| Piłka nożna / Niemcy

Bundesliga: serce kontra rozum. Liga niemiecka i jej zgubny romantyzm

Robert Lewandowski w starciu z Oemerem Toprakiem (fot. Getty Images)
Robert Lewandowski w starciu z Oemerem Toprakiem (fot. Getty Images)
Marcin Borzęcki

Z roku na rok Bundesliga zalicza systematyczny regres. Tylko tego lata niemieckie kluby wydały na nowych piłkarzy zaledwie dwa razy tyle, co… trzech beniaminków Premier League. A to tylko jeden z wielu dowodów na to, że rozgrywki naszych zachodnich sąsiadów są w bardzo słabej kondycji i być może najwyższy czas, by podjęto dyskusję o słuszności istnienia zasady 50+1. W piątek na otwarcie sezonu Bayern zagra z Hoffenheim – relacja "minuta po minucie" od 20:15 w SPORT.TVP.PL i aplikacji mobilnej TVP Sport.

DALSZĄ CZĘŚĆ PRZECZYTASZ POD REKLAMĄ

Gdy blisko 10 lat temu Real Madryt zapłacił za Cristiano Ronaldo niespełna 100 milionów euro, były to pieniądze które w świecie piłki szokowały i trudno było je sobie w ogóle wyobrazić. Teraz takie sumy są jednak codziennością i na nikim nie robią wrażenia. Neymar kosztował PSG ponad 200 milionów, wspominany Ronaldo przeniósł się do Serie A za ponad 100, a trzycyfrową barierę przełamały jeszcze choćby przenosiny Paula Pogby na Old Trafford oraz Garetha Bale’a na Santiago Bernabeu.

Szaleństwu i uniesieniu nie poddał się jednak Bayern Monachium – na każdej płaszczyźnie najpotężniejszy niemiecki klub. Bawarska maszynka do zdobywania krajowych mistrzostw obraca ogromnymi sumami, rokrocznie notuje zysk, a mimo to na rynku transferowym przyjmuje pozę pragmatycznego sknery. Dość powiedzieć, że najdroższym transferem w historii klubu jest pozyskanie Corentina Tolisso, który kosztował… 41,5 miliona. Real Madryt więcej zapłacił choćby za 18-letniego Viniciusa, który na razie jest wielką niewiadomą – może okazać się nowym Neymarem, ale równie dobrze może podzielić los Robinho.

Skąpstwo Bawarczyków jest w pewnym sensie uzasadnione – imponująco jest utrzymywać się w wąskiej czołówce europejskiej, jednocześnie prosperując znacznie lepiej na płaszczyźnie finansowej. Uli Hoeness musi być niezwykle dumny, gdy spogląda na konto bankowe klubu, a potem, widząc zielone słupki w Excelu, przypomina sobie że w tym czasie Milan, Manchester United czy Paris Saint-Germain muszą łatać dziury w finansowym Fair Play i myśleć o spłacaniu kredytów oraz pożyczek. Wygląda jednak na to, że Bayern – który w tej dyskusji posłuży za jeden z dwóch flagowych przykładów polityki niemieckich klubów – dobił już do ściany i jeśli nie będzie chciał wypaść z pędzącego pociągu, wkrótce zostanie zmuszony by nieco popuścić pasa. Bo i chroniczna niemoc w Champions League nie wzięła się w ostatnich latach z niczego.

Uli Hoeness posiada decydujący głos w sprawach Bayernu Monachium (fot. Getty Images)
Uli Hoeness posiada decydujący głos w sprawach Bayernu Monachium (fot. Getty Images)

ZASADA 50+1, CZYLI ROMANTYCZNA BLOKADA

Bundesliga jest fenomenem nie tylko na skalę europejską, ale i światową. Podczas gdy mając odpowiedni kapitał można zainwestować w dowolny klub, przejąć w stu procentach jego udziały, zmienić barwy, herb, nazwę stadionu, a nawet i zespołu – w Niemczech nie jest to do końca możliwe. Owszem, są wyjątki, które pokazują że można znacząco wpłynąć na losy drużyny – tak zrobiono choćby w Lipsku czy Hoffenheim, a kiedyś w Leverkusen oraz Wolfsburgu. Nie jest jednak prawnie możliwe, by kapryśny multimilioner zawitał w jakimkolwiek innym mieście i przejął pakiet większościowy w firmie. Takie rozwiązanie blokuje bowiem zasada 50+1, która, najprościej mówiąc, zabrania obcym inwestorom przejęcia co najmniej połowy udziałów w klubie. 51 procent wpływów musi należeć do klubu i dlatego w czasach, gdy morze pieniędzy zalewa Paryż, Manchester czy Londyn, kluby Bundesligi pozostają nienaruszone.

Jest to z pewnością reguła romantyczna, wzniosła i pięknie się o niej opowiada. Niemieccy kibice mogą szczycić się tym, że ich kluby nie zostały skażone egzotycznymi kapitałami, mogą pielęgnować tradycję biesiadowania pod stadionem z piwem i kiełbaską w dłoni i nie martwić się o to, że gdy inwestorowi znudzi się drogocenna zabawka – rzuci ją w kąt. Można powiedzieć: jest "bidnie", ale solidnie. Stabilnie, spokojnie, bez ryzyka i obaw o to, że któraś z zasłużonych marek najpierw wystrzeli raptownie w kosmos, a potem boleśnie z niego runie bez spadochronu i zamiast w europejskich pucharach, skończy w Oberlidze.

Każdy rok prowokuje jednak wątpliwości, co do słuszności istnienia tej reguły. Z miesiąca na miesiąc pojawia się coraz więcej pytań, a towarzyszy im coraz mniej odpowiedzi. W finale Ligi Mistrzów w sezonie 2012/2013 zmierzyły się ze sobą dwa niemieckie kluby – Bayern oraz Borussia Dortmund. Mogłoby się wydawać, że w Bundesliga była wówczas na szczycie, a niemiecka piłka znalazła się w idealnej pozycji, by przez lata rozdawać karty na europejskim rynku. Nic bardziej mylnego – rok później monachijczycy odpadli w półfinale, zaś dortmundczycy w ćwierćfinale. A generalnie od pamiętnego starcia na Wembley, Bawarczycy ani razu nie zagrali już w finale, zaś Borussia nigdy nie dotarła choćby do 1/2. Ba – ostatnią kampanię zakończyła na fazie grupowej i tylko lepszym bilansem bramek zdołała wyprzedzić APOEL Nikozja.

Klub z Zagłębia Ruhry jest zresztą idealnym przykładem uwypuklającym miejsce, w którym znalazła się Bundesliga. Po sukcesach na krajowym i europejskim podwórku, znacznie większe marki powyciągały co smaczniejsze kąski z Signal Iduna Park, a zespół zaliczył bolesny regres. Po pięciu latach od tamtego finału drużyna ponownie jest w tym samym punkcie wyjścia – znów z szerokim gronem młodych zawodników i z nadziejami na zdetronizowanie Bayernu oraz podbicie Europy. Podczas gdy Liverpool, czwarty zespół ubiegłego sezonu Premier League, na przegrany finał LM odpowiedział ofensywą na rynku transferowym i wydaniem blisko 200 milionów, Borussia ripostowała… utratą największych gwiazd oraz ludzi odpowiadających za to, że markę BVB udało się podnieść z kolan (jak choćby szef skautingu Sven Mislintat, którego podebrał Arsenal).

Jak dotychczas, kluby Bundesligi wydały najmniej pieniędzy na transfer. Mniej zarobiły za to tylko kluby z Anglii
Jak dotychczas, kluby Bundesligi wydały najmniej pieniędzy na transfer. Mniej zarobiły za to tylko kluby z Anglii

ZASTRZYK FINANSOWY POTENCJALNYM RATUNKIEM

Wskutek zasady 50+1 kluby Bundesligi muszą kombinować na wiele sposobów, by wciąż trzymać poziom i aspirować do rywalizacji z ligą angielską, hiszpańską oraz włoską. A jak to robić, gdy dysponuje się znacznie mniejszymi zasobami finansowymi? Choćby wyprzedzając rywali o krok – w myśleniu, planowaniu i przewidywaniu. Dlatego też Niemcy na masową skalę produkują młodych i zdolnych piłkarzy (Sane, Draxler, ter Stegen i cała reszta), piekielnie utalentowanych trenerów (Klopp, Tuchel, Nagelsmann, Tedesco) czy pracowników innych szczebli (jak choćby wspomniany Mislintat). Sęk jednak w tym, że zagraniczny kapitał jest na tyle ogromny, iż korzysta z gotowych wyrobów Bundesligi podbierając już nie tylko wykonawców, ale i cały sposób myślenia – tak zwane know-how. Niemcy mogą dwoić się i troić, budować budzące podziw akademie, inwestować w coraz to młodszych trenerów, wypuszczać w świat jeszcze zdolniejszych piłkarzy. Dzieli ich jednak tak wyraźna przepaść finansowa, że to co dla nich jest sufitem, dla innych jest podłogą. Nie zdążą jeszcze pokazać światu zawodnika, a on już, skuszony wizją horrendalnych zarobków, pragnie zamieszkać na Wyspach. Bo za granicę nie trafiają już tylko nazwiska z pierwszych stron gazet, ale i te z cienia (jak choćby David Wagner, trener Huddersfield, który wcześniej prowadził tylko juniorów BVB).

Wygląda na to, że nadchodzi moment by w Niemczech zastanowić się nad słusznością istnienia legendarnej już reguły. Być może trzeba ją albo zlikwidować, albo choćby zmodernizować. Bundesliga niebezpiecznie dryfuje w stronę Eredivisie lub ligi portugalskiej, czyli rozgrywek które dostarczają najlepszym ligom diamentów, a te je szlifują tworząc brylanty. Z roku na rok dysproporcja będzie się tylko pogłębiała, a zatrzymać ją mogłoby choćby wpuszczenia sporego kapitału. Zwłaszcza że potencjał w niemieckim futbolu jest ogromny – stadiony regularnie zapełniają się kibicami, w niższych ligach wciąż tkwi wiele zasłużonych marek, a fundamenty do zbudowania czegoś większego zostały już stworzone. W kraju, w którym na mecz trzeciej ligi pomiędzy Kaiserslautern a TSV przychodzi około 40 tysięcy kibiców, zmarnowaniem potencjału byłoby właśnie zamykanie się na szeroki strumień pieniędzy, który pomógłby w powrocie do czołówki.

Nie może być tak, że my rozsądnie planujemy finanse, a potem Anglicy wydają pół miliarda na nowych piłkarzy i nikt się tym nie przejmuje. Ale nie może być też tak, że oddamy w obce ręce nasze kluby – powiedział jakiś czas temu Uli Hoeness i to jest clue całej sprawy. Nawet on zaczyna rozumieć, że w parze z sukcesami i rozwojem musi pójść hojność oraz kasa, co jednocześnie nie powinno zburzyć wieloletniej tradycji i specyficznego klimatu, jaki towarzyszy Bundeslidze. Liga niemiecka znalazła się więc na rozstaju dróg, a dyskusje na temat słuszności istnienia zasady 50+1 zaczną się z roku na rok nasilać, wraz z niepowodzeniami drużyn na arenie międzynarodowej. W głowach niemieckich działaczy będzie więc to, jak znaleźć w tym wszystkim balans i być może zmodernizować zasłużoną regułę tak, by z jednej strony nie wywrócić świata do góry nogami, a z drugiej – rozwijać się i stworzyć poważną konkurencją dla najlepszych na Starym Kontynencie.

Następne

fot. TVP
00:08:08

Rafał Gikiewicz: Union Berlin? Wolałem zrobić krok w tył [wideo]

fot. PAP
00:04:42

Zdecydowana wygrana Bayernu bez "Lewego" (skrót)

fot. TVP
00:02:29

Polityczne zamieszanie wokół Mesuta Oezila. "To był błąd"

Fot. Getty
00:01:13

"Lewandowski zrobi wszystko, żeby odejść z Bayernu"

Rafał Gikiewicz: Union Berlin? Wolałem zrobić krok w tył [wideo]
fot. TVP
Rafał Gikiewicz: Union Berlin? Wolałem zrobić krok w tył [wideo]

fot. PAP
Zdecydowana wygrana Bayernu bez "Lewego" (skrót)

fot. TVP
Polityczne zamieszanie wokół Mesuta Oezila. "To był błąd"

Fot. Getty
"Lewandowski zrobi wszystko, żeby odejść z Bayernu"

Zobacz też
Pucharowa sensacja! 3-ligowiec wyeliminował mistrza Niemiec!
Piłkarze Arminii Bielefeld wywalczyli awans do finału Pucharu Niemiec (fot. Getty Images)

Pucharowa sensacja! 3-ligowiec wyeliminował mistrza Niemiec!

| Piłka nożna / Niemcy 
Wielkie odejście z Bayernu po sezonie. Zaskakująca decyzja
Harry Kane, Serge Gnabry, Thomas Mueller (fot. Getty Images)

Wielkie odejście z Bayernu po sezonie. Zaskakująca decyzja

| Piłka nożna / Niemcy 
Były asystent Tuchela przejmie klub Bundesligi
Zsolt Loew i Thomas Tuchel (fot. Getty)

Były asystent Tuchela przejmie klub Bundesligi

| Piłka nożna / Niemcy 
Bundesliga: trener zwolniony po ponad dwóch latach
Marco Rose (fot. Getty)

Bundesliga: trener zwolniony po ponad dwóch latach

| Piłka nożna / Niemcy 
Bayern zgodnie z planem. Kolejny krok w kierunku mistrzostwa wykonany
Piłkarze Bayernu Monachium (fot. Getty Images)

Bayern zgodnie z planem. Kolejny krok w kierunku mistrzostwa wykonany

| Piłka nożna / Niemcy 
wyniki
terminarz
tabela
Wyniki
30 marca 2025
29 marca 2025
28 marca 2025
Piłka nożna
Terminarz
dzisiaj
Piłka nożna
jutro
06 kwietnia 2025
Tabela
Bundesliga
 
Drużyna
M
+/-
Pkt
1
27
52
65
2
27
28
59
4
27
14
45
6
27
7
42
7
27
-3
42
8
27
-6
39
9
27
8
38
11
27
3
37
12
27
-10
36
13
27
-15
30
14
27
-16
27
15
27
-11
25
16
27
-20
22
17
27
-27
20
18
27
-29
17
Rozwiń
Najnowsze
Kary dla piłkarzy Realu. Dotyczą Ligi Mistrzów
Kary dla piłkarzy Realu. Dotyczą Ligi Mistrzów
| Piłka nożna / Liga Mistrzów 
Kylian Mbappe i Antonio Ruediger (fot. Getty)
Biało-czerwoni blisko awansu! Zadecydują ostatnie mecze
Polscy rugbiści są blisko
Biało-czerwoni blisko awansu! Zadecydują ostatnie mecze
| Inne / Rugby 
Wielka kasa dla lekkoatletów! Rusza Wielki Szlem. "Rewolucja"
Michael Johnson w piątek zamierza zmienić lekkoatletykę na zawsze (fot. Grand Slam Track)
Wielka kasa dla lekkoatletów! Rusza Wielki Szlem. "Rewolucja"
foto1
Michał Chmielewski
Kobiety podbijają ligę MLS i gwiżdżą na mężczyzn
Tori Penso i Katja Koroleva to aktualnie dwie najwybitniejsze sędzie z USA (fot. Getty Images)
polecamy
Kobiety podbijają ligę MLS i gwiżdżą na mężczyzn
Fot. TVP
Rafał Rostkowski
"Iga płaci teraz cenę za sezony, w których dominowała"
Iga Świątek (fot. Getty)
polecamy
"Iga płaci teraz cenę za sezony, w których dominowała"
| Tenis / WTA (kobiety) 
Rzeźniczak znalazł klub! Zagra w... 4. lidze
Jakub Rzeźniczak (fot.
Rzeźniczak znalazł klub! Zagra w... 4. lidze
| Piłka nożna 
Trener pierwszoligowca zapewnia: mój zespół może urwać punkty największym
Bartosz Szeliga
Trener pierwszoligowca zapewnia: mój zespół może urwać punkty największym
Radosław Laudański
Radosław Laudański
Do góry