| Siatkówka / Rozgrywki Ligowe
GKS Katowice ma cztery punkty i zajmuje obecnie ostatnie, szesnaste miejsce w PlusLidze. To trudny moment dla klubu, szczególnie że w sezonie 2024/2025 obronienie pozycji w siatkarskiej ekstraklasie nie będzie należeć do najłatwiejszych – do I ligi "spadają" bowiem aż trzy zespoły. – Ciśnienie jest podniesione od pierwszego meczu – podobnie jak mobilizacja – mówi TVPSPORT.PL Jakub Bochenek, dyrektor sekcji siatkówki GKS Katowice.
Sezon 2024/2025 jest dla PlusLigi szczególny. Po latach wypróbowywania modelu szesnastozespołowego akcjonariusze siatkarskiej ekstraklasy (kluby) zadecydowali o tym, że drużyn występujących w rozgrywkach jest za dużo, i że w tej edycji zmagań pożegnają się z nimi aż trzy teamy. To oznacza, że od sezonu 2025/2026 PlusLiga liczyć będzie czternaście drużyn.
To niewątpliwie trudna sytuacja dla klubów z dołu tabeli, które zmuszone zostały do jeszcze zacieklejszej walki o utrzymanie. Jak zareagował na decyzję większości akcjonariuszy Jakub Bochenek, dyrektor GKS Katowice?
– Z jednej strony byłem zawiedziony, bowiem wiedziałem, że prawdopodobnie znajdziemy się w gronie klubów, które będą musiały walczyć o pozostanie w lidze. Z drugiej, rozumiałem tę decyzję. Uważam, że PlusLiga powinna być czternastozespołowa. Był więc dysonans. Uznawałem racje większości, ale głosowałem przeciwko zmniejszeniu rozgrywek, ponieważ zdawałem sobie sprawę z konsekwencji, które ten ruch potencjalnie może wywołać dla naszego klubu – mówi w rozmowie z TVPSPORT.PL.
Większość zespołów – nie tylko z dołu tabeli – postawiła więc przed sezonem 2024/2025 na zwiększenie budżetów, by móc zakontraktować bardziej doświadczonych i lepszych zawodników. Okazuje się, że nie wszyscy jednak tak zrobili.
Atak GKS Katowice opiera się na Bartoszu Gomułce. W drużynie zostali również Bartosz Mariański, Dawid Ogórek czy Bartłomiej Krulicki. Pozyskano natomiast Joshuę Tuanigę, który gra w kadrze USA. Nie jest to jednak skład z najgłośniejszymi nazwiskami w PlusLidze.
– Budżet jest utrzymywany na tym samym poziomie już od kilku lat. Różnice są kosmetyczne, nie pokrywają nawet kosztów inflacji. Zarządzanie klubem to nie tylko wydatki na zawodników, ale również na przejazdy czy hotele, które z roku na rok są coraz droższe. Niestety, nasz budżet pozostał na podobnym poziomie. Musieliśmy więc zbudować skład dysponując taka samą kwotą, jak wcześniej – dodaje Bochenek.
GKS Katowice jako klub jest własnością miasta. Nie ma innego sponsora tytularnego. – Nasz budżet w dziewięćdziesięciu kilku procentach składa się z wpływu z miasta. Kolejnym sponsorem jest jedna z firm bukmacherskich, która ma podpisaną umowę z całym klubem GKS, nie tylko sekcją siatkówki. Przez całą naszą bytność w PlusLidze nie pojawił się nikt, kto chciałby przejąć w większym stopniu sponsoring. Wykonujemy swoją pracę dysponując takimi, a nie innymi możliwościami – przyznaje dyrektor GKS.
– Nie liczyliśmy na to, że budujemy zespół walczący o play-off. Stworzyliśmy więc drużynę z zawodników mniej doświadczonych, ale i ambitnych, i z potencjałem – podsumowuje wątek.
Klub jest w trudnej sytuacji. Emocji jest coraz więcej.
Faza zasadnicza PlusLigi liczy trzydzieści meczów. Na razie GKS Katowice grał jedenaście spotkań. Jest więc jeszcze sporo szans na poprawę osiąganych wyników.
– Ciśnienie jest podniesione od pierwszego meczu – podobnie jak mobilizacja. Nie tak wyobrażaliśmy sobie ten sezon. Okres przygotowawczy i gry sparingowe wyglądały naprawdę obiecująco. Może nie mieliśmy walczyć o play-off, ale liczyliśmy na to, że będzie dobrze. Zaliczyliśmy słaby początek, począwszy od meczu z MKS Będzin, w którym byliśmy w roli faworyta, ale jej nie podołaliśmy – podkreśla Jakub Bochenek.
– Później przydarzyłam nam się seria gier, w których prezentowaliśmy się dobrze, a nawet bardzo dobrze, a nie punktowaliśmy – mam na myśli starcia z Zawierciem, Rzeszowem. Punkty były blisko. Końcówki nam zawsze uciekały między innymi przez brak doświadczenia. Nasza gra na pewno nie jest aż tak zła, by po tylu meczach mieć tylko cztery punkty na koncie i zamykać tabelę PlusLigi. Dystans do "bezpiecznego" miejsca jest na tyle niewielki, że nadal jesteśmy w stanie go nadrobić – zachowuje nadzieje dyrektor siatkarskiej sekcji GKS Katowice.
Choć to nadal początek sezonu i wiele jeszcze może się zdarzyć, nie brakuje ocen możliwości klubu ze stolicy Górnego Śląska. Jakub Bednaruk przewiduje między innymi, że "GKS spokojnie spadnie". Jak klub odnosi się do tych słów?
– Nie wywołuje to żadnych emocji. Po sezonie covidowym zaczęły się u nas kadrowe przemeblowania. Od tego czasu co sezon słyszeliśmy, że jesteśmy pierwszym lub jednym z pierwszych zespołów do spadku. Przywykłem do tego – mówi Jakub Bochenek.
– Mimo krytycznych i wątpiących słów ekspertów zawsze udawało nam się robić wynik ponad stan. Chyba jesteśmy obecnie zakładnikami tamtych wyników, bo zawsze udawało nam się "trafić" w transfery, wyszukać ligowe perełki i mniejszym kosztem zrobić rezultat. Spadek nam nie zagrażał. W tym sezonie jest trudno, bo każdy się wzmocnił i każdy miał większy budżet niż my, co odgrywa kluczową rolę – dodaje.
O losie walczących o utrzymanie zespołów decyduje wiele czynników. Podczas meczu GKS Katowice z Cuprum Stilon Gorzów miała miejsce sędziowska kontrowersja. Dokładnie na Twitterze przedstawił ją sam Jakub Bochenek.
– Pomyłki sędziowskie obecnie "ważą" podwójnie. W meczach takich, jak w Gorzowie Wielkopolskim, decydują niuanse. Jeden punkt, emocja, decyzja sędziowska, która jest skandaliczna. Każda akcja może decydować o wyniku, a w konsekwencji o tym, czy ktoś się utrzyma lub nie – kończy Jakub Bochenek.
Kolejny mecz GKS Katowice odbędzie się w piątek o 20:30. Rywalem będzie Trefl Gdańsk.
Czytaj również:
– "Rekin", który zadziwił ligę. "Mam swoje pięć minut"
– Trener ich "wystawił", a oni podbijają ligę
– Policja podwiozła go... na piwo. "Mogę robić to, co kocham i jeszcze mi za to płacą"