Misja Fernando Santosa w reprezentacji Polski dobiegła końca. Porażka w niedzielnym meczu z Albanią (0:2) nie tylko utrudniła walkę o awans do mistrzostw Europy, ale i przekreśliła sens dalszej współpracy. W Tiranie biało-czerwoni nie potrafili skonstruować żadnej składnej akcji, pokazując, że przez minione dziewięć miesięcy niczego się nie nauczyli...
Postępów nie zrobili ani w ataku, ani w obronie. Bo choć w tym drugim aspekcie – przez pierwsze pół godziny – radzili sobie całkiem nieźle, to i tak nie zaprezentowali niczego, czego mógłby nauczyć ich Fernando Santos.
W Tiranie zagrali w formacji 4-1-4-1 – takiej, jakiej swego czasu używał Czesław Michniewicz. W średnim bloku ustawiali się w bazowym systemie, pod własną bramką modyfikowali go do 5-4-1 lub 4-5-1, a bliżej pola karnego przeciwnika przechodzili w 4-1-3-2 lub 4-3-2-1.
Grali więc tak, jak w niektórych meczach za kadencji poprzedniego selekcjonera. Linię obrony tworzyło czterech graczy – Bartosz Bereszyński, Tomasz Kędziora, Jan Bednarek i Jakub Kiwior – a tuż przed nimi ustawiał się osamotniony defensywny pomocnik – Grzegorz Krychowiak, który odpowiadał za zabezpieczenie luk między liniami.
Ogromną rolę w grze defensywnej odgrywali bowiem dwaj bardziej ofensywnie usposobieni pomocnicy – Piotr Zieliński i Sebastian Szymański. Obaj podchodzili wysoko do albańskich "szóstek" – Kristjana Asllaniego i Ylbera Ramadaniego – starając się utrudnić im budowanie ataków od własnej bramki.
W wysokim pressingu wspierali ich dwaj skrzydłowi – Matty Cash i Jakub Kamiński – którzy ograniczali przestrzeń bocznym obrońcom oraz Robert Lewandowski, który wywierał presję na stoperach gospodarzy. Przez pół godziny działało to nie najgorzej...
Defensywna struktura była zachowana, a Polacy nie dopuszczali rywali do klarownych sytuacji. Co więcej – w ich grze widać było pomysł. Niekoniecznie autorski, ale – co najważniejsze – skuteczny. Strategia "byle nie stracić" zdawała się im odpowiadać.
Bezbramkowy remis z pewnością zadowoliłby zarówno selekcjonera, jak i jego piłkarzy. Taki scenariusz nie odpowiadał jednak Jasirowi Asaniemu, który zdecydował się zburzyć cały polski plan potężną bombą z dystansu.
A NUŻ COŚ WPADNIE
Asekuracyjna gra nie była dłużej możliwa, więc Polacy musieli ruszyć do ataku. Żaden z nich nie wiedział jednak, jak ma się do tego zabrać. Poza koncepcją obrony własnej bramki nie było bowiem innych pomysłów...
W przeciwieństwie do meczu z Wyspami Owczymi biało-czerwoni nie przechodzili na "trójkę" w fazie budowania ataków. Zieliński schodził po prostu nieco niżej, by wspomagać stoperów w rozegraniu. Albańczycy z łatwością uniemożliwiali mu jednak jakiekolwiek zagrania.
Choć nie wywierali wysokiej presji, to wykorzystywali przewagę w środku pola. Zamykali opcje do podań, zmuszając Zielińskiego do wycofywania piłek do obrońców. Ci zaś – jak można się domyślać – szukali długich podań do Lewandowskiego.
Ten, niejako zmuszony do reakcji, schodził głęboko, otwierając tym samym przestrzeń dla Szymańskiego lub Zielińskiego. Ci wbiegali za jego plecy, licząc na to, że zostaną obsłużeni otwierającymi podaniami...
Taki manewr udał się Polakom tylko raz – w 8. minucie. To wtedy Zieliński wpadł w pole karne, wykorzystał nieobecność Lewandowskiego, i płaskim kopnięciem wykończył podanie Kiwiora. Był to zarazem pierwszy i ostatni celny strzał biało-czerwonych...
Lewandowski, będący jednym z najlepszych napastników w Europie, nie trafił w bramkę gospodarzy ani razu. Zbyt często schodził do rozegrania, czym – paradoksalnie – wcale nie pomagał kolegom. Nierzadko zbyt długo przyjmował piłkę, niwecząc jakąkolwiek szansę na przeprowadzenie szybkiego ataku.
Nieumiejętność przedarcia się środkiem pola zmuszała Polaków do przenoszenia akcji w boczne sektory. W pierwszej połowie aktywni byli zwłaszcza Bereszyński i Cash, którzy – co warte podkreślenia – dość dobrze współpracowali na prawej flance.
Pierwszy z nich często schodził do środka, by otworzyć dodatkową linię podania. Krychowiak asekurował wówczas jego pozycję, a Cash ustawiał się tuż przy linii bocznej. Po krótkiej kombinacji Bereszyński obiegał skrzydłowego od środka, wyprowadzając w pole lewego obrońcę Albanii.
Rotacje na prawym skrzydle dawały jakąkolwiek nadzieję. Cash i Bereszyński dobrze radzili sobie jednak wyłącznie w okolicy linii środkowej. Gdy tylko wbiegali w ofensywną tercję boiska, tracili wszystkie atuty. Pierwszy z nich gubił piłkę po nieudanych dryblingach, a drugi niecelnie dośrodkowywał. Po ich stratach rywale zyskiwali też okazje do kontrataków.
Do przerwy pomysłem na zaskoczenie Albańczyków były więc podania za plecy Lewandowskiego lub szarże prawą flanką. W drugiej połowie Santos nakłonił swoich piłkarzy do częstszego korzystania z drugiej strony boiska.
Od 53. do 58. minuty Polacy przeprowadzili cztery akcje lewą flanką. Więcej niż od początku spotkania. Najpierw niecelnie dośrodkował Kiwior, później dwa strzały oddał Krychowiak, a na koniec Szymański przytomnie wrzucił za linię obrony do wbiegającego Kamińskiego. Żadna z tych akcji nie zagroziła jednak bramce Thomasa Strakoshy.
W ofensywie brakowało jakości, przez co Polacy nie potrafili nic wykreować. Jedyną nadzieją – niczym za kadencji Michniewicza – pozostawały więc stałe fragmenty. To one, korzystając z nomenklatury poprzedniego selekcjonera, miały być "złotymi momentami".
W Tiranie, podobnie jak podczas mundialu, Polacy nastawiali się na wrzutki. Gdy tylko nadarzała się okazja, tłumnie wbiegali w pole karne. Nieważne, czy piłkę zza linii bocznej wrzucać miał akurat Cash, czy z rzutu rożnego lub wolnego dośrodkowywać mieli Zieliński lub Szymański.
Choć taka strategia – zwłaszcza w spotkaniu z Albanią – była uwłaczająca, to niemal nie okazała się skuteczna. W 21. minucie po zamieszaniu w polu karnym gola strzelił Kiwior. Gdyby jego trafienie zostało uznane, niedzielny mecz mógłby skończyć się innym wynikiem.
Polacy byli bowiem przygotowani, by bronić jakiejkolwiek zdobyczy. Santos, niczym jego poprzednik, nie wypuściłby prowadzenia z rąk. Stracony gol zrujnował jednak jego plan. Druga bramka pogrzebała za to wszelkie nadzieje, przyczyniając się przy okazji do jego zwolnienia...