| Siatkówka / Rozgrywki Ligowe

Trener Legionovii. Jeśli siatkówka, to nawet z gorączką, w dżinsach i zimowych butach!

Trener DPD Legionovia Legionowo Alessandro Chiappini (fot. PAP/Marcin Obara)
Trener DPD Legionovia Legionowo Alessandro Chiappini (fot. PAP/Marcin Obara)
Michał Winiarczyk

Ma trofea we Włoszech i w Polsce. Prowadząc reprezentację Turcji zdobył dwukrotnie medale Ligi Europejskiej. W naszym kraju zameldował się dziesięć lat temu i nie widzi różnicy między Polską i Włochami. W rozmowie z TVP Sport trener DPD Legionovii przedstawia drogę – od dopłacania do wolontariatu po motywowanie zawodniczek sceną z "Męskiej gry".

DALSZĄ CZĘŚĆ PRZECZYTASZ POD REKLAMĄ

Michał Winiarczyk, TVPSPORT.PL: – Po tylu latach w Polsce – pizza czy schabowy?
Alessandro Chiappini: – Cały czas jestem miłośnikiem pizzy, ale rok temu zdecydowałem, że mogę zjeść tylko jedną na trzy tygodnie. Muszę dbać o zdrowie, a dzięki przerwom mam większą radość.

– Odnajduje pan w sobie coś z Polaka?
– Czuje się tutaj bardzo dobrze. To świetne miejsce zarówno do pracy, jak i do życia. Nie ma wielkich różnic, jeśli chodzi o mieszkanie w Polsce i we Włoszech, szczególnie w miastach takich jak Warszawa, Kraków lub Gdańsk. Szczerze? Poziom życia jest tutaj na wysokim poziomie.

– Jest coś, co wyróżnia Legionowo od innych miejsc?
– Łatwo adaptuję się do nowych warunków. Nie mogę powiedzieć nic złego. Świetnie się odnalazłem w mieście i w klubie. Dobry sztab i środowisko spowodowało, że wszystko przebiegło łatwo i żyje mi się tu komfortowo.

– Pana ulubioną sentencją jest: doświadczenie to najtrudniejszy nauczyciel, bo najpierw robi egzamin, a dopiero później tłumaczy ci lekcję.
– Na pewno, po wielu latach pracy, jestem lepiej przygotowany na to, co mnie spotka w zawodzie. Częściej jestem czymś pozytywnie zaskakiwany i nie martwię się rzeczami, na które nie mam wpływu. Zmieniłem podejście do życia.

– Spojrzenie na siatkówkę zapewne się zmieniło, odkąd pracował pan jako wolontariusz przy młodzieżowych kadrach Włoch?
– Oj tak. Przede wszystkim jestem inną osobą. Każdego roku zyskuję nowe doświadczenie. Rozwijam warsztat i wzmacniam "mental". Siatkówka to sport, który zmienia się szybko. Styl gry jest też inny w porównaniu z czasami, gdy zaczynałem pracę. Nieustannie się uczę. Chłonę wiedzę, by wykorzystać ją przy zespole. Choć masz autorski styl prowadzenia drużyny, to nie możesz myśleć, że wiesz wszystko. Każdego roku dokonuję korekt, biorąc pod uwagę na przykład indywidualną charakterystykę zawodniczki. Muszę sprawić, by wszystkie dobrze odnajdywały się w moim systemie.

– Co pan pamięta z asystentury u Giuseppe Cuccariniego i Massimo Barboliniego?
– To było niesamowite doświadczenie. Są wielkimi fachowcami, którzy przekazali mi mnóstwo wiedzy. Do dziś wiele to dla mnie znaczy. Po tych pięciu latach stałem się innym człowiekiem. Zrozumiałem wiele niuansów taktycznych i technicznych. Najbardziej cieszę się z tego, że nauczyłem się układania relacji z zawodniczkami. Utrzymuję z nimi kontakt do dziś, wymieniamy się opiniami. Jestem wielkim szczęściarzem, że spotkałem je na swojej drodze.

– Nauczyciel Cuccarini bywa rywalem na ławce trenerskiej. Pan prowadzi Legionovię, a on ŁKS.
– To się już zdarzało – we Włoszech oraz podczas spotkań międzypaństwowych. Za każdym razem bardzo się cieszę. Miło go widzieć pracującego w Polsce. Jest fenomenalnym trenerem, więc to czysta przyjemność rywalizować, by po meczu podyskutować o siatkówce.

– Był duży przeskok pomiędzy asystenturą, a rolą pierwszego menedżera w Marsciano?
– Po piątym roku pracy w charakterze asystenta w Serie A1 dostałem propozycję, by prowadzić klub na tym szczeblu. Nie byłem jeszcze na to gotowy. Chciałem rozwijać się małymi kroczkami, a nie po wielkim skoku. To mogło się skończyć dla mnie źle. Zdecydowałem się na pracę w rodzinnym Marsciano, zespole grającym wówczas na trzecim poziomie rozgrywkowym. Teraz wiem, że była to najlepsza decyzja, jaką mogłem podjąć. Z łatwością zyskiwałem pewność siebie w prowadzeniu zespołu. Jeździłem też do Perugii, aby pomagać Barboliniemu. Oba miasta dzieli niewielka odległość, więc gdy znajdowałem chwilę wolnego czasu, to od razu jechałem na jego zajęcia. To wszystko spowodowało, że po przejściu do Novary nie odczuwałem dużej presji. Byłem lepiej przygotowany na to, co mnie czeka. Jeśli jeszcze raz stałbym przed takim wyborem, to postąpiłbym identycznie.

– Przechodząc do Novary miał pan 36 lat. Niektóre zawodniczki, jak Aguero czy Oskrobović, były niewiele młodsze…
– Tę pierwszą znałem dobrze z pracy w Perugii. Darzyliśmy siebie nawzajem szacunkiem. Mała różnica wieku nie stanowiła dla mnie problemu. Muszę przyznać, że wiele nauczyłem się od siatkarek. Przez lata asystentury miałem styczność z najlepszymi zawodniczkami świata. Oprócz Włoszek grało wiele utytułowanych Kubanek i Rosjanek. Profesjonalizm tamtych dziewczyn sprawił, że gdy przyszedłem do Novary czułem się dosyć pewnie, choć przecież nie miałem dużego doświadczenia.

– W Asystelu udało się wywalczyć Superpuchar Włoch i Puchar Top Teams. Prowadził pan Katarzynę Skowrońską-Dolatę i świętej pamięci Sarę Anzanello. Patrząc z perspektywy lat, czy był ktoś, kto nie zrobił tak dużej kariery, jaką powinien?
– Musiałbym bardzo długo zastanowić się nad odpowiedzią. Mówiąc szczerze, dziś to rzadki przypadek, gdy profesjonalna siatkarka nie jest w stu procentach skupiona na pracy. Miałem w klubach sporo niespełnionych talentów, ale na przeszkodzie nie stało złe podejście, a problemy zdrowotne. Takich przypadków mógłbym niestety wyliczać wiele…

(fot. PAP/Piotr Nowak)
(fot. PAP/Piotr Nowak)

– Był pan też selekcjonerem reprezentacji Turcji i Słowenii. Jakie są największe różnice pomiędzy pracą w kadrze, a w klubie?
– Trzeba powiedzieć, że są ogromne. W klubie masz więcej czasu na przygotowania. Jest dłuższa perspektywa. Mecze rozgrywane są średnio co tydzień albo i co trzy dni, ale spokojnie możesz dopiąć wszystko na ostatni guzik. W kadrze stoi przed tobą dużo trudniejsze zadanie. Twój czas na trening to lato, w którym przeważnie jest ważna impreza. Trwa ona maksymalnie dziesięć dni. Na początku zaznajamiasz zawodniczki ze systemem gry.

Z czasem dostosowują się do niego, a ty tylko dokonujesz niewielkich korekt, na przykład pod konkretnego rywala. W reprezentacji wszystko dzieje się nagle. Nie możesz przygotować się pod przeciwników. Może co najwyżej na tych w pierwszej fazie turnieju. Nie wiesz jednak, na kogo możesz później trafić. Jeżeli nie wpoisz swojej filozofii przed zawodami, to nie masz później możliwości poprawy poprzez trening. Jedyną opcją pozostają spotkania i analizy wideo.

– Umie pan być skoncentrowany w stu procentach na pracy z reprezentacją, gdy łączy ją z trenowaniem w klubie?
– Myślę, że tak. Dla trenera kadry to bardzo ważne, by po lecie kontynuować pracę. W ubiegłym roku łączyłem funkcję w Legionovii z tą w reprezentacji Słowenii. To działa na mnie bardzo dobrze, bo cały czas jestem skupiony na siatkówce. Gdy masz dłuższą przerwę, to czujesz, że nie działasz prawidłowo. Nie łapiesz po prostu od razu szczegółów na boisku. Z pracą trenerską jest jak z tą zawodnika. Jeśli siatkarz przestanie ćwiczyć, to potem potrzebuje trochę czasu na powrót do formy. Inna sprawa, że jestem maniakiem siatkówki. Gdy mam więcej niż dziesięć dni wolnego, to zaczynam świrować i myślę tylko o mojej ukochanej dyscyplinie.

– A Jacek Nawrocki, trener reprezentacji Polski siatkarek, nie pracuje w żadnym klubie.
– Byłem w tej sytuacji pracując w Turcji. Obowiązywała wtedy zasada zabraniająca selekcjonerowi pełnienia tej roli w klubie. Teraz na szczęście to zniesiono.

To było trudne, bo odczuwałem chęć codziennej pracy z zespołem klubowym, a byłem w stu procentach zajęty obowiązkami trenera reprezentacji Turcji. W weekendy chodziłem na wszystkie mecze, a zimą pracowałem z młodymi zawodniczkami, bo wtedy w ich kadrze na nie stawiano. Trzeba podkreślić, że Polska i Turcja to bogate federacje. Trenerzy mogą sobie pozwolić na poświęcenie się w pełni danej reprezentacji. W innych krajach muszą mieć drugą pracę, by dobrze zarabiać.

– Skoro mowa o Turcji. Nie mieli tam zbyt dużych oczekiwań? Został pan zwolniony po wywalczeniu brązowego medalu w Lidze Europejskiej 2010.
– Cała moja praca była wówczas skupiona na mistrzostwach świata, które były kilka miesięcy później. Oczywiście, wspomniany turniej był ważny, bo graliśmy u siebie, ale sądzę, że moje zwolnienie było spowodowane względami politycznymi, a nie sportowymi. Bardzo dobrze przygotowaliśmy zespół, co było widoczne w następnej imprezie. Gdybym tam został, to razem moglibyśmy osiągnąć więcej. Wiem, na co było stać Turczynki. Niestety, na pewne rzeczy nie miałem żadnego wpływu.



– A pamięta pan coś z pierwszych dni w Sopocie?
– Przepraszam, że nie na temat, ale muszę coś dodać. Sprawa Atomu również była kością niezgody pomiędzy mną a turecką federacją.

– Było już po słowie z Atomem?
– Tak, podpisałem przedwstępny kontrakt. Pracując w Turcji nie mogłem jednak prowadzić zespołu klubowego. Z Sopotem nie byłem oficjalnie związany, a już pojawiło się mnóstwo plotek. To dodatkowo pogarszało moją sytuację w federacji. W czasie pracy z reprezentacją Turcji oficjalnie nie łączyło mnie nic z Atomem. Wojenka się jednak rozpętała i nie pozwolono mi poprowadzić kadry w mistrzostwach świata.

A wracając do poprzedniego pytania. Do Polski zdarzało mi się przyjeżdżać z włoskimi klubami i z kadrą. To jednak była inna sytuacja. Sopot to pierwszy stały pobyt w waszym kraju. Od początku byłem zaskoczony zainteresowaniem, jakie skupia tutaj siatkówka i ile kibiców śledzi poczynania swoich drużyn. Nad propozycją Atomu nie zastanawiałem się długo. To były wspaniałe dwa sezony.

– Atom był wtedy czołową drużyną. Łączył doświadczenie zawodniczek ogranych w rozgrywkach międzynarodowych i międzypaństwowych z czołowymi polskimi siatkarkami.
– Projekt pod nazwą "Atom Trefl Sopot" odniósł nieprawdopodobny sukces. Mieliśmy świetne z roczników 1987 i 1988. Grała również Maja Tokarska, którą obecnie prowadzę w Legionovii. Stawialiśmy na utalentowane zawodniczki, a one rozwijały się tak szybko i stanowiły o sile zespołu. Być może w pierwszym roku to wyszło na niekorzyść, bo zabrakło nam doświadczenia. Przegraliśmy z Muszyną, która wówczas była zgraną drużyną.

Drugi sezon też nie był w stu procentach idealny. W środku sezonu straciliśmy trzy czołowe zawodniczki. Mieliśmy problemy kadrowe na treningach. Brakowało chętnych. Naszym atutem stało się jednak zgranie i ogromna motywacja do walki o najwyższe cele. To spowodowało, że nie było szans, aby ktoś zabrał nam mistrzostwo. Ten rok nauczył mnie, że jeśli masz wielką wiarę i pragnienie odniesienia sukcesu, to pomimo wszelkich przeszkód możesz cel osiągnąć.

Alessandro Chiappini trenujący siatkarki Trefla Proximy Kraków (fot. PAP/Bartłomiej Zborowski)
Alessandro Chiappini trenujący siatkarki Trefla Proximy Kraków (fot. PAP/Bartłomiej Zborowski)

– A na takie warunki mógł pan liczyć od pierwszych dni w Legionowie?
– Legionovia miała i ma świetny pomysł na działalność. Bardzo mocno angażuje się w szkolenie młodzieży, a także solidnie dba o seniorski zespół. Klub w pewnym momencie wolał się skupić na przyszłości i to się teraz spłaca. Oczywiście, to wszystko nie nastąpiło ot tak.
(Chiappini pstryka palcem)
Zwracamy uwagę na każdą zawodniczkę szkolącą się u nas i na poziom treningów. Staramy się stworzyć jej jak najlepsze środowisko. Klub i akademia rozwijają się tak, jak powinny.

W zarządzaniu Legionovią podoba mi się to, że nikt nie patrzy krótkofalowo. Nie oczekuje się wyniku "na już". Jesteśmy tu na trzy lata, z filozofią poprawy co sezon.

– Efekty było już chyba widać w ostatnich rozgrywkach Ligi Siatkówki Kobiet.
– To, co wydarzyło się w poprzedniej odsłonie rozgrywek przerosło nasze oczekiwania. Teraz celem jest to, by powtórzyć ostatnie osiągnięcie. Nie chcieliśmy nic zmieniać w zespole. Oferty z innych klubów dla niektórych zawodniczek były jednak atrakcyjniejsze. W lecie nic nie kombinowaliśmy z przygotowaniami. Chcemy wycisnąć maksimum z tego, czym dysponujemy. Wiem, że nie mamy tak dużego budżetu jak inne kluby w Polsce, ale jestem dumny z efektów pracy zespołu.

– Istotną częścią Legionovii jest jej akademia. Wiele z byłych zawodniczek LTSu gra obecnie w seniorskiej reprezentacji. Jaki jest plan, by zatrzymywać najzdolniejsze?
– Wiele utalentowanych siatkarek odchodziło do mocniejszych drużyn i stanowi dziś o sile kadry. To świadczy o poziomie akademii. Dziś, gdy widzimy, że na naszych oczach rozwija się wielki talent, to chcemy, żeby celem takiej siatkarki była gra w seniorskim zespole tutaj, a nie u rywali. Wiadomo, nie od razu są gotowe walczyć o miejsce w wyjściowym składzie. Musimy ocenić, co prezentują. Jeśli czujemy, że sobie poradzą, to dajemy im szansę, wprowadzając do gry z ławki. Dobrym rozwiązaniem jest też chwilowa gra na zapleczu TAURON Ligi. Niemniej, musimy bacznie je śledzić.

– A jak przekonuje pan do gry w Legionowie dorosłe?
– Po pierwsze, przedstawiam im zarys projektu. Wskazuję miejsce, jakie widzę w moim systemie. Zawsze podkreślam profesjonalizm sztabu i zaplecza treningowego. Nikt tu nie stoi w miejscu. Rozwijamy się nie z roku na rok, a z dnia na dzień. Siatkarka, która ma do nas dołączyć też musi poczuć chęć udziału w naszym przedsięwzięciu. Nie chcę zawodniczki, która przychodzi tylko po to, by zdobyć dziesięć punktów i mieć mecz z głowy. Starannie wybieramy te, którym podoba się nasza wizja zespołu.

– Czy jednym z sekretów pańskich sukcesów nie jest to włoskie, a więc rodzinne podejście do zawodniczek?
– Nigdy tak o tym nie myślałem. Celem jest ukształtowanie w siatkarkach dużej pewności siebie. Pomagam im doskonalić się technicznie. Przedstawiam zasady gry, ale one muszą ich przestrzegać. Motywuję je, by podporządkowały się założeniom taktycznym. Nie chcę, żeby w trakcie meczu myślały o błahostkach. Wbrew pozorom jesteśmy grupą podobnych osób. Choć czasem dochodzi ktoś ukształtowany w innym systemie, to po krótkim czasie jest jednym z nas. Tak naprawdę nie wiem co stoi za moim sukcesem. Myślę, że to zasługa zawodniczek. Gdy czują się ze sobą świetnie, to na boisku każda pomoże każdej.

– Porównując czasy w Novarze do dzisiejszych – widzi pan różnice w podejściu do siatkówki?
– Tak, ale przede wszystkim u młodych. Nie dostrzegam już często tego wielkiego pragnienia walki o igrzyska. Kiedyś to marzenie było bardzo zauważalne. U seniorek widoczny jest czasem strach przed wyjściem ze strefy komfortu. Niestety, w większości przypadków nic nie można już zmienić. W głowie zakorzenił się pewien schemat. Takie przypadki są od lat.

– Czy w przypadku Polek pewność siebie jest często mylona z arogancją?
– Powiem coś innego. Mam akademię we Włoszech. Mentalność dzieci trenujących nie jest dobra. Nie są skupione na siatkówce, mają inne priorytety. Dziś mogą tam wybierać spośród wielu innych zajęć. W Polsce zauważyłem pewną różnicę. Często zawodniczki są nadzwyczaj samokrytyczne. Do pewnego momentu to jest nawet i dobre, bo stale motywują się do rozwoju.

Można jednak łatwo przekroczyć granicę dopuszczalnego samokrytycyzmu i siatkarka jest potem rozczarowana sama sobą. Granica pomiędzy tymi stadiami jest cienka i grozi zachwianiem wiary w umiejętności. Rzadziej zdarzają się przypadki braku odporności na krytykę. Niektóre nie mogły poradzić sobie z negatywnymi opiniami na ich temat. Jak wspominałem, siatkówka skupia bowiem w Polsce olbrzymie zainteresowanie.

– Mam rozumieć, że Polki trzeba motywować bardziej niż na przykład Włoszki?
– Nie, skądże. Te przypadki, o których wspominam, to wyjątki. Czasami to my, trenerzy, jesteśmy przyczyną późniejszych kłopotów. Gdy siatkarki są młode to stawiamy im zbyt wysokie cele. Później mają poczucie, że nie umieją grać na takim poziomie. A trenerzy tylko "poprawiają" dorosłe.

Na treningu, gdy siatkarka robi jakieś ćwiczenie, to na dziewięć uwag, może raz powiemy "bardzo dobrze ci to wyszło". Później powstaje przeświadczenie, że skoro co rusz wytykamy jej błędy, to ona gra tragicznie. A to przecież nieprawda. Zwracasz uwagę, bo chcesz, żeby wykonała dane ćwiczenie lepiej, ale to nie znaczy, że ona nie umie dobrze zagrać piłki. To jest ta nieświadoma wina trenera.

– W kobiecej siatkówce coraz rzadsze są przypadki trenerów rządzących twardą ręką. Lata temu w polskiej kadrze próbował tego Marco Bonitta i skończyło się to aferami.
– Jeżeli muszę być twardy, by zyskać szacunek, to coś jest nie tak. Wzbudzam respekt poprzez zasady. Nie toleruję w żaden sposób nieprzestrzegania moich reguł. Ponad wszystko stawiam bowiem dobro zespołu. Mam oczy dookoła głowy, bo nie mogę skupiać się tylko na wybranej sytuacji. Jeżeli ktoś nie stosuje się do moich ustaleń, to dość szybko wyprowadza mnie z równowagi. Lubię, gdy zachowana jest harmonia w zespole, a tak dzieje się, gdy każdy stosuje się do moich, prostych zasad. Siatkówka to sport zespołowy. Nie jestem odpowiedzialny za pojedynczą osobę, a rezultat całego zespołu.

– Raczej nie należy pan do wygrażających sędziom i nie krzyczy co chwila na zawodniczki.
– Nie no, czasami się zdarza. Zasadniczo, nerwy trzymam na wodzy. Dużo zmieniło się we mnie przez lata. Na początku kariery trenerskiej byłem zupełnie inny – o wiele bardziej agresywny. Szybko się "gotowałem". Dziś z większą łatwością udaje mi się zachować spokój.

– Może to kwestia wieku? Troszkę lat przybyło…
– Być może. Wieku nie oszukasz.\

– Dlaczego "Męska gra" to jeden z ulubionych filmów? Wiem, że szczególnie lubi pan scenę motywowania zawodników przez Ala Pacino.
– Oj, tak, bardzo lubię tę scenę! Teraz puszczam ją sobie jednak o wiele rzadziej niż przed laty w Turcji.

– To ile razy pokazywał ją pan zawodniczkom?
No… zdarzyło się parę razy! Lubię puszczać różne filmy, nie tylko "Męską grę". Dzięki nim z łatwością możesz pokazać, na czym polega odpowiedzialność w zespole, jak stworzyć prawdziwy "team". Czasami próbujesz opowiedzieć to własnymi słowy, ale dzięki filmowi przekaz staje się bardziej emocjonalny. To jest o niebo łatwiejsze.

– Co powiedziałby pan dziś młodemu Alessandro, wolontariuszowi przy młodzieżowych kadrach Włoch?
Pamiętam, że byłem wtedy marzycielem. Płaciłem za wszystkie wyjazdy pieniędzmi zarobionymi w zimie. Nawet za zakwaterowanie na zgrupowaniach, bo federacja nic mi nie fundowała. Do dziś utrzymuję kontakt z tymi, którzy przyjeżdżali na te obozy.
(chwila przerwy)
Wiesz co? Czasami myślę, że obok mnie siedzi na ławce trenerskiej młody Alessandro. Byłem takim maniakiem siatkówki, że nie potrafiłem spać, bo wolałem studiować kolejne zagadnienia. Ciekaw jestem, jakby się powiodło tej mojej młodszej wersji w Legionovii. Muszę jednak przyznać, że moi dzisiejsi asystenci też mają "hopla" na punkcie tej ukochanej dyscypliny.

– A co by było, gdyby młody Alessandro nie zechciał pomagać trenerowi drużyny jego siostry?
– Zbierałem piłki na jej treningach. Później coraz bardziej angażowałem się w tę drużynę. To był naprawdę zgrany zespół. Siostra nie opuszczała ćwiczeń, nawet gdy miała gorączkę. Pamiętam, że mama nie chciała jej kiedyś puścić na mecz, bo przez kilka dni mocno chorowała. Do dziś mama nie wie, że ostatecznie zagrała. Wystąpiła w dżinsach i zimowych butach. To była ta mentalność, przez którą pokochałem siatkówkę i poświęcam jej życie do dziś.

– Czyli nie byłoby pańskiej kariery bez siostry?
– Tak! To ona sprawiła, że dziś tu rozmawialiśmy.

Rozmawiał Michał Winiarczyk

Nowa siła w ekstraklasie. Legionovia mierzy w podium
Siatkarki DPD Legionovii Legionowo (fot. PAP)
Nowa siła w ekstraklasie. Legionovia mierzy w podium

Zobacz też
Kurek nie jest już "dostępny". Coraz więcej tropów ws. jego przyszłości
Bartosz Kurek (fot. Getty)

Kurek nie jest już "dostępny". Coraz więcej tropów ws. jego przyszłości

| Siatkówka / Rozgrywki Ligowe 
ZAKSA przegrała bez Kurka. Rywale odrobili stratę
Marcin Janusz (fot. PAP)

ZAKSA przegrała bez Kurka. Rywale odrobili stratę

| Siatkówka / Rozgrywki Ligowe 
Znamy pierwszego półfinalistę PlusLigi!
Siatkarze Jastrzębskiego Węgla (fot. PAP/Waldemar Deska)

Znamy pierwszego półfinalistę PlusLigi!

| Siatkówka / Rozgrywki Ligowe 
Kto będzie pierwszym rozgrywającym kadry? "Nie obawiam się wyzwań"
Marcin Komenda (fot. Getty)

Kto będzie pierwszym rozgrywającym kadry? "Nie obawiam się wyzwań"

| Siatkówka / Rozgrywki Ligowe 
Zespół Bartmana nadal w grze. Teraz czekają go derby
Siatkarki ŁKS-u powalczą o mistrzostwo Polski (fot. Getty Images)

Zespół Bartmana nadal w grze. Teraz czekają go derby

| Siatkówka / Rozgrywki Ligowe 
wyniki
terminarz
tabela
Wyniki
01 kwietnia 2025
Siatkówka

Steam Hemarpol Norwid Częstochowa

J. Węgiel

29 marca 2025
28 marca 2025
Siatkówka

J. Węgiel

Steam Hemarpol Norwid Częstochowa

24 marca 2025
23 marca 2025
22 marca 2025
Siatkówka

Steam Hemarpol Norwid Częstochowa

PGE GiEK Skra Bełchatów

21 marca 2025
20 marca 2025
Siatkówka

Barkom Każany Lwów

PSG Stal Nysa

17 marca 2025
Siatkówka

Trefl Gdańsk

Steam Hemarpol Norwid Częstochowa

Terminarz
05 kwietnia 2025
06 kwietnia 2025
Tabela
PlusLiga
 
Drużyna
M
+/-
Pkt
8
Steam Hemarpol Norwid Częstochowa
Steam Hemarpol Norwid Częstochowa
30
1
46
11
30
-20
34
13
Barkom Każany Lwów
Barkom Każany Lwów
30
-27
26
14
30
-37
25
15
30
-48
15
Rozwiń
Najnowsze
Przez Stężyce do gry w kadrze. Szalone miesiące piłkarza Korony
tylko u nas
Przez Stężyce do gry w kadrze. Szalone miesiące piłkarza Korony
foto1
Dominik Pasternak
| Piłka nożna / PKO BP Ekstraklasa 
Zwoziu
Przed nami finał Pucharu Polski 2025. Kiedy i o której mecz?
Przed nami finał Pucharu Polski 2025. Kiedy i o której mecz? (fot. Getty)
Przed nami finał Pucharu Polski 2025. Kiedy i o której mecz?
| Piłka nożna / Puchar Polski 
Betclic 2 Liga w TVP: sprawdź terminarz i plan transmisji 25. kolejki
Betclic 2 Liga 2024/25: Sprawdź wyniki, terminarz i plan transmisji 25. kolejki (4-6.04.2025)
Betclic 2 Liga w TVP: sprawdź terminarz i plan transmisji 25. kolejki
| Piłka nożna / Betclic 2 Liga 
Na trening trafiła… przypadkiem. Dziś jest ważną postacią reprezentacji Polski
Dominika Grabowska (fot. Getty Images)
polecamy
Na trening trafiła… przypadkiem. Dziś jest ważną postacią reprezentacji Polski
Dawid Brilowski
Dawid Brilowski
Triumf w ciszy. Dyrektor Jagiellonii zawiedziony po Superpucharze
Fot. Getty Images
Triumf w ciszy. Dyrektor Jagiellonii zawiedziony po Superpucharze
Robert Bońkowski
Robert Bońkowski
Awans Polski w rankingu FIFA. Wyprzedziła… Rosję
Robert Lewandowski (fot. Getty Images)
Awans Polski w rankingu FIFA. Wyprzedziła… Rosję
| Piłka nożna / Reprezentacja 
Kiedy ruszy sprzedaż biletów na finał Pucharu Polski? Zobacz ceny
10 kwietnia ruszy sprzedaż biletów na finał Pucharu Polski (fot. PAP/Leszek Szymański)
Kiedy ruszy sprzedaż biletów na finał Pucharu Polski? Zobacz ceny
| Piłka nożna / Puchar Polski 
Do góry