| Piłka ręczna / ORLEN Superliga
W listopadzie 2023 roku Arkadiusz Moryto uszkodził bark lewej ręki w towarzyskim meczu reprezentacji Polski. I choć do regularnych występów wrócił po niecałych trzech miesiącach, to dziś – niemal rok od momentu, gdy doznał kontuzji – wciąż jest daleki od pełnej sprawności. – Jestem w stanie leżeć na nim przez 5-10 minut i muszę obrócić się na drugi bok. Na boisku tak naprawdę uczę się rzucania od nowa – mówi w rozmowie z TVPSPORT.PL.
Maciej Wojs, TVPSPORT.PL: – Nowy sezon, stare problemy – zaczęliście nowe rozgrywki, a problemy kadrowe wciąż was nie opuszczają. Po poprzednim sezonie, kiedy tych urazów i kontuzji było w waszym zespole bardzo dużo, miałeś nadzieję, że w nowym sezonie karta się odwróci?
Arkadiusz Moryto: – Na pewno tak myślałem, ale czas pokazał, że jest inaczej. Te kontuzje nie wynikają z tego, że ktoś jest źle przygotowany czy nieuważny. To po prostu urazy losowe. Ktoś gra i nagle nadrywa sobie dwójkę czy łydkę. To głównie sprawy mięśniowe, gdzie – tak myślę – przygotowanie nie ma aż tak dużego wpływu, tylko są to sprawy przeciążeniowe. Mamy zawodników, którzy grali na igrzyskach i dla nich to drugi sezon praktycznie bez przerwy. To się nawarstwia i stąd takie kontuzje jak w przypadku Alexa [Dujshebaeva] czy Jorge Maquedy. Więc tak – myślałem, że będzie tego mniej, ale też nie myślimy o tym za dużo w zespole. Teraz dajemy sobie radę – wypada jeden, wchodzi zmiennik i daje drugie tyle, co widać choćby w meczach Superligi. Zderzyliśmy się z tym już w tamtym sezonie. Mam jedynie nadzieję, że drugi raz taka liczba kontuzji się nie powtórzy.
– Nie było jednak momentu po tym, jak z gry wypadł wam kolejny zawodnik, by w twojej głowie zapaliła się czerwona lampka, że coś tu nie gra?
– Wiesz, mam takie poczucie, że przez ostatnie 3-4 lata nasz zespół "latał" po boisku. Robiliśmy, co chcieliśmy. Graliśmy znakomicie, wygrywaliśmy większość meczów. Dwa razy zagraliśmy w finale Ligi Mistrzów, wystąpiliśmy w klubowych mistrzostwach świata. Praktycznie cały czas byliśmy wtedy w pełnym składzie, bez kontuzji. Wszyscy grali "od dechy do dechy" i nie było żadnych problemów. Myślę, że to teraz odbija się na nas. Organizm dał znać, że trzeba trochę odpocząć. Pamiętaj też, że kiedy grasz przez dłuższy czas nie w pełnym składzie, tylko w 12-osobowym i to z dwoma bramkarzami, to organizm się zajeżdża. To wszystko się nawarstwiło. Wierzę jednak, że z czasem się to unormuje – czekamy na powrót Alexa, Szymona [Sićki] czy Hassana [Kaddaha]. Jestem dobrej myśli. Trzeba jedynie przetrwać ten trudny okres.
– Ty też byłeś jednym z tych zawodników, który miał kontuzję w poprzednim sezonie – mowa o barku lewej ręki. To nie był uraz, który tak jak w przypadku choćby Szymona Sićki zakończył się interwencją chirurgiczną, ale który był poważny. Mija prawie rok od momentu, gdy go doznałeś, grasz już dobrych kilka miesięcy, a mam wrażenie, że wciąż nie wróciłeś do swojej dawnej dyspozycji.
– Tak jak powiedziałeś – to tego typu uraz, który wymaga operacji, ale nie może być operowany.
– Dlaczego?
– Bo istniało ryzyko, że mogłoby być jeszcze gorzej po zabiegu. Przez to, że mówimy o ręce, którą rzucam, mógłbym mieć zmniejszony zakres ruchu, co wpłynęłoby też na siłę rzutu. Miałem niedawno konsultację u lekarza, który pracuje z Barceloną i zalecił mi konkretne ćwiczenia, by odpowiednio obudować rękę. Jego zdaniem ręka jest jeszcze "niestabilna" i dlatego mnie boli.
– Ćwiczenia pozwolą ci wrócić do 100-procentowej sprawności?
– Bardzo tego chcę. Tak zakładam i tak się nastawiam. Poprzedni sezon był najgorszy pod względem ułożenia sobie tego w głowie, że nie grasz już tak, jak wcześniej. Teraz przed nowym w sparingowym meczu z Magdeburgiem znowu uszkodziłem ten bark... Byłem w powietrzu i jeden z rywali popchnął mnie jakoś dziwnie w plecy. Upadłem na rękę i znów trochę go podwichnąłem, ale nie tak bardzo jak wcześniej. Pobolało przez tydzień i było lepiej. Na tym turnieju ręka funkcjonowała już fajnie, czułem że po wakacjach bark "działa" coraz lepiej, ale wtedy wydarzył się ten incydent z Magdeburgiem. Teraz... teraz jest coraz lepiej. Stosuję te ćwiczenia ponad dwa tygodnie i z treningu na trening czuję poprawę. Zresztą jestem dobrej myśli, bo z tego, co wiem, to dużo zawodników stosowało je wcześniej – choćby Yusuf Faruk, który miał duże problemy z ręką, tak samo Szymon Sićko, a przecież wszyscy wiemy jak Szymek teraz rzuca.
– Bark doskwiera ci tylko podczas gry czy na co dzień?
– Nie mogę komfortowo spać na tej ręce. Mogę się tak położyć na chwilę, bo śpię z wyciągniętą ręką pod głową, ale ogólnie problem jest taki, że... w prawej ręce też mam zepsuty bark.
– Jak to?
– 3-4 lata temu wypadł mi ze stawu, ale przez to, że tą ręką nie rzucam i nie używam go tak często jak drugiego, to w jakimś stopniu się zagoił i jest okej. Śpię więc na prawym, a na lewym poleżę z 5-10 minut i czuję, że muszę się obrócić na drugi bok. W codziennych czynnościach nie odczuwam problemu, choć uważam na gwałtowne ruchy, szczególnie z dziećmi.
– Jak te problemy przekładają się na twoją dyspozycję na boisku? Co sprawia ci teraz trudność?
– Głównie chodzi o siłę rzutu i luz w ręce. Najłatwiejsze są techniczne rzuty, bo w nich nie muszę używać zbyt dużo siły. Dotychczas bazowałem głównie na siłowych rzutach. Wystarczyło odpowiednio ułożyć rękę, a teraz... Tak naprawdę muszę się uczyć wszystkiego od nowa. Ktoś może nie widzieć różnicy jak rzucałem wcześniej, a jak rzucam teraz, ale ja analizuję sobie każdy rzut i patrzę na to, jak układa mi się ręka i jak ją odprowadziłem. Widać to np. w karnych. Wcześniej rzucałem, nazwijmy to, "z szybkiej ręki" – potrafiłem wypuścić piłkę bardzo szybko, jakbym uderzał biczem. Bramkarz, mimo że wiedział, gdzie oddam rzut, to po prostu nie mógł zdążyć z interwencją. Teraz muszę ciągnąć całą rękę, nie sam nadgarstek, przez co rzut jest słabszy i wolniejszy.
– I to ma wpływ na skuteczność z rzutów karnych? Na początku tego sezonu, zwłaszcza w Lidze Mistrzów, nie tylko ty, ale i cały zespół, macie w tym elemencie duże problemy.
– Na pewno. Zdaję sobie z tego sprawę i nie będę tego negował. Staram się to jakoś zakamuflować i zmienić sposób rzucania. Nie jest to łatwe, ręka czasami sama tak jakby broni się przed niektórymi ruchami, usztywnia się i przez to nie mogę uwolnić całego jej potencjału. Jest jednak coraz lepiej. W niedawnym meczu z Opolem w końcu poczułem, że oddałem 2-3 rzuty takie, jak dawniej. To dało nadzieję.
– Nadzieja była ci chyba bardzo potrzebna, bo słuchając tego, co mówisz, myślę, że ostatnie miesiące były dla ciebie bardzo trudnym czasem – regularnie grałeś, choć wiedziałeś, że nie jesteś w stanie dać tego, co potrafisz.
– Tak. W poprzednim sezonie miałem takie mecze w polskiej lidze, gdzie krótko mówiąc oszczędzałem się, żeby być gotowym na mecz w Lidze Mistrzów. Po tym, jak doznałem kontuzji, miałem poczucie, że czasami chowam się na boisku. Każdy trening to było oczekiwanie, aż w końcu poczuję, że jest okej. Teraz jest lepiej, przede wszystkim pod względem mentalnym. Musiałem przezwyciężyć myśli o tym, że jest źle i zamienić je na to, że będzie coraz lepiej.
– Przez kontuzję ominęły cię styczniowe mistrzostwa Europy. Twoja nieobecność odbiła się szerokim echem, bo niewiele wcześniej zagrałeś w ligowym meczu z Wisłą Płock. Sporo było wówczas krytycznych komentarzy w mediach społecznościowych na twój temat. Ciebie, jako osobę, która przez lata nie opuściła prawie żadnego meczu kadry, szczególnie to zabolało?
– Prawdę mówiąc, odcinam się od tego, co dzieje się w mediach społecznościowych. Staram się nic nie czytać o piłce ręcznej, bo z przeszłości wiem, że to psuje głowę. Nigdy nie jesteś tak dobry jak piszą o tobie, gdy jesteś na fali, ani nie jesteś tak słaby, jak piszą, gdy jesteś na dnie. Dlatego uważam, że to nie ma sensu.
– Nie wierzę, że nie docierały do ciebie żadne komentarze.
– Jasne, obiło mi się to o uszy. Mam media społecznościowe, w klubie też są osoby, które się tym zajmują i przekazują czasami różne wiadomości. Ja jednak wiedziałem, że to, co o mnie pisano, nie jest prawdą. Ludzie mogą myśleć, co chcą. Mój bark nie jest sprawny do tej pory, więc tym bardziej nie był sprawny wtedy. Tak, zagrałem z Wisłą, sam tego chciałem, to była moja decyzja. Czułem taką potrzebę, by pomóc drużynie, szczególnie że to był bardzo trudny moment sezonu dla nas – graliśmy słabo w Lidze Mistrzów, byliśmy pod ścianą. Widziałem, jak drużyna cierpi i nie idzie jej. Czułem wewnętrzną chęć, żeby być z nimi na parkiecie. Nie było ważne, czy będę grał, czy nie. Powiedziałem trenerowi, że jestem w stanie zagrać. To była bardziej decyzja głowy, bo ciało mówiło co innego. Dostałem wszelkie możliwe tabletki, bark był przez tydzień masowany i oszczędzany. Jednorazowo było to możliwe. Można tak zagrać jeden mecz, ale nie cały turniej. Kadra miała przed sobą trzy mecze w fazie grupowej, wcześniej jeszcze pięć sparingów, sporo treningów. Mógłbym pojechać, ale tylko zabrałbym komuś miejsce w składzie. Przecież ja w tamtym meczu z Wisłą nie trafiłem z czterech metrów na pustą bramkę! Bark po prostu powiedział: nie.
– Jak podszedł do tego trener Marcin Lijewski?
– Ze zrozumieniem. Powiedział, że jeśli wydarzy się cud i bark będzie funkcjonował dzień przed mistrzostwami, to on na mnie czeka. Rozmawialiśmy szczerze. Nie potrzebuję kłamać, żeby nie jechać na kadrę, zawsze powiem prawdę. Byłem zresztą na zgrupowaniu w Legionowie i tam podjęliśmy próby odnowienia barku, ale ręka nie dawała żadnych pozytywnych sygnałów. Podjęliśmy więc decyzję, że nie jadę i gdyby coś się zmieniło, to mam się odezwać. Miałem nawet taką myśl podczas jednego z meczów, kiedy chory był Michał Daszek. Myślałem: zadzwonię i powiem, że mogę wejść na ten jeden mecz. Włączył mi się tryb bohatera. Ale to by była głupota...
– Za miesiąc kadra zaczyna eliminacje kolejnych mistrzostw Europy. Mówisz o tym, że twój bark nadal nie jest sprawny. Co jeśli dostaniesz powołanie?
– Oczywiście przyjadę na kadrę. Mam jeszcze miesiąc. Lekarz z Hiszpanii powiedział mi, że po około trzech tygodniach powinienem czuć poprawę. Mam nadzieję, że do czasu zgrupowania będzie jeszcze lepiej. Bo ja widzę już progres i światełko w tunelu.
– Jesteście w trakcie maratonu bardzo trudnych meczów. W czwartek Magdeburg, w niedzielę Płock, a w przyszłym tygodniu Kolstad. Z Magdeburgiem graliście w poprzednim sezonie w ćwierćfinale i rywalizacja ta zakończyła się w cieniu skandalu – niezrozumiała decyzja sędziów pozbawiła was szansy zdobycia gola na wagę awansu. Przed czwartkowym meczem masz w głowie tamto spotkanie i tamtą sytuację? Traktujecie to jako okazję do rewanżu?
– Powiem szczerze, że nie. Nie biorę tego w kontekście rewanżu, bo to tylko mecz grupowy. Inne emocje. Gdyby to był mecz w fazie pucharowej, to może człowiek myślałby inaczej, bo teraz jedyne, co mogą nam zabrać, to dwa punkty. Wtedy zabrali nam Final4. To inna ranga wydarzeń. Dwa punkty, które im zabierzemy w czwartek, nie zabolą ich tak, jak zabolał nas tamten ćwierćfinał. Okazja do zemsty jeszcze przyjdzie na innym etapie.
– Tamten mecz w Magdeburgu był dla was w poprzednim sezonie początkiem trudnego emocjonalnie okresu – kilka dni później przegraliście finał Pucharu Polski, a niewiele później również rywalizację o mistrzostwo kraju. To było najtrudniejsze lato od kiedy jesteś w Kielcach?
– Niekoniecznie. Koniec sezonu był najcięższy ze wszystkich, bo po raz pierwszy od lat nie wywalczyliśmy żadnego trofeum. Ale samo lato było... ulgą. W końcu można było odpocząć od wszystkich problemów – tych zespołu, kontuzji kolegów, mojej własnej kontuzji. Rodziła mi się wtedy w głowie nadzieja, że jak przez miesiąc odpocznę, to może bark sam się zregeneruje. Tak się nie stało, ale ogólnie to był czas wiary, że będzie lepiej. Na finiszu tamtego sezonu walczyliśmy naprawdę świetnie – z Magdeburgiem odpadliśmy po karnych, z Wisłą też dwa razy przegraliśmy po karnych. To było trudne doświadczenie.
– Jednostronny był jedynie finałowy mecz Pucharu Polski. Wisła w przekonujący sposób pokonała was też już na starcie tego sezonu – w Superpucharze Polski. Czy po latach bycia faworytem płocko-kieleckiej rywalizacji, teraz staliście się underdogiem?
– Nie myślę o tym.
– Konkretnie o tym, czy o rywalizacji z Płockiem?
– O meczu z Wisłą. Najpierw Magdeburg. Raczej żyję z meczu na mecz, nie staram się wybiegać w przyszłość. Ale jeśli pytasz o rywalizację – nie będę się bawił w zdejmowanie presji czy w typowanie, kto jest faworytem u bukmacherów. Wisła pokazała po prostu w ostatnich meczach, że potrafi z nami wygrywać – i tyle. Grają u siebie, więc myślę, że te szanse są większe po ich stronie, bo ściany zawsze pomagają. W Superpucharze zagrali od nas lepiej. Myślę, że my podeszliśmy do tamtego spotkania zbyt bojaźliwie. Mieliśmy swoje szanse, których nie wykorzystaliśmy. Wisła zagrała konsekwentnie i zasłużenie wygrała. Czy są na tyle lepszą drużyną, żebyśmy mogli się obawiać tego, że nie wygramy z nimi w niedzielę? Myślę, że nie. Ostatnie finały były bardzo wyrównane. Uważam, że rywalizacja o mistrzostwo Polski będzie w tym sezonie podobna.
– I znów zakończy się rzutami karnymi?
– Nie. Nie chcę pokonać Wisły po karnych, chcę wygrać normalnie. Ale tak jak powiedziałem: mecz po meczu. Teraz Magdeburg, potem Płock, potem Kolstad. Trzy ciężkie spotkania, w dodatku wszystkie na wyjeździe. Nasz trener powtarza jednak, że póki ma sześciu zawodników w polu i bramkarza, to będziemy walczyć i jesteśmy w stanie wygrać z każdym. I tak będzie tym razem. Jedziemy do Magdeburga – to oni są faworytem. Pojedziemy do Płocka – myślę, że to Wisła będzie faworytem. Pojedziemy do Kolstad – oni może nie będą tak dużym faworytem jak Magdeburg, ale zawsze u siebie w Lidze Mistrzów gra się inaczej. To będą bardzo ciężkie mecze, ale zwycięstwo po zwycięstwie i mam nadzieję, że będziemy mieli z tych trzech spotkań siedem punktów.
19 - 25
Zepter KPR Legionowo
Kliknij "Akceptuję i przechodzę do serwisu", aby wyrazić zgody na korzystanie z technologii automatycznego śledzenia i zbierania danych, dostęp do informacji na Twoim urządzeniu końcowym i ich przechowywanie oraz na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez nas, czyli Telewizję Polską S.A. w likwidacji (zwaną dalej również „TVP”), Zaufanych Partnerów z IAB* (964 firm) oraz pozostałych Zaufanych Partnerów TVP (88 firm), w celach marketingowych (w tym do zautomatyzowanego dopasowania reklam do Twoich zainteresowań i mierzenia ich skuteczności) i pozostałych, które wskazujemy poniżej, a także zgody na udostępnianie przez nas identyfikatora PPID do Google.
Twoje dane osobowe zbierane podczas odwiedzania przez Ciebie naszych poszczególnych serwisów zwanych dalej „Portalem”, w tym informacje zapisywane za pomocą technologii takich jak: pliki cookie, sygnalizatory WWW lub innych podobnych technologii umożliwiających świadczenie dopasowanych i bezpiecznych usług, personalizację treści oraz reklam, udostępnianie funkcji mediów społecznościowych oraz analizowanie ruchu w Internecie.
Twoje dane osobowe zbierane podczas odwiedzania przez Ciebie poszczególnych serwisów na Portalu, takie jak adresy IP, identyfikatory Twoich urządzeń końcowych i identyfikatory plików cookie, informacje o Twoich wyszukiwaniach w serwisach Portalu czy historia odwiedzin będą przetwarzane przez TVP, Zaufanych Partnerów z IAB oraz pozostałych Zaufanych Partnerów TVP dla realizacji następujących celów i funkcji: przechowywania informacji na urządzeniu lub dostęp do nich, wyboru podstawowych reklam, wyboru spersonalizowanych reklam, tworzenia profilu spersonalizowanych reklam, tworzenia profilu spersonalizowanych treści, wyboru spersonalizowanych treści, pomiaru wydajności reklam, pomiaru wydajności treści, stosowania badań rynkowych w celu generowania opinii odbiorców, opracowywania i ulepszania produktów, zapewnienia bezpieczeństwa, zapobiegania oszustwom i usuwania błędów, technicznego dostarczania reklam lub treści, dopasowywania i połączenia źródeł danych offline, łączenia różnych urządzeń, użycia dokładnych danych geolokalizacyjnych, odbierania i wykorzystywania automatycznie wysłanej charakterystyki urządzenia do identyfikacji.
Powyższe cele i funkcje przetwarzania szczegółowo opisujemy w Ustawieniach Zaawansowanych.
Zgoda jest dobrowolna i możesz ją w dowolnym momencie wycofać w Ustawieniach Zaawansowanych lub klikając w „Moje zgody”.
Ponadto masz prawo żądania dostępu, sprostowania, usunięcia, przenoszenia, wniesienia sprzeciwu lub ograniczenia przetwarzania danych oraz wniesienia skargi do UODO.
Dane osobowe użytkownika przetwarzane przez TVP lub Zaufanych Partnerów z IAB* oraz pozostałych Zaufanych Partnerów TVP mogą być przetwarzane zarówno na podstawie zgody użytkownika jak również w oparciu o uzasadniony interes, czyli bez konieczności uzyskania zgody. TVP przetwarza dane użytkowników na podstawie prawnie uzasadnionego interesu wyłącznie w sytuacjach, kiedy jest to konieczne dla prawidłowego świadczenia usługi Portalu, tj. utrzymania i wsparcia technicznego Portalu, zapewnienia bezpieczeństwa, zapobiegania oszustwom i usuwania błędów, dokonywania pomiarów statystycznych niezbędnych dla prawidłowego funkcjonowania Portalu. Na Portalu wykorzystywane są również usługi Google (np. Google Analytics, Google Ad Manager) w celach analitycznych, statystycznych, reklamowych i marketingowych. Szczegółowe informacje na temat przetwarzania Twoich danych oraz realizacji Twoich praw związanych z przetwarzaniem danych znajdują się w Polityce Prywatności.