nie doszło do takiej sytuacji, że po podpisaniu umowy, agent przestanie się odzywać.

– Duże pieniądze w piłce chyba nie pomagają w znalezieniu dobrego menedżera.
– Im większe pieniądze, tym większe problemy. Niestety, tak wygląda ta rzeczywistość.

Konflikt w Motorze Lublin. "Byli piłkarze opowiadają głupoty"

Czytaj też

Michał Fidziukiewicz nie gra już w Motorze Lublin (fot. Przemek Gabka/ 400mm)

Konflikt w Motorze Lublin. "Byli piłkarze opowiadają głupoty"

Dinamo Batumi rozbite! Lech Poznań rozgromił rywala [SKRÓT]
(fot. TVP)
Dinamo Batumi rozbite! Lech Poznań rozgromił rywala [SKRÓT]

Spór o trofeum za awans. PZPN przekazał je klubowi... pocztą

Czytaj też

Kotwica Kołobrzeg dostał puchar za awans do 2. ligi pocztą (fot. 400mm.pl/Twitter)

Spór o trofeum za awans. PZPN przekazał je klubowi... pocztą

– Zgodzisz się z tym, że spore kwoty otrzymywane przez młodych piłkarzy zatruwają to środowisko?
– Myślę, że zdecydowanie jest to duży problem. Naprawdę, jak czasami słyszę, ile ktoś dostaje w rezerwach albo w akademii, to łapię się za głowę. Takie pieniądze zazwyczaj psują osoby, które je otrzymują. Ja akurat nie doświadczyłem tego, żeby w młodym wieku zarabiać ogromne pieniądze i uważam też, że dzięki temu doceniam tak to, że ktoś widzi we mnie potencjał i chwali za grę. Nawet teraz, jak pojawiały się artykuły, że mogę pójść do Ekstraklasy za naprawdę dużo większe pieniądze niż w Ruchu, to zdawałem sobie sprawę, że nie miałbym tam takiego poparcia w drużynie, jakie mam tutaj. Po drugie też nie miałbym takiego poparcia kibiców i musiałbym od nowa pracować na to wszystko. Wątpię też, żebym z miejsca wszedł do jakiegoś klubu Ekstraklasy i od razu grał w pierwszym składzie. Na wszystko daje sobie czas. Wiem, że przede mną masa roboty, żeby wejść na ten najwyższy poziom. Pewnie nastąpi kiedyś taki moment, że będę gotowy do gry w Ekstraklasie i wtedy trzeba będzie podjąć odpowiednie decyzje.

– Przez te lata w Ruchu poznałeś jakiegoś bramkarza, który zrobił na tobie szczególne wrażenie? Miałeś okazję trenować nawet z Kamilem Grabarą.
– Z Kamilem miałem treningi za czasów juniorskich, więc jeszcze nie robił takiego wrażenia, jak teraz. Na mnie ogromne wrażenie zrobił Kamil Lech. Zawsze powtarzałem, że to jest gość, który na treningach robi niesamowite rzeczy, a gdy przychodziły mecze, to nie zawsze mu wychodziło. Bardzo dobrze też wspominam Libora Hrdlickę. Był dla mnie takim ojcem w szatni, gdy wchodziłem do niej, mając 16 lat. Dalej mamy zresztą ze sobą kontakt, więc tym bardziej darzę go sympatią.

– Rzadko się zdarza, żeby młody piłkarz był tak lubiany przez kibiców. Ciebie w Chorzowie traktują co najmniej jak zawodnika z 20-letnim stażem w klubie. Kluczem jest to, że wiesz, ile waży gra w koszulce Ruchu?
– Nie mam pojęcia, co może być kluczem. Jestem po prostu sobą. Zawsze, gdy ktoś mnie pyta o zdjęcie lub o podpis, to nigdy tego nie odmówię. Czasami po meczu trenerzy się niecierpliwią, gdzie ja jestem, a ja stoję pod sektorem rodzinnym i robię sobie zdjęcia z kibicami. Myślę, że moja postawa na boisku też ma na to jakiś wpływ. Wpływ ma też to, że pochodzę stąd i ludzie wiedzą, że nie jestem najemnikiem.

– Po przyjściu trenera Skrobacza obawiałeś się, że możesz stracić miejsce w składzie?
– Na początku nie miałem obaw, ale na pierwszych treningach już widziałem, jak klaruje się sytuacja. Nie byłem przewidziany do gry. Poszedł sygnał, żeby postawić na młodzieżowca w bramce. Widziałem później wypowiedź trenera, że potrzebowali bramkarza na już, a okazało się, że z biegiem sezonu chłopak pozamiatał, mówiąc o mnie. Zrobiło mi się bardzo miło, bo znów – można powiedzieć – oszukałem przeznaczenie. Nie było to jednak łatwe, żeby się przebić, bo dostałem nawet sygnał, że jak znajdę nowy klub, to mogę do niego przejść. Doszło jednak do sparingu z Koroną Kielce, w którym zaprezentowałem się na tyle dobrze, że zaufano mi i potem odpłaciłem się dobrą grą w całym sezonie.

– Jak wygląda typowy dzień w Ruchu Chorzów? Wspominasz o tej atmosferze, że każdy się ze sobą dogaduje, to jak w takim razie budujecie tę relacje?
– Wszystkiego oczywiście nie mogę powiedzieć (śmiech). Mamy rano treningi i jeśli umawiamy się np. na 11:00, to połowa kadry potrafi być godzinę albo i wcześniej przed zajęciami, żeby wypić kawę i na spokojnie porozmawiać. Po treningu jest tak samo, część graczy zostaje jeszcze porozmawiać, dodatkowo potrenować i to też buduje atmosferę. Mogę podać przykład z ostatniego meczu. Do startu było około trzy godziny, a ja przyjechałem do klubu i już zaczęły się tam zbierać osoby. Ważne też są relacje z zarządem. To nie jest tak jak w niektórych zespołach, że prezes przejdzie po korytarzu, powie dzień dobry i to by było na tyle. U nas ta relacja jest zupełnie inna. Prezes Siemianowski, gdy idzie korytarzem, to zawsze rzuci jakimś żarcikiem i jest to pozytywnie odbierane.

– Co będzie największą siłą Ruchu w tym sezonie?
– Myślę, że nie tylko w tym sezonie, ale ogólnie przez ostatnie lata, największą siłą była atmosfera. To niesamowicie pomaga w budowaniu kolektywu. Potem idzie to jak walec. Kiedy scementuje się drużyna, klub i kibice, to wszystko nabiera rozpędu i są wyniki.

Spór o trofeum za awans. PZPN przekazał je klubowi... pocztą

Czytaj też

Kotwica Kołobrzeg dostał puchar za awans do 2. ligi pocztą (fot. 400mm.pl/Twitter)

Spór o trofeum za awans. PZPN przekazał je klubowi... pocztą

Debiut i gol. 14 lat temu Lewandowski przywitał się z kibicami Lecha
Robert Lewandowski (fot. PAP)
Debiut i gol. 14 lat temu Lewandowski przywitał się z kibicami Lecha

Zobacz też
Arka coraz bliżej awansu. Sprawdź tabelę Betclic 1 Ligi
Tabela Betclic 1 ligi 2024/25 [aktualizacja 5.04.2025]

Arka coraz bliżej awansu. Sprawdź tabelę Betclic 1 Ligi

| Piłka nożna / Betclic 1 Liga 
Trwa koszmar Ruchu. Arka i Bruk-Bet na drodze do Ekstraklasy!
(fot. 400mm.pl)
nowe

Trwa koszmar Ruchu. Arka i Bruk-Bet na drodze do Ekstraklasy!

| Piłka nożna / Betclic 1 Liga 
Dramatyczny błąd sędziego VAR. Wisła Kraków pokrzywdzona
Atak Jakuba Kiełba był wycelowany korkami w kość piszczelową Kacpra Dudy. Za taki poważny i rażący faul należy się czerwona kartka. (fot. TVPSPORT.PL)

Dramatyczny błąd sędziego VAR. Wisła Kraków pokrzywdzona

| Piłka nożna / Betclic 1 Liga 
Pogoń Siedlce – ŁKS Łódź. Oglądaj mecz Betclic 1 Ligi!
Pogoń Siedlce – ŁKS Łódź [NA ŻYWO]. Transmisja online meczu Betclic 1 Ligi, live stream (06.04.2025). Gdzie oglądać?
transmisja

Pogoń Siedlce – ŁKS Łódź. Oglądaj mecz Betclic 1 Ligi!

| Piłka nożna / Betclic 1 Liga 
Ruch Chorzów – GKS Tychy. Oglądaj mecz Betclic 1 Ligi!
Ruch Chorzów – GKS Tychy [NA ŻYWO]. Transmisja online meczu Betclic 1 Ligi, live stream (06.04.2025). Gdzie oglądać?
transmisja

Ruch Chorzów – GKS Tychy. Oglądaj mecz Betclic 1 Ligi!

| Piłka nożna / Betclic 1 Liga 
wyniki
terminarz
tabela
Wyniki
dzisiaj
05 kwietnia 2025
04 kwietnia 2025
Terminarz
08 kwietnia 2025
09 kwietnia 2025
10 kwietnia 2025
Tabela
Betclic 1. Liga
 
Drużyna
M
+/-
Pkt
1
26
32
57
3
26
13
47
4
26
15
45
6
26
20
43
8
26
7
38
9
26
3
37
10
26
1
36
11
26
7
35
12
25
2
34
13
26
-22
24
14
25
-28
23
15
26
-21
21
16
26
-24
21
17
26
-20
16
18
26
-26
16
Rozwiń
Najnowsze
Stało się! Owieczkin pobił rekord goli NHL
pilne
Stało się! Owieczkin pobił rekord goli NHL
| Hokej / NHL 
Owieczkin utonął w objęciach kolegów po historycznym trafieniu (fot. Getty)
Arka coraz bliżej awansu. Sprawdź tabelę Betclic 1 Ligi
Tabela Betclic 1 ligi 2024/25 [aktualizacja 5.04.2025]
Arka coraz bliżej awansu. Sprawdź tabelę Betclic 1 Ligi
| Piłka nożna / Betclic 1 Liga 
Zmarzlik zdobył Koronę Bolesława Chrobrego
Bartosz Zmarzlik (fot. PAP/Tytus Żmijewski)
nowe
Zmarzlik zdobył Koronę Bolesława Chrobrego
| Motorowe / Żużel 
Trwa koszmar Ruchu. Arka i Bruk-Bet na drodze do Ekstraklasy!
(fot. 400mm.pl)
nowe
Trwa koszmar Ruchu. Arka i Bruk-Bet na drodze do Ekstraklasy!
| Piłka nożna / Betclic 1 Liga 
Premier League. Rozczarowujące derby Manchesteru
Na głównym planie: Alejandro Garnacho i Matheus Nunes (fot. Getty Images)
Premier League. Rozczarowujące derby Manchesteru
FOTO
Wojciech Papuga
Łomot w Szczecinie. Pogoń może mieć króla!
Efthymis Koulouris (fot. PAP)
pilne
Łomot w Szczecinie. Pogoń może mieć króla!
| Piłka nożna / PKO BP Ekstraklasa 
Turniej jak z bajki. Reprezentanci Polski rozbudzili nadzieje [KOMENTARZ]
Barbara Marcinkowska wywalczyła złoty medal PŚ w boksie olimpijskim w kategorii do 70 kg (fot.  PAP)
polecamy
Turniej jak z bajki. Reprezentanci Polski rozbudzili nadzieje [KOMENTARZ]
Mateusz Fudala
Mateusz Fudala
Do góry