| Piłka nożna / Betclic 2 Liga
Stal Rzeszów wyrasta na głównego kandydata do awansu do 1. Ligi. W ośmiu pierwszych kolejkach nie przegrała ani razu, tylko raz remisując. – Gdy prawie wszystko nam wychodzi, trudno nie patrzeć w przyszłość – powiedział w rozmowie z TVPSPORT.PL Andreja Prokić. Zawodnik podzielił się także wspomnieniami z pobytu w Stali Mielec. Między innymi powiedział, czego zabrakło trenerowi Dariuszowi Skrzypczakowi. – Długo mieszkał w Szwajcarii i trochę nią przesiąknął. Przegraliśmy mecz – mówił: "trudno, jedziemy dalej" – podkreśla.
Przemysław Chlebicki, TVPSPORT.PL: – Myślicie już o awansie?
Andreja Prokić, Stal Rzeszów: – Dobrze rozpoczęliśmy sezon w lidze, wygraliśmy także w Pucharze Polski, więc mamy dobrą passę. Pojawiły się przemyślenia o tym, że moglibyśmy już nie przegrać do końca rozgrywek. Z drugiej strony, trener nam zawsze mówi, że najbliższy mecz jest najważniejszy. Zgadzam się z tym, ale skoro teraz wszystko nam wychodzi, trudno nie patrzeć w przyszłość.
– Co uważasz za główną przyczynę świetnego startu sezonu?
– Trener ma na nas konkretny pomysł, co zdecydowało, że zdecydowałem się tu wrócić. Od razu wyjaśnił mi, jaką będę miał rolę w taktyce – jestem pół-skrzydłowym i pół-napastnikiem, co mi bardzo odpowiada. Nasz zespół jest, jak na drugą ligę, bardzo mocny – gra u nas sporo zawodników, którzy są świadomi tego, że mogą grać wyżej. Myślę, że to odpowiedni moment, byśmy razem zrobili coś dla klubu, ale i dla siebie.
– W zeszłym sezonie grałeś wyżej – w Ekstraklasie. Dlaczego zdecydowałeś się na krok w tył?
– Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to krok w tył, a teraz znów marzę o grze w najwyższej lidze. Latem rozmawiałem z klubami pierwszej ligi, ale nigdzie nie usłyszałem, jakie są ich cele. Może zrobiłbym tylko jeden krok w tył, ale byłbym mniej zadowolony niż gdy zrobiłem dwa. Stal to poukładany klub i złożył mi najbardziej konkretną propozycję, dlatego ją wybrałem. Szczególnie, że tutaj mieszkałem już wcześniej.
– Powiedziano ci jasno, że celem jest awans?
– Tak. Poza tym obserwowałem klub wcześniej i podobała mi się jego strategia. Kilka lat temu bardzo postawiono na akademię, do której trafiają teraz zawodnicy z całej Polski, powstał także SMS. Słyszałem także o planach rozbudowy naszej infrastruktury, jednak wiele tu zależy od pomocy z miasta. W każdym razie, teraz najbardziej jest nam potrzebny awans sportowy, żeby pokazać, że klub idzie do przodu.
– W dwóch poprzednich sezonach niewiele zabrakło Stali do awansu. Najpierw odpadła w barażach, potem zabrakło do nich tylko dwóch punktów.
– Rok temu dużo ludzi mówiło, że Stal powinna awansować. Wydaje mi się jednak, że nie była na to gotowa. Niedawno w wywiadzie prezes powiedział, że nie chciał niczego na siłę. A teraz wszyscy w klubie nabrali doświadczenia i są gotowi na to, by awansować. Na boisku zrobiliśmy postępy – wcześniej Stal traciła dużo bramek, a teraz w ośmiu meczach straciliśmy tylko trzy. Zobaczymy, jak to się potoczy, ale teraz klub jest bardziej przygotowany na pierwszą ligę.
– Ty akurat smak awansu znasz bardzo dobrze – od początku pobytu w Polsce zdarzyło ci się to trzy razy. Jak wykorzystasz to doświadczenie w Stali?
– Awansowałem dwa razy z Mielcem, wcześniej raz z Bełchatowem i nauczyłem się jednego. Nie jest sztuką raz wygrać 5:0, a potem przegrać, tylko wygrywać 1:0 nawet po słabszym meczu – tak się robi awans. Myślę, że nasz zespół jest na tyle doświadczony, by zdobywać punkty także wtedy, gdy czasem będzie szło nam gorzej.
– Czy o twoim powrocie do Stali zadecydował także sentyment? To w końcu twój pierwszy klub, od kiedy grasz w Polsce.
– To też miało duży wpływ. Nie ukrywam, że oferta Stali nie była najlepsza, ale ją wybrałem, także z powodów rodzinnych.
– Jak wspominasz swój pierwszy pobyt w klubie?
– W Rzeszowie zacząłem grać na poważnie i na tym zarabiać. Wcześniej występowałem w trzeciej lidze serbskiej, w której zawodnicy otrzymują mniej pieniędzy. Poza tym miałem barierę językową i musiałem się przyzwyczaić do sklepów. Tam było wszystko po sto, dwieście, trzysta, a tu jest po cztery-pięć. Mając dwadzieścia złotych, nie wiedziałem, co jestem w stanie kupić. A potem nauczyłem się języka, poznałem moją przyszłą żonę… Ale początki nie były łatwe!
– Zdarzyły ci się jakieś wpadki z racji tego, że nie znałeś nowego otoczenia?
– Musiałem zapłacić mandat w komunikacji miejskiej! Nie wiedziałem, że w Polsce kontrolerzy sprawdzają bilety. A wcześniej mieszkałem w Belgradzie, gdzie młodzi nie musieli kupować biletów i do tego się przyzwyczaiłem...
– Kolejnym przystankiem w twojej polskiej przygodzie był Bełchatów. Czy już wtedy były tam problemy finansowe?
– Zanim tam trafiłem, słyszałem że wcześniej były tam duże pieniądze. Nie mieliśmy wysokich kontraktów i premii, ale wszystko było płacone na czas. Poza tym dobrze mi się mieszkało w Bełchatowie – wszyscy byliśmy blisko siebie. Za czasów trenera Kieresia było bardzo rodzinnie!
– Potem był GKS Katowice, który miał wielkie plany, ale z awansu do Ekstraklasy wyszły nici.
– W pierwszym sezonie byliśmy blisko – po rundzie jesiennej wszystko wskazywało na to, że awansujemy. Wiosną jednak zawsze czegoś brakowało, traciliśmy punkty. Chociaż z mojej perspektywy był to dobry czas – strzeliłem siedem goli w rundzie. A w drugim sezonie? Szło nam lepiej w ataku, ale skończyliśmy na szóstym miejscu. Może gdyby wtedy były baraże, wszystko potoczyłoby się inaczej.
– I GKS spadł w kolejnym sezonie, już po twoim odejściu.
– Stal Mielec – do której wtedy przeszedłem – awansowała, więc liczyłem, że spotkamy się w pierwszej lidze. Bardzo mnie to zaskoczyło, tak jak wszystkich kibiców w Polsce.
– Można powiedzieć, że decyzja o przenosinach do Stali wyszła ci na dobre. Byłeś bliżej rodziny i awansowałeś do pierwszej ligi, a potem Ekstraklasy.
– Kontrakt w Katowicach kończył mi się w czerwcu, ale już w grudniu dostałem zapytanie ze Stali. Działacze z Mielca powiedzieli mi, że są plany na awans do Ekstraklasy, zaoferowano mi trzyletni kontrakt... Zdecydowałem się na transfer i wciąż jestem z tego zadowolony.
– Przed chwilą pochwaliłeś Stal Rzeszów za organizację. Jak to wyglądało w Mielcu z perspektywy zawodnika, patrząc na to, co się mówi o tym aspekcie w kontekście tego klubu?
– To nie jest klub na poziomie Legii czy Lecha, jednak w pierwszej lidze przez długi czas sobie dobrze radził. Dopiero gdy przyszła pandemia, zaczęły się problemy – nie zapłacono nam najpierw za jeden miesiąc, potem za drugi. Wcześniej było wszystko na czas. Wiadomo, że mówią: "organizacyjnie – Stal Mielec", ale nie wszystko jest czarno-białe. Atmosfera w klubie była dobra – gdy wywalczyliśmy awans, ale potem również.
– Zmiany trenerów nie popsuły atmosfery?
– Odejście trenera Skowronka było dla nas wielką niespodzianką. Trener Marzec miał zupełnie inny warsztat, dał nam większą swobodę. Podszedł do naszej drużyny z charakterem – wiedzieliśmy, że naszym celem był awans. A później po wejściu do Ekstraklasy, przyszedł trener Skrzypczak. Mówił, że przyszedł na dwa lata, a po dziesięciu kolejkach już go nie było.
– Co było jego problemem?
– Myślę, że nie był dobrze zorientowany, jak w Polsce wygląda praca trenera. Długo mieszkał w Szwajcarii i trochę nią przesiąknął. Przegraliśmy mecz – mówił: "trudno, jedziemy dalej". Chyba mentalność zadecydowała – nie był gotowy, by prowadzić zespół Ekstraklasy.
– Z którym trenerem pracowało ci się najlepiej?
– Najlepsze liczby miałem u trenera Skowronka, którego taktyka bardzo mi odpowiadała. Każdy z nas wiedział kiedy w jaki sposób ustawić się na boisku. Wtedy grało mi się najlepiej i myślę, że sporo zawodników zgodzi się ze mną. Za to pod względem mentalnym dobrze czułem się u trenera Marca, dla którego najważniejsze było, żebyśmy do każdego meczu podchodzili jak zwycięzcy. Tego nam później zabrakło.
– Słyszałem, że przed awansem trener Marzec wam wyświetlał fragmenty filmów, które miały was zmotywować do walki.
– Tak, ale za to akurat odpowiadał jego asystent.
– W tym roku skończyłeś 32 lata. Czy wróciłeś do Rzeszowa z myślą o tym, by tutaj zakończyć karierę?
– Podpisałem kontrakt, który może trwać cztery lata. Stal to ambitny klub, więc nie zdziwię się, jak wtedy będziemy już w Ekstraklasie. Najbardziej mnie interesuje, żeby grać w tym klubie w jak najwyższej lidze i mam nadzieję, że będę mógł mu w tym pomóc.
Andreja Prokić – serbski piłkarz, który od trzech lat posiada także polskie obywatelstwo. Do kraju przyjechał w 2010 roku do ojca, który mieszkał w Polsce. Od tamtej pory grał w Stali Rzeszów, GKS-ie Bełchatów, Stali Mielec, a przed sezonem 2021/2022 wrócił do Rzeszowa. W Ekstraklasie wystąpił w 49 meczach, zdobywając trzy bramki.