Przemysław Frankowski w ubiegłym sezonie został wybrany jednym z najlepszych transferów Ligue 1. Co mu pomogło przystosować się do realiów ligi francuskiej? Dlaczego na początku roku grał rzadziej w pierwszym składzie? Jak wygląda aklimatyzacja Adama Buksy i Łukasza Poręby w szatni Lens? Dlaczego nie przywiązuje wagi do liczb? Czy jest pewny powołania na mundial? Przed startem nowego sezonu Frankowski opowiedział o tym w rozmowie z TVPSPORT.PL.
Przemysław Chlebicki, TVPSPORT.PL: – Czujesz, że masz "naładowane baterie" przed nowym sezonem?
Przemysław Frankowski, piłkarz RC Lens: – Myślę, że tak. Okres przygotowawczy był naprawdę trudny. W ostatnim meczu z West Hamem wyglądaliśmy dobrze (spotkanie zakończyło się wynikiem 0:0 – przyp. red.), więc mam nadzieję, że baterie mamy naładowane na cały sezon.
– Miałeś okazję zagrać z silnymi rywalami – West Hamem i Interem Mediolan, a wcześniej przebywałeś na wakacjach w Polsce. Czy wystarczająco odpocząłeś i jesteś gotowy mentalnie do rozgrywek?
– Ostatni sezon był dla mnie wyjątkowo długi. Przyszedłem z MLS i grałem praktycznie półtora roku bez przerwy. Odpoczynek bardzo mi się przydał – fizycznie i mentalnie. Po trzech tygodniach z uśmiechem wróciłem do klubu. Nie opuściłem żadnego treningu w trakcie okresu przygotowawczego. Jestem gotowy na pierwszy mecz.
– Grasz w Lens od roku. Często zdarza się, że ludzie zaczepiają cię na ulicach, proszą o wspólne zdjęcia?
– Mamy sporo zagorzałych kibiców, którzy żyją naszym klubem. Zdarza się, że mnie rozpoznają na ulicy, to już normalne.
– Patrząc na twoje udane początki, można było dostrzec, że nie miałeś we Francji problemów z aklimatyzacją. Co ci najbardziej pomogło na miejscu?
– Od początku dobrze czułem się w szatni Lens. Moi koledzy są byli otwarci i pomocni. Ale także byłem przygotowany fizycznie i sportowo do tego, by od razu grać. Zacząłem sezon dużo wcześniej niż liga francuska, co mi trochę pomogło.
– Szybko się nauczyłeś języka?
– Dalej mam problemy, francuski nie jest łatwy! Mając dwójkę dzieci czasem trudno znaleźć czas na to, by usiąść do książek i się pouczyć. Ale dużo chłopaków mówi po angielsku, a niektórzy mieszają francuski z angielskim. Od początku jednak starałem się porozumiewać z kolegami.
– Domyślam się, że teraz w szatni Lens popularniejszy stanie się język polski – latem dołączyli do ciebie Adam Buksa i Łukasz Poręba.
– Cieszę się, że poza mną jest jeszcze dwóch Polaków w szatni. Niektórzy koledzy zaczęli podpytywać o różne słowa. Chyba powoli sami zaczynają się uczyć polskiego!
– Zanim Buksa trafił do klubu, pytano cię o opinię na jego temat?
– Nie będę oszukiwał – podszedł do mnie dyrektor sportowy i zapytał mnie, co sądzę o Adamie. Powiedziałem swoje zdanie, podziękował mi za opinię i przyznał, że jest zainteresowany transferem. Jeżeli Lens chce kogoś pozyskać, działa szybko.
– Twój nowy kolega jednak miał pecha, doznając kontuzji przed startem przygotowań do sezonu.
– Wciąż się przygotowuje do powrotu do treningów, jeszcze potrzebuje czasu. Wiadomo, że chciałby już być gotowy do meczu. Ale czas jest najważniejszy.
– Problemów nie miał za to Poręba, który w sparingu zaliczył asystę. Seko Fofana porównał go nawet do Marcelo Brozovicia.
– Mogę powiedzieć szczerze, że dobrze się prezentuje. Ciężko pracuje na treningach i pozytywnie pokazał się w meczach. Myślę, że potrzebuje jeszcze cierpliwości. Ale jeśli będzie dalej tak pracował, zasłuży na szansę.
– Na co największą uwagę zwraca trener Franck Haise? I czy zwraca uwagę na sprawy pozasportowe – co jecie i jak spędzacie czas po treningach?
– Jeśli chodzi o jedzenie, każdy zawodnik jest inny. Uważam, że ja jestem wśród zawodników, którzy wiedzą, jak się odżywiać i co robić, żeby być dobrze przygotowanym do treningów i meczu. Trener jest wymagający, a jego treningi są intensywne, jest bardzo dużo gier. Przy nim jednak piłkarze mogą się rozwijać.
– Trudno ci było się przystosować do tego trybu po transferze z Chicago Fire?
– Pod względem meczowym na pewno nie, ale różnice w treningach przez pierwsze trzy tygodnie były odczuwalne. Po jednej grze była tylko chwila przerwy i trzeba było zacząć drugą – na początku był to mój największy problem.
– Już na starcie sezonu zdobywałeś bramki i zaliczyłeś asysty. Co sprawiło, że tak szybko wpasowałeś się w drużynę?
– System gry i mój ofensywny styl. Lens gra bardzo ofensywnie, a wahadłowi są tak naprawdę skrzydłowymi. Dzięki temu łatwiej o liczby. Wiadomo – do asysty czasami potrzeba szczęścia, bo czasem tylko komuś podasz, a ktoś rozegra świetną akcję i strzeli. Uważam że w chwili obecnej jest za duży nacisk na liczby. Każdy o nich mówi, ale najważniejsza jest drużyna i wygrywanie meczów.
– Pod koniec ubiegłego roku zostałeś doceniony – trafiłeś do oficjalnej najlepszej jedenastki transferów Ligue 1. Czy to wyróżnienie cię zmotywowało, czy raczej zdekoncentrowało?
– Było mi miło – cieszyłem się, że dzięki mojej ciężkiej pracy wszystko szło w dobrym kierunku.
– Potem jednak nadszedł trudniejszy moment. Zimą wciąż regularnie pojawiałeś się na boisku, ale częściej wchodząc z ławki. Dlaczego grałeś mniej minut?
– To były najtrudniejsze miesiące. Odczuwałem już trudy sezonu – wcześniej nie miałem wakacji i musiałem trochę odsapnąć. Trenerzy to zauważyli i rozmawialiśmy wtedy o tym, by na razie odpuścić, żebym był lepiej gotowy na koniec sezonu.
– Czyli intensywność była odczuwalna.
– Liga francuska nie jest ligą dla każdego. Ale jeśli jesteś w dobrej drużynie, łatwiej ci się gra, aczkolwiek wymagania i intensywność są duże. Dlatego trzeba bardzo dbać o siebie, żeby w niej grać.
– Nawet Messi się przekonał o tym, że we Francji nie jest łatwo.
– Mówi się, że Messi miał słabszy sezon... Sześć bramek i czternaście asyst – też chciałbym mieć taki słabszy sezon! Ale widać było, że miał trudności w przestawieniu z ligi hiszpańskiej na francuską. Coś jednak czuję, że w tym sezonie będzie jednym z najlepszych zawodników ligi.
– W ubiegłym sezonie wyróżniającą się postacią rozgrywek był twój kolega z drużyny, Jonathan Clauss, który latem odszedł do Marsylii. Widać było coś szczególnego w jego podejściu? Bardzo się starał o to, żeby wejść na wyższy poziom?
– To piłkarz, który jeszcze niedawno grał w niższych ligach, a teraz zapracował na transfer do Marsylii. Cieszę się, że mu się udało, bo jest świetnym piłkarzem. Od rana do wieczora był w klubie. Zostawał po treningach, żeby ulepszać swoje umiejętności. Dbał o swoje ciało, głównie o nogi.
– Powiedz kilka słów o szatni Lens. Czy jest w niej dużo zabawy, są dzikie tańce po zwycięstwach?
– Mam w swoim telefonie dużo ciekawych filmików, jak się cieszymy ze zwycięstwa albo jak się bawimy przed treningiem. Muzyka nam towarzyszy codziennie!
– Twoje propozycje też trafiają na playlistę? Są wśród nich polskie utwory?
– Czasami na siłowni się zdarza, że leci coś polskiego. Francuzi włączą coś swojego, Latynosi też.
– Lens zakończyło sezon blisko strefy pucharowej, ale trochę wam zabrakło. Tym razem mierzycie wyżej?
– Drugi rok z rzędu zajęliśmy siódme miejsce. Celujemy w progres, którym jest piąte albo szóste miejsce. Ale nie ma po co się wychylać – nie jesteśmy tak dużym klubem jak inne, żeby otwarcie mówić o pucharach. Najlepszym podejściem będzie życie z meczu na mecz i spełnianie po kolei naszych celów.
– Jak wyglądają twoje relacje z trenerem Czesławem Michniewiczem? Czy jesteś w stałym kontakcie z selekcjonerem kadry?
– Nie rozmawiamy dużo, ale selekcjoner nie jest osobą, która będzie dzwonić do każdego i pytać "co tam, jak tam?". My mamy "przemawiać" na boisku, a trener widzi, co się dzieje. Przed nami kolejne mecz, przygotowujemy się do mundialu i każdy będzie walczył, by się znaleźć w kadrze.
– Czujesz się pewny powołania na nadchodzące mistrzostwa?
– Nie, i myślę, że nikt jeszcze nie czuje się "pewniakiem". Losy są różne. Trzeba dbać o siebie i tyle.
– Czy od kiedy grasz we Francji, dbasz o siebie bardziej?
– Wcześniej też przyjeżdżałem przed treningami, żeby popracować z fizjoterapeutami. Tak samo zostaję po treningu. Myślę, że w Lens o nas dbają – jesteśmy przygotowani i mamy do dyspozycji trzech, czasem czterech fizjoterapeutów, którzy są otwarci, by nam pomóc w regeneracji.
– Jesteś zaangażowany w pozapiłkarskie przedsięwzięcia?
– Trzeba inwestować i dbać o swoją przyszłość, ale są to sprawy indywidualne. Najważniejsza dla mnie jest rodzina. Po treningach zawsze wracam do domu, gdzie jest w co włożyć ręce.